Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.12

Pewnego dnia obudziła się z całkowicie pustym umysłem. Pragnęła złapać się jakiejkolwiek myśli, lecz wszystko wyparowało jej z głowy. Wyszła z chaty i zauważyła wschodzące słońce. Poranek był dość chłodny, więc wróciła do środka po kurtkę. Postanowiła, że całkowicie się ubierze i umyje. Gdy wykonała wszystkie poranne czynności, chwyciła ją z wieszaka, zarzuciła na ramiona i ruszyła w stronę pałacu.

Po drodze znów przyłapała się na tym, iż pragnie sobie o czymś przypomnieć. O czymś niecierpiącym zwłoki, nie mogła jednak za nic w świecie dowiedzieć się o co chodzi.

Idąc, podziwiała piękno natury otaczające ją ze wszystkich stron. Sama się sobie dziwiła, że już przyzwyczaiła się do życia tutaj. Poniekąd było to bardzo łatwe, ponieważ nie pamiętała o rodzinie. Miała wrażenie, jakby kawałek jej umysłu zaczął zanikać. Starała się przypomnieć sobie jakieś ważne wspomnienia ale natrafiała tylko na rozmazane sceny.

Zauważyła pałac wznoszący się kilka metrów przed nią i uświadomiła sobie, że nie wie po co tu przyszła. Po chwili jednak ją olśniło i puściła się pędem przez dobrze jej znane komnaty.

Przed salą Elfa stanęła jak wryta. Chwilę postała i starała się uspokoić oddech. Gdy zapukała, rozejrzała się wokół czy nikt jej nie obserwuje. Poczuła dziwne spojrzenia na swoich plecach.

‘’Cienie tu są’.’ usłyszała i jej serce na chwilę stanęło. Szybko wparowała do królewskiej Sali.

- Wasza Wysokość… - zauważyła, że Elf patrzy na nią przerażony. Kiwnął głową i poprosił ją do siebie. Wykonał te ruchy sztywno, jak nigdy.

- One…one tu są. – wyjąkała, całkowicie zapominając o tym, po co tu przyszła. Jego oczy rozszerzyły się. Niespodziewanie podniósł się z tronu i doskoczył z prędkością światła do wielkiego kwadratu na ścianie, Lucy przypominał on sejf. Stanął otworem i ujrzała znajdujący się w środku wielki dzwon. Król chwycił za sznurek zwisający z jego wnętrza i głośno zaczął bić w jego ściany. Dziewczyna zatkała uszy, dźwięk był nie do zniesienia. Kucnęła, zamknęła oczy i zacisnęła zęby, miała wrażenie, że za chwilę sama rozpadnie się na milion kawałków. Otworzyła usta w niemym krzyku i uświadomiła sobie, że do mózgu zaczynają wracać jej niektóre myśli. Poczuła jak pęka jej coś w środku i uwalnia część ważnych dla niej możliwości do zaczepu. Uchwyciła się jednego, najważniejszego pragnienia – pokonać Cienie.

Wstała i wybiegła za Królem, który zdążył już wcześniej zniknąć. Usłyszała na korytarzy jego krzyki:

- Straż, do broni! Szykować się! Wróg już tu jest!

Zauważyła jak elfy zaczynają biegać w popłochu, poczuła całą sobą ich przerażenie. Wchłonęła je. Po chwili wszyscy zaczęli ustawiać się w szyk i biec zgodnie w jednej grupie. Zobaczyła jak każdy z nich zakłada zbroję i bierze broń ze stojaka przy wejściu. Wchodząc do pałacu niczego takiego nie zauważyła, musiało pojawić się dopiero teraz. Wszystkie wykonywane przez nich czynności były automatyczne, zachowywali się jak zaprogramowane specjalnie roboty. Była pełna podziwu dla tak perfekcyjnej organizacji.

Wszyscy wybiegli na zewnątrz ale przecież wrogowie byli w środku. To ich spojrzenia czuła na sobie. Odwróciła się. Elf biegł w jej stronę i kazał wciąć broń. Chwyciła w jedną dłoń miecz a w drugą tarczę - z nimi czuła się najbezpieczniej, nimi umiała najlepiej walczyć.

Nagle do pałacu wparował Aren. Ich oczy się spotkały, zauważyła w nich przerażenie. Doskoczył do niej i pociągnął schodami w górę. Zatrzymali się na półpiętrze, Lucy zauważyła, że czarodziej był nadal pod postacią ciemnowłosego chłopaka. Usłyszała jak wymawia niezrozumiałe dla niej słowa i unosi ręce ku górze. Po chwili z jego palców wytrysnęły cienkie fioletowe strużki światła. Usunął barierę cieni, dzięki którym były niewidzialne. Kątem oka zauważyła jak coś do niej doskakuje i szybko się odwróciła. Udało jej się obronić, usłyszała szczęk mieczy. Po chwili, między dwoma skrzyżowanymi ostrzami, ujrzała żółte ślepia. Jej serce znów stanęło. Bestia zamachnęła się swoją bronią a Lucy zrobiła sprytny unik. Zaatakowała i zauważyła, że jej ostrze przeszło na wylot upiora. Spojrzała przerażona na swój miecz. ‘‘Tą bronią niczego nie zdziałam, to jest bez sensu’’ przemknęło jej przez myśl, zanim znów odskoczyła od ostrego narzędzia przeciwnika. Odwróciła się szybko i spojrzała na Arena. ‘’Pomóż mi’’ poprosiła w myślach i, ku jej zdziwieniu, chłopak się odwrócił.

Zauważyła, że walczy aktualnie z trzema Cieniami ale rzucił na jej miecz jakieś zaklęcie. Widziała jak zielone cienkie strużki z jego palców oplatają jej narzędzie do walki. Zabłysnął tak jasno, że musiała zmrużyć oczy. Usłyszała żałosny pisk dochodzący z…ust Cienia? Te istoty posiadały w ogóle coś takiego?

Spróbowała ponownie i włożyła miecz w ciało bestii. Pisk nasilił się i potwór zaczął rozpływać się w powietrzu. Lucy spojrzała na broń i szeroko się uśmiechnęła. ‘’Dziękuję’’ zwróciła się w myślach do Arena i zauważyła jak kiwa głową. Widziała jak świetnie poradził sobie z tamtą trójką, na każdego z nich przypadła jedna strużka i nie było po upiorach śladu.

Czarodziej podszedł do niej i położył dłoń na ramieniu.

- Jak się czujesz? – spytał ciepło. Dziewczyna zdziwiła się, że w tej sytuacji był jeszcze zdolny do takiego głosu.

- Dobrze, dziękuję. Ostatnimi czasy miałam dziwne przeczucia, że ten dzień się zbliża. Dzisiaj rano miałam całkiem pusty umysł, wiesz może czemu?

- To znak. Coś ważnego umknęło z twojego umysłu. Zapomniałaś nam o czymś powiedzieć?

- Ja…Tak – zamyśliła się. Po chwili jednak przypomniała sobie wszystko - Tam gdzie mnie znalazłeś było pewne drzewo. Ono dawało pożywienie, jakiekolwiek chciałeś.

Aren spojrzał na nią zbity z tropu.

- Zajmiemy się tym po walce, w porządku? Teraz musisz mi wybaczyć ale widzę, że potrzebują mnie na zewnątrz. Jest ich tam ogromnie dużo. Przepraszam, trzymaj się! – krzyknął i pstryknął palcami. Poczuła jak jego dłoń ześlizguje się po jej ramieniu i zimno pojawiło się w tym miejscu. Dotknęła go, lecz tylko chwilowo je ociepliła. Zauważyła jak w jej kierunku nadchodzi grupa Cieni. ‘’Pamiętaj, że moc masz tylko na mieczu. Nie wiesz jak bardzo wytrzymała jest tarcza’’ przypomniały jej Szepty. Słuszna uwaga, musiała używać głównie miecza, tarczy tylko w konieczności.

Przyjęła pozycję bojową i ugodziła w pierś jedną z bestii. Za chwilę drugą, trzecią, po nich kilka kolejnych. Robiła przy tym sprawne uniki, odskakiwała gdy trzeba było i rozglądała się wokół by nic jej nie zaskoczyło.

Naliczyła piętnastu. Zeszła po stopniach w dół i zauważyła czekającą na nią kolejną grupę. Ruszyła im na spotkanie.

Następne częściSzepty cz.13 (ostatnia)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • KarolaKorman 23.10.2015
    ,, i uwalnia część ważnych dla niej możliwości do zaczepu.'' Pięknie.To jedno niezrozumiałe dla mnie zdanie się wkradło, ale cała reszta jest w porządku. Lucy dobrze sobie radzi :) Zostawiam 5 :)
  • comboometga 23.10.2015
    KarolaKorman Tak właśnie sądziłam, że ta część może być niezrozumiała :/ Chodziło mi o to, że miała w końcu jakąś myśl przewodnią, której się mogła uczepić i do niej dążyć ;) Źle napisałam najwyraźniej :) Dziękuję za ocenę : 3 Mam już wstawić ostatnią część?
  • KarolaKorman 23.10.2015
    Mnie pytasz? A jest gotowa? Jeżeli nie chcesz przetrzymać mnie do jutra, to dawaj, ale jeżeli chcesz na nią jeszcze przed wstawieniem rzucić okiem, to poczekam cierpliwie :)
  • comboometga 23.10.2015
    KarolaKorman Jestem ciekawa, czy chcesz już ją zobaczyć, więc pytam ;) Sprawdzałam kilka razy, wydaje mi się, że jest w porządku. Pewnie i tak będzie coś zgrzytało, znając mnie, ale zobaczymy ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania