Szukając po omacku

Słyszeliście kiedyś o pyrofitach? To gatunek roślin, który matka natura, nauczyła jak radzić sobie w sprytny sposób z podstępnym ogniem. W większości przypadków adaptacja polega na wykształceniu grubej i silnie uwilgotnionej kory, pełniącej naturalną tarczę. Jednak dla części krzewów i drzew ogień jest wręcz niezbędny do rozwoju – stymuluje ich rozwój i wzrost.

 

EARL

 

Wojna na twarzy starego Earla odmalowała się w postaci szkaradnej blizny biegnącej ukośnie od kącika ust poprzez nos, nadając mu grymaśny uśmiech. Prawdziwe bolesne piętno odcisnęła jednak na jego duszy. Zaciągając się do wojska w wieku 17 lat liczył, że stanie się bohaterem narodowym. Wyruszył pełen wigoru i odwagi. Pogardzany przez rodzinę jako najmłodsze i najsłabsze dziecko, pragnął stać się wreszcie godny ich uwagi i miłości.

 

Wyruszył jak tysiące sobie podobnych chłopaków po chwałę i zwycięstwo w słusznej jak wierzył sprawie. Zawierucha bitewna szybko zrewidowała jego poglądy. Widok rozrywanych na strzępy szrapnelami ciał, jeńców nabijanych na pal, wszechogarniający brak nadziei oraz czająca się na każdym kroku śmierć pochłonęły go jak studnia bez dna. Wrócił będąc złamanym całkowicie siwym kulejącym 24 letnim starcem.

 

Wojna pochłonęła ich wszystkich mieląc jak maszynka do mięsa i wypluwając krwawe flaki. Ci którzy zachowali co trzeźwiejszy umysł z czasem nieśmiało, jakby z niedowierzaniem zaczynali zdawać sobie sprawę z iluzji która ich otaczała. Jednak większość nim zdołała dostrzec prawdę kładła się grzecznie spać obok kolegów w bezimiennych mogiłach.

 

Snując się bez celu przez kilka lat po wojennej zawierusze Earl osiadł w małej mieścinie pośrodku zupełnie niczego. Był to śmietnik społeczeństwa składający się z wyrzutków niepasujących do żadnego schematu. Właśnie dlatego tak dobrze się tu odnalazł.

 

Hej ! Ho! Iskra błyska wprost z ogniska, karta losu ma trzy strony

 

DZIURA

 

Musicie mi wierzyć na słowo, miejsce, w którym rozgrywa się nasza opowieść, raczej nie zachęca do tego by się tu zatrzymać. Była to prowincjonalna zapomniana przez cały świat dziura. Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli nieszczęście zabłądzić w te strony nie rozglądajcie się za bardzo po okolicy. Miejscowi nie przepadają za ciekawskimi. Poczta nie docierała tu wcale, toteż posiadanie czegoś tak przyziemnego jak adres zamieszkania było zbędną ekstrawagancją.

 

Miasteczko chodź to spore nadużycie wyrosło na podwalinach złomowiska wraków samolotów.

W dziurze można było znaleźć stacje benzynową, będącą ośrodkiem lokalnego centrum kultury, rozklekotany tartak, oraz kilka przyczep zamieszkanych przez gburowato-uroczych lokalsów. Szczęścia nikt tu raczej nie szukał, jednak wtykając nos w nie swoje sprawy można było stać się szczęśliwym znalazcą guza. Edukacja tutejszej inteligencji skończyła się w większości przypadków gdzieś na granicy drugiej i trzeciej klasy szkoły elementarnej. Większość z trudem czytała, pisać nie potrafił nikt.

 

Stacją zarządzał nie kto inny jak nasz stary weteran Kulawy Earl. Towarzyszyła mu słodka jak miód i wściekła jak rozsierdzona osa żony Daisy. Owa egzaltowana tleniona dama była niezwykle ujmująca w swej szorstkości. Poza tym byli szczęśliwym niemal podręcznikowym małżeństwem.

 

Mam nadzieję, że odrośliście już na tyle od ziemi, by nie wierzyć podręcznikom.

Huk armat i jęki konających ludzi wciąż dudniły Earlowi w uszach. Zapominał wtedy na długie tygodnie o całym świecie, nie rozpoznając otoczenia ani twarzy żony. Ból koił alkoholem, pod wpływem którego nie raz sprał Daisy na kwaśne jabłko. Mimo tego, trwała przy jego boku, jak się słusznie domyślacie mając w tym swój cel.

 

Hej ! Ho! Iskra błyska wprost z ogniska, karta losu ma trzy strony

 

PETE

 

W dziurze mieszkał również Pete. Ten prawie dwu metrowy narwany dryblas lubował się w praniu innych po mordzie oraz piciu na umór wszystkiego co tylko powodowało odurzenie. Trzymał się zwykle na uboczu. Zbieranina mieszkańców naszej dziury była doprawdy osobliwą menażerią. Próżno było tu szuka jednak osób o skłonnościach samobójczych toteż nie wchodzili mu w drogę. Nikt nie wiedział kiedy pojawił się w okolicy ani skąd przybył. O tym co było wiadome na jego temat przeczytacie poniżej:

 

Zaskoczeni ?

 

GDZIEŚ POMIĘDZY BYTEM A NIEBYTEM

Pete znajduje się na wzgórzu pośrodku płaskiego pustkowia,

Rośnie tu skąpana w patynie i srebrze majestatyczna Sosna Banksa,

Jej pień jest zbudowany z miliona par oczu,

Świat zaczyna wirować.

 

Pete wchodzi do środka zagraconego pomieszczenia,

Przeciera oczy rękawem brudnej koszuli,

Z pod sterty desek słychać gasnący charkot,

Ma dziwne przeczucie, że ktoś go obserwuje,

Świat wiruje po raz drugi.

 

Peter ma 6 lat zgubił się w lesie,

Zauważa ognisko, słup ognia strzela ku niebu,

Rozrzucając wszędzie popiół i pióra,

Świat wiruje co raz szybciej.

 

Na scenie zrywa się wichura, trzaskają pioruny,

W powietrzu czuć zapach siarki,

Pojawia się widmowa postać czająca się do tej pory w cieniu,

Świat wiruje jak opętany.

 

Pete ma 10 lat, trzyma w rękach szklaną śnieżną kulę

Potrząsa nią, z wnętrza zaczyna wydobywać się hipnotyczny śpiew ptaków,

Świat wiruje jakby nigdy miał nie przestać.

 

Peter jest zaskakująco wolny, jego ruchy zdają się trwać wieczność,

Widmo rozpływa się w powietrzu i ponownie materializuje za jego plecami,

Ogłuszony Peter pada jak długi rozciągnięty w groteskowej pozie,

Od ciągłego wirowania w świecie pojawiają się pęknięcia.

 

Scena zaczyna płonąć jak pochodnia,

Widmo znika, przy akompaniamencie złowieszczego chichotu,

Świat zaczyna trząść się w posadach.

 

Peter stoi przed masywnymi drzwiami z dębu korkowego,

Nagle same się otwierają wabiąc go do wnętrza,

W środku znajduje się otwarta pusta woliera.

 

Czas zatrzymuje się w miejscu, wszystko znika

Zewsząd dobiega śpiew ptaków,

Świat obraca się do góry nogami i rozpada na milion kawałków.

 

Głos dobiegający zza kurtyny:

Hej ! Ho! Iskra błyska wprost z ogniska, karta losu ma trzy strony

 

DAISY

 

Daisy wychowała się sierocińcu, prowadzonym przez siostry służebniczki, przejawiające dość paskudne skłonności. Do codzienności należało przypalanie wychowankom stóp papierosami oraz zmuszanie ich do tarzania się w potłuczonym szkle. Jednak ich ulubioną metodą torturowania dzieci było zamykanie na noc w drewnianej skrzyni pełnej pluskiew.

 

W wieku 16 lat Daisy wylądowała na ulicy i zaczęła handlować własnym ciałem by zdobyć pieniądze i utrzymać się na powierzchni tego szamba. Pojawienie się Earla w jej życiu było jak wygrana na loterii. Stary stracił z dnia na dzień dla niej głowę i po 2 miesiącach od poznania byli już małżeństwem.

U jego boku znalazła przede wszystkim zrozumienie i bezpieczeństwo, którego tak bardzo pragnęła przez całe życie. Nigdy wcześniej nie znała tych uczuć. Jej poszukiwania szczęścia były niczym szukanie po omacku kluczy w ciemnym pomieszczeniu, gdy w rzeczywistości leżą na komodzie tuż pod Twoim nosem. Poza tym nie zamierzała utknąć w dziurze do końca swoich dni. Jej ambicje sięgały o wiele dalej niż podcieranie nosa staremu i gotowanie mu obiadów, toteż poprzez cały okres swojego małżeństwa mocno zaciskała zęby, traktując je jako sprawdzian wytrwałości. Problem w tym, że Earlowi nie śpieszyło się jakoś specjalnie na tamten świat. Frustrowało to niemiłosiernie Daisy. Zdecydowała się zatem skrócić jego pobyt na tym ziemskim padole. Peter napatoczył się zupełnie przypadkiem.

 

Pieniądze, które Earl odłożył przez te wszystkie lata na lokacie okazały się małą fortuną. Jedyną rodziną jaką miał była Daisy, która dziedziczyła w tym przypadku całość sumy. Kilka lat po tym wydarzeniu, gdzieś na drugim końcu świata w słoneczny upalny dzień rozpętała się z nikąd koszmarna burza. Najciekawsze było to że jeszcze szybciej znikła. Lokalna prasa podała że żywioł zabrał ze sobą kilka dachów, oraz usmażył piorunem na krwisto pijaną kobietę w porcie. Rozegrało się to na przestrzeni dosłownie kilku sekund. Był to zdecydowanie zbyt krótki czas by zamroczony alkoholem umysł Daisy był w stanie zarejestrować co tak właściwie się wokół niej rozegrało.

 

Hej ! Ho! Iskra błyska wprost z ogniska, karta losu ma trzy strony

 

???

 

Ogień zagarniał wszystko wkoło jakby było jego własnością. Trawiąc otoczenie wypluwał gęste obłoki czarnego wściekle kąsającego dymu. W pewnym momencie bezwstydnie zaczął lizać belki stropu.

 

Jestem pewien, że gdyby Pete nie przespał w szkole pewnej interesującej lekcji przyrody, byłby zdecydowanie bardziej spokojny w momencie gdy odzyskał świadomość. Stało się to dosłownie na pół mrugnięcia oka przed tym nim płomienie zamknęły go w swoim uścisku, a dach zawalił się całkowicie.

 

Wabione śpiewem ptaków płomienie rozpoczęły powolną wspinaczkę ku nieskończoności.

 

Chwila, chwila, jak to leciało z tą iskrą ?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania