Szepty cz.4
- Lucy! – zawołał, wyraźnie wystraszony, tato – Gdzie jesteś?
- Tutaj – odpowiedziała cicho.
- Co ci się stało? – spytał, gdy wszedł do pokoju. Zauważyła w jego oczach przerażenie. Po chwili wbiegł za nim Rudie i dziewczynie wydało się, że jest smutny.
- Nie mam pojęcia. Chodziłam, i nagle gdy znalazłam się tu, zasłabłam – skłamała.
- Tak po prostu? To niezbyt normalne – zamyślił się tato. Po chwili spytał spokojnie – Może już wrócimy? Mamy Rudiego, a poza tym, wszyscy się pewnie niepokoją.
- Tak, chodźmy.
Tato przełożył sobie jej ramię przez szyję i pomógł zejść do auta.
‘‘Nie zapomniałam o niczym?’’ zastanawiała się dziewczyna, lecz była tak senna, że ledwo co patrzyła na oczy ‘‘Oby nie’’.
- Chcesz siedzieć z tyłu z Rudim, czy z przodu ze mną? – spytał, patrząc na nią, i po chwili przyłożył jej rękę do czoła. Była rozpalona. – Nieważne. Ruszajmy jak najprędzej.
- Jeśli bym mogła, to z Rudim. Chciałabym się spokojnie zdrzemnąć. Może się na nim położę – powiedziała, ledwie słyszalnie.
- Dobrze – odpowiedział i posadził ją na tylnym siedzeniu.
Podróż minęła jej szybko jak nigdy. Zamknęła oczy zanim ruszyli, a otworzyła leżąc na kanapie w salonie wujka i cioci. Wszyscy biegali wokół niej - robili okłady i cały czas wymieniali koce, jedzenie i picie. Była bezwładna, więc pozwoliła im o siebie zadbać.
- Kochanie, słyszysz mnie? – spytała mama, pochylając się nad nią.
- Tak – odpowiedziała, normalnym głosem, Lucy i sama się zdziwiła – Chyba już ze mną lepiej.
- O wiele – wyznał tato – Jesteś w bardzo dobrym stanie.
- Co się stało w domu? – spytał Martin, który stanął nad nią.
- Teraz się mną interesujesz? – spytała oschle dziewczyna, lecz brat zrobił coś czego nigdy by się po nim nie spodziewała. Przytulił ją.
- Zawsze interesowałem. Tylko nie dałem tego po sobie poznać – powiedział i Lucinda wyczuła w jego głosie ciepło i troskę – kolejną niespotykaną dla niej rzecz.
Uśmiechnęła się do niego. Nie miała powodu być oschła.
- Dziękuję wam wszystkim – powiedziała i podniosła się do siadu podciągając sobie koc pod brodę, nadal bowiem było jej zimno.
- Za co? Opiekowanie się rodziną? - spytała z uśmiechem ciocia.
- No, za to tym bardziej. Ale pewnie jest przeze mnie zamieszanie – wyjaśniła zawstydzona.
- Nie ma o czym mówić. Jesteś naszym gościem i zajmiemy się tobą najlepiej jak potrafimy – wyjaśniła i pogłaskała ją po głowie kobieta - Zjesz z nami kolację czy wolisz zostać pod kocami?
- Chętnie zjadłabym z wami – przyznała szczerze Lucy i uśmiechnęła się.
- Tak się o ciebie bałam. Nie pozwolili mi do ciebie zejść, żebym się nie zaraziła, ale ja chciałam cię zobaczyć – wyjaśniła Katy i przytuliła się do Lucy.
- Nic takiego mi nie było, tylko zasłabłam – wyjaśniła i wstała. Złapała Katy za rękę i razem usiadły do stołu.
- Dobrze, że już jesteś uśmiechnięta i żywa – przyznał z uśmiechem Dan, siadając zaraz po nich.
Dziewczyna cicho się zaśmiała i zabrała do posiłku. Pozostali również.
Po kolacji poszła się wykąpać i położyła się do łóżka w pokoju kuzynki. Ona spała na jej łóżku a Katy na materacu, leżącym na podłodze. Przed snem rozmawiały jeszcze chwilę, ale wkrótce obydwie zmorzył sen.
Gdy Lucy się obudziła – materac był oparty o ścianę a kuzynki brakowało.. W pokoju było jasno, panował przyjemny chłód.
‘’Zapewne był wietrzony jakiś czas temu’’ pomyślała i odkryła się. Zdała sobie sprawę z tego, że czuje się pełna energii.
Poszła do łazienki przebrać się i przemyć twarz, a gdy zeszła na dół - wszyscy przywitali ją pogodnymi uśmiechami.
- Dzień dobry wszystkim – oznajmiła, stając na początku schodów. Przeszła kilka stopni i poczuła jak uginają się pod nią nogi. Po chwili wszystko się rozmyło i poczuła jak upada.
Obudziła się leżąc w łóżku, z którego rano wyszła. Zamrugała kilka razy i przetarła twarz. Teraz w pomieszczeniu było duszno i kręciło jej się w głowie. Miała dość tego wszystkiego. Myślała, że już było dobrze.
Usłyszała przymglone odgłosy rozmowy:
– Jestem ciekaw co zaszło na górze…
- Jakiej górze? – spytała całkiem zdziwiona kobieta, po głosie poznała matkę – O czym ty mówisz?
- Rzeczywiście, nie powiedziałem ci – przypomniał sobie ojciec i zaczął opowiadać - Jak przyjechaliśmy po Rudiego, to zanim otworzyłem drzwi - ktoś w nie drapał. On. Gdy tylko stanęły otworem - skoczył na Lucy, a w jego oczach kryło się przerażenie. Po chwili schował się za nią i zaczęliśmy myśleć nad tym, czego mógł się wystraszyć. Lucinda poszła na górę. Nie było jej dobre piętnaście minut. Gdy przyszedłem do niej - stała w pokoju Martina oparta o regał i ciężko oddychała. Przestraszyłem się, chciałem jak najprędzej zabrać ją tu – do was. Zeszliśmy razem po schodach, wpakowałem ją do auta i ruszyliśmy. Po drodze spała i ledwo co przenieśliśmy ją do domu z wujkiem, pamiętasz?
- Tak, pamiętam – odpowiedziała, przejęta całą historią, kobieta – Sama zaczęłam się niepokoić co się stało, gdy tylko zobaczyłam jak śpi w aucie. Przecież nigdy, na Boga, nie spała w podróży.
Lucy co prawda była w pokoju, leżała w łóżku, nawet pod kołdrą i kocem, a pod głową miała poduszkę miękką jak puch. Nie dawało jej to jednak nic czego oczekiwała. Nie cieszyła się tym co ma, tak jak powinna, po tym wszystkim. Nie wiedziała nic, zupełnie. Co to za miejsce, co robi, czemu jest tu a nie gdzie indziej, co się stało, czemu czuje ciepło i zimno zarazem, czemu boli ją głowa, czemu jej niedobrze.
Miliony pytań bez odpowiedzi latały po jej głowie, jak ptaki uwięzione w klatce. Chciała je wszystkie wypuścić, po to by poleciały i przyniosły jej odpowiedzi, lecz była bezradna. Mogła tylko leżeć i słuchać głuchych dźwięków dochodzących z dołu.
Udało jej się w końcu zasnąć.
Znalazła się w miejscu – prawdopodobnie salonie - które już znała, lecz nie pamiętała czym było. Było to duże pomieszczenie, w nim schody na górę, a gdy się po nich weszło - kolejne trzy mniejsze pokoje. Weszła do tego naprzeciw schodów. W ciemnościach panujących w środku ujrzała zjawę. Wyszła i przeniosła się do tego na prawo od pomieszczenia, w którym się znajdowała. Tam spotkała tą samą postać, więc powędrowała kilka kroków do trzeciego, i ostatniego, pokoju na tym piętrze. Wiedziała, że spotka tam tą zjawę, lecz i tak musiała to sprawdzić. Tym razem tylko zajrzała do pokoju, i gdy ujrzała przerażające ślepia, wyszła jak najszybciej. I wtedy czas się cofnął. Stała znów przed ostatnim pokojem i tym razem do niego weszła. Nagle cień zaczął do niej mówić. Po chwili już opierała się o szafkę i łapała oddech. Do pokoju wpadł jej tato i pomógł zejść na dół. Pojechali do kuzynów.
Kolejnym snem była wizja. Widziała samą siebie, leżącą całe dnie, w łóżku Katy. Pod kołdrą, nakryta dwoma lub trzema kocami, z chusteczkami na szafce obok, herbatą w ręku, siorbiącą kolejne łyki i rozmyślającą nad życiem. Przez cały czas szukała odpowiedzi na milion pytań kłębiących się w jej głowie. Nie potrafiła ich znaleźć.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania