Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

SZEPTLIWA PRZYJACIÓŁKA. (mroczne opowiadanie mystery )

SZEPTLIWA PRZYJACIÓŁKA.

(mroczne opowiadanie mystery)

 

Samotność. Jako powodowa, potrafi przenikać granice: życia, a także... śmierci. Pokonując ją: pozwala żyć... temu, co już dawno zmarło. A żyjąc obecnie, zwyczajnie:.. unika pozostania samotnym. Jeżeli na Twoje wezwanie: musisz wiedzieć, że najpewniej: bardzo szybko zatęsknisz za ciszą, przebrzmiałą echem, pośród pustki serca... a im bardziej jest spowite smugliwie brnącym chłodem Zaświatów: tym prędzej zaczniesz błagać:.. aby zwyczajnie zamilkli... pragnąc Samotności: której zaznać można... jedynie: wśród Nieobecnych.

 

1.

 

Sięgając pamięcią, aż po mgliście kresny zaułek świadomości: uznała, iż właściwie od momentu narodzin, uwielbia przesiadywanie... w mroku, tulonym mlecznie srebrzystym blaskiem pełnokulistego księżyca, dotykającym poprzez krystaliczną taflę nocy, trzymających ją wśród murowanej doczesności, ram: będących okiennymi, wobec swych kunsztownych rzeźbień kilkuwiekowego drewna, zdobnych kutymi w żelazie, poczernionymi patyną przemijania, sztabami: samych Zaświatów, których obecność: zdawało się odczuwać smużliwym chłodem słów, szeptanych zza pleców, jakby wprost ku świadomości, aby stronniczo głoszone echem myśli: wybrzmiały kościstym dotykiem dłoni empatii, przeczesującej szkieletnymi palcami: połyskliwie kruczoczarne pukle włosów, opadłe po ramionach, ku szczupłym biodrom, ułożonym wygodnie w niemniej zabytkowym od świadomości... łożu. Przywykła do tego uczucia: zwiastowanego zapleczną obecnością, którą zwykła pomijać spojrzeniem, mając pewność, iż odwracając wzrok... nie ujrzy kogokolwiek. Było tak zawsze. I wówczas nie musiała ich prosić, aby zamilkli... niczym tłum, usiłujący odnaleźć spojrzeniem głowę, stoczoną przez gilotynę. Jeżeli uważasz, że słowa: kiedykolwiek, rzekomo " empirycznie Cię zabolały ", miej pewność, że to prawda, skoro ją samą:.. potrafiły dosłownie darzyć dotykiem: przenikliwie zimnym, jakby stanowił ogniwa łańcucha pętli szubienniczej wisielca: postanawiającego nie podjąć kanibalizmu, wśród okowów lodu... górskiego szczytu. Od kiedy strach, ustąpił życzliwości: rzadko im na to pozwalała, gdy szepty: zdawały się wygnać: wolną wolę... jej własnej duszy... Nie pozwalając ująć wzrokiem czegokolwiek, ponad ciemniejszy mrok, lubujący się rzuceniem w ramiona. Wystarczyło spojrzeć za plecy: aby to, co zwiesz nocą: stało się o wiele bliższe, niż jesteś w stanie pominąć rwaniem z płuc: przenikliwości krzyku najszczerszego przerażenia. Z czasem, nauczyła się wiedzieć o ich obecności: głoszonej pukliwością wobec wszelkiego, mającego możliwość niesienia w przestrzeni. Najczęściej dlatego, zwykli ustukiwać w drewno: niczym prosząc knykciami, o stawienie furty Zaświatów ościeżą... żeby następnie, krokami skrzypliwymi sędziwością spękanych klepek podłogi: skierować bezcielesność... w kres postrzegania ludzkiego wzroku. Jak obecnie. Kiedy przecież... ktoś stoi obok Ciebie. Nie wskażę Ci jednak... ponieważ, zawsze, gdy tylko skierujesz w tamtą stronę wzrok:.. nie będzie tam kogokolwiek...

 

2.

 

Wszędobylna umysłem, przestrzennie szeptana rwanymi słowami głosów, klauzula zmarłych, należała do nie mniej, jak kilku jednocześnie. Czasem zdarzało jej się gościć ich więcej, jakby usiłowały prowadzić w świadomości kłótliwy półgłosem, przewód lektorski... Czego właściwie chcą?.. mszcząc się boleśnie, zawsze, gdy uznała, że właściwie:.. woli nie słyszeć ich zupełnie. Wówczas milkli. Najczęściej... niebawem nakazując, aby smukłą delikatnością palców... ujęła żyletkę. Z biegiem lat... nauczyła się pozwolić łzą, bezwiednie płynąć przez kości policzkowe, odczuciem bezsilności: wobec którego sprzeciw, usilnie kaleczył jej własną dłonią, wbrew woli: każde z niegdyś bliskich sercu uczuć... pozwalając im upłynąć: krzepliwie stygnącymi połyskliwością księżycowej poświaty, wiedzionymi przez krople, wstęgami szkarłatu. Jak obecnie... całe szczęście, tym razem, zdawali się spadać głosami w czeluść, gdzie rzucić ich zdołała... przełknięciem garści leków: popitych whisky...

 

3.

 

Mrok... zdawał się zapadać pogłębianiem obojętności: zarówno wobec lepkich purpurą kałuż, ociekłych cięciami żył nadgarstków, żeby wsiąkając w falbaniastą biel pościeli, odbierały głos myślom... jak i stężenia farmakologii, rozkazem alkoholu, wiedzonej zanikiem oddechu, siniejącym jej usta, aby bladość śmierci, cieniami mroku, postrzegała powieki... Właściwie: kiedy... stanęła przy łóżku, ponad samą sobą?.. przeszklonym bezźrenicznością śmierci wzrokiem, starając się nie być zmuszoną do milczenia... a jedynym, co mogła wyszeptać pozbawionymi życia ustami, było... smutno brzmiące, niczym powiew ze szczelin pod drzwiami wiedzenia wiecznego odpoczynku Zmarłych:

 

- Żeegnaajjj...

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania