Tam, gdzie milczenie mówi więcej
Spotkali się przypadkiem, choć żadne z nich w to nie wierzyło. Czasami wydawało się, że ktoś w ukryciu rozrysował ich ścieżki, prowadząc krok po kroku ku temu samemu miejscu.
Nie było wielkich słów ani obietnic. Były tylko spojrzenia, które trwały o ułamek sekundy za długo, i cisza, w której pulsowało coś więcej niż zwykłe powietrze.
Z początku bali się dotyku – jakby skóra była zbyt delikatnym świadkiem tego, co się działo między nimi. A jednak dłonie drżały, kiedy przypadkiem zetknęły się w mroku. To wystarczyło, by wiedzieć, że istniała nić, której nikt inny nie widział.
Miłość nie przyszła nagle. Przemykała jak cień – czasem niewidoczna, czasem zbyt wyraźna, by udawać, że jej nie ma. Przynosiła i spokój, i niepokój. Była jak światło świecy w ciemnym pokoju – kruche, a jednocześnie niemożliwe do zignorowania.
Nie pytali o przyszłość. Wystarczało im teraz – bicie serca, które odpowiadało na drugie, i świadomość, że w tym niepewnym świecie udało im się znaleźć coś prawdziwego.
Komentarze (6)
Jednak poprawnie zapisane, więc mocna 4
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania