Tak po prostu
Mieliśmy tak wiele do stracenia – rodzina,
a to wszystko jeszcze coś znaczy.
Dla kogo żyć?
Bo chyba nie dla siebie. Tak myślą inni,
a ty?
To był nasz drugi raz razem, luty, zawiało.
Przybiegłaś szczęśliwa, nagość była niczym ołtarz,
śliwowica dostroiła struny. Mieliśmy tylko te kilka dni.
I nie padło to jedynie ważne słowo.
Nigdy, przenigdy, zapamiętaj, nie mów, że kochasz – obiecaj.
Obiecałem.
Czas zakręca, wracają zamroczone motyle,
żona wpada na pomysł odwiedzin,
tu i teraz, w przerwie kontraktu.
Spotkanie na schodach – nigdy więcej
nie rób mi takich niespodzianek. Kto to kochanie?
Nikt.
Znowu zawiało, śniegiem pokryła Krynica.
Nasze miłości, malutkie flirty zamienione w coś więcej,
wyobrażenia o wielkim uczuciu, trwałości życia
przykryła warstwa śniegu.
Klakson autokaru
przypomniał, że odjeżdżamy. Mijając Hawanę,
jak zawsze,
wciskamy reset.
Życie, jak komputer, może się zawiesić.
Komentarze (1)
A ostatni wers do bólu prawdziwy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania