Szpital psychiatryczny cz.2
Wróciłem do pokoju z „hukiem”. Trzasnąłem za sobą drzwiami. Janek siedział wystraszony na łóżku. - Zadowolony jesteś z siebie? - zapytałem. - O co ci chodzi? - odpowiedział pytaniem. - Urwałem z nią kontakt – powiedziałem. - To dla twojego dobra. - powiedział widocznie zadowolony z siebie. - Nieprawda. Nie wiesz co dla mnie dobre – powiedziałem przewracając oczami widząc zachowanie bruneta. - Ona nie jest taka jak ty. Ona jest inna. Chora – powiedział wstając i podchodząc do mnie. - Ja jej mogę pomóc a ona mi. Ty nie, bo po pierwsze trzeba pomóc tobie. - powiedziałem po czym Janek uderzył mnie w policzek otwartą dłonią. - Ludzie z depresją nie są gorsi. Po prostu ich czas się kończy w sposób którego nikomu nie życzę. My cierpimy. Zauważyłeś to w ogóle będąc tutaj? - zapytał. - Nie powiedziałem, że są gorsi. Nie uważam tak. Po prostu potrzebujecie pomocy. - powiedziałem. - Kogo? Twojej? Ty nam pomożesz tym swoim dobrym humorem? - mówił jakby z wyrzutem. - Dobra, skończ. To nie ma sensu. Zrobiłem to co chciałeś. Nie chciej już nic więcej ode mnie – powiedziałem po czym się położyłem odwracając głowę do ściany.
Idę właśnie korytarzem. Nie wytrzymałem w pokoju. Nudzę się strasznie. Grupa wsparcia jest tylko w poniedziałki. W-f jest tylko w piątki. Przez resztę tygodnia nic się nie dzieje. Nawet mi leków nie podają jak wszystkim. Przechodzę koło gabinetu lekarza gdzie jest krótka kolejka po codzienną dawkę leków. W kolejce stoją też trzy dziewczyny. Nie widzą mnie i dobrze, bo możliwe że któraś z nich to Cecylia. Jedna jest bardzo wychudzona, druga wygląda normalnie, ale to nie Cecylia bo jest blondynką, za to trzecia wzrostem przypomina mi ją. Podszedłem bliżej bo zorientowałem się, że trzecia dziewczyna to nie Cecylia. - Hej – przywitałem się, ale tylko jedna dziewczyna mi odpowiedziała. Reszta nawet nie zwróciła uwagi. Siedziały cicho, przymulone jakby lunatykowały. - Maks – podałem rękę dziewczynie. - Julia – odpowiedziała po czym weszła do gabinetu. To sobie pogadałyśmy. Idę dalej. Jestem już blisko drzwi aby wyjść z oddziału kiedy poczułem na sobie czyjeś spojrzenie. - Powiedz mi co się dzieje – zawołała za mną Cecylia. - Nic się nie dzieje – odpowiedziałem odwracając tym samym głowę. - Wiedziałem, że do niej pójdziesz – usłyszałem głos Janka za sobą. - To ona do mnie przyszła. - zacząłem się tłumaczyć. - Daj sobie spokój. Wiedziałem, że nie wytrzymasz. Zakochałeś się w niej – na słowa chłopaka zarumieniłem się. Popatrzyłem mimowolnie na dziewczynę. Patrzyła na mnie ze zdziwieniem. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Było mi strasznie wstyd. Janek patrzył na nas ze satysfakcją. - Czemu mi nie powiedziałeś? - zapytała się Cecylia. - Ja… - zaciąłem się. Co ja mam jej powiedzieć? Nie musiałem nic mówić, bo usłyszeliśmy alarm. Zaczęła się panika w szpitalu. Jedna z pielęgniarek pociągnęła mnie w stronę mojego pokoju. Nie wiedziałem co się dzieje. Widziałem tylko, że jedna z nich ciągnie Cecylię do wyjścia, lecz ona jej się wyrywa i krzyczy moje imię.
Siedzieliśmy w pokoju jakieś 5 minut. Byliśmy w niewiedzy co było to jeszcze bardziej przerażające. - Chodźcie, szybko! - do pokoju wbiegła pielęgniarka. Wybiegliśmy z Jankiem z pokoju. Bałem się i on też. Wyprowadzono nas z budynku. Pierwszy raz od dawna jestem na zewnątrz. Co za piękne uczucie. Gdy staliśmy już z wszystkimi pacjentami przed budynkiem zobaczyłem co się dzieje. Ktoś podpalił ostatnie piętro. Zacząłem przepychać się przez tłum szukając Cecylii. Nie było jej przy oddziale kobiecym terapeutycznym. Szybko jednak pielęgniarka mnie pociągnęła w stronę mojego oddziału. -Jest? - Janek zapytał rozglądając się. - Nie ma- odpowiedziałem przez co Janek pobiegł w nieznaną stronę. Zauważyłem, że personel szpitala szuka kogoś, od razu na myśl przyszła mi Cecylia. - Z nią są zawsze największe problemy – usłyszałem głos przepychającej się pielęgniarki. - Kogo pani szuka – zapytałem się. - Nigdzie nie idź. Masz tu zostać. - powiedział i poszedł zostawiając mnie w strachu, niepewności i panice. Siedzę na mokrej trawie już jakieś 30 minut. Sytuacja się trochę uspokoiła. Zaczął padać deszcz. Wszyscy byli przemoczeni. Ludzie z oddziału zamkniętego byli trzymani w okręgu który był zrobiony z ochrony i pielęgniarek. - To jest początek. Teraz się zacznie zagłada szpitala. Wszyscy uciekną. A ci najwięksi zaczną rządzić światem. - mówiła kobieta z lekko zaczerwienionymi gałkami ocznymi. Chwyciła moje ramiona i zaczęła nimi trząść. Mówiła o jakiejś zagładzie, że najwięksi będą rządzić i jakieś inne. Nie mówiła za wyraźnie. Bolało mnie to jak trzymała. - Puść mnie, to boli! - krzyknąłem, lecz ona nie przestawała. Nikt nie zwracał uwagi, że ta chora osoba chce mnie zabić. Po chwili puściła mnie i opadła na ziemię. Przed sobą zobaczyłem całą mokrą Cecylię. Uśmiechnęła się tylko delikatnie i pobiegła gdzieś. Wstałem i chciałem pobiec za nią, ale silna dłoń Janka która nie wiem skąd się obok mnie pojawiła przyciągnęła mnie na ziemię. - Puść mnie! Muszę jej coś powiedzieć – powiedziałem wyrywając się z uścisku chłopaka. - Nie przeszkadzaj jej – powiedziałem na co się do niego odwróciłem. - W czym? - zapytałem. - W ucieczce – odpowiedział. - Co?! Na pewno nie – odpowiedziałem wciąż mając nadzieję, że brunet zmyśla. - Mówię ci poważnie Maks. To ona podpaliła to ostatnie piętro. Nie rozumiesz?! Ostrzegałem. Ona nie traktuje cię poważnie. Ona ucieknie i zapomni – odpowiedział po czym ja usiadłem z powrotem wpatrując się w jeden punkt. Jak ona mogła to zrobić… nawet się nie pożegnała. Może to jak mnie przed chwilą przytuliła, ale mogła powiedzieć. Znowu to zrobiłem… znowu się nieszczęśliwie zakochałem. Znowu byłem na tyle głupi żeby zaufać dziewczynie. Znowu. Po około 30 minutach wprowadzono nas z powrotem na oddziały. Chciałem wiedzieć czy udało jej się uciec, ale nikt nic nie wie. Jeszcze wczoraj twierdziłem, że znów mogę być szczęśliwy, że moje życie nabiera sensu. Myliłem się. Życie jest niesprawiedliwe i bez sensu. Po co żyć? Żeby wciąż cierpieć? Żeby ludzie którzy są dla nas ważni odchodzili, a my zostawali w cierpieniu? Czy nie lepiej odejść z nimi?
Kolejny dzień. Kolejny dzień niewiedzy, smutku, płaczu, nieszczęścia. Cały czas obwiniam się oto jaki byłem naiwny. Wciąż myślę dlaczego znowu zaufałem niewłaściwej osobie. Nie odzywamy się do siebie z Jankiem, bo nawet nie mamy o czym rozmawiać. Nie ma sensu rozmawiać. To żart. Moje życie to żart. To że nagle jest super po czym wszystko się wali. Kto tak się bawi moim życiem? Jeżeli to żart to ja się nie śmieję. Zszedłem na śniadanie. Wszystko było normalnie. Zjadłem jajecznicę po czym wyszedłem mając nadzieję, że ona mnie zagada i znów gdzieś zabierze. Nie było jej nawet na śniadaniu. Na korytarzu też jej nie było. Nie ma jej. Przez cały dzień leżałem. Nie wychodziłem z pokoju. Leżałem. Zszedłem na kolację. Nie miałem nawet nadziei, że ją spotkam. I dobrze, bo jej nie było i nie będzie. Uciekła, porzuciła mnie i moje uczucia. Przez kolejne 3 dni nic się nie działo. Każdy dzień wyglądał tak samo. Tak samo źle. Przez 3 dni nie zamieniłem ani jednego słowa z kimś. Otworzyłem buzię tylko po to, żeby zjeść śniadanie, obiad i kolację. Kolacja dnia 3. Schodzę na stołówkę ze spuszczoną głową. Usiadłem wygodnie i chwyciłem widelec. Podniosłem głowę i zobaczyłem ją. Może to moja wyobraźnia? Może tak bardzo tęsknię, że wyobraziłem ją sobie. Jaka ona piękna. Przyglądałem jej się przez około 30 sekund kiedy pomachała przede mną ręką. - Hej, Maks. Chodź – chwyciła moją dłoń i wyprowadziła ze stołówki. Szedłem jakby ciągnęła dziecko. Nie do końca byłem pewien czy to ona? Może to wyobraźnia? Gdy wyszliśmy na ostatnie piętro które było zaklejone taśmami z powodu pożaru Cecylia potrząsnęła mną przez co się ocknąłem. - Cecylio – powiedziałem patrząc w jej oczy – Co się z tobą dzieje Maks? - zapytała troskliwym głosem. - Co się ze mną dzieje? Co się z tobą działo?! - krzyknąłem. - Ciszej, bo nas znajdą. Byłam w izolatce przez 3 dni – powiedziała patrząc wzrokiem który mnie uspokajał. - Za to, że podpaliłaś to miejsce i chciałaś uciec, prawda? - odpowiedziałem. - Co? Nie! Nie chciałam uciec i nic nie podpalałam. To miejsce jest za fajne żeby stąd uciekać. Ty jesteś za fajny. - powiedziała z uśmiechem. - Przez 4 dni byłem jak wrak człowieka, bo myślałem, że uciekłaś – powiedziałem na co zmarszczyła czoło. - Nie uciekłam. Jestem tutaj. Z tobą – powiedziała po czym chwyciła moje mokre policzki w dłonie. Patrzyła mi głęboko w oczy. - Bałem się o ciebie, że to koniec. - powiedziałem. - Nie. Nie uciekłabym bez ciebie – powiedziała lekko się uśmiechając. - Obiecujesz? - zapytałem. - Obiecuję. Czy to co powiedział wtedy Janek to prawda? - zapytała przez co odsunąłem się od niej.- Jak możesz! Jak możesz być tak naiwny – usłyszeliśmy głos Janka zza moich pleców.
Odsunąłem się od dziewczyny. Cecylia popatrzyła na mnie marszcząc przy tym brew. - Dlaczego naiwny? - zapytała podchodząc do mnie. - Cecylia… - chciałem wszystko wytłumaczyć, ale Janek mi przerwał. - Jeśli teraz nie przyrzekniecie mi, że będziecie ze sobą rozmawiać, to podetnę sobie żyły – powiedział i przystawił do nadgarstka mały metalowy scyzoryk. Popatrzyłem na niego błagalnie. - Skąd go mam? - wskazał na narzędzie – Mi też pokazywała to miejsce. Nie jesteś pierwszy – powiedział. - Janek, nie rób tego – powiedziałem podchodząc powoli do chłopaka. - Przyrzekam. Nie zamienię już z nią nawet słowa – powiedziałem spuszczając głowę. Bałem się reakcji dziewczyny. - Ja nie przyrzeknę – powiedziała przez co obdarzyłem ją wzrokiem. - Nie możesz tak manipulować ludźmi – dodała. - Mogę. On już przyrzekł. Teraz ty – powiedział bliżej przystawiając scyzoryk do nadgarstka. - Nie przyrzekam – odpowiedziała po czym chwyciła moją dłoń. - To nic. Wystarczy, że on przyrzekł – powiedział z satysfakcją. Wiem, że psychika Janka jest teraz bardzo słaba. Nie mogę ryzykować. Muszę odpuścić. Puściłem dłoń dziewczyny i wyszedłem z pomieszczenia biegnąc na swój oddział. Trafiłem tu żeby było mi lepiej a jest gorzej, bo jeszcze bardziej straciłem poczucie swojej wartości. Leżałem patrząc na jeden punkt w suficie. Patrzyłem z niedowierzaniem. Do pokoju wszedł Janek. Usiadł na moim łóżku i delikatnie przejechał po moim udzie. Nie obdarzyłem go wzrokiem. Nie był tego wart. - Nie obwiniaj się – powiedział lecz ja mu nie odpowiedziałem. - To tylko dziewczyna. One są złe. Pamiętasz chyba dlaczego tu trafiłeś. - powiedział. - Cecylia nie jest jak Lilia – powiedziałem. - Czyli miała na imię Lilia. Ładnie. Ale na początku też myślałeś, że cię nie skrzywdzi – powiedział. - Zostaw mnie w spokoju – powiedziałem wstając. Wyszedłem z pokoju. Nie mogłem wytrzymać jego głosu. Wszystko zaczęło mnie w niej denerwować.
Dni mijały. Wydawało by się, że powinienem nic nie jeść, nie rozmawiać… jem o wiele więcej niż jadłem. Całymi dniami śpię. Chodzę i szukam sobie znajomych, ale przez moje zachowanie ciężko kogoś znaleźć. Zaczyna mi odbijać. Zaczynam mówić sam do siebie. Pocieszać się, że będzie lepiej, a to co się stało musiało się stać. Zaczęli nawet podawać mi leki. Kolacja już trwała z dobre 30 minut już się właściwie kończyła kiedy ja postanowiłem zjeść ostatni posiłek dnia. Zawsze szedłem pod koniec żeby nie spotkać Cecylii. Szedłem przez pusty korytarz który był oświetlany jedną migającą żarówką która zaraz przestanie świecić. Szedłem w moich szarych dresach i białych skarpetkach. - Hej! - usłyszałem głos zza moich pleców. Odwróciłem się powoli i nagle zgasła migająca żaróweczka oświetlająca cały korytarz. Nie widziałem nikogo. Bałem się. - Kto tu jest?! - krzyknąłem drżącym głosem. - Nie bój się, to tylko ja – usłyszałem a na swoich dłoniach poczułem ciepło. Ktoś chwycił moje dłonie i lekko nimi kołysał. - Nie chcę cię widzieć. Dobrze, że jest ciemno – powiedziałem. - Chcesz – usłyszałem i poczułem jej dotyk na moim policzku. - Radzę sobie. Nie zaczynajmy od nowa, bo nie zniosę kolejnego rozstania – powiedziałem po czym jej usta zetknęły się z moimi. Pocałowała mnie delikatnie, ale nie bała się mojej reakcji. Wszystko będzie w porządku.
Na korytarzu zrobiło się jasno. Dziewczyna odeszła krok ode mnie dając mi przestrzeń. Patrzyła mi w ozy wyczekując mojej reakcji. Wiedziałem, że ulżyło jej widząc mnie, w końcu nie widzieliśmy się od dłuższego czasu. Usłyszeliśmy dyszenie. Ciężkie dyszenie. Zaczęliśmy się rozglądać po korytarzu. Za ławką siedział Janek w kałuży krwi. Spojrzeliśmy na jego zakrwawione nadgarstki. Chłopakowi powoli zamykały się powieki. Podbiegłem do niego a Cecylia pobiegła po pomoc. Urwałem kawałek materiału koszulki i przytwierdziłem do nadgarstków bruneta. Chłopak opadł głową na ławkę obok. Cały czas mówiłem do niego, żeby tylko nie stracił przytomności, jednak po chwili nie reagował na moje słowa, a jego oddech był coraz powolniejszy i cichszy. Przybiegło kilka pielęgniarek i jego lekarz. Kazali mi i Cecylii wrócić do pokoju. Razem z Cecylią poszliśmy do mnie. Usiadłem na łóżku będąc wciąż w szoku. To co widziałem było straszne, nie mogłem dojść do siebie. - To moja wina – powiedziałem wpatrzony w ścianę. - Janek jest chory. To nie jest nikogo wina – powiedziała Cecylia troskliwie. - Nie wiem jak mogłem być tak naiwny. On i tak by to zrobił – powiedziałem. - Wszystko będzie dobrze. Janek sobie poradzi, może w końcu zaczną bardziej pilnować wszystkiego w tym szpitalu. - powiedziała. - Mam nadzieję, że nie umrze – powiedziałem z nadzieją w głosie. - Wiesz… jeśli tego naprawdę pragnie… - powiedziała pewna swoich słów. - Co? Naprawdę uważasz, że jeśli ktoś ma chwilowe załamanie to jest to powodem żeby umierać? - zapytałem z wyrzutem. - Tak. Jeśli ktoś tego pragnie – powiedziała nic nie robiąc sobie z mojego oburzenia. - Janek na pewno miał marzenia. Dlaczego ich nie spełniał? Dlaczego wy sami siebie przybijacie? Wy, chorzy na depresję – zapytałem. - Może marzeniem Janka jest śmierć. Depresja to jest choroba jak każda inna. Masz raka. Chcesz wyzdrowieć. Chcesz w końcu normalnie żyć jak każdy. Mieć problemy w stylu ona mnie nie kocha, a nie żeby twoim problemem było oddychanie czy to, że masz rurkę w nosie i nie możesz wstać, bo masa kabli trzyma cię przy łóżku. Z depresją jest tak samo. Chcesz normalnie żyć, ale nie potrafisz w ogóle żyć, co dopiero normalnie. To, że ktoś jest chory psychicznie nie oznacza, że jest gorszy o trzeba się go bać. To normalni ludzie. A tak naprawdę to każdy jeden człowiek jest chory. Nie ma ludzi zdrowych. Każdy ma swoje wady i każdy jest dziwny na swój sposób - powiedziała bez żadnych emocji. - Ale czy śmierć jest dobrym rozwiązaniem problemów? - zapytałem. - Myślę, że tak – powiedziała. - Jak możesz tak mówić? Uważasz, że Janek postąpił słusznie? - zapytałem. - Skoro o tym marzył – powiedział. - Czy ty czasem nie powinnaś iść na swój oddział? - zapytałem zły. - Obraziłeś się? Przecież to prawda – powiedziała. - To nie jest prawda. Nie znasz widocznie prawdy – powiedziałem i odwróciłem głowę. - Niech będzie, że masz rację, ale nie okłamuj się – powiedziała po czym niespodziewanie pocałowała mnie w policzek i wyszła.Janek jest poza szpitalem już drugi dzień. Nie wiem co się z nim dzieje, bo nie mogą mi udzielić informacji o jego stanie zdrowia. Martwię się mimo że przez jego zachowanie powinienem być raczej na niego zły. Teraz w pokoju jest jeszcze bardziej smutno niż jak był Janek. Podobno mają kogoś do mnie dać do pokoju, ale szczerze w to wątpię, bo przecież za niedługo wróci Janek. Poszedłem samotnie na śniadanie. Usiadłem naprzeciwko Cecylii która patrzyła na mnie z jakby… litością? - Hej, Maks, tak? - usłyszałem głos jakiejś dziewczyny. - Tak, a co? - zapytałem patrząc na wysoką brunetkę stojącą obok mnie. - Mogę się dosiąść? - zapytała. - Tak, siadaj – powiedziałem. - Jestem koleżanką Cecylii. Ewa. - przedstawiła się. - Cecylia mówiła o mnie? - zapytałem patrząc kątem oka na dziewczynę patrzącą w moją i Ewy stronę. - Powiedziała tylko, że poznała takiego fajnego chłopaka, a widzę że spędzacie ze sobą czas, więc obczaiłam, że to ty jesteś tym sławnym Maksem – powiedziała uśmiechając się. - Sławnym? W jakim sensie? - zapytałem. - No, że… jak Cecylia się zakocha to wie cały oddział. Cecylia to nasza gwiazda a jej chłopak automatycznie też – powiedziała wciąż się uśmiechając. - Dlaczego wy wszyscy jesteście tacy weseli? Przecież z jakiegoś powodu tu jesteście – powiedziałem. - Za niedługo wychodzimy, więc właściwie przez szpital trochę odżyliśmy, ale warto pamiętać, że tak naprawdę z depresji się nie wychodzi. Po tej chorobie psychika jest jak posklejana porcelanowa filiżanka. Jeden niewłaściwy ruch, a to co zostało naprawione rozbije się na jeszcze mniejsze kawałeczki – wyjaśniła. Patrzyłem na nią, lecz wciąż kątem oka spoglądałem na Cecylię, która przyglądała się nam. - Cecylia ci to powiedziała? To, że jej się podobam? - zapytałem. - Nie pamiętam co mówiła, ale jeśli jej się podobasz to znaczy, że to coś poważniejszego – odpowiedziała. - Pokłóciłem się z nią wczoraj i nie gadamy – oznajmiłem. - Właśnie coś jest od wczoraj z nią nie tak. Jest jakby… nieobecna? - odpowiedziała. -Mówisz, że wasza psychika jest teraz jak posklejana filiżanka, czyli jej może wszystko wrócić? - zapytałem. - Tak, więc lepiej jej nie skrzywdź – odpowiedziała. Poczułem, że spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność. Ludzkie życie. Szczerze to mam wątpliwości czy to, że mam taką relację z osobą chorą jest dobre czy jestem na tyle odpowiedzialny, że mogę zaopiekować się nią. - nie jestem pewien czy ja jestem odpowiednią osobą, żeby się zaopiekować Cecylią – powiedziałem. - My też potrzebujemy miłości. Ludzie chorzy to też ludzie. Nam jest ciężej niż normalnym. Tak, my nie jesteśmy normalni. My jesteśmy wyjątkami społeczeństwa. - wyjaśniła. - Ale ja też jestem tutaj z jakiegoś powodu – powiedziałem. - U mnie działa to podobnie – powiedziałem. - Cecylia mówiła, że nie masz depresji a przynajmniej się tak nie zachowujesz. Wiesz ilu ludzi tu trafia którzy są całkiem zdrowi? Ludziom często się wmawia albo sami tak myślą a prawda jest inna. - Dzięki za rozmowę – powiedziałem po czym uśmiechnąłem się i usiadłem obok Cecylii. - Możemy pogadać? - zapytałem spoglądając na dziewczynę z czarną czupryną.
- O czym rozmawiałeś z tą kretynką? - zapytała co spotkało się z moim zdziwieniem jak wyraża się o koleżance. - Kretynką? Nie lubicie się? - zapytałem. - To moja najlepsza przyjaciółka – wyjaśniła. - O tobie. O tym co nas połączyło i właściwie o naszym wspólnym problemie – powiedziałem. - Jaki my mamy wspólny problem? - zdziwiła się. - Janka. Jak wróci to musimy z nim poważnie porozmawiać, jeśli wciąż chcesz utrzymywać kontakt ze mną – powiedziałem. - Co on ma do naszej relacji? - zapytała z oburzeniem co mnie lekko zirytowało. - To przez niego w ogóle zacząłem z tobą rozmawiać. To przez niego się pokłóciliśmy. To przez nas on znów to zrobił. Gdyby nie on to ja byłbym innym człowiekiem bo nie znałbym ciebie – powiedziałem.- Ok, co chcesz zrobić? Co mu chcesz powiedzieć? My się kochamy, my nie możemy bez siebie żyć i myślisz, że wtedy da nam spokój? - zapytała. - My się kochamy? - zapytałem przez co Cecylia jakby zmieniła całkowicie swoją oburzoną minę. - W takim razie po pierwsze porozmawiajmy o naszej relacji – powiedziała. - Właśnie. Co do mnie czujesz? - zapytałem. - Nie jestem w tym dobra – powiedziała. - Ja też – odpowiedziałem. - Od początku nie byłeś tylko kolegą. Od początku traktowałam cię inaczej. Od początku chciałam z tobą spędzać czas. Od początku chciałam z tobą być – powiedziała. - Teraz chciałabym żebyś był, żebyś po prostu był, ale ze mną – wyjaśniła. - Żeby nasza relacja zaszła na tyle daleko żebym mogła cię całować, ale żeby za każdym razem wyglądało to inaczej lecz żeby co to nie dziwiło, bo będzie to na porządku dziennym. Żebyśmy się śmiali razem i żebyśmy odkrywali nowe miejsca razem. Żebyśmy byli razem. - dodała. - Wyznania na stołówce – zaśmiałem się. - Czego ty chcesz? - zapytała. - Czego ja chcę? Ja chcę żebyśmy się więcej nie kłócili, ale przede wszystkim chcę tego czego ty chcesz – powiedziałem. - Chodźmy stąd – powiedziała po czym wyprowadziła nas ze stołówki. Wyszliśmy na ostatnie piętro. Na piętro gdzie wyskoczyła tajemnicza J i które niedawno było podpalone. Wszystko było czarne, spalone. Podeszliśmy do okna z którego wyskoczyła J. - Kto to jest J – zapytałem trzymając dziewczynę za rękę. - J to pierwsza litera imienia Joanna. Joanna była moją starszą siostrą. Miała 20 lat kiedy tu trafiła. Miała zaburzenia odżywiania i depresję. Wyskoczyła kilka miesięcy temu. Nie mogłam uporać się ze stratą mojej obrończyni, przyjaciółki i najwspanialszej, jedynej siostry. Z tęsknoty do niej to zrobiłam. Chciałam się zabić żeby z nią być. Od jej śmierci nie miałam nikogo. Matka alkoholiczka. Ojciec nawet nie płakał po stracie córki. Byłam sama. Kiedy tu trafiłam, poznałam wspaniałych ludzi, ale nie da się długo żyć w takiej atmosferze. Pomagały mi leki, a na początku psychologowie dopóki kiedy się przyzwyczaiłam do słów „Będzie dobrze” Łap szczęśliwe chwile” „życie jest piękne”. Spotkałam ciebie. Moje życie stało się barwne bo miałam o kim myśleć. Zaczęło mi nawet zależeć jak wyglądam, więc zaczęłam się malować. - Jej słowa działały na moje serce jak grzejnik. Absurdalne? Nie. Zwyczajne. Zakochałem się w niej. Chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem ją. Po chwili podniosła mnie tak, że mogłem opleść ją nogami. Dla takich chwil jestem w tym szpitalu. Dla chwil pięknych.
Oderwaliśmy się od siebie. Siedziałem na parapecie a między moimi nogami stała Cecylia. Patrzyliśmy się na siebie uśmiechając się głupi. - Powiemy mu jak wyjdzie – oznajmiła. - Ukrywanie się byłoby głupotą – odpowiedziałem. - Ale jeśli znów to zrobi… - zacząłem. - Nie zrobi. Janek będzie teraz specjalnie pilnowany. Będzie miał sam pokój. Będzie izolowany od wszystkich i od wszystkiego – wyjaśniła. - I w ten sposób ma wyzdrowieć i cieszyć się pełnią życia? Siedząc w izolatce? - powiedziałem z wyrzutem. - Poradzi sobie. Nie będzie sam – powiedziała przytulając mnie. Wróciliśmy na nasze oddziały. Gdy wszedłem na swój oddział podbiegła do mnie pielęgniarka. - Gdzie ty dziecko byłeś?! - krzyknął. - Przepraszam...po prostu potrzebowałem chwili spokoju – powiedziałem z nadzieją, że nie będzie wypytywać. - Z powodu, że byłeś z nim najbliżej to masz dziś spotkanie z psychologiem. Indywidualnie. Po obiedzie – powiedział z troską. - Z kim? - zapytałem mimo że się domyślałem. - Z Jankiem – powiedziała pielęgniarka. - Nawet się nie przyjaźnimy. Nie potrzebuję psychologa. Jak wydobrzeje, to z nim porozmawiam, a nie z psychologiem – powiedziałem, a pielęgniarka się krzywo uśmiechnęła. - Janek umarł – usłyszałem na co nogi się pode mną ugięły. - Co...jak...kiedy? - zadawałem pytania. - Dziś rano. Był w fatalnym stanie, a jego wcześniejsze rany były jeszcze świeże. Nie mogłem w to uwierzyć. Byłem w szoku. Pobiegłem do pokoju. Nie chodziło o to, że tak za nim tęsknię tylko o to, że zacząłem się obwiniać o jego śmierć. Nie wiem, ile godzin minęło, straciłem poczucie czasu, ani się obejrzałem, a był już wieczór. Cecylia będzie się martwiła, ale nie jestem w stanie wyjść z pokoju i normalnie funkcjonować. Nad ranem wyszedłem na śniadanie. Zdawałem sobie sprawę, że wyglądam fatalnie, ale nie miało to teraz znaczenia. Zasiadłem do stołu. Wpatrywałem się w jajecznicę. To głupie, ale przypomniała mi ona jak pierwszy raz z Jankiem przyszedłem tu na śniadanie i pierwszy raz zamówiłem jajecznicę. Jak żyć ze świadomością, że ktoś przeze mnie nie żyje? - Maks, co się z tobą działo? - usłyszałem głos Cecylii obok siebie. Gdy mnie zobaczyła zaniemówiła. - Nie wiesz? Zapytałem na co dziewczyna pokręciła przecząco głową. - Janek nie żyje – powiedziałem odwracając głowę. Cecylia usiadła koło mnie chowając głowę w dłonie. - Obwiniasz się – stwierdziła. - A ty nie? Przecież to przez nasz głupi związek. Przez tą relację. Przez tą głupią miłość nie żyje człowiek. - powiedziałem. - Mówisz to w emocjach. Wiesz, że Janek był chory. To nie jest przez nas – powiedziała. - A właśnie, że przez nas – odpowiedziałem. - Nie zachorowała przez nas – wyjaśniła. Miała rację. Byłem w szoku. W mojej głowie było pełno emocji. Potrzebowałem być z nią. Potrzebowałem jego obecności. Potrzebowałem żeby mi ktoś powiedział, że to nie moja wina. Chciałem wiedzieć dlaczego to zrobił. Dlaczego mnie zostawił w niewiedzy. Kazali mi wrócić na oddział. Cecylia nie mogła do mnie przyjść mimo że próbowałem przekonać pielęgniarkę. Po południu przyszedł do mnie psycholog . - Usiadł na łóżku Janka. - Maks, nie wiesz wszystkiego – zaczął.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania