T jak…
trzy beznoce
i szarodni
suną morzem
przez wyspy ołowianych powiek
trzydzieści trzy błyski — prawo na burt,
potem półzmrok
i zmiana kursu
trzynastego półświtu
z ćwierć-wiatrem
dobijam do twych ramion —
zostaję
w ćwierć do sztormu
opuszczam port
trzy beznoce i szarodni
suną
Komentarze (20)
''trzydzieści trzy błyski — prawo na burt,'' — czy peelka to policzyła? -:)
Podróże bywają niebezpieczne i przez to męczące.
Jest super.
Chciałam, żeby było surowo. Błyski to impulsy, a żeglarska komenda to działanie pod ich wpływem — aż do momentu zwątpienia.
Dzięki za przeczytanie, uwagi przyjęte.
Pozostaje bezsenność, która zniewala. Jest sterem i okrętem na fali nocy.
Pozdrawiam
Ładnie to nazwałaś. To trochę buchalteria impulsów — trzy, trzydzieści trzy, trzynaście — aż w końcu zostaje bezsenność, która przejmuje ster.
A pod spodem płynie tęsknota, jak fala.
Pozdrowionka!
Za dużo liczenia, utonęłam.
A liczenie to rytm — jak puls. Nie trzeba liczyć, wystarczy poczuć 😉
Nie bardzo lubię tłumaczyć wiersze, które piszę. Mam wrażenie, że to przeczy idei pisania wierszy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania