Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Teatr cieni" Rozdział 3
-Wstawać łajzy, kolejny piękny dzień przed wami.
Tak jak setki razy wcześniej wyskoczyła z pryczy, zaścieliła łóżko, podbiegła do swojego kufra i zaczęła się ubierać. Zaledwie minutę później stała w pełnym umundurowaniu z resztą jednostki wzdłuż szpaleru prycz. Sierżant musztry stał jak trupojad przed wejściem do pokoju i patrzył niemniej krwiożerczo. Nawet poruszał się jak ptaszysko, delikatnie przygarbiony, stary kruk szedł przed siebie pozornie patrząc w jakiś punkt na końcu pomieszczenia. Wszyscy boleśnie nauczyli się już, że nie ważne gdzie skierowane są jego oczy, potwór widzi wszystko.
Kiedy szedł szpicruta tańczyła mu w rękach jak diabelski ogon. Co kilka kroków zatrzymywał się przed jakimś nieszczęśnikiem i Kasandra słyszała świst uderzenia, oraz stłumiony jęk. Czasami robił też inną, podłą rzecz.
Zatrzymał się przed nią. Popatrzył głęboko w oczy, uniósł bicz i nagle się rozmyślił. Odszedł. Kasandra poczuła jak fala nienawiści współtowarzyszy obmyła ją jak rozgrzane morze. To będzie ciężki dzień.
-Szyk marszowy, łajzy.
Niczym żywe automaty chłopcy i dziewczęta połączyły się w pary i utworzyli równy czworobok. Sierżant przeszedł na czoło kolumny.
-Naprzód marsz.
Wyprowadził kompanie z koszar zmieniając ją w komórkę większego organizmu. Dotarli na plac musztry by z resztą brygady wykonywać ćwiczenia. Dziewczyna cierpliwie znosiła szturchnięcia, kuksańce, podstawianie nóg. Cieszyła się, że nie miała włosów za które mogli ją ciągnąć. Powstrzymywała się, aż nadszedł czas symulowanej walki.
Sierżant miał rację, mimo wszystko to był kolejny piękny dzień.
-Paczycka, jak wrócimy do koszar zgłosisz się do raportu- Usłyszała podczas zbiórki przed wymarszem tracąc resztki dobrego humoru. To nigdy nie znaczyło nic dobrego.
***
Godzinę później stała przed drzwiami dowódcy. Zamarła z ręką w powietrzu.
Otworzyły się drzwi i pojawił się w nich kruk. Nic nie powiedział, po prostu zniknął za drzwiami. Nie udało jej się stłumić westchnięcia.
-Kadet Kasandra Paczycka melduję się zgodnie z rozkazem, panie sierżancie.
-Spocznij, kadecie. Zostaw nas samych- Obcy, władczy głos wywołał trzaśniecie obcasów i tylko minął ją przygarbiony cień.
W gabinecie oprócz biurka z całym zestawem bibelotów był jeszcze stolik z fotelami usadowiony przed kominkiem.
Słyszała już, co się przytrafia młodym, plebejskim kadetom. Miała szczerą nadzieje, że to tylko straszne historie.
-Witaj Kasandro. Dawno się nie widzieliśmy.
Ten głos zaczął jej coś przypominać.
-Do twarzy ci w mundurze. Widzę, że po wyjściu stąd staniesz się nie lada bohaterką na miarę naszego Wielkiego Narodu.
Gdyby nie kazali kadetom golić głów miałaby złociste loki takie same jak mężczyzna stojący przed nią. Tak samo jak jej lewe oko, jego oczy były szmaragdowe. Drugie, lazurowe, miała po matce. Wyglądał olśniewająco w mundurze z szarżami starszego oficera, a wyciosane z marmuru rysy twarzy cudownie kontrastowały z pogodnym uosobieniem.
-Tato...-Łzy naleciały jej do oczu.
-Och przestań bo też się wzruszę, kto by chciał oglądać płaczącego generała. No chodź do mnie- Otworzył ramiona.
Cała wpajana przez kilkanaście lat dyscyplina posypała się na ten gest. Rzuciła się w objęcia i pozwoliła się nimi otoczyć. Zniewalające ciepło wyciągnęło z niej najbardziej żenujący szloch w całym życiu.
Czuła się wspaniale. Spojrzała w oczy rodzica i wzdrygnęła się na widok porcelanowej maski. Zdezorientowana pisnęła na odgłos pęknięcia. Kawałki skorupy odpadały ujawniając prawdziwą tożsamość.
-Nie. Błagam, nie.
Nie spotkała się z ojcem. Tamtego dnia okropne plotki okazały się prawdziwe.
Zapadła się w sobie. Czuła się jak kłoda płynąca po rzece własnych wspomnień. Nad krainą jej umysłu wisiały miriady oczu, a drugie tyle insektów rozpruwały nici. Było coś jeszcze. Jakaś siła wisząca nad odległymi miastami przestawiająca budowle według własnego planu.
-Zostaw- Jęknęła.- To moje. Precz. WYPIERDALAĆ.
***
Otworzyła przekrwione oczy na nieskazitelną biel sufitu. Nigdy nie widziała czegoś tak czystego. Przekręciła głowę zwabiona odgłosem szumu maszynerii. Omiotła spojrzeniem resztę pokoju.
Przed nią widniała czarna plama. Poczuła chłód i tępy, pulsujący ból głowy. Mroczna osobliwość wetknęła jej rurkę pomiędzy spierzchnięte wargi.
-Pij- Usłyszała stanowczy głos.
Z każdym łykiem ustępował ból, wzrok się wyostrzał, a ciepło wracało do mięśni. Czarna plama nabrała ludzkiego kształtu. Młoda kobieta w mundurze z pagonami młodszego oficera zabrała pustą szklanka i rozsiadła się na krześle obok łóżka. Sięgnęła po leżącą obok teczkę i wyciągnęła plik papierów.
-Kadetka- Mówiła ciemnowłosa.- Adeptka Sztuk Tajemnych. Iluzjonistka. Licencjonowany mag i powołany żołnierz Zastępu Straży Rodowej. Nijaki przebieg służby. Robiłaś co ci kazano bez wykazywania inicjatywy. Twoim głównym atutem była silna więź z Morzem Dusz, z całego oddziału potrafiłaś najdłużej przebywać w najgłębszych czeluściach obłędu.
-Punktem zwrotnym okazała się być pacyfikacja zbuntowanych podludzi z Dzielnicy Przemysłowej XIX. Przełożeni zaczęli się na ciebie skarżyć. Kary administracyjne wywierały wpływ na pewien czas, ale rozkojarzenie i niesubordynacja przekroczyły granice tolerancji. Być może ktoś cię ostrzegł, albo to tylko zbieg okoliczności, ale uciekłaś zaledwie kilka dni przed przeniesieniem do obozu reedukacyjnego.
-To było imponujące- Mówiła mroczna kobieta wyciągając kolejne kartki z teczki.- koledzy z Zastępu Cieni wiedzieli, że wyspecjalizowałaś się w Rycie Iluzji, dlatego zakładali dopadnięcie cię najpóźniej po czterech tygodniach.
-Minęły cztery lata- Podjęła oficerka po przerwie na łyk wody.- Podpaliłaś magazyn dowodów, ale dogonili cię funkcjonariusze. Zabiłaś wielu strażników. Nawet jednostka specjalna cię nie powstrzymała. Nie. Wyminęłaś trupy, rannych i po prostu padłaś nieprzytomna.
-Udzielam ci głosu, Kasandro Paczycka.
Kasandra milczała.
-Popatrz na mnie- Rozkazała czarnowłosa.
Kasandra jeszcze bardziej wtuliła policzek w poduszkę i mocniej zacisnęła oczy. Chciała zasłonić twarz, ale przywiązano ją do barierek łóżka.
Głos oficerki wdzierał się do jej mózgu jak druty. Czuła na przemian lodowaty i parzący dotyk metalu. Było w jędzy coś znajomego, ale gdy sięgała pamięcią w przeszłość powstrzymywała ją migrena.
-Powiedziałam. Spójrz. Na mnie.
Eteryczny chłód omiótł jej ciało zmuszając mięśnie do posłuszeństwa. Walka z własnym ciałem powodowała skurcze. Krzywiąc się z bólu poddała się zaklęciu i podniosła powieki chłonąc majestat stojącej przed nią postaci.
Była piękna. Warkocz ciemnych włosów oparła na ramieniu. Para oczu wyglądała jak okna otwarte na zmierzchające niebo. Posągowe rysy twarzy przypominały oblicze rusałki; surowe i niezgłębione.
-Nie pamiętasz mnie- Stwierdziła rozpraszając czar.
-Zapewne zdajesz sobie sprawę, że czeka cię śmierć- Dodała.
Kasandra spojrzała w sufit.
Mogłam zostawić to przeklęte pudło, westchnęła. Albo zrobić cokolwiek innego byle tylko tak nie skończyć. Dlaczego akurat wtedy musiałam zachorować na heroizm?
Poczucie winy, uśmiechnęła się gorzko.
-Dużo gadasz- Odezwała się Kasandra.- Marnujesz sporo czasu i słów jak na trupa.
-Chcesz żyć, Kasandro?
Chce, pomyślała, ale nie w ten sposób.
-Co oferujesz?
-Kasandra Paczycka nie została nigdy odnaleziona. Zapewne od dawna nie żyje. Dołączysz do mojego zespołu pod nowym imieniem.
-Po co? Czego ode mnie chcesz?
-Najpierw odpokutujesz śmierć dobrych żołnierzy, którzy polegli z twoich rąk.
-Ale ja...
-To wszystko stało się przez ciebie. Nie wiem jakiego demona wypuściłaś na wolność, ale dopadniesz go i okiełznasz. A gdy ta misja dobiegnie końca odpracujesz każdą złotówkę jaką państwo wydało na twoją edukacje, wikt i opierunek. Pytania?
-Jak...jak niby mam to zrobić?
-Dowiesz się z czasem. Nazywam się porucznik Róża Głogowicz. Gdy jutro dopełnimy formalności będę twoją przełożoną. Znowu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania