Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.5

Gdy się obudziła, zauważyła, że z półki Katy wystaje średnio gruba, zielona książka. Można by powiedzieć, księga. Wyglądała na bardzo starą i miała pięknie zdobiony grzbiet. Dziewczyna wstała z łóżka, ledwo co ruszając nogami, i podeszła do regału. Ściągnęła z niego książkę i wróciła z powrotem do łóżka, ciężko stawiając bose stopy na dywanie.

Nosiła tytuł: Szukaj a znajdziesz. Znała skądś te słowa. Nie potrafiła przypomnieć sobie dokładnie, lecz już po chwili wiedziała o co chodzi.

Nikt ich nie powiedział - napisał. Również na książkach.

‘‘Akurat coś dla mnie’’ pomyślała, odganiając niemiłe wspomnienia, i otworzyła pierwszą stronę. Małym, tłustym drukiem widniał tam napis: ‘’Dla tych co szukają odpowiedzi na dręczące ich pytania’’.

‘’Już kocham tą książkę. Ciekawe co ma w sobie’’ zaczęła rozmyślać i po chwili przypomniała sobie, że nie przewróciła kolejnej strony. Zrobiła to więc, ciężko - przez to, że kartki, jak jej się wydawało, strasznie dużo ważyły.

Zagłębiła się w lekturę. Po pięciu stronach nie potrafiła jednak skupić się już wcale, więc odłożyła ją na szafkę i spojrzała na zegarek. Była pora obiadowa – po trzynastej.

‘’Świetnie. Przyjechaliśmy do kuzynów po to, by Martin z nimi siedział, a ja będę leżeć w łóżku’’ pojawiło się w jej myślach i uświadomiła sobie, że już wie co się działo. Wie, czemu tu jest. Poczuła nagle jak gdyby ciężar spadł jej z serca. Nie do końca była wolna od swoich pytań, ale to dużo jej dało. Wzięła głęboki wdech. Poczuła tylko ciepłe i duszne powietrze, którym był nasączony cały pokój.

Przykryła się kołdrą i dwoma kocami, po czym owinięta, sięgnęła po książkę.

Oparła się o chłodną ścianę, położyła sobie rękę na czole i poczuła piekące ciepło. Stwierdziła, że będzie się chłodzić tyle, ile będzie tego potrzebować. Nie miała ochoty na nic. Nie chciała mrugać ani oddychać. Myślała w kółko o tym, kiedy ten koszmar się skończy.

- Jak się czujesz, Lucindo? – zauważyła lekko uśmiechniętą twarz cioci, zaglądającą przez próg – Przynieść ci coś?

- Mam gorączkę – wyznała i zamknęła oczy – Mogłabym zimnej wody? Gorąco mi.

- Gorączkę powiadasz… - zamyśliła się kobieta – Zaraz zmierzymy temperaturę, dobrze?

- Dobrze.

Każda sekunda bólu zdawała się być dla Lucy najgorszą chwilą, jaką przeżywała. Pociła się okropnie. Nie miała co pić ani jeść. Gdy kobieta weszła do pokoju, usiadła koło niej na łóżku i podała jej termometr, a dziewczyna powiedziała:

- Ciociu, mogłabym coś do jedzenia i picia? Trochę mi niedobrze.

- Oczywiście. Na co masz ochotę? – spytała z uśmiechem kobieta.

- Cokolwiek, byle szybko. Dziękuję ci bardzo – odpowiedziała i starała się odwzajemnić pogodę ducha, lecz jej nie wyszło.

Kobieta wróciła po dziesięciu minutach, z tacą kanapek i wodą. Postawiła wszystko na szafce obok łóżka, odkładając zaraz potem książkę na półkę - czego Lucy na swoje nieszczęście – nie zauważyła.

- Proszę bardzo, smacznego – powiedziała, po czym wzięła od dziewczyny termometr – Ojej, aż trzydzieści dziewięć. Przyniosę ci okład.

Wróciła po trzech minutach. Położyła lodowaty ręcznik na czole Lucy, a ta się uśmiechnęła.

- Dziękuję ci bardzo ciociu – powiedziała, zamykając oczy – Zjem kiedy poczuję się lepiej, dobrze?

- Jedz kiedy chcesz. Bylebyś wydobrzała. Tęsknimy za tobą – powiedziała i wyszła z pokoju, zostawiając otwarte drzwi.

Po kilku minutach dziewczyna sięgnęła po kanapkę. Poczuła zapach świeżej sałaty, pomidora i ogórka. Ugryzła ją i rozpłynęła się całkowicie.

‘’Już dawno nie jadłam niczego podobnego. Tęskniłam za tym’’ pomyślała i wzięła kolejny kęs.

Nie minęło piętnaście minut, a wszystkie kanapki zniknęły z tacy, jakby za dotknięciem magicznej różdżki. Niestety, Lucy nadal odczuwała wielki głód. Zaburczało jej w brzuchu.

Napiła się wody, która lekko ją ochłodziła.

‘’Mam nadzieję, że będzie lepiej’’ myślała, wciąż zadręczając się myślą o okropnym stanie, w jakim była.

Gdy wypiła ostatni łyk wody poczuła, że jej ciało wraca do normalnego stanu. Nie czuła już gorąca, nie było jej słabo.

Wstała, wzięła książkę z szafki i usiadła na krześle przy biurku. Nie miała ochoty znów kłaść się do łóżka - przypomniałoby jej to o stanie, z którego udało jej się choć na chwilę uwolnić.

Otworzyła ją na przypadkowej stronie. Nie mogła stwierdzić na jakiej, ponieważ kartka nie była ponumerowana. W sumie - była całkiem pusta. Lucy przejechała po niej palcem i nakreśliła złotą, iskrzącą się maleńkimi diamentami linię.

Ta zaczęła się rozwierać i nagle stała się spłaszczonym owalem. Po kilku sekundach powstało z niego piękne, symetryczne koło. Jakiś instynkt lub myśl, kazał położyć dziewczynie książkę na ziemi. Zrobiła to i stanęła przed nią. Po chwili coś dało jej znak, że może bezpiecznie się w nią zanurzyć. Wysunęła prawą nogę do przodu i jej stopa znalazła się wprost nad ‘’przepaścią’’. Włożyła ją do ‘’dziury’’ i spadła. Leciała i zauważyła, że plamy, które widzi wokół, zaczynają układać się w kształty. Następnie, uformowały się z nich pomieszczenia. Wyglądały jak piętra zaczarowanego domu, można by rzec, perfekcyjnego. Najpierw przed oczami ujrzała salon. Był to szeroki i daleko rozciągający się pokój, gdzie tapety miały kolor jasnej czerwieni - dziewczynie przypominało to pomidory w letnim słońcu – jaśniejącej na tle lamp. Znajdowała się tam szmaragdowa kanapa z poduszkami wyglądającymi jak puch chmury, wielki płaski telewizor, paleta do malowania w kolorze jasno-kasztanowym i w końcu dostrzegła coś, co dawało kolor temu wszystkiemu – miodowe lampy, które zauważyła wcześniej lecz nie zdążyła im się dokładnie przyjrzeć.

Kolejnym pomieszczeniem była kuchnia, wyglądała jak przestrzenna nora. Zauważyła, że przy blacie stała jakaś postać. Nie była człowiekiem, ale też nie przypominała żadnego stwora. Zaczęła jej się przyglądać, lecz bez żadnego efektu, ponieważ znajdowała się już na ziemi. Praktycznie wcale tego nie odczuła. Po prostu położyła się lekko na powierzchni, jakby niesiona podmuchem wiatru. Podniosła się i stanęła na nogi. Ujrzała przed sobą rozciągającą się dolinę porośniętą piękną, zieloną trawą, która błyszczała w zachodzącym słońcu. Spojrzała w górę – nad sobą zauważyła ‘’norę’’, przez którą spadała. Od dołu było to kora ogromnego drzewa.

Po chwili zauważyła zbliżającą się w jej stronę grupę postaci, było ich z dwadzieścia. Miały lekko blade twarze i zwiewne, połyskujące białe szaty. Na głowach nosiły cienkie wianki plecione z kwiatów, w kolorach delikatnych i stonowanych. Biel, lekka żółć i coś w odcieniu skóry pokrywało ich głowy. Były plecione na przemian, z drobnymi jasno-niebieskimi kryształami.

Dziewczyna popatrzyła na ich dostojne stroje i zdała sobie sprawę, że jest w pidżamie. Chciała jak najprędzej stamtąd uciec, ale pragnęła również poznać postacie, które wydały jej się znajome. Interesowała się nimi od bardzo długiego czasu - elfy. Na chwilę odebrało jej mowę, a nogi przykleiły jej się do podłoża. Zmysły odmówiły posłuszeństwa, nie potrafiła myśleć teraz o niczym konkretnym, była rozkojarzona.

Postanowiła, że będzie zachowywać się tak, jakby nie zdawała sobie sprawy w jakim jest stanie, i uprzejmie przywita piękne istoty. Były wśród nich zarówno kobiety jak i mężczyźni.

Gdy do niej podeszli, zatrzymali się i na środek wyszedł ich król. Od pozostałych różnił się jedynie tym, że jego wieniec nie był zrobiony z kwiatów, tylko samych kryształów. Dziewczynie bardzo się spodobała jego postać i ozdoba, którą nosił na głowie. Gdy dokładnie mu się przyjrzała - wiedziała już z kim ma do czynienia. Stwierdziła to po jego sylwetce i wyrazie twarzy.

Skłoniła się najniżej jak potrafiła - wiedziała bowiem, że trzeba okazać im szacunek.

Elf odkłonił się jej równie pięknie i dostojnie. Przy tych wspaniałych istotach czuła się jak zagubione dziecko. Nawet nie wiedziała gdzie jest. Usłyszała anielski głos:

- Witaj, Córko Ewy – ‘’wyśpiewała’’ delikatnym głosem postać.

- Witajcie Elfy, istoty obdarowane miłością, dobrocią i życzliwością. Spotkanie z wami jest dla mnie wielkim zaszczytem – odpowiedziała Lucy, wpatrując się kryształowymi oczami w piękną twarz króla. Pamiętała to przywitanie z pewnej książki, wykorzystała je i stwierdziła, że wyszło całkiem w porządku. Nie mogła ich obrazić, nie na tym jej zależało.

- Dla nas również. Czekaliśmy na ciebie bardzo długie lata. Cieszymy się, że udało ci się nas odnaleźć – wyjaśnił Elf i lekko się uśmiechnął.

Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. Te piękne stworzenia czekały…na nią? To musi być sen.

Następne częściSzepty cz.6 Szepty cz.7 Szepty cz.8

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • KarolaKorman 16.10.2015
    ,,było ich z dwadzieścia.'' - było ich ze dwadzieścia.
    ,,Na chwilę odebrało jej mowę, a nogi przykleiły jej się do podłoża. '' - drugie ,,jej'' bym wyrzuciła
    Bardzo ładnie prowadzisz to opowiadanie. Już jestem ciekawa czy Lucy będzie miała jakąś misję do spełnienia, 5 :)
  • comboometga 16.10.2015
    KarolaKorman Dziękuję bardzo za opinię :3 Cieszę się, że kogoś zainteresowała moja historia :>
  • wolfie 17.10.2015
    Cały czas śledzę Twoje opowiadanie, lecz nie zawsze mam czas, by je skomentować. Nie wiem czemu, ale ten rozdział skojarzył mi się zarówno z "Alicją w krainie czarów", jak i "Opowieściami z Narnii". Miło widzieć, że akcja się rozkręca i coś się dzieje. Zostawiam 5 :)
  • comboometga 17.10.2015
    wolfie Dziękuję, to miłe :) Tak, ma coś z ''Alicji w Krainie Czarów'' przez to spadanie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania