Szatan, Mój Brat

Znów zdechłem. No i co? To jeszcze nie koniec. Nie szturmuję od razu tych złoconych murów. Najpierw biorę karabin, uczę się od weteranów, co wracali sto razy spod niebiańskich fortec. W kuźniach wrze przekleństwo, huk i smród prochu, Prometeusze ryczą nad mapami wojny. Nikt tu nie chce zbawienia, nikt nie klęczy pokornie, każdy nosi w oczach własny płomień buntu.

Potem atak. Syreny. Gwiazdy lecą z nieba. Znów umieram durch Zerquetschen. Znów upadam. Tak bywa, cholera. Więc wracam na tę ziemię, gdzie śmierć jest jak przerwa.

Szkolę nowych szaleńców. Daję im gniew do ręki.

- Szatanie, ruszaj! Jeszcze nie skończyła się afera.

Aż pęknie każdy tron i rozsypią się błękity.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania