Szepty cz.8
Podeszła do broni opartych o głaz i ujęła w dłoń łuk. Był świetnie wyważony. Odłożyła go i wzięła włócznię. Ta była masywna, długa na półtora metra i cięższa od łuku. Miała jednak widocznie ostry koniec. Następny był miecz. Gdy dziewczyna złapała za rękojeść poczuła lekkość pióra. W końcu wykuły go elfy a każdy miecz zrobiony przez nie jest tak lekki, że prawie nie do wyczucia. Jego klinga błyszczała, spodobał jej się najbardziej. Wzięła maczugę do ręki i zdała sobie sprawę, że ciężko będzie się nią walczyć. Spojrzała na tarczę, lecz na razie nie chciała jej ruszać. Jeszcze przyjdzie na nią czas…
Nagle zza domu wyszedł król, który niósł ze sobą wielkie pudło. Położył je na ziemi i zaczął wyciągać jego zawartość. Po chwili w trawę wbite były drewniane postacie. Gdyby spojrzeć na nie z boku, były płaskie - miały dwa centymetry szerokości. Z przodu, za to, wyglądały jak prawdziwi ludzie.
Lucy wzięła broń, która najlepiej leżała jej w ręce. Był to oczywiście miecz.
- Jak chcesz strzelać lub rzucać w przeciwników jednym mieczem? – spytał Elf podchodząc do niej.
- Em...ja – wydukała i odłożyła miecz.
- Musisz mądrze wybierać broń do różnych przeciwników. Radziłbym wziąć ci noże. Są małe i dobrze się nimi celuje. – doradził król.
Dziewczyna kiwnęła głową z przekonaniem i podeszła do ostrzy.
Ujęła w dłoń jeden z nich i przyjrzała mu się dokładnie. Był bardzo mały. Jego rączką była zrobiona ze starego elfickiego drewna, gdzieniegdzie ozdobiona złotymi pasami.
Teraz postanowiła skupić się na celu – małych czerwonych kropkach, które były namalowane zarówno na brzuchu, jak i na głowie wrogów. Stwierdziła, że łatwiej będzie trafić w brzuch, ponieważ stanowi on większą powierzchnię.
Złapała nóż za rączkę, przymrużyła oko i rzuciła. Ostrze wbiło się kilka centymetrów na lewo od czerwonej kropki więc postanowiła, że będzie rzucać tyle razy, aż w końcu trafi w sam środek. Po kilkunastu razach sztylety były wbite tylko centymetr od celu.
W końcu - udało jej się. Po nożach wzięła się za łuk. Z nim było o wiele ciężej, poświęciła mu dużo czasu. Ćwiczyła z nim tak długo, aż zapadł zmrok.
Na dworze panowały już ciemności, lecz północ była jeszcze daleko. Zrobiła się śpiąca, więc oznajmiła to Elfowi, który zaprowadził ją do domu. Podał jej kolację składającą się z ciepłego, kaczego mięsa, gorącego bochenka chleba i ziołowej herbaty. Po tym wszystkim poszła się umyć a następnie z wygrzanym ciałem położyła się spać.
We śnie odwiedziły ją Szepty i opowiedziały pewną historię. Mówiła ona o tym, że jeśli Lucy się nie pospieszy i nie pokona Cieni na czas – jej świat zacznie znikać.
Na początku wydało jej się to śmieszne, lecz po przebudzeniu zdała sobie sprawę, że to jest jak najbardziej prawdziwe. Pobudka odbyła się przed północą – dziewczyna spała dwie godziny. Do jej komnaty zaczęło wlewać się światło księżyca. Usiadła na łóżku, przetarła oczy i poszła opłukać twarz zimną wodą, by do końca się zbudzić. Zauważyła, że na krześle wisi nieznane jej dotąd ubranie. Kasztanowa bluzka, skórzana kurtka i czarne, długie spodnie. Obok nich, oparty o krzesło leżał łuk. Dziewczyna przebrała się w nowy strój i stwierdziła, że jest dotąd najlepszym, jaki kiedykolwiek miała przyjemność na sobie mieć. Nosiła ich bardzo wiele, ponieważ będąc małą dziewczynką często ubierała się w różne postacie z bajek. Wzięła łuk do ręki i przekroczyła próg domu.
Gdy wyszła na zewnątrz, zauważyła grupę wilków stojącą półkolem wokół chaty.
- Witaj nad Wilczym Strumieniem – powitał ją przywódca watahy. Miał jasno-brązowe umaszczenie i złote oczy. Prezentował się wspaniale. Przez chwilę Lucy miała wrażenie, że zwierzę lekko się uśmiecha. Uśmiechnęła się w odpowiedzi, nie wiedząc co powiedzieć.
- Miło mi…was poznać – dokończyła niepewnie, ponieważ nie miała pojęcia jak ma zwracać się do wilczego stada. Szczególnie do ich przywódcy.
- Wystarczy, że będziesz mówiła do nas po imieniu, moja droga – wyjaśnił wilk i uśmiechnął się. Teraz nie dało się tego nie zauważyć – Mam na imię Quil.
- Nie wiem, czy to wypada – odparła.
- Oczywiście, że tak, Lucindo – odrzekł wilk – Sądzę, iż tak będzie nawet lepiej.
- Dobrze. W takim razie witam pana, panie Quilu i was… - znów się zacięła.
- Nazywaj ich przyjaciółmi. Zresztą jak chcesz, im nie robi to żadnej różnicy – wyjaśnił – Byleby nic obraźliwego, bo nie zareagują zbyt miło.
- Ma się rozumieć – odpowiedziała i uśmiechnęła się. Promieniała radością.
- Poznałaś już historię Strumienia?
- Tak.
- Świetnie. Chciałabyś odkryć jego pozostałą część?
- Oczywiście – jej oczy zabłysły.
- W takim razie chodźmy – powiedział Elf wyłaniając się zza stada i wszyscy poszli za chatę.
Za nią rozciągała się szeroka powierzchnia - była nią łąką o trawie tak żywo zielonej, że nie dało oderwać się od niej wzroku. Wszyscy zaczęli wpatrywać się w jej krótkie źdźbła i odruchowo wciągać jak najwięcej powietrza nosem.
Lucy zauważyła, że Elf zaczął ruchem ramienia rozsypywać niewidzialne ziarenka na całą polanę. Nagle z ziemi zaczęły wyrastać kwiaty. Były ich setki, tysiące i miliony a wszystkie różniły się od siebie kolorem, wielkością i zapachem. Światło księżyca ukazało każdą roślinę z osobna, dawało okropnie jasną poświatę na rozciągającą się przed nimi polanę.
W oka mgnieniu dało się zauważyć, jak rosną ku górze i przeobrażają się w drzewa i krzewy.
Było to piękne zjawisko, iście bajkowe. Nagle wśród nich zaczęły latać owady i otoczyły przybyszy. Dziewczyna przyglądała się wszystkim motylom, pszczołom i biedronkom, które próbowały zwrócić na siebie jej uwagę. W tym momencie coś dotknęło jej głowy i zauważyła jak odlatują od niej owady. Dotknęła czubka i wyczuła, że ma na niej wianek z kwiatów. Uśmiechnęła się zarówno do siebie, jak i swoich przyjaciół. Z bajkowego świata wyrwało ją pytanie Quila:
- Myślałaś już o tym jak pokonasz Cienie?
- Och, nie. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.
- Jeśli będziesz chciała, możemy być twoim asem w rękawie – zaproponował wilk.
Popatrzyła na niego zdziwiona, lecz w sumie od początku oczekiwała pewnej pomocy ze strony wilków. Wiedziała, że są o wiele silniejsi, niż ona.
- Na pewno się przyda – odpowiedziała nieśmiało. – Nie jestem jeszcze do końca pewna, czy podołam temu wyzwaniu.
- Za to my jesteśmy. Wierzymy w ciebie, Lucindo. Jesteś istotą z przepowiedni, o tobie pisze Zwój.
- Wiem ale jakoś nie potrafię jeszcze tego wszystkiego pojąć. Jest to dla mnie całkiem coś nowego i nie wiem, czy będę wystarczająco dobra i mocna by ich pokonać.
- Dlatego właśnie przyszłaś z Elfem nad Strumień by poćwiczyć. To jest w tej chwili najważniejsze. Byś rozwinęła swoje umiejętności
Lucy zaczęła pomału kiwać głową. Wszystko doskonale rozumiała poza tym, że spotkało to właśnie ją. Dar od losu czy zwykły przypadek? Nie, przypadek na pewno nie. Przecież była na Zwoju, a on jest prawdą i trzeba mu wierzyć.
Nagle, w jej głowie odezwały się głosy:
‘’To nie jest żaden przypadek, kochana. Ty jesteś wybranką Zwoju. On zawsze miał rację i tak pozostanie. Musisz spełnić jego wolę. Tylko tak będziesz mogła wrócić do swojego świata. To twoja jedyna szansa. Jeśli nie pokonasz Cieni i zginiesz na polu bitwy – twoja rodzina nigdy cię nie zobaczy. Postaraj się, abyś nie musiała niczego żałować.’’
- Czy mogłabym jeszcze poćwiczyć? – spytała stanowczo.
- Oczywiście – odrzekł Elf – Pamiętasz gdzie leżała broń?
- Tak. Poradzę sobie – powiedziała i uśmiechnęła się, by nikt nie zauważył jak bardzo się boi.
- W takim razie, do zobaczenia. Będziemy czekać na ciebie w tym miejscu – dodał Quil.
Dziewczyna poszła za dom i wzięła plecak, do którego wpakowała najważniejsze i najbardziej przydatne, jej zdaniem, przedmioty: noże, liny i haki.
Gdy znalazła się poza zasięgiem wzroku wilków i Elfa - puściła się biegiem.
Komentarze (3)
,, dawało okropnie jasną poświatę '' - tu też zmieniłabym na bardzo jasną lub niesłychanie, niezwykle, bo okropnie źle się kojarzy
Świetnie :) piękne opisy. Już jestem ciekawa co Lucy ma zamiar zrobić po tym niespodziewanym biegu. Mogę zostawić tylko 5 :)
wolfie Cieszę się, że Tobie również się podoba :3 Bardzo mi miło :>
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania