*** (szkic)
Przestałem z tym walczyć. Tak, wiem, muszę być silny, ale wcale nie jestem,
gdy nie potrzebuję udowadniać lub pozować i jestem nieustannie, chociaż nie
musisz tego widzieć na pierwszy rzut oka lub pierwszą nutę głosu, bo
nawet przytłoczony, zły i smutny jestem skłonny do konfrontacji, ale
nie znaczy to, że staję do walki, a raczej stoję niewzruszony i przeżywam.
Bez zbędnego roztrząsania rzeczy. Jakbym zamieszkał tam, gdzie
martwi ludzie kopią ogródek, nieświadomi stanu rzeczy, oddają się czynnościom,
jak grabienie liści, czy pielęgnacja sadu. O niczym nie myślą, nic już nie wiedzą,
niczego nie słyszą poza tym, jak daleko sięga ich słuch i widzą tyle, ile mogą
wyłapać z otaczającego ich świata.
A cała ta reszta? Ona przecież nie istnieje,
nie jest tak ważna, nawet mnie nie dotyczy. Dlaczego więc to odczuwam?
Bo tym właśnie jest żywość człowieka - doświadczeniem, którego nie moduluje,
które i tak będzie musiał doświadczyć.
Rzeczami, na które nie może mieć wpływu,
dlatego człowiek staje się albo uległy albo bardziej świadomy. Tym właśnie jest życie -
wszystkością nieprzewidzianych wypadków, ciągłym radzeniem sobie z konsekwencją
tego, że się w ogóle żyje.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania