Teatr

Siedziałam w pierwszym rzędzie,

Moje stopy dotykały sceny,

Aksamitna czerwień foteli,

Gościła mnie przytulnie

 

Gdy zgasły światła,

Zaświecił reflektor

W złotym pierścieniu

Pojawiła się postać wyniosła,

Miała szyje długą jak łabędź,

Kroczyła dumnie po deskach,

Jak Łęcka lalka oślepiała mnie

Swoją urodą

 

Tuż obok, na ziemi marnie leżała,

Wątła istota, jakaś nadwrażliwa,

Jej twarz była zmrożona łzami,

Ruchy miała ciezkie,

Jakby kulę u nóg nosiła

 

Trzecia z prawej strony

Śmiała się w głos

Tańczyła jak marionetka

Zepsuta nakręcona zabawka

 

Wtem finał się zaczął

Krzyk przeszył moje uszy

Widziałam że twarz miała czerwoną,

Zamykała wszystkim głosy

 

Gdy wyszedł reżyser na scenę

Podaliśmy sobie ręce

Kłanialiśmy się nisko ku ziemi,

Wyróżnieni

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania