SZLOCH
Usłyszałam śmiechy dzieci sąsiadów dochodzące zza płotu,były szczęśliwe tak jak kiedyś ja.Nawet nie zdawały sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo czycha zaledwie kilkanaście metrów dalej.Ukryłam się za tują,którą kiedyś posadził tu Dylan.Nagle poczułam wdzięczność za to,że wtedy postanowił zająć się naszym ogrodem,a nie mną.Tamtego dnia byłam okropnie wściekła,że nawet po pracy nie ma ochoty spędzić ze mną czasu mimo tego,że odstawiłam się jak na jakiś pieprzony bal i kupiłam nasze ulubione wino,które wcale nie było takie tanie. Moja złość ne trwała długo,ponieważ wtedy oznajmił mi,że kiedyś mu za to podziękuje i zaczął czarować mnie tym swoim uśmiechem od którego wszystkie dziewczyny były bliskie omdlenia.Wciąż kochałam tamtego Dylana,lecz ten który teraz czaił się w moim ogrodzie z nożem kompletnie nie był do niego podobny.Wiedziałam,że ta prowizoryczna kryjówka nie posłuży mi już długo,więc zaczęłam obmyślać plan ucieczki.Pierwsza myśl,która przyszła mi do głowy to oczywiście telefon.Nowoczesne czasy zapewniały nam takie technologie jak komórki,lecz niestety za każdym razem kiedy telefon lądował na podłodze przestawał być już użyteczny.Właśnie to przytrafiło mi się godzinę temu.W takim przypadku musiałam wykazać się swoją inteligencją.Zawsze uważałam się za mądrą osobę o czym świadczyły same celujące oceny,które otrzymywałam w szkole parę lat temu,ale teraz zrozumiałam,że inteligencja to kompletnie coś innego.Co z tego,że wiedziałam jak rozmnażają się ryby,skoro nie potrafiłam uniknąć zagrożenia ze strony psychopaty,którego niegdyś kochałam.Usłyszałam głos dobiegający z drugiej strony ogrodu.
-Wiesz,że i tak prędzej czy później cię znajdę,a więc nie zwlekajmy i przywlecz tu tą swoją tłustą dupę.
Mogłabym zacząć krzyczeć,że potrzebuje pomocy,ale wiedziałam,że sąsiedzi wyjechali do sklepu i zostawili swoje dziesięcioletnie dzieci same w domu,a te pewnie przyleciałyby tu nieświadome niebezpieczeństwa.Dowiedziałam się tego,ponieważ ostatnio nie robiłam nic innego od obserwowania sąsiadów,wolałam żyć ich życiem niż tym moim beznadziejnym ciągiem zdarzeń nazywanym życiem.Nie mogłam narażać dzieci,miały jeszcze zbyt wiele przed sobą i przede wszystkim nie mogłam mu pozwolić skrzywdzić kolejnego dziecka.Trzask złamanej gałązki wyrwał mnie z rozmyślań i wtedy uświadomiłam sobie,że nie mam czas na obmyślanie planu tylko musiałam czym prędzej uciekać.Dylan pewnie by mnie z łatwością złapał,ale wolałam spróbować uciec niż bezczynnie stać i czekać na śmierć.Do dziś pamiętam te czasy kiedy jako głupiutka nastolatka łaziłam na wszystkie jego zawody sportowe,aby choć przelotnie na mnie spojrzał.Miałam nadzieję,że był tak nawalony,że nie zdoła mnie złapać.Ile sił w nogach rzuciłam się w kierunku supermarket,który był najbliższym miejscem publicznym.Sklep był oddalony od mojego domu o jedyne tysiąc metrów,ale miałam wrażenie,że znajduje się na końcu świata.Byłam już w połowie drogi kiedy zorientowałam się,że Dylan depcze mi po piętach.Niestety dzisiaj nie był pijany,po prostu przemawiała przez niego żądza zemsty.Znajdowaliśmy się na kompletnym pustkowie,więc jeśli teraz by mnie złapał nie miałabym szans na ucieczkę.Nagle moja wizja się spełniła i mój niedoszły małżonek złapał mnie mocno w pasie.
-Tęskniłaś?-wychrypiał mi do ucha.
Zaczęłam płakać jak szalona,a on wpatrywał się we mnie z pogardą.
-Płaczesz?Kiedyś na mój widok na twojej twarzy od razu pojawiał się uśmiech.-powiedział i uśmiechnął się drwiąco.
-Uśmiechałam się na widok mojego Dylana,a nie potwora,który pragnie mnie zabić.-zdołałam wypowiedzieć
-Och kochanie,zamierzam zrobić z tobą coś o wiele gorszego.Codziennie będę słuchaj jak będziesz błagać mnie o litość,ale ja będę cieszył się z każdego okrzyku bólu,który będzie wydobywał się z ust,które kiedyś tak namiętnie całowałem.Do dnia dzisiejszego nie wierzę,że zakochałem się w takiej suce jak ty.-powiedziawszy to uderzył mnie kilka razy w twarz,aż zmieniła się ona w krwawą papkę.
Komentarze (2)
Zastanawiam się co cię natchnęło do napisania takiego tekstu. Mimo że ja piszę o dziwnych rzeczach, bo lubię się w takiej tematyce, twój tekst nic nie wnosi. Do tego nawet na samym końcu sformułowania: twarz zmieniła się w krwawą łapkę - jak twarz może się zmienić w papkę?
Ogólnie sam zamysł mi się podoba, ale wykonanie bym zmieniła.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania