Szatan, Mój Brat
Znów zdechłem. No i co? To jeszcze nie koniec.Nie szturmuję od razu tych złoconych murów.Najpierw biorę karabin, uczę się od weteranów,co wracali sto razy spod niebiańskich fortec. W kuźniach wrze przekleństwo, huk i smród prochu,Prometeusze ryczą nad mapami wojny. Nikt tu nie chce zbawienia, nikt nie klęczy pokornie, każdy nosi w oczach własny płomień buntu.
Potem atak. Syreny. Gwiazdy lecą z nieba. Znów umieram durch Zerquetschen. Znów upadam. Tak bywa, cholera. Więc wracam na tę ziemię, gdzie śmierć jest jak przerwa.
Szkolę nowych szaleńców. Daję im gniew do ręki.
- Szatanie, ruszaj! Jeszcze nie skończyła się afera.
Aż pęknie każdy tron i rozsypią się błękity.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania