Szeptem
jesień rozwiała wrześniowe wstążki
liści splecionych w ciężkie warkocze
zaszumiał leśnym zaciszem motyl
ostatnie skrzydła zziębnięte noce
pola się miękko ścielą resztkami
źdźbeł na krzyż ściętych złociste ręce
przerzedzą trawy nagiej aksamit
zanim szarością przyprószy więcej
park opustoszał od słodkich westchnień
ławki przybrały miny nietęgie
zaspane słońce oddychać nie chce
ciepłem co nagle umywa ręce
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania