Szkiełko
Nie próżnowałem by zawęzić horyzonty
obciąć stopnie w korytarzu widzenia
wykopać mniej kroków i płucom dać odpocząć
w ciasnej oddychać perspektywie
Pozbyć się chwastów i nakarmić robaki
uwierzyć w ziemię
w gospodarcze plemię
bez skalpów żyć żyznych
W skórzanym pełnym odzieniu
w ogródku chitynowych pancerzy
podlewać korzenną rzeczywistość
w odnogach nurzać ręcząc za zbutwienie
Soczewka zaszła rosą
obraz przysiadł do mgły
rozszerzyłem zaparowane źrenice
zduszone w odbiciach nieobszernych chwil.
Komentarze (3)
Podoba mi się ten wiersz... jak tak sobie w niego wchodzę, widzę że zawężenie horyzontu odnosi się nie do ograniczeń, ale właśnie do rzeczy istotnych, ważnych. Jakby odrzucenie jakichś popierdółek, skupienie się na tym, co ma znaczenie i sens. Zastanawia mnie końcówka. Samotność?
Dziękuję za miłe słowa. Z samotnością trafiłaś.Taką po osiemnastu wspólnych latach.
Pozdrawiam serdecznie.
Coraz mniej dobrych wierszy na opowi, u Ciebie nie ma złych. Nie zachodzisz poniżej pewnego poziomu, to dobrze o Tobie świadczy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania