Szeptem

jesień rozwiała wrześniowe wstążki

liści splecionych w ciężkie warkocze

zaszumiał leśnym zaciszem motyl

ostatnie skrzydła zziębnięte noce

 

pola się miękko ścielą resztkami

źdźbeł na krzyż ściętych złociste ręce

przerzedzą trawy nagiej aksamit

zanim szarością przyprószy więcej

 

park opustoszał od słodkich westchnień

ławki przybrały miny nietęgie

zaspane słońce oddychać nie chce

ciepłem co nagle umywa ręce

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania