Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.13 (ostatnia)

Udało jej się użyć tarczy tylko kilka razy, miecz pomógł jej wykonać zadanie. Podbiegła do okna i ujrzała nadbiegającą z pomocą watahę wilków. Elfy dzielnie walczyły z bestiami, coraz to kolejne rozmywały się w powietrzu. Wszyscy mieli na sobie kawałek zielonej strużki – elfy na mieczach, wilki na kłach, król na swoim berle, którego Lucy nigdy wcześniej nie widziała. Aren miał tą moc w sobie a ona na swojej broni. Każdy z nich walczył za to królestwo.

Usłyszała hałas dochodzący od wejścia, wyskoczyła przez okno i przeturlała się po małej górce. Wtopiła się w tłum pozostałych walczących, lecz to co zobaczyła przeraziło ją. Jeden, ogromny Cień.

‘’To jest ich przywódca, od niego trzymaj się z daleka. Z nim powinien walczyć król i Aren, nie ty’’

usłyszała i odwróciła się. Obydwoje z nich byli pochłonięci bitwą, zdawali się nie widzieć największego wroga. Pobiegła w ich stronę by poinformować o zagrożeniu, lecz wtem dało się słyszeć głośne wycie. Wszyscy spojrzeli na Cienia a Elf i Aren błyskawicznie znaleźli się przy Lucy. Dziewczyna spojrzała na czarodzieja i wskazała na swoją tarczę, strużki przeniknęły również na nią. Kiwnęła głową i pobiegła w przeciwnym kierunku co oni. Wskoczyła między walczącą watahę wilków i zaczęła ciąć upiory – jednego po drugim. W każdy cios wkładała całe swoje serce, były zadawane z wielką determinacją.

Walka zdawała się trwać w nieskończoność, stwory zdawały się mnożyć co sekundę. Gdy miała wrażenie, że to już koniec – usłyszała donośny rechot. Obróciła się i ujrzała króla, którego Cień trzymał w powietrzu. Elf starał się dosięgnąć jego twarzy swoim berłem, bezskutecznie.

Lucy doskoczyła do stojącego na dole Arena i zauważyła, że zastygł z wyciągniętymi w gotowości rękoma by rzucić zaklęcie.

- Nie chcę zranić króla. – wyjaśnił. Kiwnęła głową, zrozumiała. Sama podjęła decyzję.

- Muszę coś zrobić. – zdecydowała.

- Niby co? – zdziwił się czarodziej.

Ruszyła do pałacu i wbiegła po schodach na najwyższe piętro. Wyjrzała przez okno i uśmiechnęła się. Znajdowała się dokładnie tam, gdzie planowała. Wyskoczyła przez nie i wyciągnęła miecz do przodu. Przecięła Cienia w pół i usłyszała żałosny ryk. Poczuła jak coś miękkiego łapie ją w objęcia, zanim dotknęła ziemi. Coś nią szarpnęło i po chwili leżała na trawie kawałek dalej a obok niej Król. Podniosła wzrok i zauważyła, że ciężko oddycha. Podeszła do niego i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się. Pomogła mu wstać i zauważyli jak jedna wielka struga zielonego światła oplata Cienia, który widocznie się zmniejszył, dzięki jej cięciu. Zielona moc zaczęła wchłaniać potwora, lecz on nadal walczył. Król i Lucy doskoczyli do Arena i dziewczyna rzuciła swoim mieczem w potwora a Elf skierował swoje berło w jego stronę i powiększył sieć oplatającą ciało upiora.

Teraz wróg widocznie zaczął się zmniejszać. Minęła dłuższa chwila, zanim całkiem zniknął. Wszyscy zauważyli małą zieloną kulkę, która po chwili zaczęła wirować z szybkością światła. Nagle zmieniła się w kamień i spadła wprost na wystawione dłonie Arena. Podarował go jej.

- Dziękuję – zwróciła się do niego, podeszła i objęła. – Przepraszam za początkowy brak akceptacji, rozumiesz…

- Tak – odparł i uśmiechnął się – Dziecino.

Zbliżył się król. Popatrzył na nią z podziwem i rzekł:

- Jesteś bez wątpienia najlepszym co kiedykolwiek spotkało tą krainę, Lucindo. Nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć. Nigdy nie uda mi się spłacić długu, który u ciebie zaciągnąłem. – powiedziawszy to, przyklęknął na jedno kolano. Zauważyła, że Aren robi to samo i odwróciła się. Wszyscy bili jej pokłony, nawet wilki.

W kącikach jej oczu zaczęły zbierać się łzy.

‘’Wydaje nam się, że teraz już nie musisz brać się w garść’’ usłyszała i uśmiechnęła się. Zawsze przy niej, zawsze pomocne. Zamknęła oczy i zobaczyła scenę…

Jej pokój był całkowicie ciemny. Gdzie nie spojrzała, widziała tylko czerń. Coś jednak zaczęło mrugać. Mały punkcik. Zaczął robić się coraz to większy, aż w końcu urósł do rozmiarów kamienia od Arena. Cały jej pokój rozjaśnił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ujrzała swoje książki, swoją przyjaciółkę, z którą rozmawiała i usłyszała ‘’Teraz jesteśmy już bezpieczni. Zawsze będziemy przy tobie. Dziękujemy za wszystko. Tęsknimy. Wracaj szybko.’’

Poczuła jak po jej policzkach płyną łzy. Otworzyła oczy i ujrzała przed sobą wielki zielony owal.

Zdziwiona popatrzyła po zebranych wkoło istotach. Zeszli się wszyscy – król, Aren, wilki i elfy.

- Ja…chciałabym wam wszystkim serdecznie podziękować za okazaną mi pomoc i wsparcie. Za wiarę, za to, że mogłam przeżyć z wami te kilka miesięcy i dzisiaj walczyć u waszego boku. Zachowam was na zawsze w moim sercu. Uniosła kamyk ku górze a wszyscy krzyknęli radośnie. - Już czas się pożegnać, przykro mi. Muszę wracać do swojego świata.

- Leć i uważaj na siebie. Cienie nie powinny już zakłócać twojego spokoju, ale pamiętaj, że gdybyś kiedykolwiek potrzebowała naszej pomocy – wezwij Arena za pomocą kamienia.

- Oczywiście. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. – powiedziawszy to przytuliła króla. Bała się, że jest to zbyt odważny gest, lecz on nie dość, że go odwzajemnił to jeszcze pocałował lekko w czoło.

- Żegnaj, Córko Ewy. Bądź zdrów. – pozdrowił ją a ona przeszła przez ‘’drzwi’’.

Gdy stanęła na drewnianej podłodze pokoju Katy, zamarła. Znalazła się w swoim świecie. Naprawdę.

Do pokoju wparowała mama z ciocią.

- Lucy, kochanie! Gdzie ty się podziewałaś? – krzyknęła mama i podbiegła do dziewczyny. Objęła ją, a ta poczuła jak ciało kobiety drży. Pogłaskała ją po głowie i pocałowała w czoło. Lucy przypomniała sobie podobny gest króla i uśmiechnęła się. – Nawet nie wiesz co wszyscy tu przeżywaliśmy. Jak zamierzasz się z tego wytłumaczyć? – nie była zła, bała się. Troszczyła.

- Ja…chyba byłam w innym świecie, mamo. – powiedziawszy to, wszystkie trzy się zaśmiały.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • KarolaKorman 23.10.2015
    Wzruszyłam się na koniec, do łez :)
    Nieśmiało zaczęłaś to opowiadanie, a z każdą częścią było coraz lepiej. Muszę przyznać, że wciągnęłaś mnie w magiczny świat, który malowałaś i nie żałuję, że dotrwałam do końca. Historia była baśniowa, piękna, ale nie przesadzona. Wszystko wyważone co do grama :) jak na pierwsze dłuższe opowiadanie wyszło super, gratulacje. Oczywiście zostawiam 5 :) Życzę dalszej weny :)
  • comboometga 24.10.2015
    KarolaKorman Jeju, dziękuję Ci bardzo :) Nawet nie wiesz jak mi się miło i ciepło na sercu zrobiło. Ogromnie się cieszę, że udało mi się Ciebie wciągnąć w mój świat i nie żałujesz :) To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Dziękuję za te wszystkie komentarze i ciągłą, bardzo dokładną, pomoc :3 Dziękuję i Tobie również życzę dalszej weny : ) Nie wiedziałam, że uda mi się tym opowiadaniem kogokolwiek wciągnąć - od dawna uważam je za trochę dziecinne. Teraz widzę, że chyba bardzo się pomyliłam :)
  • KarolaKorman 24.10.2015
    Nie musisz dziękować :) To była sama przyjemność pobyć w czym innym, jak tylko w codzienności :) Opowiadanie owszem było baśniowe, ale nie do końca dziecinne. Pisz co sama czujesz najlepiej, a zawsze znajdzie się jakiś odbiorca, którego zadowolisz :) Gorąco pozdrawiam :)
  • wolfie 24.10.2015
    Dzięki Twojej opowieści wraz z Lucy mogłam wędrować przez stworzony przez Ciebie świat. Cieszę się, że mogłam je przeczytać :) Cały czas śledziłam Twoje opowiadanie, lecz ze względu na brak czasu, byłam zmuszona do pozostawiania anonimowych ocen. Zostawiam 5 :)
  • comboometga 25.10.2015
    wolfie Dziękuję Ci bardzo, ogromnie mi miło :) Cieszę się, że udało mi się kogoś zainteresować :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania