Poprzednie częściTeatr Cieni. Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Teatr cieni" Rozdział 6

Zdobycie obozowiska było wielkim zwycięstwem nad głodem.

 

Miałgorzata kazała Goryczy zaciągnąć ofiary do kuchni.

 

Zapełniła kocioł wodą, ułożyła pod nim bloki paliwa, ale nie miała pojęcia jak wykrzesać ogień. Ani razu nie widziała jak to robili, płomienie po prostu się pojawiały. Zadumała się czując rosnącą irytacje gdy w polu widzenia pojawił się Gorycz.

 

-Sługo. Do mnie. Te twoje płomienie z oka. Rozpal pod kotłem.

 

Koszmarek ukłonił się i wykonał polecenie. Ucieszona Miałgorzata klasnęła i przerzuciła na stuł pierwszą tuszę. Uważnie oddzielała mięso od kości. Pierwsze wrzucała do kotła, drugie na rosnący stosik u stóp. Mimowolnie zaczęła naśladować melodyjne dźwięki wydawane przez kucharki, ale widok ich czaszek zamknął jej usta.

 

Nie ważne, syknęła. Muszę skupić się na gotowaniu.

 

W garze zaczęło bulgotać, dosypywała przyprawy i zmusiła się do czekania. Dopiero gdy wydobył się aromatyczny obłok pozwoliła sobie nabrać odrobinę wywaru na chochle, zamoczyła język, siorbnęła.

 

PYCHOTA.

 

Z olbrzymim wysiłkiem zdusiła w sobie zwierzęcy odruch rzucenia się na resztę zupy. Zamiast tego zadała sobie pytanie. Czy kawałek mięsa obrobiony nad ogniem będzie smaczniejszy?

 

Był. I to za bardzo.

 

W ten sposób Miałgorzata zagospodarowała ciała pokonanych wrogów. Nadmiar składowała w znalezionych pojemnikach, owijała w płótna i chowała w chłodnych, wykutych w ziemi miejscach tak samo jak składowali zapasy poprzedni gospodarze. Dla rozrywki walczyła ze szczurami starającymi podkraść bezcenne zasoby. Gorycz nie przepadał za ugotowanym jedzeniem, za przyzwoleniem udawał się na długie wyprawy łowieckie przy okazji przeprowadzając rekonesans.

 

Sytość, ciepło i bezpieczne ściany dały chwilę wytchnienia od walki o przetrwanie. Przypomniała sobie o dziwacznych sześcianach. Wygrzebała ze skrytki jedno z nich, wylegując się przyglądała się tajemniczemu przedmiotowi.

 

-Czym jesteś?- Pytała kostkę oglądając z każdej strony. Trącała, toczyła, podrzucała. Nie ośmieliła się robić z nią niczego niebezpiecznego, podskórnie czuła, że uszkadzając ją zrobiłaby sobie nieodwracalną krzywdę. Przez cały czas gdy miała z nią kontakt słyszała jak przez koniuszki palców do wnętrza głowy dociera dziwny dźwięk.

 

Brała to za hałas, później o wołanie pomocy, ale nic strasznego się nie działo. Pod wpływem irytacji odpowiadała przedmiotowi przedrzeźniając szum. Naśladowała wibrację czując jak drżące gardło ją od tego łaskocze. Po pewnym czasie straciła zainteresowanie, a kostkę trzymała w rękach z samej potrzeby zajęcia czymś palców. Od tak dawna nie mogła sobie pozwolić na beztroską bezczynność.

 

***

 

-PANI. PANI. PANI- wrzeszczał Gorycz.- NADCHODZI. KRYJ SIĘ.

 

Otworzyła oczy i skrzywiła się przykładając dłonie do zaspanej twarzy.

 

-Ile razy mam ci powtarzać...

 

-PANI- Wąż rzucił się na nią. Pisnęła, ale kreatura nie chciała urwać głowy. Wręcz przeciwnie, wciskał oko w kark oplatając tułów drżącym ogonem.

 

-Co ty gamoniu wyrabiasz? Co się stało?- Zapytała. Miał na ciele bruzdy.

 

Złapała koszmar za szyje i odciągnęła oko tak by mogła wyraźnie je zobaczyć.

 

-Irytujesz mnie. Powiesz w końcu o co chodzi?- Zapytała bardziej wystraszona, niż chciałby przyznać.

 

-Dwunóg, moja pani. Straszny. Z żelastwem w rękach. On był, był...STRASZNY.

 

Zerwała się błyskawicznie i pobiegła do namiotu. Już wcześniej znalazła coś na kształt plecaka. Gdzie ona go rzuciła? UTRAPIENIE. Zaraz, najpierw skrytka.

 

Koszmar nigdy wcześniej nie był przerażony. Koncepcja czegoś co mogło wywołać w nim taką reakcję nie mieściło się jej w głowię. Intuicja wrzeszczała o niebezpieczeństwie. Pluła na samą siebie za marazm, któremu się poddała. Mimowolnie przypomniał się jej szczur-monarcha, którego upolowała zanim straciła większość futra.

 

Wreszcie wydobyła wszystkie sześciany. Znalazła plecak. Wyskoczyła z namiotu i już miała pobiec trasą w głąb podziemi gdy zawołany Gorycz nie odpowiedział. Stał nastroszony kilka kroków od niej i patrzył w stronę, z której kilka tygodni wcześniej wracali robotnicy.

 

Wyszedł zza winkla. Wyglądał jak wspomnienie, postać dawno zapomnianego kataklizmu lekceważonego przez kolejne pokolenia. To właśnie ze strachu przed takimi zjawiskami powstają zabobony, zupełnie jakby rozsypanie soli miało odstraszyć demona.

 

Człowiek. To słowo krzyczało w jej głowie gdy na niego patrzyła. Człowiek płci męskiej. Długie, kasztanowe włosy miał zaczesane do tyłu, a zarost spleciony w misterne warkocze. Smukła, jasna twarz miała ostre rysy. Tkwiące w niej lazurowe oczy łypały drapieżnymi płomieniami. Był potworem zakutym w stal, otulony płaszczem z futer ściągniętych z takich jak ona. Oparty o naramiennik miecz mógłby przecinać kamienie.

 

Pod wpływem obecności przeklętego mężczyzny, bardzo rozbolała ją głowa. Czuła się jakby od dawna nie używany mięsień po środku czoła rozwarł się na pełną szerokość, a ona z bólu, zalewa się łzami. Tym nowym, trzecim okiem widziała fale światła dobywających się od postaci. Blask był zimny, lodowaty, kojarzący się ze śmiercią na stepach tundry.

 

Wojownik zatrzymał się i przyjrzał kolejno wygotowanym czaszkom leżącym na murach. Inne kości związane splotami porwanego materiału wisiały jak upiorne dzwoneczki.

 

Odezwał się w nieznanym języku patrząc prosto na nią.

 

Nie interesowała ją rozmowa.

 

Rzuciła się do ucieczki.

 

Pobiegła w stronę awaryjnego tunelu.

 

Przeciął jej drogę, stanął tuż przed nią wyciągając opancerzone ręce. Trzecie oko krwawiło światłem, ale jego pasma owinęły się wokoło niej jak całun. Zgadywała, że to dzięki niemu nabrała mocy potrzebnej do skutecznego uniku. Mężczyzna prychnął zdziwiony, ale nie pozostał w tyle.

 

Znowu coś powiedział.

 

Uderzenie zmiotło ją i przeciągnęło po ziemi. Czuła krew tryskającą z przetartej skóry. Wrzasnęła. Poderwała się z ziemi i pobiegła do wyjścia. Była tak absurdalnie blisko.

 

Poczuła nacisk na ramieniu, ale w momencie gdy końcówki stalowych palców miały zatopić się w ciele odskoczyła. Odważyła się na serię zwodów, ale on tylko się zaśmiał. Ściął ją z nóg podkładając nogę. Miałgorzata przekoziołkowała przez gruz zatrzymując się na plecach.

 

Łapała oddech czując krew płynącą z nosa, patrzyła w sklepienie czując jak opuchlizna zamyka jedno z oczu.

 

Podłoże zadrżało i usłyszała huk kroków. Stanął nad nią wypełniając cały świat. Spoważniał. Pochwycił miecz oburącz i wycelował sztych.

 

Gorycz wyskoczył znikąd pochłaniając głowę mężczyzny ziejącymi płomieniami. Miałgorzata wykorzystała okazję i rzuciła się do ucieczki opuszczając jaskinie.

 

Wskoczyła do tunelu. Pisnęła gdy wąż owinął się wokoło jej głowy i zwisnął bez życia.

 

-Gorycz!- Jęknęła. Przytuliła go do piersi i pobiegła ile sił w nogach.

 

Zanurzała się w labirynt, aż w końcu ze zgrozą stwierdziła, że jest zbyt ciemno, aby mogła iść dalej. Złapała się ściany i powoli szła przed siebie.

 

-Pani?- Usłyszała niemrawy głos Goryczy.

 

-Cicho- Syknęła i bezwiednie wlała w niego moc, którą wcześniej leczyła własne rany.- Dobrze się spisałeś, ale milcz, aż do odwołania.

 

Przełknęła ślinę kontynuując podróż w ciemność.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania