Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.7

Przy pojeździe zastała czekającego na nią króla, który był zajęty rozmową z woźnicą.

- Jakby pan mógł, wolno proszę. Mamy gościa i chciałbym jej pokazać okolicę i widoki.

Lucy ucieszyła się w duchu. Najpierw poznała smoka. Nie, nie, najpierw pojawiła się w krainie z jej najśmielszych snów, potem - na dodatek - poznała smoka. Następnie, jakby tego było mało - rozmawiała z nim, a teraz jedzie na przejażdżkę elfickim powozem. Zwiedzi okolicę, a jej przewodnikiem będzie sam król elfów.

Teraz to musiał być sen. Nie było innej opcji. Lucy wiedziała, że zaraz sama się obudzi lub usłyszy pukanie do drzwi i wołanie mamy lub cioci. Próbowała jednak wmawiać sobie, iż jest w błędzie. Zaczęła coraz bardziej przyciągać do siebie tę myśl tak, że w końcu w nią uwierzyła.

- Jesteś gotowa? – spytał Elf i popatrzył przyjaźnie na dziewczynę.

- Zawsze, Wasza Wysokość – odpowiedziała uradowana Lucy.

- Mów do mnie jako pan. Proszę. Nie lubię gdy nazywa się mnie Waszą Wysokością – wyznał otwarcie.

- Oczywiście, Wasz…Proszę pana – odrzekła z lekkim uśmiechem, przyglądając się królowi.

- Dziękuję ci – odpowiedział i odwzajemnił uśmiech – Ruszajmy!

Gdy ruszyli, dziewczyna poczuła miłe, delikatne szarpnięcie ciałem. Nagle obraz zaczął się przesuwać i znikać z pola widzenia. Zobaczyła pola i łąki, które rozciągały się na całą dolinę. Po chwili ujrzała wielki las, w którym wszystko wyglądało na zdrowe i świeże. Daleko za horyzontem zauważyła wielki czarny obłok. Były to Cienie. Przeszył ją krótki dreszcz. Zdała sobie sprawę z tego, że jak teraz przeszły ją ciarki, to co będzie czuła idąc na bitwę? Musiała myśleć pozytywnie, dookoła otaczały ją same dobre rzeczy. Jechała w powozie elfickim koło króla. Postanowiła, że nic nie popsuje jej tego dnia.

Szybko odwróciła wzrok i spojrzała na Elfa, który dumnie stał koło niej. Rozglądał się dookoła.

- Co najpierw chciałabyś zobaczyć?

- Co tylko Pan zechce mi pokazać

- Dobrze, więc najpierw pojedziemy nad Wilczy Strumień.

- Czemu akurat wilczy?

- Ponieważ codziennie, o północy, zbiegają się nad niego całe watahy. Nigdy ich nie liczyłem ale na oko można powiedzieć, że są tam setki wilków.

- Czy uda nam się je zobaczyć? – spytała zaciekawiona.

- Jeśli mnie rozpoznają, to nawet porozmawiać – odpowiedział król i lekko puścił oko do Lucy – Ponieważ gdy jest ze mną ktoś obcy, czasem uciekają. Sądzę jednak, że poczują aurę istoty z Przepowiedni i zostaną.

- Bardzo się cieszę. Chciałabym poznać wszystkie te cudowne stworzenia zamieszkujące waszą krainę.

- Sądzę, iż poznasz znaczną większość – odrzekł pewnym tonem Elf – Niebawem.

Rozejrzała się dookoła i zauważyła, że Strumień znajduje się dość blisko nich.

- Ile zajmie nam droga do niego?

- Sądzę, że jakieś pięć minut. Czemu pytasz?

- Chciałam się upewnić, czy będziemy tam o północy. Szkoda – wyznała zasmucona.

- Przecież jeszcze go odwiedzimy – uspokoił ją Elf. – Głowa do góry, Lucindo.

- Dobrze. Będzie – odpowiedziała pewniej i uśmiechnęła się.

Z każdą minutą byli coraz bliżej. Dziewczyna widziała z daleka zarysy Strumienia. Wpadał on do małego jeziorka. Otoczony był drzewami, na których widniały złote liście, a koło nich rozpościerały się wygładzone kamienie. Jeden z nich był ustawiony lekko ku górze.

‘’Zapewne dla przywódcy watahy'’ pomyślała i wyobraziła sobie stojącego na nim pięknego wilka. Jego umaszczenie było szare i błyszczało w świetle księżyca.

Zawył. Nie brzmiało to zwyczajnie, lecz zaiste magicznie. Wył z zamkniętymi oczami i pyskiem zwróconym ku górze tak, że zasłaniał połowę księżycowej poświaty. Gdy otworzył ślepia - coś błysnęło. Były to złote oczodoły, które w nocy zastępowały liście. Dziewczynie od razu spodobała się ta piękna scena. Wolałaby jednak ujrzeć ją na żywo.

- Przepraszam, że przeszkadzam ci w rozmyślaniach, ale chciałbym podzielić się z tobą krótką historią, jak on właściwie powstał – wyjaśnił Elf. – Jeśli oczywiście zechcesz.

- Tak, bardzo bym prosiła – powiedziała zaciekawiona i popatrzyła na króla, który zerknął na nią.

- Historia ta miała miejsce dwa wieki temu, kiedy to nasi pradziadkowie odkryli pustą polanę naznaczoną jakąś tajemną mocą, której sami wtedy nie rozumieli. Próbowali się dowiedzieć czym jest i czemu zajęła akurat tą część ich krainy. Badali te tereny kilka lat, lecz nigdy nie doszli do rozwiązania tej nadzwyczaj dziwnej zagadki. Mój ojciec powierzył mi misję znalezienia źródła mocy, lecz po jego śmierci ona zniknęła. Od tamtego czasu zastanawiam się czemu kazał mi ją rozwiązać, jeśli moc była związana z nim.

- Wiadomo czy moc objawiała się Pańskim pradziadom? – spytała z wyraźnym zaciekawieniem dziewczyna.

- Tak, nie raz. Właśnie w tym cały problem, że nie przekazali mi kiedy i jak. Dążę do rozwiązania od ponad stu lat.

- Przepraszam, że zmienię temat i spytam akurat o to ale…Ile pan ma lat?

- Nie masz za co przepraszać, moja droga – rzekł z uśmiechem Elf i powiedział – sto.

- Wygląda pan na najwyżej dwadzieścia – zdziwiła się Lucy.

- Dziękuję ci bardzo – dziewczynie wydało się, że lekko się zarumienił.

Po chwili jednak w to zwątpiła, ponieważ jego skóra stała się tak biała, że prawie świeciła i trudno było cokolwiek na niej zauważyć. Chociaż…

- Czyli mówi Pan, że zagadka nie jest rozwiązana? – chciała się upewnić Lucy.

- Tak. – odrzekł spokojnie.

- Czy mogłabym Panu pomóc się nią zająć?

- Ależ oczywiście. Czemu o to pytasz? Chciałem ci to zaproponować lecz jak się nad tym zastanowiłem to uświadomiłem sobie, że czeka nas jeszcze walka z Cieniami – wyjaśnił.

- Właśnie. Nie miałam ćwiczyć?

- Jedziemy przecież nad Strumień, prawda?

- Tam odbędę trening?

- Tak. Dziwi cię to?

- Trochę. Nie myślałam o nim dotąd, jak o miejscu do ćwiczeń – wyznała.

- Przekonasz się sama, co to miejsce potrafi .

Lucy uśmiechnęła się. Coraz bardziej zaczynało jej się tu podobać.

Elf zauważył jej uśmiech i lekko się zaśmiał. Położył swoją dłoń na jej ramieniu i jechali tak aż do końca podróży. Lucy poczuła się bardzo bezpiecznie w towarzystwie króla.

W końcu dotarli nad Strumień. Elf oznajmił, która godzina i dziewczyna zorientowała się, że perfekcyjnie obliczył czas jazdy. Wiedziała, że to nie był przypadek.

- Tu rozpoczniesz swój trening – oznajmił i rozłożył ręce, ukazując jej wielką powierzchnię, jaką zajmował Strumień.

Dziewczyna uważniej przyjrzała się temu miejscu i zauważyła, że po lewej stały oparte o wysoki głaz łuki, włócznie, miecze, maczugi i tarcze. Po prawej stronie na starym, drewnianym stole leżały narzędzia takie jak liny, haki i noże.

- Mogę użyć czego tylko chcę?

- Oczywiście. Zaraz przyniosę cele.

- Jakie cele?

- Drewniane, stojące postacie.

- Ach tak – powiedziała i lekko kiwnęła głową ze zrozumieniem.

Elf zniknął za drewnianym domem, którego Lucy wcześniej nie zauważyła. Mogłaby przysiąc na wszystko, że nie było go tu przed dwoma sekundami.

Następne częściSzepty cz.8 Szepty cz.9 Szepty cz.10

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • KarolaKorman 20.10.2015
    ,, Były to złote oczodoły, które w nocy zastępowały liście. '' - tego zdania nie rozumiem
    ,, Dążę do rozwiązania od ponad stu lat.'' - nie może dążyć od ponad stu lat, mając dopiero sto
    Wyobraźnie Lucy jest wielka :) Wspaniała część, 5 :)
  • comboometga 20.10.2015
    KarolaKorman W tym pierwszym to miało być porównanie - jego oczy były tak złote jak liście na drzewach. W ciągu dnia błyszczały liście, a w nocy jego oczy ;) Chyba mi nie wyszło XD
    Na początku miałam napisane, że ma 150 lat ale potem zmieniłam i zapomniałam to poprawić, masz rację ;)
    Dziękuję Ci bardzo :3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania