Poprzednie częściSzepty cz.1

Szepty cz.9

Biegła, dopóki nie zabrakło jej sił w płucach. Skierowała się do lasu, który był około pół kilometra od Strumienia. Gdy była już w miarę daleko od ścieżki, zatrzymała się przy drzewie by odsapnąć. Zauważyła, że łzy ściekają jej po policzkach. Miała wszystkiego dość.

Ta cała sprawa ją przerastała, tak nie powinno być. Świetnie radziła sobie ze wszystkimi problemami, które spotkała na swojej drodze i każdemu potrafiła stawić czoła. To jest dla niej o wiele za ciężkie brzemię, nie zdoła go udźwignąć, nawet pomimo wpajania jej przez innych jaka jest silna i zdolna. Najbardziej pomocna jest wiara we własne siły, lecz jeśli jej nie ma – nie możemy poradzić sobie z niczym.

Nagle wróciły do niej wspomnienia: dziesięcioletnia Lucy trzymająca na rękach swojego małego brata – Martina, pierwsza miłość, złamane serce i płacz godzinami bo ten jedyny okazał się być istotą bez serca, wyjazdy z rodzicami i bratem za granicę i wspaniale spędzone razem chwile. Uświadomiła sobie, że wszystko to może stracić. Oni również mogą ją stracić. Na zawsze.

Popatrzyła na to jednak z innej strony: to jest niemożliwe. Przecież znajduje się w całkiem innym świecie i wymiarze, w dodatku nawet nie wie, na jakiej jest planecie. Jeśli tu zginie to zginie we wszystkich innych światach? Nie chciało jej się w to wierzyć.

W tym momencie przypomniała sobie o szeptach, które słyszy. O tych, które dobiegały z jej pokoju. Z jej świata ludzi, normalnego, nie ma w nim żadnych elfów, smoków czy mówiących wilków.

I nagle to wszystko również wydało się jej realne. Po policzkach pociekło jej jeszcze więcej łez, których teraz pragnęła najbardziej w życiu. Chciała zostać sama tak, by nikt jej nie znalazł. Chciała…

Nagle usłyszała ćwierkanie ptaka i zauważyła, że w jej stronę leci jastrząb, z elfickim wieńcem na głowie.

‘’Zapewne szpieg króla’’ pomyślała i zaczęła biec.

Przedzierała się przez drzewa i gałęzie najszybciej jak tylko mogła, by tylko zgubić tego ptaka. By nie dał znać nikomu o jej położeniu.

Po kilku minutach wyczerpującego biegu znalazła dogodną kryjówkę, którą były wysokie krzewy z kolcami. ‘’On nie powinien się tu zapuścić’’ powiedziała sobie i skuliła się.

Do jej uszu zaczęło dochodzić coraz głośniejsze ćwierkanie. Skierowała głowę ku górze tak, by widzieć kiedy będzie nad nią przelatywał. Zauważyła jak ptak świsnął jej nad głową i poleciał dalej, nie rozglądając się dookoła.

Gdy zniknął jej z oczu, wyszła z kryjówki i poszła jego śladem by rozejrzeć się po lesie.

Szła i szła a ptaka nadal nie było. W lesie poza szuraniem jej butów panowała grobowa cisza.

Po chwili spuściła wzrok i nagle znów usłyszała ćwierkanie, tym razem dochodzące z daleka.

‘’Zawraca’’ pomyślała i znów skuliła się za wysokimi krzakami. Tym razem jednak nie udało jej się ukryć. Ptak zauważył cel i zaczął piszczeć. Zadzwoniło jej w uszach, więc zakryła je rękami. Miała dwie opcje: uciekać w stronę odwrotną do jego lotu lub go zabić. Dalej, z tego co pamiętała, była rzeka, po której teraz nie może przeprawić się wpław, więc musi zlikwidować ptaka. Nigdy nikogo nie zabiła i nie chciała tego robić. Teraz była do tego zmuszona dzięki swojemu tchórzostwu.

Na jej szczęście nie leciał on tak szybko, by nie można było w niego strzelić.

Nie było sensu szperać w plecaku bo liny i haki do niczego jej się nie przydadzą. Podniosła z ziemi patyk, dość ciężki.

Wzięła zwierzę na celownik i rzuciła. Poleciał z ogromną szybkością obracając się przy tym jak śmigło.

‘’Teraz to na pewno jest przypadek’’ pomyślała, gdy zauważyła, że patyk trafił centralnie w ptaka, który opadł na leśne runo. Podbiegła do niego, by sprawdzić czy żyje.

Dziś chyba rzeczywiście miała szczęście – ptak oddychał. Co prawda, leżał na boku z otwartym dziobem, ale jego mały brzuch unosił się i opadał.

Lucy wzięła go na ręce i zaniosła odrobinę dalej, na miękki mech porastający drzewo.

- Proszę cię, zapomnij o mnie i pofruń do swojego pana, jakbyś nikogo nie widział. Nie szukajcie mnie.

Przejechała palcem po jego futrzastym brzuchu i pobiegła w stronę rzeki.

Znów musiała przedrzeć się przez gąszcz lasu, lecz już nie tak wielki jak przedtem, ponieważ drzewa i krzewy rosły tu rzadziej. Gdy dotarła na skraj urwiska, spojrzała w dół. Rzeka płynęła co najmniej dziesięć metrów niżej. Lucy jęknęła wystraszona. Nigdy nie miała do czynienia z tak wielka wysokością, którą w dodatku musi pokonać w jak najkrótszym czasie.

Poszukała wzrokiem jakiegoś łagodnego zejścia i ujrzała je pięć metrów dalej, na lewo od siebie. Ruszyła więc do niego, myśląc po drodze jak dostanie się na drugi brzeg.

Gdy dotarła do wyznaczonego sobie miejsca, zaczęła schodzić na dół, ostrożnie stawiając stopy. Krok po kroku - znalazła się metr niżej, po chwili jeszcze kolejny.

‘‘Nieźle mi idzie jak na pierwszy raz’’ pomyślała i zauważyła, że to koniec łagodnego zejścia.

Zaczęła schodzić w kuckach i coraz uważniej przyglądać się powierzchni, po której stąpa.

Zauważyła, że za nią jest już, co najmniej, połowa drogi, więc jeszcze bardziej ucieszyło ją to, że zejście w tym miejscu było prawie płaskie.

‘’Może nie pójdzie mi to szybko ale przynajmniej bezpiecznie. Dobrze by było’’ pomyślała, ciągle idąc w dół.

Po około pięciu minutach znalazła się na samym dole, na brzegu. Stała na pożółkłej i wyschniętej trawie, słuchając szumu rzeki i czując na ciele wodę, która ochlapywała jej nogawki spodni.

Nagle zdała sobie sprawę, że przed nią w wodzie poustawiane są kamyki. Były płaskie, dzięki czemu będzie mogła, zapewne, łatwo po nich przejść.

‘’Jak się nie poślizgnę i wpadnę do wody to będzie dobrze’’ powiedziała sobie w duchu i poszła.

Kamienie nie były tak śliskie jak się spodziewała, co było dla niej wielce miłym zaskoczeniem. Przeszła na drugą stronę w miarę spokojnie, poza tym, że jedna fala ochlapała jej całe nogi. Będzie musiała wyschnąć.

‘‘Teraz kolejna wspinaczka. O tym marzyłam’’.

Obliczyła wysokość i wyszło jej o wiele mniej niż tam. Podejście tu było o wiele bardziej łagodniejsze niż na tamtym urwisku, więc droga zajęła jej niecałe osiem minut, z czego była bardzo zadowolona.

Gdy tylko wspięła się na niski klif - pobiegła prosto przed siebie w las. Biegła i biegła, gdy nagle zaczęło jej burczeć w brzuchu i musiała się zatrzymać.

Przed sobą ujrzała sad jabłoni i grusz, do którego czym prędzej ruszyła. Nie chciała kraść ale musiała przetrwać, nie ujawniając się. Dzięki swemu tchórzostwu nabrała samych złych cech, co szybko sobie uświadomiła.

Wpadła do sadu i przystanęła by się uspokoić po czym rzuciła okiem na drzewo koło siebie.

Miało kolorową korę, nie szarą lub brązową jak każde, i złote, gdzieniegdzie posrebrzane, liście. Nagle usłyszała szepty dochodzące z jej głowy:

‘’To jest drzewo, dzięki któremu już nigdy nie zaznasz głodu. Wystarczy, że zerwiesz z niego jeden liść, a to poprzedzisz życzeniem o jedzenie, jakie tylko zechcesz. Pamiętaj tylko o tym, że nie możesz zerwać więcej niż pięć liści jednego dnia, wtedy straci je wszystkie i już nigdy nie dostaniesz z niego pożywienia’’.

Postanowiła to sprawdzić - powiedziała co chciała otrzymać, złapała za liść i go zerwała.

Wystawiła ręce do przodu sądząc, że jedzenie spadnie na nie, lecz tymczasem urosło na drzewie wśród liści. Sięgnęła ręką i zerwała po czym zaczęła obserwować. Wyglądało jak zwykłe jabłko z drzewa obok, lecz było ono w pewnym sensie magiczne. Zaczęła się zastanawiać, czy da jej tyle samo sił co zwykłe, i czy smakuje tak samo. Jedynym wyjściem by to sprawdzić była degustacja, więc podniosła je do ust i ugryzła.

Dosłownie rozpływało się w ustach, było wielką symfonią smaku łączącą wszystko co najlepsze w słodkich rzeczach i dało jej dużo pozytywnej energii.

W jej głowie znów odezwał się głos:

‘’Uważaj. Pamiętaj, że uciekasz a rozpływasz się przy zwykłym jabłku. Musisz nauczyć się kontrolować swoje uczucia i trzymać je na wodzy. Nie możesz pozwalać sobie na takie chwile. Wrócisz do niego za kilka godzin, gdy znów zgłodniejesz. Tymczasem musisz uciekać…’’

- Skąd ty to… - zaczęła i urwała bo zauważyła, że zza drzew wyszedł elficki strażnik, który na szczęście jej nie zauważył.

Skoczyła w uliczkę obok, by zniknąć z oczu elfa i puściła się biegiem przez rzędy jabłoni i gruszy.

‘’Muszę zapamiętać miejsce, w którym znajduje się to drzewo. Jest moją jedyną szansą na przetrwanie’’.

Następne częściSzepty cz.10 Szepty cz.11 Szepty cz.12

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • KarolaKorman 22.10.2015
    ,, potrafiła stawić czoła. To jest dla niej'' - tu połączyłabym w jedno zdanie - potrafiła stawić czoła, ale to jest dla niej lub w drugim zdaniu dodałabym słowo jednak; To jest dla niej jednak o wiele za ciężkie...
    ,,Nie chciało jej się w to wierzyć.'' - tu zamieniłabym na; Nie chciała w to wierzyć.
    ,, ćwierkanie ptaka'' - kojarzy się z wróbelkiem lub innym małym ptaszkiem. Jastrzębi głos to kwilenie. Fonetycznie brzmi; kłi, kłi
    ,,wspięła się na niski klif '' - klif występuje mad morzem lub jeziorem, ale nie nad rzeką, więc tu zamień na brzeg
    Wspaniale. Lucy próbuje uciekać, choć co z tego wyjdzie nie wiem jeśli wciąż będzie się cofać w to samo miejsce po jedzenie. Lecę do kolejnej części zobaczyć co dalej wymyśliłaś. Zostawiam 5 :)
  • comboometga 22.10.2015
    KarolaKorman Już poprawiam, dziękuję bardzo :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania