Poprzednie częściTeatr Cieni. Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Teatr cieni" Rozdział 12 ostatni

Porucznik Róża Głogowicz wybrała najlepszych pośród magów i wojowników. Stojący wewnątrz kręgów ochronnych spokojnie unosili oręż widząc ognik zaklęcia translokacyjnego.

 

Potężna aparatura zdolna do przecinania płaszczyzn rzeczywistości była piętro niżej, razem z nieprzytomnym, zakotwiczonym drogowskazem umożliwiającym całe przedsięwzięcie.

 

Miała szczerą nadzieje, że Kasandra...Nie, kapral Selene przeżyje ten eksperyment. Przyboczne jakby wyczuły jej myśli bo drobna, mieczniczka i olbrzymia włóczniczka zerknęły na nią jednocześnie. Nie mogła dostrzec ich twarzy, nawet aury zostały zamaskowane przez półpancerze runiczne, mowa ciała również nie wyrażała niczego poza gotowością do starcia z nadciągającą katastrofą.

 

+Skok mocy+ Odebrała telepatyczny przekaz Akki.

 

+Manifestacja za jedną minutę+ powiedział Nakka.

 

Ognik przerodził się w słup światła smagający przestrzeń błyskawicami. Sfera wytyczona przez monolity odprowadzała nadmiar mocy, czuła dyskomfort widząc wyciek Morza Dusz do rzeczywistości. Spektrum kolorów załamywało się, pomimo umiejscowienia bazy z dala od zaludnionych poziomów nienaturalna fizyka ściągała do nich wykrzywione przebłyski setek tysięcy dusz. Nie spuściła wzroku, ufała, że ochrona zapewniona przez pancerz i lata szkolenia zabezpieczą ją przed obłędem.

 

+Niebezpieczeństwo anomalii+ Powiedział Akka, albo Nakka.

 

"Niepożądana manifestacja"

 

-Gotowość bojowa- Rozkazała Róża korzystając z noosfery sprzężonej z hełmami grupy operacyjnej. Magowie zawiesili w powietrzu glify gotowych zaklęć. Eryka i Jagoda wydawały się przygotowane na odparcie szturmu choćby miał nadejść z podziemi. Porucznik miała nadzieje, że klatka zamykająca pomieszczenie jak gigantyczne żebra poradzi sobie z rozproszeniem niechcianych sygnałów.

 

Fala nadeszła. Zaświatło wzmogło się, spieniło parodiując narodziny bogów. W miejscu teleportacji otworzyło się setki gąb i tysiące oczu wypluwając do Jawy szarańcze. Potworności normalnie istniejące w świecie snów noosfery jako astralne pasożyty tutaj stały się namacalną grozą. Ciekawe jakby to było patrzeć z ich perspektywy? Czy dla nich to my byliśmy snem, a te okoliczności idealnym placem zabaw? A może po prostu wyczuwały płonące życiem dusze i rzuciły się na żer jak bezrozumnie zwierzęta?

 

Niezależnie od przyczyny widma rozbiły się o mur magicznego światła. Niewzruszeni wojownicy zwolnili cięciwy zaczynając regularny ostrzał, pociski o szklanych grotach wypełnionych tajemnymi siłami wybuchały po kontakcie ze zjawami. Mleczne rozbłyski tworzyły wyrwy w nieskończonym potoku straszydeł.

 

Wyczerpani magowie przerwali zaklęcie. Doskonale wyszkoleni wojownicy odrzucili łuki i zmienili formację reagując jak jeden organizm. Na przód ruszyli tarczownicy wyposażeni w krótkie miecze, za nimi zajęli pozycje topornicy, a formację domknęli pikinierzy. Róża z fascynacją obserwowała jak nadnaturalne siły spętane prawami fizycznego świata ścierały się ze śmiertelnikami. Wyobrażała sobie zdziwienie myślokształtów. Pochodzą z miejsca gdzie nienawiść nadaję niemal boską moc, a tutaj jest nie bardziej pusta jak słowa. Astralne zwierzęta skowyczały napierając na mur tarcz, zmieniały się w mgły zasysane przez niestabilny portal gdy ostrza niszczyły ich postaci. Może to była tylko wyobraźnia, albo na prawdę słyszała rozczarowanie w kakofonii czarcich odgłosów.

 

Pośród najeźdźców pojawiły się inne ciekawskie istoty. Echa śmiertelników, których grzechy uczyniły w Osnowie nieśmiertelnymi tułaczami pozbawionymi rozumu. Ich również zwabił głód życiodajnego ciepła, a może tylko tęsknota? Bała się, że kiedyś skończy jak te okaleczone istoty.

 

Niewyraźne, człekokształtne upiory z nieznanego powodu wybiły się z progów i uniosły w przestrzeni. Biła od nich żądza, zazdrość, nienawiść. Widząc oręż masakrujący ich pobratymców wyczarowali z obłoków własny, spadali na trójszereg bijąc się nie lepiej od wyjących z histerii dzieci.

 

Magowie odzyskawszy siły dołączyli do walki rażąc wrogów pełną paletą śmiercionośnych świateł. Powietrze trzeszczało od elektryczności, niektórzy gwałtownie przerywali inkantacje gdy niechcący stawali się zalążkami kolejnych szczelin w rzeczywistości. Dlatego byli najlepsi, potrafili zapanować nad strachem.

 

+Stabilizacja transferu+

 

+Odbieramy echo celu+

 

-Odwrót na pozycje obronne- Rozkazała Róża.

 

Wojownicy jak jeden organizm zwarli szeregi, podzielili się na mniejsze grupy i zaczęli wycofywać. Zbliżali się do pierścienia zabezpieczeń zbudowanego z niewielkich obelisków przypominających smocze zęby. Powierzchnie pokrywały linie pisma runicznego, nabierały mocy, aż zapłonęły jak latarnie. Upiory nie mogły znieść żaru, wiły się z bólu, albo strachu pozwalając ofiarom uciec.

 

Chwilę później wielokolorowe światło ustabilizowało się, paszcze i ślepia stały się jedynie powidokiem, a pozostawiony po nich siarczysty fetor ustępował zapachowi ozonu. To samo stało się z najeźdźcami, proces wymazywania musiał być dla nich nieprzyjemny; idealnie naśladowały ludzi wijących się w agonii.

 

+Potwierdzam obecność celu+

 

+Manifestacja za...w każdej chwili. Obiekt walczy+

 

-Nasza kolej- Powiedziała przez łącze noosferyczne i ruszyła w stronę portalu. Przyboczne podążały na obu skrzydłach. Docierało do niej ciche nucenie, Eryka miała piękną barwę głosu. Jagoda sunęła majestatycznie jak chmura gradowa. Zatrzymały się po drugiej stronie smoczego pierścienia.

 

Teraz, wola istnienia Selene zostanie poddana najsurowszej próbie.

 

Rzeczywistość napęczniała, pojawiły się cienie drwiące ze światła. Ciemność nabierała wyglądu miriadów nici. Ogniki istot żyjących w wyższych płaszczyznach pierzchały, perspektywa zaburzała się, coś co wydawało się stworzeniem niewiele większym od pięści mogło być górą ignorującą drobne okaleczenie dna oceanu.

 

W abstrakcyjnej plątaninie blasku i ciemności pojawił się promień. Kpił z praw fizyki, zamiast przecinać przestrzeń po linii prostej wił się jak rozkapryszony wąż. Im był bliżej, tym magnetyzm urządzenia działał coraz wyraźniej. Róża patrzyła zafascynowana, gdyby nie wykreowane środowisko natłok bodźców po prostu wypaliłby wszystkim dusze.

 

Gad dotarł do celu zaciskając paszczę na brzegach portalu. Z wnętrza potoku fałszywych barw została wyrzygana postać o dwóch osobach. Wypadły na posadzkę materialnego świata i pochwyciła ją grawitacja magicznego kręgu. Maszyny zawyły z wysiłku, błyskawice rozszalały się próbując wydostać się z klatki. Wszystko zdawało się być kruche, zapadające pod własnym ciężarem, ale jakimś cudem utrzymywało się w całości.

 

Portal się zatrzasnął, demoniczna chimera wisiała w przestrzeni pogrążona w samobójczej walce. Maszyny napierały na istotę wieloma siłami, przypominało to operację na myszy w wykonaniu smoka.

 

Wreszcie esencja zaczęła się rozdzielać. Czerń i biel splecione w nienawistnym uścisku. Maszyneria wyła nie potrafiąc ich rozdzielić, wszystko zaczęło się trząść. Nasilające się wibracje brzmiały jak pieśń końca świata.

 

-Problematyczne- Odezwała się Róża.- Realizujemy plan "B".

 

***

 

Kasandra szarpała się z Panią próbując uwolnić się z lepkiego uścisku. Zjawisko przytłaczało ludzki umysł, wszystko było rozmazane, albo pozbawione kolorów zupełnie jakby mózgowi kończyły się pomysły na ukazanie rzeczywistości. Tylko te pełne nienawiści pięcioro oczu było niezmienne. Oplatały ją macki, ogon związał nogi, a szczęki wgryzły się w kark starając się wyszarpnąć tkankę.

 

Było coś jeszcze. Wiele sił brało udział w szarpaninie. Jedna sczepiła je ze sobą, a druga na przekór starała się ich rozdzielić. Miała już tego dosyć, była pyłkiem rzuconym do zabawy monsunowi.

 

Ira jeszcze chwilę temu wiedziała co się dzieje. Po tym jak stała się otępiała była wstanie myśleć tylko o jednym; tak działa na nią bliskość materialnego świata. Była oszołomiona, rozkojarzona, mdliło ją. By przeżyć pośród śmiertelników musiała stworzyć odpowiednią postać do poruszania się po tej rzeczywistości. Nienawidziła surowości materii, spędzała mnóstwo czasu na przygotowaniach do zstąpienia w Morze Dusz, a teraz coś, lub ktoś gwałtem ściąga ją na dno istnienia.

 

Będą z niej drwić przez resztą wieczności, mogła jedynie żywić nadzieję, że reszta jej rodaków ma chociaż w połowie pod górkę jak ona. Przecież nie była słaba. Do tych misji wybiera się najlepszych. Szlag, klątwa cielesności, bliskość z tuszyczką brukała ją kolejnymi niedogodnościami. Znowu znosiła zmęczenie, głód, senność. Ból nieistniejących mięśni. W takich momentach dziękowała przodkom za wyzwolenie się z tego przeklętego wymiaru.

 

Pozostało tylko jedno. Od bardzo, bardzo dawna nic nie jadła.

 

***

 

Róża, Eryka i Jagoda płonęły od mocy.

 

Przeciążone maszyny gorzej radziły sobie w okiełznywaniu wycieków noosfery, dopiero teraz było widoczne jak przedłużanie się procesu jest niebezpieczne. Ryzykowały unicestwieniem całego pałacu. O czarniejszym scenariuszu lepiej było nie myśleć gdzie wymiar spełniający marzenia jest tak niebezpiecznie blisko.

 

Komunikacja noosferyczna nie działała przez zakłócenia, porucznik wydała rozkazy krótkimi gestami. Podwładne ruszyły, a ona zaczęła rysować w powietrzu glify.

 

***

 

Kasandra wrzasnęła gdy szczęka oderwała kęs eterycznych tkanek. Ona ją pożera! Jakim cudem? Dlaczego Pakt na to pozwala?! Suka z Zaświatów znowu ją okłamała...Nie była wstanie skupić się na odpowiednich słowach, glify uleciały z pamięci, a kolejne ugryzienie wywołały trwożny krzyk. Z łzami w oczach patrzyła na bezczelny pysk potwora. Przeżuwała patrząc jej prosto w oczy i jeszcze się głupkowato uśmiechała. Teatralnie rozwarła szczękę i przybliżała kołysząc gadzim łbem. Starała się wydostać, obudzić, ale nie była wstanie wykorzystać jakichkolwiek technik, których uczyła się całe życie.

 

Czarodziejka odwróciła głowę by nie widzieć jak traci kolejną cząstkę siebie. Usłyszała chapnięcie, ale nie doznała bólu. Zamiast tego poczuła echo cierpienia demona.

 

Zerknęła.

 

Szczęki zamknęły się na ostrzu miecza, podczas gdy druga klinga na skos przeszywała czerep. Dodatkowo z piersi potwora wyrósł grot na szczęście pod takim kątem, że szpic ją wyminął, ale drąg oparł się o czoło. Czy właśnie ktoś zrobił z jej czaszki punkt podparcia? Ktoś? Gdzieś już widziała podobną broń.

 

-Jagoda?-Wyszeptała zdumiona.

 

-Ej...Ja też tu jestem.

 

Odwróciła głowę i zobaczyła niewielką postać zakutą w płyty bogato zdobionego pancerza. Łatwo potrafiła sobie wyobrazić jaką pchełkę skrywają pokryte runami blachy.

 

-Rika- Jęknęła z ulgą.

 

-Łza na mój widok? Zapamiętam.

 

-Ja nie...

 

Ryk wywołał porywistą fale psychokinetyczną. Zjawa wyhodowała kilka paszcz tkwiących na mięsistych szyjach. Rika odskoczyła gładko wydobywając miecze, a Jagoda z mokrym plaśnięciem wyrwała swój oręż powodując drżenie i jeszcze więcej przepełnionych agonalnym bólem wrzasków.

 

Taranujące powietrze nie odrzuciło ich zbyt daleko. Rozglądając się za towarzyszkami mimowolnie zauważyła Róże. Zakuta w zbroje rysowała w powietrzu formułę zaklęcia. Chętnie by mu się przyjrzała, ale świat nagle zawirował.

 

Wymiary rozciągnęły się, perspektywa straciła na znaczeniu, gdy wojownicy znaleźli się na nieskończonej płaszczyźnie pośród pustki.

 

-Wytrzymaj Selene- Dotarł do niej pełen złości głos Jagody- Uratujemy cię nieważne w co to bydle się zamieni.

 

Chciałaby w to uwierzyć. Pani wzdęła własne cielsko nabierając masy czerpiąc budulec nie wiadomo skąd. Przybrała postać węża o pięciu głowach, a ona stanowiła ozdobę na środku piersi kolosa. Hydra zaryczała po czym zionęła ogniem ze wszystkich paszcz ścigając strumieniami ognia biegające wojowniczki.

 

Płomienie skupiły się w jednym punkcie, Rika skryła się za Jagodą. Wyczarowana ze światła ściana powstrzymywała zionięcia. Po chwili mieczniczka wybiła się znad towarzyszki i odbijając się od strumienia żywiołu skracała dystans z potworem. Łby podniosły się zasłaniając Rikę. Olbrzymka czekała na to i rzuciła się do szarży. Ciągnęła za sobą smugi światła, pędziła jak rycerz nie potrzebujący bojowego wierzchowca.

 

Zionięcie zostało przerwane, płomienie rozstąpiły się jak kurtyna ukazując lecącą Rikę. Trzy paszcze nie czekały, wystrzeliły ku nie z obnażonymi zębiskami, pozostałe łby spięły się i jak kosy zamiotły podłoże chcąc wziąć w kleszcze Olczycką.

 

Rzeczka zniknęła zasłonięta przez rozdziawione mordy, gdy już się zatrzasnęły i szarpnęły buchnęła ciemna posoka. Czerepy szarpnęły się, uciekły do tyłu gubiąc strugi życiodajnej substancji. Fechmistrzyni wirowała w powietrzu wytracając prędkość, opadała ku ziemi strzepując ostatnie krople z kling.

 

Włóczniczka nacierała. Wyskoczyła wysoko w górę. Zbyt nisko, aby dosięgnąć Kasandry, ale wystarczająco do wrażenia włóczni w smoliste cielsko. Niszczycielska moc wojowniczy wlewała się w potwora.

 

-Wystarczy- Paczycka usłyszała lodowaty szept.

 

Budowana formuła zogniskowała moce noosfery w kształt miriadów oszczepów. Pomknęły w stronę hydry, ciągnęły za sobą wstęgi zapisane tajemnym pismem. Zjawa zaryczała, cofnęła by jeszcze raz zionąc ogniem, ale nie zdążyła. Pociski przebiły cielsko niknąc w czarnej tkance powodując agonalne wycie. Kasandrze uśmiech triumfu zamarł na ustach po zobaczeniu oszczepu wystającego z własnej piersi. Zapłonęła. Magiczne pergaminy owijały potwora kpiąc z jego siły. Paczycka mogła tylko cierpieć gdy świat pochłaniały ból i nicość.

 

***

 

Miałgorzata Kotarzyna Miałczyńska przesadziła.

 

Prędkość jaką rozwinęła i siła wybuchu zmieszały się tworząc z niej pocisk którego mocy pozazdrościłaby każda armia. Początkowo planowała wylądować pośród ulic, zniknąć między nimi, a później potajemnie opuścić miasto. Gdy niekontrolowany lot wyciskał powietrze z płuc prosiła aby przynajmniej wyminęła budowle. Po skończonym locie nie była wstanie podjąć decyzji, czy jest bardziej wdzięczna, a może oburzona. Niezdecydowanie brało się z oszołomienia wynikającego z uderzenia w ścianę jaskini. Po ocknięciu się zobaczyła cudowny ślad, doskonale oddał jej proporcję, miejscowi powinni otoczyć to miejsce kultem.

 

Wykończona pozwoliła sobie na wylegiwanie. Czuła jak Gorycz delikatnie rozplątuje ich esencje po czym wyłania się z dymu lądując na piersi.

 

Dopiero jak go zobaczyła mimowolnie się podniosła. Zniknął jednooki, czarny, wężowaty koszmar. Strącony demon odszedł kilka kroków, zupełnie jakby pysznił się przed nią swoją postacią.

 

Po zobaczeniu wasala wygrzebała z odmętów pamięci słowo "kot". On i ona wyglądali jak koty. Gorycz przypominał pół-długowłosego kocura o niebieskiej maści. Nie miał ślepi, ale po środku czoła, z pomiędzy lekko uchylonej pionowej powieki, łypało błękitne światło.

 

-Wasza Wysokość- Zaczął uprzejmym tonem- Obawiam się, że zbudziliśmy sensację w okolicy. Proponuje, abyśmy bezzwłocznie opuścili to miejsce.

 

Podniosła się na kolana górując nad poddanym. Położyła dłoń na futrzanym łbie i nieśmiało zaczęła głaskać. Robiła to, aż odgłos mruczenia osiągnął zbyt duży poziom satysfakcji. Złapała go oburącz, podniosła na wysokość twarzy.

 

-Jeszcze raz opuścisz mnie bez pozwolenia, a pozbawię cię możliwości chodzenia. Rozumiemy się?

 

-Wasza Wysokość, ja...

 

-Żadnych wymówek. Rozumiemy się?

 

-Tak, Wasza Wysokość.

 

-Cudownie. Za mną, możliwe, że znam miejsce gdzie będziemy mogli przeczekać najgorsze.

 

Odstawiła go ostrożnie na ziemię. Popatrzyła na sklepienie, rozłożyła ręce, wypełniły płuca powietrzem. Intuicjo, pomyślała, stara przyjaciółko, czyń honory.

 

Wewnętrzne światło rozszczepiło jej postać, przypominała lalkę pękającą w szwach z uwięzionym słońcem w sercu. Zaczęła się zmieniać. Spojrzała na łapki pokryte różowym futrem.

 

-Jak wyglądam?- Zapytała.

 

-Jak symbol nieprzemijającego piękna, Wasza Miłość.

 

-Uważaj, za bardzo się pouchwalasz- Uciekła spojrzeniem i wskoczyła na płot.- Głupek. Będziesz tak sterczał? Ruszamy.

 

-Oczywiście, Wasza Wysokość.

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania