Tam, gdzie dni nabierają znaczenia

W małym miasteczku czas płynął inaczej. Dni zdawały się rozciągać jak cienie drzew o zachodzie słońca, a każdy poranek zaczynał się niemal identycznie. Tylko dla Zuzy wszystko było ostatnio inne.

Zuza stała przy oknie i patrzyła na pustą ulicę.

- Kolejny taki sam dzień... - westchnęła cicho.

- Wcale nie musi taki być - odezwał się głos zza jej pleców.

Odwróciła się zaskoczona. W drzwiach stał jej brat, Staszek, z kubkiem herbaty w ręku.

- Od kiedy podsłuchujesz moje myśli? - zapytała z lekkim uśmiechem.

- Od kiedy zaczęłaś mówić je na głos - odpowiedział, podając jej kubek. - Wiesz, Zuza, dni są takie, jakimi je robimy.

- Łatwo ci mówić - mruknęła. - Ty masz swoje zajęcia, znajomych... A ja? Mam tylko te same ulice i te same wspomnienia.

Staszek oparł się o framugę drzwi.

- A może problem nie leży w mieście, tylko w tym, że boisz się coś zmienić?

Zuza milczała przez chwilę. Słowa brata trafiły w punkt.

- Może... - przyznała w końcu. - Ale od czego mam zacząć?

- Od małej rzeczy. Chodź dziś ze mną nad rzekę. Dawno tam nie byłaś.

Zawahała się.

- Nad rzekę? Po co?

- Żeby zobaczyć, że nawet te same miejsca mogą wyglądać inaczej, jeśli spojrzysz na nie inaczej.

Po chwili kiwnęła głową.

- Dobrze. Spróbuję.

Popołudnie było ciepłe, a powietrze pachniało wiosną. Gdy dotarli nad rzekę, Zuza zatrzymała się nagle.

- Nie pamiętam, żeby było tu aż tak ładnie - powiedziała zaskoczona.

Staszek uśmiechnął się.

- Bo ostatnio patrzyłaś, ale nie widziałaś.

Usiedli na trawie. Woda spokojnie płynęła, odbijając promienie słońca.

- Wiesz co? - odezwała się Zuza po chwili ciszy. - Może te dni wcale nie są takie złe.

- No widzisz - odparł Staszek. - Czasem wystarczy jeden moment, żeby wszystko zaczęło się zmieniać.

Zuza spojrzała na niebo.

- Myślisz, że mogę zacząć od nowa? Tak naprawdę?

- Każdego dnia - odpowiedział spokojnie. - Każdy dzień to nowa szansa.

Zuza uśmiechnęła się lekko.

- To może jutro też tu przyjdziemy?

- Jeśli tylko będziesz chciała.

- Będę - powiedziała pewnie. - Bo chcę, żeby moje dni w końcu były... moje.

Od tamtego czasu Zuza zaczęła dostrzegać rzeczy, które wcześniej umykały jej uwadze. Dni nadal płynęły, ale nie były już monotonne. Każdy z nich miał w sobie coś wyjątkowego - nawet jeśli była to tylko chwila spokoju nad rzeką albo rozmowa z kimś bliskim.

I choć świat wokół niej się nie zmienił, Zuza zmieniła sposób, w jaki na niego patrzyła. A to wystarczyło, by wszystko nabrało nowego sensu.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania