Szepty cz.6
- Długie lata? – spytała pewnie.
- Tak, owszem. Kilka wieków – odpowiedział spokojnie król.
- Ale jak to możliwe? Jestem tylko zwykłym dzieckiem. - odparła cicho.
- O nie, moja droga. Jesteś Córką Ewy, która przybyła i pomoże nam w ocaleniu krainy, wyzwoleniu jej spod władzy Cieni.
Lucy całkiem zatkało. Zaczynała się bać.
- To na pewno musi być jakaś pomyłka. - wydusiła.
- Przepowiednia zapisana na naszym Elfickim Zwoju nigdy się nie myli. Maurycy, proszę cię o wystąpienie – zawołał i klasnął w dłonie król.
Wezwany elf był o wiele niższy od króla, co bardzo Lucy zdziwiło, ponieważ zawsze sądziła, że każda z tych istot jest tak samo wysoka. Niczym innym nie różnił się od króla, poza odmiennymi kolorami wieńca. Podał Elfowi Zwój, kłaniając się przed nim, i wrócił do pozostałych.
- Dziękuję ci bardzo – powiedział król. Wskazał Lucy kamienną płytą, znajdującą się nieopodal. Podeszli do niej, Elf położył na niej Zwój, rozwiązał i rozłożył go. Zaczął czytać:
Gdy popołudnia pewnego, słonecznego
Odwiedzi tą krainę istota
Która wniesie do niej coś nowego
I zbuduje dobroci wrota
Nowy początek świata elfickiego
Od zła wszelkiego uwolniony
W połowie w ciemnościach uwięzionego
Z więzów Cieni będzie wyzwolony
Skończył czytać, zwinął Zwój w rulon i zawiązał piękną złotą wstęgą na grubą kokardę.
- Tak głosi przepowiednia – wyjaśnił król, patrząc na Lucy – Czy chcesz czy nie, jesteś teraz częścią naszej krainy. I nie możesz z niej wyjść dopóty, dopóki cała nasza ziemia nie zostanie uwolniona spod władzy Cieni.
Dziewczynę wszystko to bardzo przeraziło. Ona ma uwolnić krainę od tych zjaw, które były w jej pokoju? Co gorsza, nie może od tego uciec i pozostawić w rękach elfów. Była załamana. Pragnęła wszystko powiedzieć istotom stojącym przed nią. Chciała im wyjaśnić, że nie może, nie da rady, nie potrafi…Lecz jedynym, na co było ją w tym momencie stać, to:
- Nie sądzę, by kiedykolwiek udało mi się spełnić tą przepowiednię.
- Dasz sobie radę. Każdy kiedyś musi od czegoś zacząć. Wyszkolimy cię najlepiej, jak będziemy mogli. Musisz nam zaufać, Lucindo.
- Dziękuję za tak wielką wiarę we mnie. Lecz – obawiała się, ze elfy ją wyśmieją – boję się.
- Nie ma w tym nic śmiesznego – powiedział z poważną miną król, jak gdyby czytał jej w myślach – Gorzej byłoby gdybyś się nie bała.
- Czy jest ich dużo? – spytała spokojniej – Tych Cieni.
- Kilka setek – odpowiedział bez przejęcia Elf – Są nierównomiernie rozmieszczone na połowie naszej krainy.
- Czemu tylko na połowie?
- Ponieważ rządzą tylko na zachodzie. My sprawujemy władzę tu - na wschodzie.
- Tak, to jest jak najbardziej zrozumiałe – pokiwała głową Lucy. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Wiedziała jednak, że musi pomóc. Chciała pomóc. Po tym wyznaniu nie czuła już takiego strachu jak wcześniej.
- Zechciałabyś zwiedzić dobrą stronę naszej krainy? – spytał król, ciepło się do niej uśmiechając.
- Tak, oczywiście – odpowiedziała uradowana dziewczyna.
Poszli więc w stronę zachodzącego słońca, które nadawało całej ziemi pomarańczową barwę.
Lucy zachwycił ten widok. Słońce wyglądało jak jedna wielka pomarańcz. Wszystkie łąki i pastwiska rozciągające się przed nią, jakby oblane jej błyszczącym sokiem. Wszystko to tworzyło piękny krajobraz, który dziewczyna chciała zapamiętać na bardzo długo.
Doszli do małego domku, znajdującego się za ogródkiem, w którym był…smok.
Lucy całkowicie zatkało. Stanęła jak wryta. Nigdy w życiu nie widziała tej fantastycznej bestii na oczy, oprócz w filmach i książkach. Pragnęła zobaczyć ją od kiedy po raz pierwszy o niej przeczytała.
- Chciałabyś ją poznać?
Dziewczynie zaparło dech w piersiach. Uświadomiła sobie, że Elf pyta ją czy chce poznać smoka. Stworzenie, o którym dziewczyna śniła bardzo często, które tak bardzo pragnęła ujrzeć. Nawet do końca nie wiedziała, czy ono istnieje. A jednak.
- Oczywiście, że tak – odrzekła i na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Zerknęła na smoka i zauważyła jego wielkie, wyłupiaste i zarazem piękne, zielone oczy.
Zaczęła się w nie wpatrywać i całkiem ją pochłonęły. Nagle znalazła się w dżungli i rozpoczęła swoją wędrówkę. Przemierzała gęsty gąszcz…
Lecz w tym momencie zdała sobie sprawę, że stoi na łące. Przed nią rozciągała się polana, usiana kwiatami we wszystkich kolorach tęczy, która zdawała się nie mieć końca. Wbiegła na „dywan” przykrywający grunt i zaczęła zbierać rośliny wyrastające symetrycznie z ziemi.
Nagle wszystkie rzeczy, które trzymała w rękach, rozpłynęły się w powietrzu.
Poczuła na swoim ramieniu rękę Elfa.
- J-ja przepraszam – wyjąkała Lucy.
- Za co? – uśmiechnął się król.
- To wszystko mnie tak ponosi i ciągle odrywam się od rzeczywistości. Tu jest za cudownie. Chciałabym zostać u was na zawsze, lecz to niemożliwe – wyjaśniła smutno dziewczyna.
- Niestety, każdy z nas ma swoje miejsce, do którego należy – odpowiedział, nadal się uśmiechając, jej towarzysz. Ściągnął rękę z jej ramienia i przeniósł ją na głowę smoka. Właściwie na jego czoło, które było wielkości trzech ludzkich twarzy.
Tym razem Lucy uważnie przyjrzała się stworzeniu. Jego skóra była pokryta ognisto czerwonymi łuskami, na których co jakiś czas widniały złote pręgi. Wyglądał na stworzenie zdrowe, zdolne do zabicia człowieka poprzez nastąpienie na niego jedną łapą, lub po prostu uderzenie głową i wyrządzenia okropnej krzywdy. Smok jednak leżał spokojnie i dziewczyna wcale nie czuła lęku z powodu tak bliskiego kontaktu. Wręcz przeciwnie. Chciała mieć go jeszcze bliżej siebie.
W tym momencie Elf ściągnął rękę z czoła smoka i ujął w nią dłoń Lucy, która po chwili znalazła się na głowie stworzenia. Dziewczyna nie potrafiła uwierzyć własnym oczom. Dotykała prawdziwego smoka. Zachciało jej się płakać z radości, powstrzymała się jednak gdy zauważyła, że wszystkie elfy, które się zeszły, przyglądają się im z zaciekawieniem.
Pogłaskała delikatnie szorstkie łuski bestii i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Jest śliczna – powiedziała Lucy i powoli zdjęła rękę ze smoka.
- Królu, jesteś wzywany – oznajmił doradca, który niespodziewanie znalazł się koło nich.
- Powiedz, że zaraz się stawię – odpowiedział król, odwracając się do elfa.
Ten tylko kiwnął głową i wyszedł.
- Zechciałabyś z nią porozmawiać? – spytał król Lucy.
- Ależ oczywiście – odpowiedziała z kryształowymi oczami dziewczyna.
Zobaczyła, jak król podaje smokowi coś na kształt ciastka. Bardzo ją to zaciekawiło, więc spytała:
- Wasza wysokość, jeśli mogę spytać, co to jest?
- To jest, moja droga, karma uspokajająca.
Dziewczyna się przestraszyła. Przecież dopiero co król zapewniał ją, że jest to spokojne stworzenie a teraz daje jej coś na uspokojenie?
- Przecież zapewniał mnie Pan, że smok jest spokojny – powiedziała Lucy i spojrzała w ślepia bestii.
- Jest. Nie wiem tylko jak zareaguje na ciebie. Czyżbyś zapomniała, że nie pochodzisz z tego świata? – wyjaśnił król, lekko rozbawiony.
- Ach tak…Najmocniej przepraszam.
- Nie masz za co. To normalne, że chcesz wiedzieć. Połóż rękę na jej czole i przywitaj się.
- Dobrze. Chciałabym tylko spytać ile ona ma lat. Nie wiem jak mam się do niej zwracać – powiedziała, lekko zawstydzona, dziewczyna.
- Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Rozmawiaj z nią tak, jak ze swoją przyjaciółką. Najbardziej lubi kiedy elfy traktują ją, jak ich dobrą znajomą. Wypytują ją o wszystko, ona odpowiada. Za jakiś czas sama pyta, a my udzielamy jej odpowiedzi. Nie masz się czym przejmować.
- Hej – powiedziała dziewczyna z uśmiechem patrząc w oczy smoczycy.
‘’Witaj. Znamy się?’’ usłyszała Lucy w myślach.
- Niestety nie, ponieważ przybywam ze świata ludzi.
‘’Ach tak. Zwój wspominał o kimś. Więc to ty jesteś tą istotą’’
- Powiedzmy. Król mówił coś o treningu, ale nie wiem czy dam sobie radę.
‘‘Mogę się założyć, że po kliku tygodniach będziesz świetnie wyszkolona i pomożesz nam uwolnić część krainy spod władzy Cieni’’
- Obyś miała rację – powiedziała, ledwie słyszalnie, Lucy, lecz dostatecznie głośno dla smoczycy.
‘’Zawsze mam, kochana’’ powiedziała i mrugnęła przyjaźnie swoimi ślepiami.
- Wierzę ci – odpowiedziała Lucy i uśmiechnęła się.
- Wybacz mi najmocniej Lucindo, ale muszę już iść – oznajmił nagle król i odszedł.
- Oczywiście. Dziękuję za wszystko - odparła i skłoniła się. Król odkłonił jej się i odszedł w swoją stronę. Dziewczyna zwróciła się na powrót do smoczycy. - Jak masz na imię?
‘‘Mary. A ty Lucy, prawda?’’
- Tak. Mary to bardzo ładne imię. – odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się.
‘’Dziękuję ci bardzo. Mi za to podoba się twoje. Jest takie…delikatne. Pasuje do ciebie i twojej osobowości. Czuję to’’ usłyszała dostojny, a zarazem przyjacielski, głos stworzenia.
Lucy od razu polubiła Mary. Poczuła między nimi jakąś więź, którą trudno będzie przerwać. Cieszyła się z tego powodu. W końcu Mary była smokiem. ‘’To nie jest byle co’’ pomyślała i ucieszyła się w duchu.
- Dziękuję ci, Mary – odrzekła, wyciągnęła ręce w stronę smoczycy i zastygła. Nie wiedziała czy ten gest nie jest zbyt odważny. Smoczyca jednak tylko przyjaźnie mrugnęła i lekko przysunęła głowę do ciała Lucindy. Dziewczyna objęła połowę jej szyi. Nie dosięgnęła do jej końca, co ją rozbawiło. Po chwili usłyszała również śmiech Mary. Wtuliła twarz w jej łuski.
- Ominęło mnie coś ważnego? – spytał król z miną wykazującą zainteresowanie.
Lucy gwałtownie zabrała ręce. Zauważyła, że Mary nie sprawiło to żadnego problemu. Stworzenie zrozumiało, że dziewczyna lekko się przestraszyła. Nadal się do siebie uśmiechały.
Mary popatrzyła na króla. Dziewczyna zrozumiała, że smoczyca tłumaczy Elfowi co się działo. Żałowała jednak, że tego nie słyszy. Chętnie posłuchałaby co smok o niej sądzi.
- Niestety Lucindo, musimy już iść. Zechciałabyś może zacząć dzisiaj trening? – spytał z lekkim uśmiechem Elf by zachęcić dziewczynę.
- Dzisiaj? – spytała, z lekkim przerażeniem w oczach, jak i na twarzy.
- Nie musisz. Tylko pytam – przypomniał król.
- Mogłabym...spróbować – przyznała.
- Nie każę ci już umieć wszystkiego. Możesz ćwiczyć ile chcesz. Cienie mogą jednak zechcieć zająć również naszą część krainy. Udało im się z tamtą, ponieważ nie była zbyt dobrze pilnowana, ale tej nie dostaną tak szybko.
- Ach tak…Dobrze, więc zacznę dziś.
- W takim razie pożegnaj się z Mary. Czekam na ciebie przy powozie – rzekł król i skłonił się nisko.
Lucy odkłoniła mu się i odwróciła do smoczycy.
- Żegnaj Mary. Dziękuję, że mogłyśmy się poznać. Był to dla mnie zaszczyt.
‘’Dla mnie również, moja droga. Dziękuję, że miałaś ochotę spędzić ze mną te kilka minut. Miło mi było. Do zobaczenia’’ odrzekła smoczyca i lekko otarła swoją głowę o głowę Lucy.
Dziewczynie bardzo spodobał się ten gest. Pomachała jeszcze raz swojej nowej znajomej i powędrowała do powozu.
Komentarze (2)
,,jedna wielka pomarańcz.'' - pomarańcza
Jak zawsze jest ciekawie. Pięknie opisałaś krainę o zachodzie słońca. Lucy coraz bardziej przyzwyczaja się do faktu, że liczą na jej pomoc elfy. Zasłużone 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania