Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Teatr cieni" Rozdział 5
Kasandra Paczycka czuła się nieswojo. Była przytłoczona ścianami obitymi pluszem, delikatne przeciążenie jazdy karocą nieprzyjemnie ściskało żołądek. Na myśl o zwierzętach w zaprzęgu nerwowo bębniła palcami o szybę. Przełknęła ślinę uparcie ignorując uwłaczające objawy chcąc nacieszyć się widokiem zza lekko uchylonej firany okna.
Złoczyń bywał obrzydliwy.
Im bliżej dna podziemnej metropolii tym odwiedzało się okrutniejsze kręgi piekła. Kasandra wyjątkowo udała się w podróż w przeciwnym kierunku.
Las. Na tym poziomie rosła przeklęta puszcza. Pieczara mogąca pomieścić setki tysięcy istnień i kilkukrotnie więcej jeśli poupychać populację w wieżowcach.
Karoca jechała traktem oświetlonym latarniami. Nie musiały oświetlać drogi, fałszywy nieboskłon jaśniał błękitem. Za tym wszystkim stał niesamowity geniusz, magia niesiona powietrzem elektryzowała każdy wdech i opuszczała płuca roziskrzonymi obłokami.
Obejrzała się na współpasażera.
Porucznik skwapliwie robiła notatki z kolejno wydobywanych z torby teczek. Jechały już godzinę, a nie zamieniły ani słowa. Jedynym wydawanym przez wiedźmę dźwiękiem było skrzypienie długopisu.
Prześledziła w pamięci kilka ostatnich dni. Zanim opuściła lazaret do pokoju weszło dwóch smutnych panów w czarnych mundurach. Przynieśli dokumenty, wyjaśnili sytuacje, wyszli bez pożegnania. Ostatnie noce spędziła w pokoju gościnnym wyniosłej gospodyni, aż którego poranka rozkazała przygotować się do przeprowadzki.
Kasandra zacisnęła pięść i przyłożyła ją do ust.
Od tak, po prostu, historia zatoczyła koło.
Dopiero co opłaciłam czynsz na ten miesiąc. Gdybym wiedziała kupiłabym kryształ pamięci z opery narodowej.
Zaczęła wystukiwać rytm wracając do oglądania krajobrazu.
-Przestań- Rozkazała Róża.
Kasandra zerknęła kątem oka. Powoli przyłożyła drugą dłoń do szyby i dała najgorszy, ale i najgłośniejszy koncert w swoim życiu. Nie doczekała się żadnej reakcji, szybko się znudziła. Wróciła do pogrążonej w ciszy kontemplacji.
-Jak się nazywasz?- Zapytała Róża.
Dezerterka przewróciła oczami i odpowiedziała:
-Kapral Selene Ai.
-Skąd pochodzisz?
-66 Brygada Zastępu Straży. Przeniesiona do służby w Zastępie Cieni. Reszta informacji zastrzeżona.
-Mogę teraz ja o coś zapytać?
-Nie.
-Dokąd jedziemy?- Mruknęła. Odwróciła się do towarzyszki rzucając wyzwanie spokojnemu wyrazowi twarzy.- Nigdy bym nie pomyślała, że zaczniemy poszukiwanie demona w lesie.
-To nie jest demon.
-Ale...tak go nazwałaś.
Róża wróciła do skrobania notatek.
-Wszystkiego dowiesz się...
-W swoim czasie, tak.
Resztę podróży spędziły w ciszy.
***
Gapiła się nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Zdarzało się jej oglądać drewniane konstrukcje gdy zlecenia Arkasa prowadziły do skarbczyków obrzydliwie bogatych arystokratów. Wtedy widziała zaledwie meble, drzwi. Przed oczami wznosił się cały pałac.
Róża rozkazała zostać przy karocie, a sama oddaliła się z grupą urzędników. Wokoło rezydencji panoszyli się ludzcy służący. Dostrzegła inne wozy. Z otwartych okien pałacu dobiegały dźwięki. Rozbolała ją głowa, gdy umysł mimowolnie rysował przed nią kontury dawnego, koszarowego życia.
-Nie- Jęknęła.
Nie odzyskała wszystkich swoich rzeczy. Tęskniła za maską i opończą. Przy pasie miała wysłużoną wekierę, a u szyi talizman. Odzyskała również więź z noosferą. Przejechała palcem po klejnotach naszyjnika wybierając jedno z zaklęć.
***
Otulona kokonem niewidzialności przechadzała się po lesie smakując żywą moc. Zagłębianie się w Morze Dusz nigdy wcześniej nie napawało tak głębokim spokojem. Wsłuchiwała się w pieśń roślin, słuchała o radości wzrostu, cudowności spijania deszczu, nadzwyczajności spożywania światła. Umysł nadawał coraz mocniejsze sygnały, aż zszokowana kobieta przystanęła.
W świetle nierzeczywistego świata pojawił się kontur zwierzęcia. Nie mutanta. Po prostu zwierzęcia. Co to było? Szperała w głowie za odpowiednimi określeniami. Nieświadomie zbliżała się do stworzenia, a ono wychodziło na przeciw. Byli na tyle blisko, że zaczęła odczytywać myśli. Były to wspomnienia znanych zapachów, smaków, kształtów. Obecnie stworzenie jest ciekawe nowego zapachu. Chce ujrzeć jego źródło i dowiedzieć się jak je zapamiętać.
Kasandra wybudziła się z transu chcąc zobaczyć przybysza zwyczajnymi oczami.
Zachłysnęła się powietrzem.
Powoli je wypuściła.
Przypomniała sobie słowo.
Niedźwiedź. Zaintrygowała przeklętego niedźwiedzia.
Olbrzym był zdezorientowany. Czuł zapach czegoś, czego nie widzi. Ostrożnie skracał dystans z tajemniczym źródłem, po czym usłyszał trzask łamanych łodyg. Nastroszył się, brak zrozumienia sytuacji wzmagało poczucie niebezpieczeństwa, a to wymagało gotowości do natychmiastowej obrony. Bestia wspięła się na tylne łapska przygotowując się na odparcie zasadzki.
Nie, niedźwiadku. Nie, to żadna pułapka. Co lubisz jeść, ale tak bardzo, bardzo? Jest tam w drugą stronę. No, biegnij za jedzeniem, raz, raz.
Czuła się jak idiotka. Gdyby pozwoliła sobie na taką beztroskę jeszcze miesiąc temu zjedzono by ją żywcem. Do tej pory manipulowała duchami i umysłami człekokształtnych. Nie miała pojęcia jak dotrzeć do przeklętego niedźwiedzia.
Bestia straciła cierpliwość. Zaczęła powarkiwać, opadła na przednie łapy i wiedziona instynktem zaszarżowała prosto przed siebie.
-Szlag...
Iluzjonistka rzuciła się w bok, przekoziołkowała po trawie wybiła się przed siebie i w kilku susach znalazła się między drzewami. Poczuła pęd powietrza na plecach. Straciła równowagę, upadła na bok. Kątem oka zobaczyła niedźwiedzia i gdyby nie szpaler drzew dziabnąłby ją łapami.
-Dlaczego mnie ATAKUJESZ?- Wysapała, poczuła suchość w gardle. Zwierzę całkowicie nie rozumiejąc co się dzieje cofnęło się o kilka kroków. Znowu się podniosło wymachując łapskami. Wielka bryła sadła i kłaków bała się. Kasandra zapominając o zaklęciu weszła w trans i widząc powidok noosfery wbiła mentalne nici w aurę zwierza po czym wtłoczyła w niego tyle grozy, że wygrzebała z niego traumy po poprzednich wcieleniach.
Niedźwiedź zaskowyczał i rzucił się do panicznej ucieczki. Patrzyła przez chwilę na znikający między zaroślami zad potwora, gdy gwałtowny spazm szarpnął nią w bok. Zdążyła podnieść się na łokcie zanim zwymiotowała. Czaszka wrzała od mocy.
Gdy odczołgała się kilka metrów od obrzydliwej kałuży padła wycieńczona na plecy. Patrząc w błękitne sklepienie usłyszała powolne klaskanie.
W myślach poderwała się jak poparzona, ciało zostawiła na ziemi, ale astralna postać przyglądnęła się widzowi.
-Ej, fajnie. Pierwszy raz widzę jak ktoś zarzygał się na śmierć.
Jasnowłosa dziewczyna z pojedynczym, różowym pasemkiem na grzywce nie przestawała klaskać. Miała na sobie czarny mundur, a u pasa wisiały bliźniacze miecze.
-Co za skurwiały dzień.- Wyszeptała Kasandra. Powróciła do ciała zmuszając drżące mięśnie do pracy.
-Szefowa nie uprzedziła mnie, że wybierzesz się zapolować na grubego zwierza- Dziewczyna stanęła nad Kasandrą nie pozwalając się jej podnieść. Nie utrzymała swojego ciężaru i pacnęła na trawę.
-Potrzebujesz pomocy?- Zapytała z szerokim uśmiechem- Ej, ale nie zarzygałaś sobie rąk? Wiesz co, bez obrazy, ale chyba będzie lepiej jak sama się podniesiesz.
Patrzyła jak dziewczyna odeszła parę kroków demonstracyjnie wyglądając za niedźwiedziem.
-Wiedziałaś, że nie ma sensu uciekać przed takim bydlakiem? No jeśli masz tego pecha i jesteś człowiekiem bez mocy. Słyszałam o kilku metodach przetrwania, ale tobie się to raczej nie przyda. Załatwiłaś misia koncertowo, nie? Wstajesz?
-Jesteś kapral? Wybacz, ale miałaś takie dziwne imię, że zapomniałam co jest po szarży. Nazywam się Rika. Podporucznik Rika Rzeczka.- Wyciągnęła rękę, po czym od razu ją cofnęła z przepraszającą miną.- Poczekajmy z tym, aż zmyjesz z siebie tą niefortunną przygodę, dobrze?
Kasandra milczała. Wytarła dłonie o trawę i podniosła się podejmując marsz do pałacu.
-Kapral. W drugą stronę.
Zatrzymała się, wczuła się w noosferę szukając znajomego skupiska umysłów. Rzeczywiście wewnętrzny kompas wskazywał pałac w przeciwnym kierunku. Przeżuła język. Odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem.
Rika szła tuż za nią.
-Wiesz, mimo wszystko jestem starsza stopniem i w ogóle. Nie powinnaś być taka niegrzeczna.
Jak ona mnie w ogóle znalazła? Zerknęła na złocistą dziewuchę wlepiającą turkusowe ślepia w korony drzew.
-No daj spokój, lubię salutowanie. Zróbmy to chociaż raz, hm?
Czy ona cały czas gada?
Najchętniej zrobiłaby się niewidzialna. Aura tego miejsca jest tak obłędnie czysta, pomimo intensywnego sondowania nie wyczuła żadnego astralnego pasożyta. Nigdy nie była w miejscu gdzie tak bezkarnie można by było bawić się magią.
Od któregoś momentu szły w ciszy. Pałac wreszcie wyłonił się z pomiędzy drzew. Było o wiele gwarniej, niż kiedy przyjechała. Pierwszy raz od ponad dekady widziała tylu ludzi w jednym miejscu. Przeczucie, że jedynie odwlekła w czasie swoją egzekucję napadło ją jak ta wlokąca się za nią pchła.
Zaraz wybuchnie mi głowa, skrzywiła się.
-Ej, wszystko w porządku? Spokojnie, tutaj nie ma niedźwiedzi. Sprawdziłam wcześniej.
Otworzyła szerzej oczy i powoli odwróciła się do podporucznik.
Racja, przecież mówiła coś o szefowej. Miała mnie znaleźć.
-Ty chyba nadal jesteś w szoku, co?
-Jak długo muszę milczeć- Zaczęła powoli- Byś domyśliła się, że nie chcę z tobą gadać?
Na twarzy tego bachora pojawił się najbardziej irytujący uśmiech jaki w życiu widziała.
-Wiedziałaś- Zatroskała się nagle- Jak się tak złościsz robią cię się zmarszczki wokoło oczu. Musisz przestać, bo ci tak zostanie.
+Kapral Selene Ai i podporucznik Eryko czekamy na was w sali odpraw.+
+Tak. Oczywiście. Już idziemy.+
-No- Klasnęła Rika.- Szefowa woła. Świetnie, spóźnimy się w wielkim stylu. Jak prawdziwe gwiazdy wieczoru, ha.
Rika polazła do pałacu. Kasandra westchnęła i ruszyła za nią.
***
Zwiesiła głowę, nie miała ochoty przyglądać się bogatemu wnętrzu sieni, korytarzom i złoconym klamkom. Oznaczyła Rikę przyczepiając do niej astralną nić i pozwoliła się prowadzić. Unikała przypadkowych kolizji poszerzając zasięg własnej aury. Czuła napór zaklętego powietrza, dzięki temu była wstanie w odpowiedniej chwili wyminąć przeszkodę, albo zejść z drogi.
W końcu dotarły do olbrzymich dwuskrzydłowych drzwi. Spojrzała na pchełkę, a ta z radosnym uśmiechem kiwnęła na wejście.
Westchnęła i przepchnęła skrzydło wtaczając się do środka. Rozejrzała się po ciemnej sali od razu rozpoznając porucznik stojącą za amboną. Za nią wisiał olbrzymi, oszklony obraz mieniący się wirującymi kolorami. Blask podkreślał lśniące oczy rozdrażnionej bogini, oraz ukazywał zarysy innych postaci.
-Pani porucznik- Rika, tanecznym krokiem, wyminęła Kasandrę i wymachując teatralnie rękami zbliżała się do podestu- Jak ja się stęskniłam. Świetnie cię widzieć. Nie. Cudownie cię widzieć.
Przez chwilę wydawało się, że uściska przełożoną, ale posągowy, zimny wyraz twarzy zadziałał jak drogowskaz. Rika skręciła w stronę auli.
Kapral zajęła własne miejsce, gdy zorientowała się, że wybrała puste krzesło obok pchełki już miała się podnosić, ale głos Róży usadził ją na dobre.
-Dziękuje wszystkim za przybycie- Zaczęła.- Nazywam się porucznik Róża Głogowicz i jestem dowódcą 1.Oddziału Prewencji. Podlegamy Wydziałowi Bezpieczeństwa Astralnego, a oni z kolei odpowiadają przed jego ekscelencją, Piotrem Kamińskim. Jesteśmy całkowicie nowym wytworem naszej złoczyńskiej administracji, wyznaczamy standardy i kładziemy podwaliny pod nowe sposoby zapewnienia bezpieczeństwa naszemu Wielkiemu Narodowi. Zostaliśmy wybrani z powodu naszych wyjątkowym umiejętności. Jako pierwsi w historii republiki staniemy do walki z przeciwnikami spoza rzeczywistości. Naszym celem będzie ochrona obywateli przed grozą Zaświatów.
Kasandrze zaschło w ustach. Dostrzegła niewielki stolik przy drzwiach ze szklankami i karafkami z wodą. Bojąc się zwracać na siebie uwagę użyła psychokinezy i zaczęła manipulować naczyniami. Po chwili leciała ku niej szklanka wody.
-Ej- Ostry szept niemal zrzucił zdobycz na podłogę- Mi też weź.
Przeklęta pchła. Po chwili nadleciała druga szklanka.
-Dzięki.
Feeria barw na obrazie za plecami Róży zmienił się w pasma całej palety kolorów. Po chwili kaskada się załamała i zaczęła się zmieniać pod wpływem spojrzenia porucznik. Malunek przedstawiał dwuwymiarową mapę jednego z poziomów Złoczynu. Ostatnie miejsca pobytu Kasandry było nakreślone białymi liniami na czarnym tle. Niektóre miejsca były zakreślone czerwonymi kręgami z krótkimi komentarzami.
-Przed państwem znajduje się dziewiętnasta dzielnica przemysłowa. Daruje sobie polityczną otoczkę, zawiłości administracyjne i tak dalej. Skupię się konkretnie na naszym celu.
Obraz podzielił się na kwadraty i wybrany przez porucznik czworobok wypełnił całą ramę.
-To co tutaj widzicie jest strefą działania Niezidentyfikowanej Istoty Astralnej. Niezidentyfikowanej, bo z całą pewnością wykluczyliśmy manifestacje myślokształtów i światłokształtów. To nie była chwilowo zmaterializowana psychoza, astralny pasożyt, czy niespokojny duch. To byt, który MY musimy skodyfikować.
-Nie wiemy czym to jest- Podjęła po chwili przerwy- Cechą charakterystyczną jest głód krwi i dusz. N.I.A dysponuje niewytłumaczalną, ale i kapryśną mocą. Podczas mojego ostatniego spotkania z tym bytem zadała nam dotkliwe straty, reszta moich towarzyszy nadal jest leczona, a sam upiór zniknął.
-Przejdźmy teraz do drugiej części spotkania.
Porucznik zeszła z auli wymieniając się z dwoma cieniami. Byli absurdalnie wysocy i szczupli. Gra świateł nadała duetowi upiornego charakteru.
-Siemka- Padło melodyjne słowo.
Chorobliwie blade twarze z martwymi, czarnymi oczyma. Wychudzone, tyczkowate sylwetki przypominające kukły. To wszystko pod kitlami skrywało dziwaczne stroje.
Ten, który się odezwał chodził o lasce. Kaszkiecik skierowany daszkiem do tyłu przygniatał wystające pukle marchewkowych włosów. Okulary z zielonymi oprawkami były niczym więcej jak rekwizytem. Ba, te przeklęte stwory same w sobie były niczym innym.
Drugi jegomość kontrastował do partnera. Celowo to zrobili? Umówili się, że jeden będzie zgrywał śmieszka, a drugi...Kasandrze zrobiło się nagle zimno. Poczuła spływający pot po plecach. Chciała napić się wody, ale szklanka była już pusta.
-Ten poważny, złowrogi waszmość to Akka- Wskazał laską kukłę ubraną we frak, gładką głowę zdobiły okulary w czarnych oprawkach.
-Za to ten przystojniak- Oparł ciężar ciała o podporę- Nazywa się Nakka. Miło mi was poznać, chociaż grzeczności wymienimy dopiero po wykładzie.
-Przechodząc do rzeczy- Odezwał się niespodziewanie elegancik. Jego głos miał spokojną barwę.- Zostało nam polecone, aby wesprzeć merytorycznie pracę tego wydziału. Jesteśmy badaczami magii, naszą specjalizacją jest rozszyfrowywanie noosfery, oraz to co znajduje się poza jej granicami.
-Taaa- Powiedział niezrażony Nakka.- Nasze diabelskie intelekty starają się zgłębić tajemnice ukrywające się pośród nici Całunu. Spójrzcie na to...
Ekran wyświetlił wizerunek Kasandry. Był to zapis wspomnienia osoby mającej ją na wyciagnięcie ręki. Trudno było jej uwierzyć własnym oczom. Widok smolistej czerni wypełniającej oczodoły i żyły również ujmował autentyczności widowiska. Obraz ożył, krańce pola widzenia nabrzmiały czerwienią. W kadrze pokazała się ociekająca posoką ręka. Kasandra zaniosła się niemym, histerycznym śmiechem. Oblizała palce, po czym rzuciła ofiarę na ziemie.
Paczycką zemdliło.
Na krew Wyzwolicieli. Właścicielka wizji złapała się za paskudną ranę, za wszelką cenę starała się utrzymać wnętrzności na swoim miejscu. Talizmany wszyte w mundur płonęły zwiększając szanse na przeżycie. Ofiara oderwała jedną rękę od krwotoku, złapała za upuszczoną różdżkę. Desperacko kreśliła zaklęcie. Celem nie było uzdrowienie. Oczywiście, że nie. Śmiertelnie ranna wojowniczka skierowała oręż w plecy oddalającego się potwora.
W ostatniej chwili zaklęcie bojowe rozwiało się, czarodziejka była zbyt ranna aby się skupić. Na szczęście nie musiała. Napastniczka wykonała kilka kroków, po czym zaczęła się gwałtownie trząść. Obraz zamigotał, przeleciała przez nią czarna zamieć i obłąkana wiedźma upadła.
-Trudno to zobaczyć przy normalnej prędkości, więc pokaże wam to jeszcze raz- Powiedział Akka.
Przewinął do momentu poprzedzającego upadek wiedźmy. Czarna zamieć, kadr po kadrze, przyjmowała postać bezgłowego węża z pięcioma kikutami w miejscu torsu z jedną szponiastą łapą. Upiór zniknął z pola widzenia porwany przez wicher zostawiając po sobie rozpadające się grudki popiołu.
-O to przed państwem pierwszy zarejestrowany obraz Nieidentyfikowanej Istoty Astralnej.
-Podejrzewamy, że pochodzi zza Całunu.- Wtrącił Nakka- I badania miejsca jego manifestacji dają zalążek przykrej teorii, że takich brzydali jest, albo będzie znacznie więcej.
Nastała cisza. Wszyscy zagapili się na nadnaturalnego stwora.
-Według naszych badań- Podjął Akka- N.I.A ma ograniczoną możliwość manifestacji w świecie materialnym. Wędruje w noosferze jak każda inna psychoza, ale o wiele swobodniej przenika wymiary.
-To coś jakby "żyje". Żywi się krwią i duszami. Jedno zapewnia siłę w wymiarze materialnym, drugie eterycznym. Zastanawiamy się skąd to się wzięło i jak się tego pozbyć. Możemy to namierzyć, ale nie jesteśmy pewni jak z tym walczyć. Na szczęście podobieństwo do myślokształtów daje nam pewną przewagę- Wtrącił Nakka.
-Tak- Akka poprawił okulary- Istnieje możliwość pojmania N.I.A i zaklęcia w ametyście. Nekromancja wydaję się być skuteczną bronią. Co z resztą potwierdziły wydarzenia poprzedzające oglądaną przez nas walkę.
-Dziękuje waszmościom- Powiedziała Róża- Myślę, że tyle wystarczy. Przejdę do końca odprawy.
Kukły jednocześnie skinęły głowami i zamieniły się miejscami z porucznik.
-Jak podkreślałam wcześniej, naszego wydziału nie obchodzi polityka. Mamy ratować obywateli Złoczynia.- Mówiła oficer- Jednakże warto poszerzyć kontekst całej sytuacji.
-Śledztwo wykazało- Na obrazie znowu namalowano mapę miasta- Miejscem pierwszego morderstwa było wieżą pomniejszej szlachty na obrzeżach wcześniej wspomnianego obszaru. Szlachetnie urodzeni starali się zatrzeć ślady w obawie przed oskarżeniami o czyny religijne, ale Cienie środkami perswazji bezpośredniej wyciągnęli interesujące fakty.
-Młodzieńcy byli zrzeszeni w kulcie- Powiedziała porucznik- Używali niebezpiecznych substancji psychoaktywnych, aby zwiększyć zdolność oddziaływania na noosferę. Zapragnęli stworzyć własny raj w Morzu Dusz. Podszywali się pod boską istotę, aby werbować malkontentów i robili z nich źródła mocy psychicznych. Jednakże ich eksperymenty z gospodarowaniem Osnowy przerosły ich oczekiwania. Poszerzając swoją domenę dotknęli samego Całunu. Otworzyli drogę do Zaświatów i ściągnęli plugastwo do naszego świata.
-Gdy zbadaliśmy miejsce rytuału udało nam się ustalić wzorzec prądów astralnych. Ze zgrozą stwierdziliśmy, że takich kultów istnieje o wiele za dużo. Naloty na wskazane dwory nic nie wykazały, a brak dowodów i chęć uniknięcia skandali związało nam ręce. Monitorowanie Osnowy jednoznacznie stwierdziło wstrzymanie niebezpiecznych praktyk. Dlatego możemy skupić się na jednym zadaniu. Wytropieniu i zlikwidowaniu upiora.
-Pani porucznik- Zapytała Rika- Jaką mamy pewność, że ametyst i nekromancja faktycznie działa?
-Dobre pytanie- Odpowiedziała Róża- Tutaj wychodzą nasze braki w wiedzy o zjawisku i zasadach jego manifestacji. Śledztwo wykazało, że upiór opętał jednego z kultystów i jego rękami dokonywał morderstw. Wzorzec przypominał działania rozjuszonego zwierzęcia, podejrzewamy, że transfer dla N.I.A jest dezorientujący. Nieświadomy zagrożenia oddział Straży powalił opętanego kultystę, jednakże przez niebezpieczne zachowanie podejrzanego zdecydowano się na likwidację. Cóż, kultysta był martwy, a upiór z nieznanych powodów ukrywał się w nim. Powołani nekromanci zaklęli dusze w ametystach. Klejnot z upiorem trafił do magazynu dowodów, a stamtąd został wykradziony co doprowadziło do wydarzenia, którego fragment mogliśmy oglądać na ekranie.
Arkas skłamał, wyprostowała się Kasandra gapiąc się w najciemniejszy kąt pomieszczenia. Nigdy nie byli zagrożeni. Kozioł poświęcił mnie, aby ochronić patrona.
-Pani porucznik, jak zabierzemy się do tego zadania?- Zapytał ktoś.
-Zyskaliśmy atut umożliwiający nam podjęcia próby namierzenia osobliwości. Nasz dział techniczny pracuje nad odpowiednimi urządzeniami.
-Ej, no dobra, ale jaki to niby atut?
-To proste, pani podporucznik Eryko Rzecka. Pomoże nam w tym ostatnia opętana przez upiora osoba.
Kasandra zapadła się w fotelu zakrywając oczy dłonią.
-Odpowiada pani zbyt enigmatycznie, pani porucznik.
-Ma pani racje, pani podporucznik Olczycka. Panowie.- Róża skinęła na uczonych.
-Słuchajcie, słuchajcie chłopcy i dziewczęta, albowiem jesteście świadkami nowego rozdziału w dziejach Złoczynu.- Perorował Nakka.
-Udacie się w głębiny Morza Dusz- Odezwał się Akka.- A obecna tutaj pani kapral Ai będzie waszym kompasem
Nastała grobowa cisza. Rika podciągnęła kolana pod brodę, ktoś wstał szurając krzesłem, a Kasandra nawet nie poczuła jak rozgnieciona szklanka pocięła jej dłoń. Patrzyła na Róże. Miała spokojną twarz, jakby nie usłyszała napędzanych nekromancją dziwadeł.
-To szaleństwo- Szepnęła Kasandra.- Zwykły obłęd.
Poczuła skupiające się na niej spojrzenia. Wstała uważnie patrząc na ręce zgromadzonych i cofała się do drzwi.
-Pani kapral- Odezwała się porucznik.- Proszę wrócić na miejsce i wysłuchać uczonych do końca.
Kasandra zatrzymała się patrząc w oczy przełożonej. Zwinęła krwawiącą dłoń w pięść, a drugą położyła na biodrze niedaleko wiszącej wekiery.
-Na miejsce. Już.
Paczycka poczuła lodowatą bryzę przechodzącą przez głowę i rozchodzącą się po reszcie ciała. Spuściła wzrok. Strach pociągnął za mięśnie zmuszając ją do spełnienia polecenia. Zerknęła na Rikę, a ta wtuliła oczy w kolana.
-Wasza reakcja jest zrozumiała, ale całkowicie przesadzona. Zrozumiecie to jak przedstawimy plan.
-Będziecie podróżować astralnie za pomocą specjalnego wehikułu.
-Tak. Przed wami pierwsza w dziejach Wielkiej Republiki Złoczynu prototypowa jednostka żeglugi astralnej. O to "Morfeusz". Korweta utkana z najczystszego zaświatła.
Ekran ukazał rysowany bielą schemat okrętu.
-Mamy obsługiwać to pod astralnymi postaciami? W Morzu Dusz?-Zapytała Olczycka.
-Nie- Odpowiedziała Róża.- Nasza drużyna będzie pełnić role żołnierzy okrętowych.
-A co z moją rolą? Kompas? Jak mam być kompasem?
-Podczas twojej śpiączki przeprowadzaliśmy testy. N.I.A rozpruł ci duszę i jej nici ciągną się za nim głęboko poza granicę noosfery. Mamy już urządzenia mogące wykorzystać tą osobliwą więź.
-Co? Przecież to głupota. Dla upiora zobaczyć ogon to jak wbić człowiekowi sznur w...
-To jedyne co mamy. Jedyna szansa, aby namierzyć stwora zanim ponownie przeniknie do materialnego wymiaru.
Kasandra ponownie skrzyżowała spojrzenia z Różą. Strach przed boginią ustępował jedynie przerażeniu względem Zaświatów. Czuła wrzenie pod czaszką, na przemian pociła się to trzęsła.
-Na prawdę nie ma powodu do strachu. Nasza aparatura przeszłą już testy w noosferze i wykazała pełną skuteczność w opieraniu się wszelkich naruszeniom kadłuba.- Mówił Nakka.
-Nie wyszliście poza noosferę?- Zapytała Olczycka.
-Pierwsze testy wyjścia na głębiny Morza Dusza zaplanowaliśmy z całą załogą.- Powiedział Akka.
-Jutro rozpoczniemy pierwsze podejście. To koniec na dzisiaj. Możecie się rozejść.- Porucznik zgarnęła z ambony notatki. Omiotła spojrzeniem zebranych, kiwnęła głową i opuściła sale.
-My też się będziemy zbierać. Nara.
-Do widzenia.
Kasandra patrzyła za wychodzącymi kukłami.
***
-No.- Odezwała się Rika i skoczyła na nogi wyciągając ręce nad głowę.- Zapowiada się nie mała przygoda, nie?
-Światło- Odezwała się Olczycka i wiszące pod sufitem żyrandole wypełniły pomieszczenie zimnym blaskiem.- Głos ci drży, pani Rzecka.
-To z ekscytacji- Uśmiechnęła się Rika i pląsającym krokiem weszła na ambonę.- A i mów mi po imieniu.
-Dobrze. Eryko.
-Nie, nie. Rika.
-Mogę?
Kasandra ocknęła się dopiero gdy obca dłoń zbliżyła się do jej poranionej kończyny. Spojrzała na właścicielkę śledząc mocarne ramię, aż do delikatnej twarzy okolonej krótko ściętymi kasztanowymi włosami. Olbrzymka uśmiechnęła się. Kiwnęła głową.
Olczycka zamknęła jej dłoń pomiędzy swoimi palcami i przymknęła oczy. Kasandra widziała zarys aury i tlące się zaklęcia. Kojący chłód łaskotał poranioną skórę.
-Proszę.
Iluzjonistka kiwnęła głową.
-Porucznik Jagoda Olczycka- wyciągnęła prawicę.
-K...- Kasandra zająknęła się i odkaszlnęła w uzdrowioną dłoń. Po ranach jedyne co zostało to zeschnięta krew.- Selene Ai. Przepiękna robota, byłaś sanitariuszem?
-Nie.- Uśmiechnęła się Jagoda.- Jednostki specjalne.
-Co?- Krzyknęła Rika.- Jesteś komandosem? Zarąbiście! Ja jestem szturmowcem Zastępu Straży.
-Ty? Takie maleństwo?
-Ha. Trudniej mnie trafić i cele nie widzą jak zahaczam im podbródki sztychami mieczy.
-Brzmi ciekawie. Może mały pojedynek treningowy?
-Ta. Dostaliśmy dużo do przełknięcia i chętnie to rozchodzę.
-Wam to nie przeszkadza?- Szepnęła Kasandra.- Właśnie usłyszałyśmy wyrok śmierci. Nie rusza was to?
-Trochę mnie zmroziło, tak.- Odparła Rika.- Ale później pomyślałam, że to najfajniejsza rzecz o jakiej słyszałam od czasu...no nie ważne od kiedy. Teraz jestem podjarana.
-Nie. Chyba przywykłam.
Kasandra przyjrzała się im uważnie. Prześledziła twarze, ciała i po odczytaniu niewerbalnej mowy z całą pewnością w głosie stwierdziła:
-Kłamiecie.
Patrzyły na nią w milczeniu. Na twarzy Jagody odmalowała się troska. Rika skrzyżowała ramiona na piersi krzywiąc się gniewnie.
-No.- Odezwała się Rzecka.- Powiesz coś jeszcze?
Kasandra spojrzała na lśniące od krwi panele podłogowe i przecząco pokiwała głową.
-Pani Ai- Jagoda położyła jej dłoń na ramieniu.- Od dzisiaj jesteśmy towarzyszkami broni. Służmy jednemu celowi pod tym samym sztandarem dlatego mogę ci obiecać jedno.
Poczuła jak delikatnie chwyta ją za brodę i powoli, ale stanowczo podrywała głowę. W końcu nie miała wyboru jak tylko spojrzeć w ciemno zielone oczy.
-Prędzej zginę, niż pozwolę, by cokolwiek ci się stało.
Paczycka poczuła jak się rumieni.
-Co?- Zakwiliła Rika.- Co ze mną?
-Ciebie kruszynko zmiotę w klatce treningowej.
-Ha. Obyś miała opanowaną sztukę padania na to swoją dupeczkę, bo zobaczysz, będziesz skakać po parkiecie jak króliczek.
Kasandra wyswobodziła się z chwytu. Słuchając połowicznie przekomarzania towarzyszek, aż rozpłynęło się w tle. Usiadła z powrotem na krześle i kryjąc twarz w dłoniach wydała się z siebie najdłuższe westchnięcie w życiu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania