Taniec dwóch wirujących motyli na ścieżce w parku, z początku maja

porwane w ry-

trzepot lekkich skrzydeł w wietrze

nawzajem przycią-

wpadają w quasi-śnieżny puch

w impecie zaginają sobie skrzydła

skra, rzucona w ogień zapalniczka

słońce najcieplejszego dnia

w tym roku

smugi jak opatrzność bo-

stęk

połyka jej sapiący oddech

pot to rosa miłości skraplana

z trudnej do wdechu, ach, pa-

pary, pary.. w powietrzu...

smuga jego cienia

ledwo widoczna z

zniknęła

jacy oni muszą być czer-

jej skrzydło muska jego skrzydło

tracą na chwilkę swe impety

on ucieka, od tego, że goni

ona goni, za tym by uciekać

gorący wiatr po-

porywa ziarnka piasku

na rzęskach osiada więcej puchu

za słabe skrzydła by je złamać

trzeba by je zmiąć, czy podrzeć

wir..zakręcił ...nie

nie widzę

nie widzę cię

a wiszę, wiszę

kiedy ćmy wskakują w ognie

wskaż mi dro-

gi, drogę, drogi, drogi

zderzenie samymi paliczkami

odrywa z obu część energii

aż padną oboje

na ziemię

 

============

dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania