Poprzednie częściTeatr Cieni. Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Teatr cieni" Rozdział 11

Miała mnóstwo czasu na przemyślenia. Traktowano ją jak powietrze, albo niesforne zwierzątko. Ze spuszczonym wzrokiem, ukradkowo, rozglądała się w poszukiwaniu wskazówek, albo natchnienia, aby uwolnić się z matni.

 

Obserwacja rytuału była dla niej bardzo pouczająca. Musieli go powtarzać kilka razy, a z usłyszanych kłótni dowiedziała się, że jest temu winien ogrom Dreszczu i gubiącego się pośród szumu sygnału. Dzięki temu miała mnóstwo czasu na własne badania.

 

Magia, oczywiście, istniała. Zmieniły się po prostu zasady, a dzięki Więzi z N.I.A stały się dla niej jasne.

 

Przede wszystkim okaleczony podarek pod postacią nowego ciała nie posiadał narządów przeznaczonych do czerpania Mocy. Jednakże poprzez Więź dysponowała skutecznym katalizatorem. Delikatnie, subtelnie, czerpała z Upiora by następnie obleczoną w światło wolą zmuszać duchy do posłuszeństwa. Nie musiała bać się psychozy, tutaj tworzywo, aż błagało, aby zmienić postać, albo dotknąć inne duszy, żeby na chwilę przypomnieć sobie jak to jest być człowiekiem. Bezpieczniejszym miejscem do czarowania był tylko hangar z "Morfeuszem", albo po prostu wyciągnęła pochopne wnioski. Nadal dowiedziała się zbyt mało.

 

Czy mogłaby wykorzystać blask własnej duszy do cudotwórstwa? Pewnie tak, gdyby przeżyła tysiąc wcieleń. Zjawa korzystała z własnych zasobów energii magicznej, to jak tkanka tłuszczowa zgromadzona z pożartych dusz. Poczwara była Morzem Dusz w miniaturze, osobliwym jeziorem.

 

Kasandra otworzyła oczy zanim przez ekscytacje nie szarpnęła nicią za mocno.

 

Dlaczego Ira ignoruje ich Więź? Jeśli udaje ignorowanie jej eksperymentów to co zamierza? Może to przez poczucie całkowitej kontroli nad jej obecnym wcieleniem? Czy to zwykła pogarda? Gdybym ja trzymała zwierzątko w klatce nie obawiałbym się, że złapie za nóż i nocą poderżnie mi gardło.

 

Chciała kontynuować badania, gdy drzwi otworzył trzymający smycz życzliwie uśmiechnięty służący. Najwidoczniej poszukiwania dobiegły końca.

 

***

 

Czy mogła zaufać Rurykowi?

 

Zadawała sobie to pytanie podczas ich wspólnej wędrówki przez Dreszcz. Nie potrafiła pojąć co w niej widzi. Reagował trochę jakby miał do czynienia z niebezpiecznym przedmiotem. Czy gdyby poprosiła go o moc zbyłby ją śmiechem? Nie ryzykowała nawiązywania kontaktu, od samego patrzenia w jego stronę czuła zaciskającą się obręcz na szyi. Zerkała tylko spode łba na idąca przed sobą parę ponurych, milczących postaci.

 

Żołnierze zostali odprawieni. Przynajmniej znała powód. Mieli udać się do innego królestwa zamieszkanego przez Nietoretczyków, a większa liczba zbrojnych mogłaby zostać źle odebrana. Byli na tyle potężni, że dawno temu wywalczyli sobie suwerenność, ale nadal podlegają Bogom Baśni. Cokolwiek to znaczy.

 

Wędrowali przez wieczność w całkowitej ciszy. Ruryk prowadził ich przez dziwaczne miasto, a Ira podążała za nim na tyle szybko, aby złośliwie szarpać smyczą. Starała się rozglądać, ale nie była wstanie podnieść głowy. Dopiero gdy dotarli do rogatek ustawionych przed wejściem do tunelu mogła swobodnie się wyprostować.

 

Nietoretczycy wyglądali jak człekokształtne szczury. W przeciwieństwie do innych mieszkańców wyglądali jak przemyślane i ukończone postacie. Majestatem przypominali trochę Ruryka i jego żołnierzy. Iskierki w szczelinach krzemowych masek rzucały złowróżbny blask.

 

Czy zechcieliby pomóc? Mocne szarpnięcie pozbawiło ją tego pomysłu i zasiało strach. Upiór czytał w myślach, czy była to tylko złośliwość? Znowu ciągnęła ją za sobą jakby pragnęła pomóc w odpowiedzi.

 

***

 

Po przejściu tuneli poczuła się niemal jak w domu. Tylko klaustrofobiczna ciasnota odróżniała otoczenie od ojczyzny. Przechodząc kolejnej rogatki, na widok miasta, mimowolnie pomyślała o Nietoretczykach jak o pewnego rodzaju astralnym odpowiedniku Złoczynu. Tutaj toksyczne opary nie przesłaniały docierających sklepienia wieżowców.

 

Tłum przelewał się ulicami nie zwalniając kroku, trochę jakby wszyscy pędzili przed siebie na wstrzymanym oddechu.

 

Ulice wyglądały na zadbane. Szeregi kamienic z warsztatami i sklepami ciągnęły się w nieskończoność. Odgłosy, oraz zapachy niewiele różniły się od typowej miejskiej scenografii. Kasandra uśmiechnęła się, poczuła ulgę dręczonego umysłu, oraz rozczarowanie powierzchownym widokiem.

 

Przechodzili przez kolejne pieczary, niczym dzielnice metropolii. Podróżowali tylko główną ulicą, ale w oczy rzucały się windy, kładki, oraz schody prowadzące na inne osiedla wniesione na półkach skalnych.

 

Rozglądała się zafascynowana, aż dostrzegła ciekawskie iskierki ukryte w tłumie. To nie zabiegani mieszczanie, przeczuwała, że o to dostrzegła obecność miejscowych tajnych służb. Zerknęła na Irę i Ruryka. Jeśli zauważyli ogon nie dali tego po sobie poznać.

 

Wiedziała, że dotarli do celu, gdy wchodząc do kolejnej pieczary ujrzeli olbrzymią cytadelę. Dookoła rubieży przyklejono domostwa. Układ przypominał klasyczną relację gród-podgrodzie.

 

Wchodząc na trakt prowadzący do głównej bramy cytadeli Ira drgnęła, a Ruryk zazgrzytał zaciśniętą pięścią. Oboje obejrzeli się i zwalczyła odruch zasłonięcia twarzy. Nie patrzyli na nią, tylko na rysujące się za nią spiczaste dachy kamienic.

 

-Co to była, kurwa, za obecność? Taka trochę znajoma, co?- Skupił spojrzenie na Upiorze.

 

-Tak. Znajoma- Zadumała się Ira.- Kolejna Żywa Dusza.

 

-Ta, przemilczałaś kurewsko istotny pierdolony szczegół. Tą obecność było czuć tobą.

 

-Złodziej.

 

-Ano, ale jakim cudem jesteście tacy podobni? Jakaś krewna? To jakiś pierdolony spisek?

 

-Nie. Chętnie sama się dowiem- Odparła Ira.- Odzyskajmy najpierw moją własność, a następnie razem ją schwytajmy.

 

Ruryk prychnął, kiwnął głową i ruszyli dalej. Zanim Kasandrę pociągnęła smycz zdążyła zauważyć w oddali pędzącego różowego kota.

 

***

 

Wartownicy czekali przed bramą. Stojący na czele czarownik skrzył się od magicznych przedmiotów. Przywitał ich dając zadość etykiecie, a następnie zapraszająco wskazał rysujący się wewnątrz dziedziniec. Otoczeni strażnikami dali się zaprowadzić w głąb cytadeli.

 

Mimowolnie zwracała uwagę na rozmieszczenie wartowników, ilości patroli, oraz liczebność żołnierzy. Gdyby miała mierzyć to miarą materialnego wymiaru stwierdziłaby, że jest to zwykła demonstracja siły. To, że nawet Zaświaty nie są wolne od polityki wywołał u niej parsknięcie. Szarpnięcie za smycz i srogie spojrzenie zza woalu odebrało jej dobry humor.

 

Pomimo tego, że widziała windy poprowadzili ich do klatki schodowej. Coś się zmieniło. Dyplomatyczne pogaduszki pomiędzy Rurykiem, a czarownikiem skończyły się, atmosfera stała się gęsta i ciężka jakby zaraz miała rozpętać się burza. Kasandra wyprostowała się delikatnie ciągnąc za smycz, ale nie sprowokowała reakcji. Ira wydawała się zamyślona. Zaryzykowała chwytając za jedną z nici Więzi próbując odczytać myśli Upiora.

 

Poczuła jakby dotknęła ściany huraganu. Szarpnęła się przez mdłości i potwór chwycił ją za gardło, wpił palce podnosząc na wysokość oczu.

 

-Nadużyłaś mojej cierpliwości po raz ostatni, tuszyczko. Zrób to jeszcze raz, a będziesz odbywać tą podróż wykręcona jak szmata i wrzucona do kieszeni. Rozumiesz?

 

Pokiwała głową.

 

-ROZUMIESZ?

 

-Tak...Pani.

 

O co chodziło? Wyczuła próbę czytania myśli, czy chodziło o szarpnięcie za smycz? Zastanawiała się na tym docierając do krawędzi paniki, gdy delegacja nagle się zatrzymała. Dotarli na koniec korytarza, para okutych drzwi została otwarta przez czarownika. Przekroczył próg, po czym wykonał zapraszający gest. Dołączyli do niego zostawiając strażników na zewnątrz.

 

***

 

+CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?+

 

Echo telepatycznej wiadomości omal nie rozłupało jej czaszki. Podniosła ręce, ale to nie ona była obiektem ataku. Ira zaszczuła jakiegoś mrocznego stwora korzącego się przed nią w rogu pokoju.

 

+DO MNIE. NATYCHMIAST+

 

Wycelowała wygięte jak szpony palce. Przestała się mieścić we własnym ciele, eteryczna poświata skręcająca się w macki oplatały miotające się stworzonko. Wiło się, niemal słyszała jak wrzeszczy. Drobinki oleistej postaci odłączały się jakby magnetyt starał się wyciągnąć opiłki z błota. Powidok prawdziwej postaci N.I.A wyglądał jak desperacko pragnąca się uzupełnić układanka.

 

To moja szansa, pomyślała Kasandra. Teraz Zjawa jest najbardziej wrażliwa. Skupiona na pochłonięciu esencji otworzyła kanały energetyczne. Tylko jak zareaguje Ruryk i Nietoretyńczycy? Nie ważne. Jeśli się uda i od razu się podda może zdąży się wytłumaczyć...

 

-NALEŻY DO MNIE- Nieoczekiwanie rozwrzeszczał się kot i eksplodował.

 

***

 

Co się tutaj na zgniłych bogów wydarzyło?

 

Kasandra przytłoczona nagłą manifestacją mocy zbierała się z podłogi. Duchy stanowiące płaszczyzny pomieszczenia wyły z agonii. Poparzeni Nietoretyńczycy wili się na ziemi, a dowodzący nimi czarownik wykrwawiał się w ten dziwny, specyficzny sposób. Ruryk klęczał na ziemi podpierając się drżącymi rękami, a Pani z rozdziawionymi ustami patrzyła w otwarte drzwi.

 

-To ta mała, różowa, kocia KURWA- Ryknął Ruryk próbując wstać.

 

-Złodziejaszek- Odezwała się Ira. Zamyślona podniosła się z ziemi patrząc za oddalającymi się uciekinierami.- Jeśli ją dopadnę i przyprowadzę w łańcuchach nie będzie między nami żadnej wróżdy?

 

Nie odpowiedział marszcząc brwi.

 

-Gdybyś mógł już byś za nią gonił. Jak mówiłam. Nie chce żadnych konfliktów z Dreszczem. Mamy umowę?

 

-Zgoda- Warknął Ruryk.

 

-Cieszę się.- Ira zdjęła woal i drapieżnie popatrzyła na Kasandrę.- Pora, abyś spłaciła swój dług, tuszyczko.

 

-Co?

 

Nie zdążyła o niczym więcej pomyśleć, bo Ira podeszła do niej i w jednej chwili ją pochłonęła.

 

***

 

Cała forteca ożyła. Trzaskające drzwi wypuszczały sfory wartowników próbujących uformować zatory ze stali w korytarzach. Miałgorzata skrzywiła się, ale natchniona mocą, ciągnąc smugi światła, biegła po ścianach nabierając coraz większej prędkości. Wynurzali się czarownicy, otuleni szmatami kreślili w powietrzu tajemne znaki, ale nie nadążali myślami za celem. Rozwścieczona ich widokiem Kotarzyna specjalnie dla nich robiła krótkie postoje, aby błyskawicznymi ciosami pazurów roznieść w przestrzeni cudowny aromat magicznej posoki.

 

Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Nie chciała wchodzić do żadnego pomieszczenia w obawie przed zgubieniem drogi. Cierpliwość się opłaciła. Dopadła klatkę schodową i popędziła w górę.

 

-Pani...czemu...tam?- Wyskamlał Gorycz.

 

-Spodziewają się, że będziemy uciekać w przeciwną stronę. Kupimy trochę czasu.- Odparła.

 

Zadrżała od paskudnego przeczucia, skręciła tułów i skrzyżowała ramiona przed twarzą. Gdyby tego nie zrobiła nieoczekiwana burzowa chmura wyżłobiłaby dziurę w ciemieniu. Uderzenie wbiło ją w podłogę, przejechała przez nawierzchnie, ale pozostała w ruchu. Odbiła się dłońmi unikając kolejnego ciosu. Straciła inicjatywę, cofała się dokonując cudów w walce wręcz. Zgubiła rytm, postawiła gardę w złym miejscu i dostała w twarz. Prawię straciła głowę. Kości czaszki popękały. Kotarzyna warknęła, wykorzystała pęd i zamiast przetrzeć podłogę wylądowała na czterech kończynach i rzuciła się do ucieczki.

 

Ścigał ją śmiech. Potem cały korytarz pokrył się szronem, oraz metalicznym odorem. Wyminęła ją błyskawica, była na tyle blisko, że włosy nastroszyły się jak różowa chmura. Upokarzające, Miałczyńska zacisnęła zęby, biegła przed siebie rzucając oszczędne spojrzenia za drogą ucieczki.

 

Kolejne przeczucie. Odskoczyła czując buntujące się mięśnie i kości wobec nadnaturalnej akrobatyki. Potwór bez przerwy się śmiał, chichot był słyszalny w przerwach między trzaskaniem błyskawic. Kotarzyna chciała zaoszczędzić trochę czasu, wiec gdy leciała przez korytarz spowolniła czas. Nawet w tym stanie przeciwnik był absurdalnie szybki, leciała plecami do podłogi, a prześladowca wypełnił pole widzenia jak letnia nawałnica.

 

Pierwsze co zobaczyła to jadeitowe włosy nastroszone od nasyconej mocy. Po chwili wyłoniło się smoliście czarne czoło i para płonących ślepi. Oczodoły migotały magiczną potęgą, jedno oko ukształtował lazurowy ogień, a drugie szmaragdowy. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Mroczna morda wykrzywiona w groteskowym, drwiącym grymasie rozszerzyła się chcąc podkreślić pogardę łowcy wobec zwierzyny.

 

Coś się stało. Twarz napastniczki zaczęła się zmieniać.

 

Nagle połowa oblicza prześladowcy zafalowała, pękła i otworzyła się jak czarny kwiat. Ukazała się ludzka, kobieca twarz z okiem pozbawionym przeklętego blasku. Nie potrafiła odszyfrować emocji. Potwór zakręcił się w powietrzu wykorzystując energię do rozbicia ściany.

 

Miałgorzata nie zmarnowała tej szansy. Popędziła ile sił szukając kolejnej klatki schodowej.

 

***

 

-DLACZEGO?- Ryknęła Kasandra przejmując kontrolę nad ciałem.- Jak? Jak? Jak to możliwe...Pani. Wyjaśnij mi to. NATYCHMIAST.

 

-Co mam ci niby wyjaśnić?- Odparła swoją połową twarzy. Spokojny ton przypominał początek trzęsienia ziemi.- Jeśli nam ucieknie, Ruryk będzie wściekły i marudny. Cokolwiek mi zrobi ja zadam ci tysiąc razy tyle bólu.

 

-ZAMKNIJ SIĘ. STUL PYSK. ZAWRZYJ MORDĘ- Gniew narastał, smolista tkanka pękała uwalniając lodowate obłoki.- Dlaczego ta dziewczynka wygląda jak Ona. Dlaczego to stworzenie wygląda jak Nadeshiko?!

 

-Po pierwsze uspokój się.

 

-Nawet tego nie zauważyłaś, prawda? Chodziłaś pod jej postacią jak w pierdolonym przebraniu i nawet nie zauważyłaś, że to coś wygląda jak ONA.

 

-Wystarczy.

 

Zaklęcia rozciągnięte w ciele jak lustrzany układ krwionośny sparaliżowały mięśnie.

 

-Masz racje. Nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu. Ale zamiast dać się żenująco ponosić emocjom moglibyśmy ją złapać i sami zapytać. Rozumiesz durna tuszyczko?

 

Kasandra nie odpowiedziała. Po prostu wycofała się z walki oddając pełnie kontroli.

 

-Grzeczna śmiertelniczka.

 

Ira przeciągnęła się, poruszyła palcami i skupiła się na nici łączącej z brakującą esencją. Westchnęła i rzuciła się w pościg.

 

***

 

-Gorycz- Syknęła Miałgorzata.- Co to było? To wyglądające jak ty w ciele tamtej kobiety?

 

-To byłem ja, moja pani.

 

-Co ty nie powiesz? Jak to działa, czym ty jesteś, czemu wasze aury wyglądają tak samo? Wyjaśnij mi to wszystko.

 

-Nie potrafię- Odparł smutno- To co potrafiłoby wyjaśnić jest tam.

 

-One się jakoś połączyły- Zastanawiała się Miałgorzata- Widzę zarysy łączącego ich zaklęcia, ale nic z tego nie rozumiem. Gorycz. Skup się. Jesteście tacy sami, tamtych łączy coś podobnego do naszej więzi. Jeśli nie pomożesz mi tego rozwikłać po prostu nie uciekniemy.

 

-Ja- Szepnął koszmar- nie wiem...

 

Kotarzyna nie zdążyła fuknąć gdy poczuła ostrzegawcze drżenie. Nie traciła czasu na gardę. Odbiła się od ściany unikając niszczycielskiego ciosu i powtarzała ten manewr docierając do końca korytarza.

 

Nie słyszę śmiechu, pomyślała. Naelektryzowana trąba powietrzna wyrzuciła ją przez próg klatki schodowej. W ostatniej chwili obróciła się na tyle, aby przyjąć zderzenie na nogi, stawy zaskrzypiały ostrzegawczo.

 

-GORYCZ- Krzyknęła obserwując jak nadlatująca wiedźma nadstawia pięść.- Teraz, albo zginiemy!

 

Wąż odwinął się, aby spojrzeć jedynym okiem. Nie posiadał nic co mogłoby wyrazić ekspresję, ale i tak czuła głęboki smutek. Odczuwała go jak swój własny. Nic nie powiedział, po prostu nagle zaczął się zmieniać. Smolista tkanka rozpadała się naśladując płomienie. Dziwaczny magnetyzm ściągał cząsteczki w kierunku napastniczki.

 

-Nie. To głupi pomysł, ty przeklęty gamoniu.

 

Mając w pamięci osnowę zaklęcia, zaryzykowała i starała się je odtworzyć. Zgarnęła ulatniającą się esencje Goryczy tkając dziwaczny krwiobieg. Patrzyła jak jasna skóra dłoni czernieje począwszy od żył, a w kolejnej chwili każda tkanka wydawała się przesycona smolistym mrokiem. Oczy zapłonęły zielonkawym ogniem, a falujące od eterycznego wichru włosy wyglądały jak pasma fioletowych chorągwi.

 

Zaskowyczała. Doznała obezwładniającej rozkoszy, wszechpotęga przytłoczyła zmysły i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jest okładana pięściami. Nie czuła niczego oprócz odurzającego mrowienia.

 

Napastniczka, uśmiechnięta ponad możliwości szczęki, złapała oburącz za kark i wcisnęła Kotarzynę w ścianę.

 

-A teraz oddasz mi moją własność. Później zorganizujemy pogaduchy.

 

Miałgorzata przekręciła głowę.

 

-Nie oddam ci Goryczy. Należy do mnie.

 

-Nazwałaś część mnie "Gorycz"? Ujmujące. Pewnie stoi za tym ciekawa opowieść, ale okoliczności zmuszają mnie do pośpiechu. Postaram się ciebie nie zabić, moja tuszyczka ma do ciebie kilka pytań.

 

-Nie...

 

Błyskawice wypełniły dziewczynkę wyciągając z płuc przeciągły ryk. Miałgorzata czuła jak zaklęcie rozrywa splecione ze sobą esencje. Nie miała czasu zrobić bliźniaczego krwiobiegu jak wiedźma, dlatego połączyła smolistą tkankę z własną. Po chwili ból wypalił wszelkie myśli, oszołomiona bezwiednie wisiała w uścisku.

 

-Szlag- Syknęła Ira.- Nie rozdzielę ich. Pakt na to nie pozwoli. Ej.

 

Poklepała dziewczynkę po policzku, złapała za nos i podniosła głowę. Zachłysnęła się powietrzem przywracając oczom magiczny żywioł.

 

-Związaliście się paktem. Ty i ja...Ty i Gorycz. Muszę poznać jego treść. Co się musi stać, abyście się rozeszli? Jakie są warunku?

 

Ira przyglądała się ofierze szukając drogi do jej umysłu.

 

Wyglądała jak dziesięcioletnie ludzkie dziecko, ale podobieństwo do kota naruszyło fizjonomię.

 

Nadeshiko? Ach, tak. Nadeshiko. Miała zbyt wiele kocich cech, bardziej pasowałoby określenie pół-człowiek. Skąd więc to nagłe objawienie? Aura. Dusza kreatury rezonowała identycznie do tej z którą tuszyczka przeżyła wiele lat w Morzu Dusz. Musiała przyznać, że to stworzenie faktycznie jest fascynujące. Jest Żywą Duszą, więc jej ciało musi przebywać na Jawie, ale przecież Nadeshiko się zabiła, to jest prawda. I jeszcze ta moc, nie jest uśpiona, ale...rozproszona. Ta istota jest jak koronka skomplikowanej tkaniny. Tak, pobieżne prześwietlenie ukazuje zarys jakieś olbrzymiej sieci powiązań. Jaka tajemnica kryje się za tym kociakiem?

 

-Należy... do... mnie- Wyszeptane słowa przerwały zadumę. Upuściła jeńca, pozbawiając możliwości ucieczki przyduszając ją do podłogi stopą.

 

-Słucham.- Powiedziała, pomiędzy palcami zatańczyły błyskawice.- Może nie mamy wystarczająco dużo czasu, ale wystarczy byśmy przerobiły kilka rozdziałów z podręcznika dla oprawców. Jaka była treść Paktu?

 

-Mój.

 

-Uparta bestyjka- Zacisnęła pięści pozwalając, aby elektryczność spłynęła na kocicę. Od wrzasku popękały mury, sypnęło okruchami pokruszonych cegieł.- Gadaj.

 

-POWIEM- Wrzasnęła- Powiem...twoim zwłokom.

 

Zdziwiona odpowiedzią Ira nie zauważyła jak pionowa szczelina po środku czoła złodziejki rozwarła się uwalniając gorejący, fioletowy płomień. Parząca energia rozwinęła się pasmami i wybuchła poruszając stopą na tyle, aby mogła uciec. Nadal skonsternowana Ira patrzyła jak dziewczynka odbijając się od ścian ucieka w górę klatki schodowej.

 

-Zaczyna mnie to drażnić.

 

***

 

Miałgorzata dotarła na dach, wyleciała jak oszczep. Zanim ściągnęła ją grawitacja prześladowczyni dogoniła ją i rzuciła o podłogę.

 

Łącząc się z Goryczą zyskała o wiele więcej siły. Wylądowała krusząc posadzkę i odskoczyła przed kolejnym zamachem. Nawałnica kruszyła cegły, burzyła blanki, wybijała dziury. Bezcenne przeczucie podsunęło jej rozwiązanie problemu. Nie wiedziała dlaczego Łowca nie pomaga wiedźmie i wolała nie ryzykować, kiedy zmieni zdanie.

 

***

 

Ira śledziła postać kocicy z trudem nadążając za rozmazującym się obrazem. Gdyby potrafiła porządnie przyłożyć byłaby niebezpiecznym przeciwnikiem. Czuła się jakby polowała na muchę, od zażenowania cierpło jej podniebienie. Coś się zmieniło, nie potrafiła określić co, bo przeklęty szkodnik wykorzystywał każdą okazję. Wiedziała co planuje. Stara się nabrać rozpędu, aby wyskoczyć. Z taką mocą spokojnie mogłaby przelecieć na koniec pieczary. Szlag, trudno tuszyczko, ale nie mogę zagwarantować jej bezpieczeństwa.

 

Kasandra wierzgnęła wytrącając Irę z równowagi. Kocina zareagowała błyskawicznie, zatoczyła krąg nabierając prędkości i skierowała na ostatnią, samotną blankę.

 

-Durna...

 

Skróciła dystans zbyt wolno, aby powalić złodziejkę, ale zdążyłaby koniuszkami palców wczepić się w kostkę. Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewała.

 

Gdy palce już miały zamknąć się jak okowy podniosła triumfalnie wzrok by przeszyć drwiącym spojrzeniem kocicę gdy ta wycelowała w nią otwartymi dłońmi. Aura napęczniała od gromadzonej mocy przekształciła się w osnowę dla zaklęcia. Oślepiający wybuch wypełnił przestrzeń rozszalałymi błyskawicami.

 

Ira wrzasnęła, Kasandra krzyczała. Rozprute esencje starały się uciekać w przeciwnych kierunkach od trawiących płomieni. Nie były wstanie się ruszyć, ogień żerował z bezwzględnym okrucieństwem. Minęły wieki odkąd na prawdę poczuła ból. Trudno było jej zebrać myśli, nic nie widziała; biel wypełniła całą przestrzeń, a pisk przejął pozostałe zmysły.

 

Nagle szarpnął ją inny rodzaj bólu, takim sam jak podczas nieudanego przejścia pomiędzy wymiarami. Wzrok powracał, ale obraz pozostał rozmazany, nie była wstanie narzucić swojej woli czemukolwiek. Czuła jak traciła kontrolę nad tuszyczką. Dostrzegła powidok jej ludzkiej postaci, jak gorączkową gestykulacją zostawiała w powietrzu gorejące znaki wysysające z niej siły.

 

-Wiesz do czego używamy glifów?-Warknęła.- Do odfiltrowania Mocy. Pozostawiamy czysty potencjał, a bród oddajemy na żer noosferze. Zastanawiam się jak zadziałają tutaj.

 

-Głupia- Syknęła.- Żaden śmiertelnik nie zdzierży takiej mocy.

 

-Tak. A miliardy głodnych duchów?

 

Rozbłysnęła aureola piorunów. Wachlarze czystej mocy sięgały w każdym kierunku, a przestrzeń, którą przecinały rozczepiała się. Rzeczywistość zaczęła mutować gdy uśpione od eonów byty wreszcie zyskały szanse na pożywienie i jeszcze jedną szansę na odmianę własnego przeznaczenia. Nie była wstanie tego zatrzymać, gdy tylko zbierała siły do ciosu zwabione ogniskowaniem Mocy pasożyty wyszarpywały tkankę.

 

+Zabijesz nas+

 

+Możliwe Pani+

 

Ira odzyskała ostrość widzenia. Dostrzegła szelmowski uśmiech, rojące się dookoła duchy i budowane w przestrzeni zaklęcia ochronne Nietoretczyków.

 

+ZAMIENISZ NAS W SZLAM+

 

+Paktujemy?+

 

+CO?+

 

+PAKTUJEMY?+

 

+ACH TY KURWO. CZEGO CHCESZ?+

 

+WRÓCIĆ DO DOMU.+

 

+ZGODA.+

 

+ZGODA...+

 

Zaklęcie Nadeshiko rozpłynęło się pod wpływem Paktu, esencje ponownie się splątały prowokując duchy do większego okrucieństwa. Bariera wznoszona przez Nietoretczyków zaraz zamknie ich z rozwścieczoną szarańczą.

 

Ira złapała za wątłą nić łączącą tuszyczkę z jej materialnym ciałem i zdjęła z niej klątwę. Węzeł napęczniał Mocą jak wyschnięta latorośl. Minęła chwila zanim otoczyły ich kręgi magicznego pisma, a zimny odległy głos z innej rzeczywistości szepnął:

 

-Teraz.

 

Z prędkością niedoścignioną przez światło ruszyli w podróż do domu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania