Średnio-ciekawa historia: Tatry

Chodzę, biegam do pobliskiego Lewca po Tatry żółte niemocne ale te słabsze bo są po trzy zeta i wychodzi wtedy że mnie stać na przejściowy alkoholizm.

Przejściowy bo nie mam kasy na picie, ale gdybym miała to pewnie byłabym alkusem.

Trochę boję się pani kasjerki co widzi mnie trzeci raz w ciągu tego samego dnia jak przychodzę po kolejne Tatry i za każdym razem dziękuję jej za miłą obsługę obserwując jak robi się coraz bardziej zmęczona pod sam koniec dnia musząc obsługiwać tych wszystkich ludzi a do tego jeszcze wymieniać puszki jak jej jakiś żulik albo i nie, przyniesie.

 

To nie tak że jakoś bardzo mnie obchodzi opinia tej pani kasjerki, ale jak patrzę w jej oczy i ona patrzy w moje oczy to jest taka nić empatycznego porozumienia i jakby telepatia, i mam wrażenie że ona wie że mogę być ukrytym alkusem albo mieć potencjał na takiego.

I wtedy myślę sobie że to przykre tak wpaść komuś w oko, że aż się trzeba w to oko podrapać brudną od liczenia pieniędzy łapą.

Dzisiaj też poszłam do lewca ale zapomniałam że sklepy zamknięte.

Zostało mi drobnych na dwie Tatry.

Jutro czeka mnie wycieczka z samego rana.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Poważnie?
  • NinjaC
    Podziwiam konsekwencję: u mnie veto na „bzdet”, u siebie trzy akapity o dwóch Tatrach. To się nazywa dojrzała forma.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania