Tchnienie późnej cichości

Jedna z owych nocy wczesnej jesieni, gdy daje se już słyszeć ciche whispersienie zimy. Czemuż to całe wspomnienie ku mnie powraca? Lekki zefir, pierwsze mgły i wonie, przenikające aż do wnętrza domostwa, a wszystko to — pod dachami, kryjąc się… i niosąc ze sobą jakieś zapomniane pamiątki. Tak dzieje się zawsze. (O tej porze roku). Ulice, jakby tylko do tego były przeznaczone — by świadczyć.

 

Tak, to już zostało postanowione. I ta noc powiedzie mnie ku nim… Albo snadź obudzę się już tam, na samym krańcu miasta. Albowiem ciemność na polach nikogo nie pomni, a trzcina jest ta sama —… i każde pustkowie czuwa tylko nad sobą.

 

…Lecz zaprawdę, dopóki to miasto trwać będzie, ziemia tchnąć będzie wonią wspomnień zapomnianych na wieki. Niechaj nadejdzie nawet potop — i woda niechaj zatopi same dachy, — byleby tylko księżyc pozostał, — a wtedy ktoś jeszcze w łodzi spoglądać na nie będzie.

 

— Gdyż to nie mew, ani żadnych ptaków nocnych, — lecz łabędzi to śpiew. Tylko ja jeszcze i teraz ją pamiętam.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania