Tata oprawca
Tata oprawca
Byłem drobnym cichym dzieckiem,
Nigdy nie sprawiałem kłopotów
miałem kilka ulubionych zabawek
I swój mały bezpieczny pokój
Misia który grał tę samą melodię
I klocki co je układałem roztropnie
Zawsze słuchałem co mówi mama
O tym na przykład po co kumka żaba
Lubiłem gdy słońce wysoko na niebie
bo nocy się bałem gdyż była cierpieniem
Gdy wieczór zapadał to i on powracał
Ten co na siebie kazał mówić tata
Zawsze był zły i znalazł się powód
By bólu piekło rozpętać tu znowu
Zaczynał spokojnie bym wiedział co będzie
Pięścią uderzal me zebra dziecięce
Ja mały chłopiec ze łzami w oczach
Czekałem w bez ruchu na szybki nokaut
Lecz nie tym razem, tata jest rześki
Każe mi klękać na sterczące pinezki
Znów skwierczy skóra na moich plecach
Jak na nich gasi kolejnego kiepa
By już za chwile zmienić rozrywkę
Skacze mi po głowie i kopie jak piłkę
Krzyczy, wyzywa i urynuje na twarz
Kablem poddusza aż tchu mi nie starcza
Az w końcu nadchodzi ten błogi moment
gdy tata mówi „zmyj krew z podłogi
nie chcemy przecież by były ślady
Musi być czysto bo to dom bez skazy”
Tata w tym czasie zajmuje się mamą
Trzymał ją w skrzyni zakneblowaną
Dziwnie się czuję gdy każe mi patrzeć
Jak w mame na siłę wpycha swe palce
A później robi z nią te dziwne rzeczy
Nie chce tego widzieć, to mnie kaleczy
Czuje ze ciemno robi mi się w oczach
Tracę przytomność i padam jak kłoda
Mam zaledwie siedem lat za sobą
A piekło to dla mnie żadna nowość
Więc postaw się na moim miejscu
I wyobraź sobie co miałem w sercu
Dlaczego w końcu sięgnąłem po nóż
I dlaczego taty nie ma z nami już.
Komentarze (2)
że to twórcza wena..
Pozdrawiam serdecznie 5*
Miłego dnia
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania