Szron i cukier...
Nasze szczęście zależy od nas samych - Arystoteles
A w ogóle jest szaro i jesiennie i mglisto od depresyjnych stanów. Trzeszczą stare grochówki.
Aksamitki wskazują duszom drogę, a deski parkanu, owite szronem, wrastają w ziemię jak kości.
Szare pola, szare bruzdy w pół nagie swędzą się mgłą, a gdzieniegdzie sterczące, zmurszałe nawłocie walczą ze słońcem.
Obok – mknąca, wiecznie zakurzona droga. Nieszczęśliwa od jesiennej melancholii.
Tak wygląda to miejsce, zawirowane od mnożących się myśli.
Dziewczynka powoli otworzyła drzwi chaty. Światło, które wpadło do środka, nie było ponad marzeniami – było jaskrawe, niemal oślepiające, a ściany w kolorze głębokiego szmaragdu odurzały tak, że aż kręciło się w głowie.
Wszystko pachniało cukrem, deszczem i czymś zupełnie nieznanym – magią.
Poczuła, jak jej serce bije, jak dorośleje.
Przytuliła mocno małego sierściucha, który drżał w jej ramionach, cicho poszczekując na widok gigantycznego, błękitnego motyla.
— Toto — szepnęła, a jej głos utonął w nierealnej ciszy tego miejsca. — Mam wrażenie,
że nie jesteśmy już w mieście, tylko gdzieś poza nami. Niedaleko.
Spojrzała głęboko w oczy szczeniaka i była już pewna, że będzie to podróż, z której nigdy nie wróci już jako ta sama mała dziewczynka.
Toto, choć wciąż zaniepokojony widokiem motyla większego od niego samego, przestał drżeć. Uniósł łebek, jakby i on zrozumiał, że przekroczyli niewidzialną granicę między tym, co realne i smutne, a tym, co nieznane i nieskończone.
Strefa utrat spoczęła w jej szczęściu.
Podniosła z podłogi upadłą podkowę i zawiesiła nad drzwiami...
* https://youtu.be/hyWUfd8xKFU?si=uMz_u3B1s-otby_P
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania