Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.3

- Mamo, czy zabraliśmy z domu Rudiego?

- Przecież nigdy nie jeździ z nami na takie krótkie wycieczki, kochanie – oznajmiła spokojnie kobieta – Zawsze zajmują się nim dziadkowie.

I wtedy Lucy przypomniała sobie, co powiedziała jej książka: ‘’Koniec się zbliża. Uciekajcie. Nie traćcie czasu’’. Potem, że jak wrócą - ich może już nie być. W takim razie, co stanie się z Rudiem?

Dziewczyna nie potrafiła się na niczym skupić. Próbowała nie wyglądać na wystraszoną, ale nie udało jej się, ponieważ tato spytał:

- Coś się stało Lucindo? – widać było, że również się zmartwił.

- Boję się o Rudiego – wyznała – Mam złe przeczucia, że tym razem coś się stanie.

- Jakie przeczucia? Milion razy zostawał sam w domu i nigdy nic się nie stało. Nie masz się czym martwić - zapewniła mama.

‘’Gdybyście tylko wiedzieli to co ja…’’ pomyślała i powiedziała:

- Wolałabym, tak dla pewności, jednak go tu przywieźć – oznajmiła i popatrzyła prosząco na ciocię – Pewnie będzie problemem.

- Nie będzie. Zawsze chcieliśmy mieć psa. Z chęcią byśmy go przyjęli, choćby tylko na te siedem dni – wyznała z uśmiechem kobieta.

- Naprawdę? – spytała z błyskiem w oczach dziewczyna, patrząc cały czas na ciocię.

- Oczywiście, że nie – odrzekła spokojnie – Jedynie dla niego. Nowe otoczenie, nowi ludzie.

- On szybko się oswaja – wyjaśnił mężczyzna – Z nim też nie ma problemu.

- Pojedziemy? – spytała tatę Lucy – Prosiłabym jak najszybciej.

Tato spojrzał pytająco na ciocię, a ta tylko ciepło się uśmiechnęła i kiwnęła głową.

- Dobrze, jedziemy. Spytaj Martina czy chce jechać z nami.

- Nie, błagam. Tylko nie on.

Wszyscy się roześmiali. Po chwili Lucy do nich dołączyła.

Śmiech przywołał chłopców z góry:

- Z czego się tak wszyscy śmiejecie? – spytał zdziwiony Dan.

- Z różnych rzeczy – wyjaśniła mama i zwróciła się do Martina – Nie chciałbyś jechać ze swoją siostrą jeszcze raz autem półtorej godziny?

- Mamo, błagam cię – odrzekł i znów wszyscy zaczęli się śmiać.

- Uznam to za nie – powiedział tato i wstał – Chodź, jedziemy. - zwrócił się do córki.

- Dobra, już idę – odpowiedziała Lucy, po czym wstała, zabrała telefon ze stołu, włożyła do kieszeni i wyszła z tatą.

- Czy mogłabyś mi tylko wyjaśnić, czemu aż tak bardzo się o niego boisz? – spytał spokojnie tato, gdy wsiedli do auta.

- Mogłabym, ale nie wiem jak. Nie mówmy o tym, dobrze? Proszę cię. Po prostu czuję, że tu wśród nas będzie mu lepiej – wyjaśniła, również spokojnie, i zapięła pas.

Podróż minęła im bardzo szybko. Lucy nie wzięła książki ani słuchawek, ale po raz pierwszy zwróciła uwagę na miejscowości, przez które przejeżdżali, więc zbytnio się nie nudziła. Nie rozmawiała również z tatą. Skłamała przed wyjazdem, mówiąc, że mogłaby wyjaśnić.

Nie może, nie potrafi, nie chce.

Gdy wysiedli z auta, Lucy usłyszała drapanie w drzwi, więc poprosiła tatę, by szybko je otworzył. Zrobił to, a Rudie wypadł przez nie i podbiegł do dziewczyny, stając na tylnych łapach a przednimi opierając się o jej uda. Popatrzyła mu w oczy - był przerażony. Pokazała je tacie.

- Co mu się stało? – spytał, również lekko wystraszony. W oczach psa krył się bardzo głęboki strach.

- Nie mam zielonego pojęcia. Tak coś czułam, że nie powinien zostawać sam – wyjaśniła i pogłaskała psa po głowie, a on polizał ją po dłoni.

Lucy jednak wyczuwała coś w powietrzu – coś, czego nie potrafił nikt inny. Weszła do domu i poszła na górę do swojego pokoju. Usłyszała ciche chrapanie, podobne do warczenia, dochodzące z pomieszczenia. Drzwi były lekko uchylone, więc otworzyła je prawie na oścież. W rogu jej pokoju, koło okna i półki z książkami, zauważyła czarny cień z żółtymi jak słońce w zenicie ślepiami. Oczy wpatrywały się w dziewczynę, świdrując wzrokiem jej ciało. Lucy wolała nigdy tu nie wejść. Miała wrażenie, że zaraz cień, czymkolwiek był, rzuci się na nią i wyssie z niej wszystko co posiada. Chciała cicho się wycofać i popędzić z całych sił w dół, do drzwi, lecz wtedy zawiał mocny wiatr i cień rozmył się w powietrzu. Dziewczyna zauważyła, że z jej półki zniknęła książka, która przemówiła do niej przed wyjazdem. Przestraszyła się.

Podeszła do regału i zauważyła, że pozostałe były na swoim miejscu. Gdy zaczęła im się przyglądać, ujrzała wydrapane na ich grzbietach litery. Układały się w zdanie: LEPIEJ ZAJRZYJ WSZĘDZIE

Lucy miała wrażenie, że jej serce na chwilę przestało bić. Chciała teraz przenieść się z powrotem na dół, do taty i Rudiego. Tam, gdzie nie czuła się obserwowana i zagrożona.

Jako jedyna w tym domu, która znała jego tajemnice, poszła do pomieszczenia znajdującego się naprzeciw niej. Tak, jak w przypadku drzwi jej pokoju, te od sypialni rodziców były uchylone identycznie. Popchnęła je lekko i włożyła głowę do środka. Rozejrzała się i zobaczyła panujące w nim egipskie ciemności. Gdy po raz drugi wodziła po nim wzrokiem, zauważyła kolejne ślepia wpatrujące się w nią. Tym razem były niebieskie. Może mniej straszne ale jednak przyprawiające o dreszcze. Dziewczyna znała już tą zjawę, w końcu widziała ją przed chwilą. Najchętniej zrobiłaby to samo, na co miała ochotę w progu swojego pokoju, lecz i tym razem cień przedzierał się wzrokiem przez nią. Zdawało jej się, że wypruwa z niej wszystkie wnętrzności, więc przestała się na niego patrzeć. Gdy tylko to uczyniła, na dworze zagrzmiało i zjawa rozpłynęła się w powietrzu. Podeszła szybko do regału rodziców i spojrzała na książki. Po chwili na nich również pojawił się napis: JESZCZE JEDEN POKÓJ - SZUKAJ A ZNAJDZIESZ

Tym razem, Lucy już naprawdę miała dość tej chorej gry. Zauważyła jednak, że z tego regału nic nie zniknęło. Ale z szafki mamy owszem - jej ukochany naszyjnik.

‘‘Dla mnie najważniejszą rzeczą była ta książka’’ pomyślała i łzy napłynęły jej do oczu. Bowiem ta, była dla niej jedną z najlepszych przyjaciółek, jakie posiadała. Mówiły sobie o wszystkim. Zazwyczaj dziewczyna opowiadała, ale i tak wiedziała, że ma kogoś kto ją słucha i wspiera, choćby psychicznie. Nie mogła uwierzyć w to, że straciła ją na zawsze.

Nie chciała rozpamiętywać przeszłości - musiała skupić się na tym co jest teraz. Zjawy zabierały najważniejsze dla nich rzeczy. Na pierwszy rzut poszła jej książka. Po tym Lucy nie miała już na nic ochoty, a szczególnie na dalsze szperanie po pokojach, w których są cienie. Został jej ostatni – Martina. Weszła do niego szybko, ponieważ drzwi nie były uchylone tylko otwarte na oścież, jak gdyby zjawa sama zapraszała ją do siebie. Stanęła za progiem, wewnątrz i zaczęła się rozglądać.

Tym razem nie mogła przegapić oślizgłych oczu. Żarzyły się ognistą czerwienią tak, jak gdyby zamiast nich w tamtym miejscu palił się ogień.

Dziewczyna od razu stwierdziła, że są najbardziej przerażające. Skojarzyły jej się z najokropniejszymi mękami. Szybko odgoniła te myśli, bo zauważyła, że postać zbliża się do niej. Sunęła gładko w powietrzu. Lucy chciała się wycofać, lecz coś przybiło ją do ziemi tak, że nie mogła nawet ruszyć nogą. Zamknęła oczy, by nie widzieć twarzy zjawy. Otworzyła je jednak z powrotem i ujrzała ciemny kształt, kilkanaście centymetrów od siebie. Miała ochotę krzyknąć mu prosto w twarz, ale z jej gardła nie chciał się wydobyć żaden, najmniejszy nawet, pisk. Niespodziewanie stwór otworzył usta i przemówił sapiącym, basowym głosem:

- Masz coś co jest nasze. I mam nadzieję, że już domyśliłaś się, jak działa ten mechanizm.

Dziewczynie udało się tylko kiwnąć głową. Wytrzeszczała oczy z przerażenia, wpatrując się w usta potwora. Były niezbyt wielkie ale wyraźnie sine.

Cień chwycił coś w dłonie i za chwilę Lucy spostrzegła, że podarł ulubioną koszulkę jej brata, z którą ten jeszcze nigdy się nie rozstał.

‘’Zabije mnie’’ pomyślała i zauważyła wykrzywione w uśmiechu usta potwora. Zamknęła oczy. Nie miała ochoty więcej na niego patrzeć. Gdy po dziesięciu sekundach je otworzyła, nie było nikogo. Podeszła do okna i odsłoniła je tak, że pokój zrobił się biały. To samo zrobiła z pozostałymi dwoma – jej i rodziców. Wkrótce w domu nastała kompletna jasność.

Spojrzała na regał z książkami, lecz nie było na nim żadnego napisu. Przejrzała jeszcze raz pozostałe pomieszczenia i nie znalazła żadnych śladów bestii zza światów.

Była z siebie dumna, że potrafiła stawić im wszystkim czoła, lecz nie na długo.

‘’Jak wyjaśnię zniknięcia tych przedmiotów?’’ pomyślała i zaczęła się tym zadręczać ‘’Jeśli powiem tacie prawdę – uzna mnie za wariatkę. Nikt nie może się dowiedzieć. Jak inaczej mam chronić te rzeczy, ten dom, to wszystko?’’

Chciała rzucić się na łóżko, włączyć wieżę i posłuchać swoich ulubionych kawałków, jak kiedyś. Kiedy nie wiedziała o niczym, co się stało i co mogło. Przeklinała sama siebie, że opuścili dom chociaż na chwilę. Dobrze czuła, że nie powinna się z ‘’nikim’’ stąd rozstawać.

Wróciła do rzeczywistości, gdy usłyszała kroki na schodach. Zdała sobie sprawę, że stoi oparta o regał i ciężko oddycha. Ledwo co trzymała się na nogach.

Następne częściSzepty cz.4 Szepty cz.5 Szepty cz.6

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • KarolaKorman 14.10.2015
    Ja zostawiam 5. Pomysł jest świetny, piszesz ładnie i zrozumiale, a błędów nie widziałam :)
  • comboometga 14.10.2015
    KarolaKorman Dziękuję Ci bardzo, cieszę się :)
  • wolfie 15.10.2015
    Rozdział o niebo lepszy od pierwszego. Tutaj podobało mi się absolutnie wszystko :) Chciałam dać 5, a przez to, że oceniam na telefonie, dałam 3 :( Przepraszam.
  • comboometga 15.10.2015
    wolfie - Dziekuję :) Haha, nie szkodzi ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania