Szyfr w tornistrze
Kapitan Kowalski wrócił do domu na Bałutach nad ranem. Śmierdział mrozem i tanimi papierosami. Nie zauważył, że Wiktor nie śpi, tylko pilnie udaje pogrążonego we śnie, obserwując ojca spod przymkniętych powiek. Kapitan rzucił na stół skórzaną teczkę, tę samą, w której trzymał akta sprawy z „Kasprzaka”.
Gdy ojciec zasnął w fotelu, Wiktor po cichu wyślizgnął się z łóżka. W teczce, obok zdjęć czarno-białych z miejsca zbrodni, leżała kartka, której milicyjni technicy nie potrafili ugryźć. Był to zestaw dziwnych zdań po angielsku, niby zwyczajnych, ale ułożonych w nienaturalny sposób.
Wiktor, który właśnie w szkole przerabiał stronę 68 z podręcznika, zmarszczył brwi.
– „I look forward to tidying the tables at 5:00” – przeczytał szeptem. – Przecież nikt tak nie pisze w normalnym liście...
Nagle doznał olśnienia. To nie był zwykły tekst. To był klucz. Słowa ze strony 68 były kodem do siatki szpiegowskiej!
Tidying the tables – oznaczało miejsce spotkania: kawiarnię „Mozaika”.
Earn money – oznaczało przekazanie łapówki.
Do the washing up – to był sygnał do zatarcia śladów (czyli „zmycia się”).
Chłopak poczuł dreszcz. Wiedział, że jeśli powie o tym ojcu, ten go skarci za grzebanie w aktach. Ale jeśli nie powie – morderca inżyniera Pawlaka ucieknie.
Nagle w przedpokoju zadzwonił telefon. Wiktor odebrał.
– Czy zastałem kapitana? – zapytał głos o lekkim, obcym akcencie, ten sam, o którym wspominała kelnerka z „Mozaiki”.
– Ojciec... ojciec wyszedł – skłamał Wiktor, starając się, by głos mu nie drżał.
– Szkoda. Powiedz mu, że the tables are tidy. On będzie wiedział, o co chodzi.
Wiktor odłożył słuchawkę. Serce biło mu jak oszalałe. Wiedział, że morderca właśnie wyznaczył kolejne spotkanie. Spojrzał na swoją apteczkę, którą przygotował na zajęcia z PO (Przysposobienia Obronnego).
„Rękawiczki nitrylowe są, folia NRC jest, bandaż też” – pomyślał. „Jeśli pójdę tam za ojcem, muszę być gotowy na wszystko”.
Założył kurtkę ortalionową, schował podręcznik do angielskiego do plecaka jako alibi i po cichu wyszedł z mieszkania, zostawiając ojca chrapiącego w fotelu. Nie wiedział, że w cieniu klatki schodowej czeka już na niego człowiek w szarym płaszczu, który nie lubił, gdy dzieci wtykały nos w nie swoje sprawy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania