SZWINDEL
Miłości moja, gdzież są dokąd idą/Błysk ręki, linia biegu, szelest grud - /
nie z żalu pytam, ale z zamyślenia
Spotkanie, Cz. Miłosz
budzę się
wcześnie rano /czasem
tak wcześnie że nawet
dzisiaj jest
wczoraj/ chcę włączyć
komputer i pisać ale
uwiera mnie
język. boli. jest cały
wysuszony i sztywny od
leków które łykam
przed snem. moczę go
w kubku mocno
mineralnej wody pełnej
magnezu wapnia i
wszystkiego najlepszego
a potem gdy już zmięknie
zaczynam kaszleć i wypluwać
kropki kreski ogonki dwuznaki
trzydzieści
dwie
litery.
zaczynam pisać i nie
mogę napisać tego
co chcę i czuję widzę
słyszę tak zwyczajnie
jak zwyczajnie
słyszy się nocne światło
płynące po szybach i
przenikające
zwyczajnie przez ściany.
wtedy wiem że resztę
dnia przepędzę na
daremnych próbach stworzenia
nowego nie -
zapisywalnego
języka w którym można
zapisać smak i niewidzialny kolor wody
radość moczenia sztywnego
po nocy języka. smak i zapach jesiennego wieczoru zapach
mgły dotyk trzonka
siekiery trzask
rozłupywanych lipowych
miękkich pniaków. wiosenny dreszcz
niepokoju i dreszcz
szczęścia starego lilaka posadzonego
nieopisywalnie dawno. zapach próchna
drewutni kolor światła w oknach zapach starych
stromych schodów kolor
drgania i smolny smak
rozpalania w piecu. woal
błotnistej mgły za oknem
i to szczególne uczucie
w płucach w tej mgle i to
co czułem w środku
nocy przy otwartych
drzwiczkach pieca przy
muzyce chromowym aniele
klausa i smak senności
po nielegalnym kieliszku
papierosie w środku
bezgwiezdnej nocy i smak
kubka parzącego dłonie
usta kakao.
albo atmosferę lasu z październikowym słońcem
w słonecznym październiku pełnym
podgrzybków prawdziwków czerwonych
muchomorów surojadek
czarną plamę dzika
biegnącego przez krzaki
i ten słodki dobry sen
w wykrochmalonej pościeli
pełnej łusek i majony majem park kwitnący
krzakiem czeremchy
czarnego bzu i wszystkiego wszystko
co miałem mam widziałem
spałem przespałem zaspałem. dobrze wiem
że wyśnię wczoraj nad ranem taki język
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania