Poprzednie częściSzklany wyścig

Szklany wyścig ver.2

Powoli zbliżała się czternasta. Na stadionie było już pełno ludzi. Okrzyki wzrastały z każdą minutą. Siedziałem jeszcze nierozpakowany w szatni. Obok mnie jeszcze kilku mężczyzn. Każdy przerażony i blady wpatrywał się w szarą posadzkę ani na chwilę nie podnosząc wzroku. Pozostało nam tylko czekanie na sygnał do wejścia. Ze strachu nie mogłem zasznurować butów. Palce plątały mi się między sobą. Próbowałem się uspokoić.

- Będzie dobrze prawda? - spytał mnie jeden z mężczyzn, łapiąc za moje ramię.

- No raczej tak - odpowiedziałem jednocześnie odwracając głowę w drugą stronę próbując go spławić.

Ten jednak najwyraźniej nie zrozumiał tego gestu i przez następne kilka minut co chwilę zadawał mi to samo pytanie.

Na początku próbowałem grzecznie nie zwracać na to uwagi i wyłączyć jakiekolwiek myślenie. Wtedy stało się to na co wszyscy z nas z tak wielką trwogą czekali.

- A teraz panie i panowie finałowa konkurencja, bieg, który zmienił oblicze współczesnego sportu. Wszyscy wiecie, o co nam chodzi. Czas na Szklany Wyścig.

Po ty słowach na stadionie wrzaski sięgnęły zenitu. Do szatni wszedł mikrej postury mężczyzna z długopisem w ręku.

- Za kilka minut zaczynacie. Nastąpiła zmiana planów i najpierw wystąpią kobiety. Możecie już wyjść na stadion i się rozgrzewać.

Ustawieni gęsiego wyszliśmy na zewnątrz. W każdym z nas widać było lęk i chęć ucieczki jak najdalej, ale taki los spotyka tych, którzy ze swojego życia zrobili burdel. Odsiedziałem już osiem lat, ale w obliczu czegoś takiego nogi same kierowały mnie w przeciwną stronę.

Nawet ten goryl odsiadujący podwójne dożywocie z trudem wchodził po schodach. Gdy już wyszliśmy, kobiety były na linii startu. Kilkoro facetów rozsypywało z pojemników różnokolorowe szkło. Czy to po butelkach od piwa, czy soku? Taka atrakcja cieszyła wszystkich najbardziej. Z trybun rzucano jeszcze szkło i całe butelki. W pewnym momencie jeden z większych odłamków ugodził w szyję jedną z uczestniczek.

Tak upadała. Wykrwawiała się bardzo szybko. Inne kobiety próbowały ją ratować, ale gdy sędziowie zauważyli, że ludziska bawią się w najlepsze siłą zaczęli odciągać od rannej. Ta zmarła na oczach kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy jej śmierć uznali za miły dodatek do przedstawienia. W końcu jedna przyszła pora na bieg. Padł strzał teraz nie było odwrotu. Zawodniczki boso ruszyły przez sto metrów szklanego piekła.

Niektóre od razu po zetknięciu się z ostrymi odłamkami upadały. Nawierzchnia zmieniała się w potok krwi i potu. Płacz i krzyki tylko prowokowały publikę do głośniejszych owacji. Żadna nie dobiegła do końca, a nawet do półmetka.

- Czy to jest widowisko na miarę naszej wspaniałej publiczności? Oczywiście, że nie. Ale teraz wystąpią mężczyźni, od których oczekujemy wspaniałych wyników.

- Wiesz co? Możesz mnie w dupę pocałować — krzyknął jeden z nas.

Jednak wrzaski stadionu skutecznie go zagłuszały.

- Ej ty zamknij mordę i stawaj na linii mety albo wsadzę ci do niej cały pojemnik odłamków — powiedział jeden z sędziów, który akurat dosypywał więcej szkła. Inni wynosili martwe pocięte w masakryczny sposób ciała kobiet. Niektóre jeszcze oddychały, wtedy sędziowie rzucali je z powrotem, aby dobić.

- Macie teraz sto dwadzieścia metrów. Ja wiem z góry, że żaden z was nie przeżyje, ale to nić walczyć zawsze można. I pamiętajcie te słowa róbcie wszystko, żeby umrzeć na bieżni. - zaśmiał się i odszedł.

Ustawiono nas na linii. Serce waliło mi jak nigdy w życiu. Za kilka sekund postawię mój jedyny krok w życiu. Jeszcze raz spojrzałem na wiwatujące tłumy. Usłyszeliśmy gwizd i ruszyliśmy. Zrobiłem tak jak kazał upadłem po pierwszym kroku.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania