Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Teatr cieni" Rozdział 7
Dała się namówić na pójście do sali treningowej. Zajęła miejsce na trybunach i udawała, że ogląda zmagania olbrzymki z pchełką. Nałożyła na siebie pomniejszą iluzję, a następnie ukryła twarz w dłoniach pogrążając się w myślach.
Arkas. Przeklęty stary mutant. Niby brała pod uwagę, że któregoś dnia ich relacja zakończy się w podobny sposób, ale i tak czuła żal.
-Zapłaci mi za to. Któregoś dnia. Któregoś dnia go zabiję.
-Ją. Bo chyba mówisz o mnie, czyż nie?
Kasandra wzdrygnęła się i podskoczyła tracąc panowanie nad iluzją.
Róża siedziała obok obserwując pojedynek. Blondynka patrzyła na porucznik walcząc z instynktem ucieczki.
-HA.
Obejrzała się w stronę areny gdzie Rika pląsała, a podparta włócznią Jagoda z lekkim uśmieszkiem kiwała głową. Przerwa trwała mgnienie oka, gdy czarownice ponownie szczepiły się w tańcu pozorowanej zagłady.
-Martwi mnie twoja motywacja, Selene.
Odwróciła się do Róży siadając bokiem na trybunie.
-Co?
-W podróż do Morza Dusz mogą wyruszyć jedynie najbardziej zdeterminowane jednostki. Tylko żelazna wola uchroni poczytalność przed plugawiącym dotykiem Zaświatów.- Głogowicz spojrzała na podwładną z nieodgadnionym wyrazem twarzy.- A ty niewiele różnisz się od niewolnika.
-Ja...
-Ty-Powiedziała.- Tamte młode kobiety poświęciły serca, umysły i dusze w służbie ojczyźnie. Ty płyniesz przez życie niesiona przez wydarzenia. Gdyby cały świat zastygł w bezruchu chyba nawet głód i pragnienie nie ruszyłyby cię z miejsca. Prawda?
-Nie, ja...
-Ty. Wolałaś dać się wykorzystywać mutantom. Działałaś na szkodę republiki spełniając zachcianki człekokształtnego zwierzęcia i po co? Dla klitki w dzielnicy przemysłowej. Żyłaś jak szczur przez lata i po co? Gdybyś z nami została twoje talenty mogły uratować wiele żywotów. Kto wie, może ekspansja poza miasto weszłaby w nowy etap. Ale nie. Ty uciekłaś. Dlaczego?
Kasandra usiadła podwijając kolana pod brodę. Zwróciła głowę ku scenerii świateł zaklęć i stali. Wsłuchiwała się w muzykę ostrzy, śpiew Riki i gromkie okrzyki Jagody.
-Wiesz dlaczego ty przeklęta wiedźmo- Szepnęła.- Prześwietliłaś mi pamięć. Wiesz, a mimo to pytasz.
Zacisnęła pięści.
-Nasze umysły nie są obiektywne. Nasze mózgi nie rozróżniają prawdy od fikcji. To co widziałam równie dobrze mogło być twoim snem, wyobrażeniem, albo fant...
Kasandra rzuciła się na Róże. Poczuła przeszywający, elektryzujący chłód gdy zaklęcie uwięziło ją w przestrzeni.
-Dobrze. Masz w sobie chociaż odrobinę pasji.
Porucznik pokazała wycelowaną w nią różdżkę. Jej oczy lśniły, jakby prześwietlała bardzo interesującego robaka.
-Podsycę ją. Idziemy na arenę. Generał jest poza twoim zasięgiem, więc wykorzystaj tą nienawiść na mnie. Pokonaj mnie, a pomogę ci się zemścić. Na mutancie, czy człowieku.
***
Przegrała. Oczywiście, że przegrywała raz za razem. Sanitariusze znieśli ją na noszach. Zatroskana twarz Jagody i bladość Riki zapadły jej w pamięć. Nie zamieniła z nikim słowa. Dała się opatrzeć i zaprowadzić do pokoju. Resztę nocy spędziła śpiąc na podłodze oparta o drzwi z wekierą na kolanach.
Następnego dnia Jagoda i Rika czekały pod drzwiami. Przywitały się, ale nie zagadywały. Gawędziły między sobą podczas gdy Kasandra wlokła się za nimi do miejsca kaźni.
Zatrzymali się w stołówce. Olbrzymie miejsce z kuchnią i stołami oczekującymi na takich samych niewolników jak ona. Nie była głodna. Towarzyszki cały czas paplały, czuła ich troskliwe i ciekawskie spojrzenia, ale nie była wstanie nawet spojrzeć im w oczy.
Do krypty poszły w ciszy.
***
Winda ciągnęła ich w górę doprowadzając błędnik Kasandry do szaleństwa. Trzymała się poręczy ciesząc się, że nic nie jadła. Zerknęła na towarzyszki. Stały przed nią, milczące, poważne. Sterczały jakby miały się zameldować przed samymi Wyzwolicielami.
Winda zagrała dzwonkami i zatrzymała. Drzwi rozchyliły się ukazując sterylny korytarz zakończony parą okutych drzwi pilnowanych przez parę ciężko opancerzonych strażników. Wizjery ich hełmów rozlały badawcze zaklęcia. Poruszyli się, zauważyła, że celowali do nich z kosturów. Zanim dotarły na koniec korytarza drzwi otworzono.
Po drugiej stronie był westybul. Personel cywilny czekał z instrukcjami bezpieczeństwa, zaprowadził do szatni i sporządził protokół pozostawionych przedmiotów. Dostały amulety identyfikacyjne i podprowadzono pod kolejne pancerne drzwi.
Porucznik Głogowicz czekała na nich przebrana w ten sam biały, sterylny strój.
-Dzień dobry- Powiedziała- Za mną.
Kasandra zacisnęła zęby i pięści. Drzwi otworzyły się na kolejny korytarz, ale tym razem wąski i krótki. Zatrzymały się tam na chwile aby ukryte w rogach pomieszczenia dysze mogły ich okadzić środkami dezynfekującymi. Pachnące chemiczną czystością przekroczyły ostatnie drzwi.
Wszystko było irytująco białe, jasne i głośnie.
Podłogi wyłożone płytami spijały rzucane przez sufitowe lampy jarzeniowe światła. Wszędzie stały rzędy osobliwych urządzeń doglądanych przez zamaskowanych uczonych. Pomieszczenie kończyło się oszkloną ścianą i przed ekranami stali na przeciw siebie pogrążeni w rozmowie Nakka i Akka. Róża poprowadziła do nich drużynę.
-Siemaneczko- Rzucił Nakka. Druga kukła oszczędnie kiwnęła głową.- Patrzcie na to! Pękniecie jak to zobaczycie.
Uczony odsunął się jakby odsłaniał kurtynę. Kobiety zatrzymały się przed szybą i spojrzały w dół.
"Morfeusz".
Statek astralny wyglądał jak sztylet wykonany dla tytana. Kowal musiał być niezdecydowany co do kształtu bo wyobrażał osobliwy kompromis pomiędzy ptakiem, a rybą. Zupełnie jakby dostosowano go do lotu pod wodą. Poszycie lśniło jak zwierciadło, wyżłobiono w nim grawerunki jakiegoś misternego, absurdalnie skomplikowanego zaklęcia.
-Ej. Zaraz. My wlecimy tym czymś w Astralis?- Zapytała Rika.
-Ha- Zaśmiał się Nakka.- Tak i nie.
-To wymaga dłuższego wyjaśnienia- Poprawił okulary Akka.- Aby zbudować wehikuł do podróży astralnej potrzebowaliśmy jego pełnego odpowiednika w wymiarze materialnym. Ta maszyna potrafi nawigować w Morzu Dusz, ma hermetycznie zamknięte pokłady, uzbrojenie, system podtrzymywania życia.
-Jest to model- Kontynuował Akka.- Używaliśmy go aby ściągnąć kalkę, a następnie uzupełnialiśmy tekstury kolejnymi warstwami światłokształtów. Obie konstrukcje są ze sobą powiązane, to trochę jak kotwica chroniąca astralną konstrukcje przed rozpłynięciem się w prądach zaświata. Urządzenia, które widzicie są odpowiedzialne za podtrzymywanie osobnych modułów korwety.
-W skrócie- Odezwał się Nakka- Morfeusz ma swoje własne ciało astralne.
-Zajebiste- Szepnęła Rika przyklejając się do szyby.- Będziemy to pilotować?
-Nie- Ucięła Róża.- Kontynuujmy.
W kącie szklanej ściany były drzwi ze schodami prowadzącymi w dół. Zeszli po nich prosto w hałas szumiących urządzeń, krzątających się robotników i wędrujących grupek uczonych.
Kasandra ignorowała wycieczkę bezwiednie idąc za towarzyszami. Otoczenie przytłaczało ją. Nigdy nie miała do czynienia z tak uporządkowaną magią. Czuła się jakby chodziła po krośnie. Eteryczne nici wydestylowane do swojej najczystszej postaci płynęły przez urządzenia. Nie wyczuła tutaj żadnych duchów, źródła zasilania musiały w jakiś sposób czerpać moc bezpośrednio z Morza Dusz. Gdyby w ten sposób zasilano resztę Złoczynu życie tysięcy osób nabrałoby cieplejszych kolorów.
-Selene.
Wzdrygnęła się. Wszyscy przystanęli przed otwartym pomostem prowadzącym do wnętrza korwety.
-Możesz się skupić?
-Tak jest, pani porucznik.
Róża weszła po rampie. Kasandra westchnęła i poszła za nią.
***
Korweta była osobnym dziełem sztuki. Magia płynęła setkami tysięcy strumieni. Kanalizowały się w miriadach różnych zbiorniczków przygotowanych do zasilenia zaklęć tak skomplikowanych, że nie była wstanie odgadnąć ich przeznaczenia. Umysł żadnego człowieka nie byłby wstanie.
Dotarła na mostku gdzie pośród innych oficerów kukły tłumaczyły zawiłości wszechobecnych urządzeń.
Jagoda stała niewzruszona jak wartownik, utkwiła zamglone spojrzenie gdzieś w przestrzeni. Rika bujała się na piętach nucąc cicho pod nosem.
-Panowie- Odezwała się porucznik.- To wszystko na prawdę jest bardzo fascynujące, ale może przejdziemy już do praktycznej części szkolenia?
-Się wie. Zapraszam- Odparł Nakka.
Przedstawiono im stanowiska operacyjne. Fotele umiejscowione we wnękach lśniące od klejnotów i metalu, oraz wieloma różnorakimi szklanymi naczyniami.
-Zasada jest banalna. Banalniejsza dla przeszkolonych magów. Jedyne co musicie zrobić to wejść w trans i pozwolić maszynerii wyłuskać wasze projekcje astralne. Reszta nie różni się niczym od czegokolwiek nie robiłybyście wcześniej jako duchy- perorował Akka.
-Tak, tylko tym razem będziemy głębiej w surowej magii, niż kiedykolwiek w życiu.- Szepnęła Kasandra.
-Po to właśnie będziemy trenować-Odparła porucznik.- Zaczniemy małymi krokami, aż z każdym zanurzeniem będziemy coraz dalej od brzegu. Czas nas goni.
-N.I.A może zaatakować w każdej chwili. Zabierajmy się do pracy.- Powiedziała po chwili Głogowicz patrząc na uczonych.
-Się wie.- Odparł Nakka pokazując uniesiony kciuk. Akka poprawił okulary kiwając głową.
Kasandra zdała sobie sprawę, że nekrotyczne kukły są podekscytowane i bardzo ją to zaniepokoiło.
***
Pierwsze zanurzenie było powierzchowne. Stały twarzami do siebie otoczone osnową świateł. Obserwowały przez iluminatory i bulaje noosferę. Rozmywająca się rzeczywistość nie ukazywała nic poza przebłyskami umysłów, oraz rozciągającego się nieopodal życia.
Do przebywania w wymiarze astralnym miały osobny ekwipunek odpowiadający preferencjom. Dostały kombinezony ułatwiające postrzeganie, oraz oddziaływanie na duchowy wymiar. Ćwiczyły symulowaną walką wewnątrz i poza korwetą. Miały pełną kontrolę nad własnymi projekcjami, a oddziaływanie na subtelne prądy Morza Dusz było banalnie proste.
Kasandra czuła się czymś więcej, niż czarodziejką. Czuła się magią.
Żeglowały po noosferze unosząc się ponad duchami lasu. W tym osobliwym śnie nie było drzew, krzewów, traw, ale różnorodne byty. Enty czuwały nad młodszymi drzewcami, rusałki pląsały tanecznymi korowodami, a wróżki baraszkowały. Było znaczenie więcej innych istot, osobliwych projekcji astralnych z tajemniczych miejsc. W zasięgu zmysłów nie było żadnego czarta, psychozy, koszmaru. To cud, że na świecie istniało coś tak pięknego.
Paczcycka nie potrzebowała glifów do filtrowania Mocy. Swobodnie sięgała po pasma czystej mocy, chłonęła ją jak najcudowniejszy napój, najsmaczniejszy posiłek. Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna poczuła spokój. Może nawet szczęście.
Wracała do tych wspomnień gdy Zaświaty przypomniały o swojej grozie.
***
Opuściły przylądek. Przejście pomiędzy noosferą a pierwszą warstwą Morza Dusz można było odczuć pomimo chroniących ich płyt światłokształtów. To z tego miejsca karmią swoje zaklęcia zdesperowani czarodzieje. Moc jest brudna, zanieczyszczona myślami, emocjami pod najróżniejszymi postaciami. Zaczerpnięcie z jeszcze głębszych warstw śmiertelnika doprowadziłoby do obłędu.
Niektóre myślokrzałty są cieniami rzucanymi przez swoje odpowiedniki w materialnym wymiarze. Zdarza się to, gdy jakieś miejsce doświadczyło olbrzymiego natężenia energii psychicznej. Pola bitew, miejsca kaźni, cmentarze i tak dalej. Nawet jeśli cała populacja karmiłaby Morze Dusz miłością, zachwytem, czy radością zniknęłoby to w mgnieniu oka zgniecione pod falami nienawiści, rozpaczy, oraz strachu.
Złoczyń nigdy nie był bardziej obrzydliwy. Poza noosferą, niedaleko brzegu, psychiczna manifestacja miasta wymykała się ludzkim pojęciom ohydy. Miasto nie zostało zbudowane przez ludzi. Zanim Wyzwoliciele podnieśli płomień buntu i przemienili loch w siedlisko Narodu cierpienia całej epoki skrystalizowały się w Astralis. Znajome kształty budowli wyrytych w połyskujących czarnych kryształach wyglądały jak opalizujące iglice więżące nieprzeliczone wspomnienia. Wystarczyło powierzchowne spojrzenie, aby widma próbowały podzielić się agonią wtłaczając do umysłu okrutne wspomnienia.
Kasandra oderwała wzrok od zaślepionego bulaju czując jak podawane dożylnie eliksiry pomagają okiełznać natarczywe wizje.
Omiotła spojrzeniem pokład. Dziewczyny zdawały się dobrze znosić podróż. Jagoda ćwiczyła wymachy włócznią, Rika siedziała ze skrzyżowanymi nogami kołysząc się na boki, a porucznik stała z zamkniętymi oczami pod ścianą.
Wszystkie się wzdrygnęły, gdy coś zaczęło gwałtownie uderzać o poszycie korwety.
-Uwaga załoga- Odezwał się z głośników głos kapitana.- Gotowość bojowa. Przeprowadzamy test uzbrojenia.
Usiadły w fotelach twarzami do siebie i zabezpieczyły się uprzężami. Wszystkie były blade, ponure i milczące. Któraś pisnęła, gdy pokład zadrżał a ryk czegoś z zewnątrz przedostał się do wnętrza zostawiając odór siarki. Gdy pojawiły się zjawy powietrze drżało od pisków, szarżowały z zapamiętałością wygłodniałych drapieżników, ale rozwiewały się jak dym zanim zdążyły kogokolwiek skrzywdzić.
Kasandra mocno zacisnęła oczy, przyłożyła dłonie do uszu na tyle mocno, że pulsowanie zagłuszyło wszystko inne.
Spędziła tak resztę podróży.
***
Wiele tygodni później Kasandra usłyszała najbardziej przerażające słowa w życiu:
-Selene. Już czas.
Paczycka naszprycowana miksturami uspokajającymi kiwnęła głową.
Nazwali to "kołyską nawigacyjną". To w tym miejscu pryzmatyczna maszyneria skupi tkwiące w jej astralnym ciele nici składające się na ulotną więź łączącą ją z Upiorem. Wielokrotnie medytowała poszukujących tych stygmatów, ale zawsze bezskutecznie.
-Nie bój się- Powiedziała Jagoda ściskając jej ramię. Odczuła to zbyt wyraźnie sycząc z bólu.- Przepraszam.
Kasandra uśmiechnęła się kiwając głową.
-Cokolwiek się stanie, damy radę, nie?- Rika dźgnęła ją palcem.- Ej, czy ty przytyłaś, Lena?
Skrzywiła się szukając odpowiedzi, patrzyła jak chichoczą. Westchnęła kręcąc głową.
-Pamiętaj, Selene. Jedyne co musisz zrobić to utrzymać koncentracje. Resztę zrobi maszyna.
Posłała porucznik beznamiętne spojrzenie i skinęła jej głową.
-Tak jest, pani porucznik.
-Dobrze. Reszta na stanowiska bojowe. Gdy zaczniemy będziemy stopniowo zwiększać siłę sygnału. Zwrócimy uwagę, musimy być gotowe na wszystko.
-Tak jest- Zasalutowały Jagoda z Riką odchodząc.
-Posłuchaj Selene- Odezwała się dowódczyni.- Będziesz patrzeć w otchłań. Nie daj się jej porwać. Pamiętaj o nienawiści. Chyba, że nie masz ochoty na rewanż?
Kasandra widziała jak Róża wyciąga dłoń i muska jej ramie palcami. Wzdrygnęła się. Nie odpowiedziała. Zacisnęła usta.
-Zaczynamy.
***
W tym miejscu umrzeć to jak zostać ułaskawionym. Więź pomiędzy duchem, a ciałem rozprułaby się pozostawiając pierwsze Całunowi, a drugie rozkładowi. Koniec. Spokój.
Niekorzystny przebieg wydarzeń wlałby przez otwarte trzecie oko olbrzymie ilości zaświatła wrzącego od bólu i cierpienia nieprzeliczonych pokoleń. Nieprzygotowana dusza zgasłaby jak świeca odmawiając przebywania w takim okrutnym miejscu.
Są jeszcze czarty, osobliwe istoty polujące na ludzkie dusze. Dla nich polowanie tak blisko siedzib śmiertelników to jak wybrać się na środek oceanu, aby z dna zebrać skorupiaki. Mało prawdopodobne, ale możliwe. Płynąć łodzią w głąb Morza Dusz to jak rzucanie im wyzwania.
Najgorsze są z kolei nieznane, przerażające zjawiska o których uczeni jedynie spekulują, a oni mogą przekonać się o nich na własnych duszach.
Co jeśli Morze Dusz jest noosferą dla jakichś prastarych istot i napotkają wyśnione przez nich koszmary? Gdzieś w kosmosie mógł się wydarzyć incydent powodujący tragedie na tak wielką skalę, że ich umysły wypaliłyby się w jego cieniu. Przetrwaliby napotkanie projekcji astralnej demona? Boga? Czy duchy na tyle potężne, aby oprzeć się Całunowi użyłyby ich jako środka powrotu do materialnego świata pożerając przy tym wszystkich co do jednego?
Wyluzuj. Kasandra wzięła głęboki wdech. Poczuła jak gdzieś tam jej materialne ciało tak blisko, a zarazem daleko dostaje zastrzyk środków uspokajających.
Skup się. Tak. Koncentracja. Zbędne myśli zaczęły pękać jak bańki mydlane ukazując jedyne, proste zadanie. Maszyna zadziałała. Miała przed sobą wizualizacje bulaju, po drugiej stronie pędził strumień złoto-czerwonego światła. Prostackie zadanie. Patrzeć w okno i nie oszaleć.
***
"Morfeusz" zatrząsnął się i zaskrzypiał.
Poderwała się z kołyski niemal rozbijając nos o korpus nachylającej się nad nią Jagody. Poczuła ucisk na obojczykach, w ostatniej chwili została przytrzymana przez Rikę.
-Żyje- Stwierdziła olbrzymka.
-A oszalała?- Zapytała Rika.- Lena powiedz coś. Ile widzisz palców?
-Jakich palców?- Rozejrzała się zdezorientowana.- Co się dzieję?
-Znaleźliśmy go. Wstawaj- Usłyszała Róże.
-Pani porucznik może damy jej spokój? Wygląda...
Jagoda zamilkła widząc lodowate spojrzenie porucznik. Róża podniosła do usta medalion i powiedziała coś do niego. Chwilę później Kasandra poczuła rozpalenie krwiobiegu, oraz rozniesienie się ożywczego ognia po reszcie ciała.
Odsunęły się. Czuła się cudownie. Zmęczenie, oraz odrętwienie zniknęły w jednej chwili. Wyskoczyła z kołyski.
-Przygotuj się do skoku. Reszta do śluzy desantowej.
Kasandra rzuciła się do stojaka z wyposażeniem pospiesznie zakładając pancerz. Chwyciła za wekierę i wyminęła porucznik wskakując do otwartego włazu.
***
Wszystkie miały na sobie osobliwe kombinezony. Rika stała z obnażonymi mieczami opatulona warstwami kolczugi jakby uparła się, że nie obchodzą ją okoliczności i tak ubierze sukienkę. Jagoda przypominała przerośniętego rycerza z opowieści zakutego w zbyt wiele warstw stali jak na możliwości zwykłego człowieka. Róża wskoczyła ostatnia. Miała na sobie liturgiczną szatę jakby stała na czele własnej krucjaty.
Kasandra ukryła pancerz pod zatęsknioną opończą z kapturem, a hełm ozdobiła maską.
-Zaraz- Zajęczała.- Czy my skaczemy w Morze?
-Nie.- Odpowiedziała Róża.
-Sukinsyn prawie nas oszukał- Zaświergotała Rika.
-Co?
-Spekulujemy, że faktycznie wiedział o więzi i przeciągnął ją przez Astralis, aby zmylić pogoń- Powiedziała Jagoda.
-Nie rozumiem.
-Potworek nie spodziewał się, że będziemy miały statek- Odezwała się Rika.- Nie wiemy jak to zrobił, ale wyglądało to tak jakby przeciągnął nici za jakiś kamulcem w Morzu Dusz, a potem wrócił do noosfery.
-Czyli wie o ogonie.
-Tak- Powiedziała Róża podnosząc różdżkę.- I zdradził własną niemoc. Pamiętajcie. To coś nie jest wszechmocne, to kolejny rodzaj przeklętego straszydła, które musimy zniszczyć.
-Uwaga drużyna desantowa, gotowość za trzydzieści sekund.
-Zaraz. To gdzie my jesteśmy, co się dzieje?
-O. Spodoba ci się. Wygląda to epicko- Pisnęła Rika.
-Odwagi, Selene- Jagoda uścisnęła jej ramię- Myśl o tym jak o rutynowej misji. Będzie dobrze.
-Co tam jest?
-Drużyna. Gotowość za pięć. Cztery...-Mówił kapitan.
-CO TAM JEST...?
-Jeden. Zero. Skok.
***
Rampa otworzyła się jak dziób, a one wyleciały jak pokarm rzucony pisklętom.
Kasandra wrzeszczała gdy obłąkane prawa noosfery pochwyciły ją i pociągnęły w kierunku olbrzymiego kawałka kryształu wirującego w wielobarwnym tyglu. Czuła się jakby przecinała powietrze, ale przestrzeń pieniła się jak oleista ciecz.
Obróciła się próbując pochwycić szybko oddalający się statek. Zrezygnowała gdy "Morfeusz" zaczął puchnąć i rozwinięte, abstrakcyjne skrzydła zaczęły się skręcać przyjmując inną postać. Otępiała patrzyła jak kilka par ramion celuje palcami w ich stronę. Opuszki zaiskrzyły, zatańczyły łuki błyskawic i strumienie oleistej substancji zbierały się formując olbrzymie strzały.
-To sen- Jęknęła Kasandra.- Po prostu sen. Chciałabym się obudzić. Tak po prostu usiąść na łóżku i pośmiać się z tego.
-SELENE- Wrzasnęła porucznik.- SKUP SIĘ, ALBO WSZYSCY ZGINIEMY.
Odwróciła się w stronę bryły w momencie jak Głogowicz przylgnęła do jej pleców i objęła w pasie.
Chciała się wyrwać, ale zmroził ją cel skoku.
Zamczysko. Budowla wycięta w dymionym szkle lśniąca od wrzącego wewnątrz struktury obłędu. Widziała baszty i donżony zwieńczone łbami demonów. Paszcze rozwierały się ukazując tańczące pomiędzy zębiskami płomienie. Część z nich została rozbita przez strzały, ale reszta wypaliła w przestrzeń gorejące karmazynowe bruzdy. Kasandra próbowała się obejrzeć, ale porucznik wrzasnęła jej do ucha.
-UWAGA.
Pierwsza wylądowała Jagoda, a moc uderzenia rozniosła się falą po całym murze powodując drżenie konstrukcji. Poderwała włócznie, Rika zakręciła się wokół niej i szybkim zamaszystym ruchem została rzucona w głąb fortyfikacji. Kasandra nie miała możliwości zobaczyć skutków kolizji bo miała przed oczami własną.
Nagle poczuła znajomą lekkość. Otoczyła ja lodowata aura i delikatnie dotknęła podłoża. Nie wymazało to energii kinetycznej rozchodzącej się druzgocącą falą.
-Znajdź to bydle- Usłyszała od przechodzącej Róży.- Zamelduj i czekaj na rozkazy.
Zaniemówiła. Omiotła otoczenie spojrzeniem nie wiedząc gdzie postąpić kolejny krok.
-Czekaj, ale jak mam...
-Przy pasie masz nadajnik i komunikator- Powiedziała porucznik oglądając się przez ramię.- Leć. My zapewnimy dywersje.
-Dywersje?
Podłoże zadrżało. W dziesiątkach oknach strzelniczych zamajaczyły sylwetki, na balkonach zamrowiły się dziwaczne kształty, a tupot zbyt wielu kroków docierał z korytarzy.
Kasandra jęknęła i otuliła się niewidzialnością. Wyczarowała zwoje pajęczej liny i spuściła się z muru. Wbiegła w najbliższy korytarz skąd nie dobiegały żadne złowróżbne dźwięki.
***
Tunele wyrzygiwały potwory. Kasandra koncentrując się na niewidzialności oplotła stopy i dłonie pajęczyną, po czym wbiegła na ścianę. Mknęła nad portalami łowiąc kątem oka koszmarne wynaturzenia. Strumienie zlały się w łomoczącą rzekę szarżującą w kierunku walczących czarodziejek.
Kasandra sięgnęła siecią ku równoległemu budynkowi i skoczyła na ścianę. Wspinała się, aż znalazła osamotniony balkon. Zwaliła się za balustradę, oparła się plecami.
Uspokajając oddech wlepiła spojrzenie w ciemność widniejącego przed nią w portalu. Idealna tafla hebanu miała jedną skazę. Rzucany przez nią nienaturalny, karmazynowy cień, rozciągał się strugą w kierunku mrocznego wnętrza. Widziała jak osobliwa wstęga tworzyła poświatę ujawniając ściany korytarza.
-Nie- Szepnęła.
-Nie, nie, nie...- Schowała twarz w dłoniach.- Jak? Nie chciałam. Nie chce.
Coś łupnęło. Wyjrzała z pomiędzy szprych balustrady. Fortyfikacje trzęsły się w posadach, fasady pękały uwalniając warkocze wyjących duchów. Powietrze stawało się lepkie i cuchnące.
-UWAŻAJ.- Krzyknęła któraś zanim rozpętanie nawałnicy przesłoniło wszystko błyskawicami, oraz kurtynami pyłu. Potwory niewzruszenie wbiegały w roziskrzone tumany. Wrzaski i krzyki zlewały się w hałas.
Kasandra patrzyła szeroko otworzonymi oczami. Z drżącymi ustami szukała w tyglu cieni znajomych kształtów.
Martwiła się. Wstrzymała oddech i powoli wypuściła powietrze. Nie chce, żeby stała się krzywda Rice, oraz Jagodzie. Myśląc o Róży czuła chłód. Złapała się za drżące ramiona. Spojrzała na karmazynowy węzeł.
-Mogą umrzeć- Szepnęła.
-Jestem niewolnikiem- Westchnęła.- Nie mogę tego zmienić. Nie mam wyboru. Nic już nie mam.
Zamknęła oczy. Czuła wrzenie własnych myśli, a jej postać astralna napinała się od narastającego ciśnienia. Pory jest postaci rozprężały się uwalniając niewielkie promienie czarnego światła.
Blask wił się i skręcał tkając ludzką sylwetkę. Z każdą warstwą czerń ustępowała jaśniejszym barwom, aż na otwartych dłoniach ukazała się wyrzeźbiona czerwona laleczka. Nachyliła się nad nią patrząc na delikatne rysy twarzy, serdeczny uśmiech, radosne oczy.
-Tak- załkała.- Nie mogę pozwolić im umrzeć.
Przytuliła światłokształt pozwalając mu się rozpaść w obłok, pachnąca owocami mgiełka zasklepiła pęknięcia odnawiając jej postać.
***
Niewidzialna i otulona pajęczyną szła po suficie mając wzrok utkwiony w karmazynowym sznurze.
Weszła do największej warowni mijając osobliwych wartowników. Bramę, blanki i balkony obstawiali zakapturzeni i zamaskowani wojownicy dzierżący różnorodne bukiety oręża. Stali w absolutnej ciszy obserwując rozgrywającą się w oddali bitwę. Powidoki zielonkawej aury zdradzały ich strach. Tylko nieliczni lśnili gorącymi odcieniami agresji.
Szlachciury, pomyślała zaciskająca zęby Kasandra. Porucznik się ucieszy.
Weszła na szczyt budowli omijając szerokim łukiem wciśniętych w blanki gapiów. Sznur migotał przenikając tekstury budowli sugerując obecność celu w sercu warowni.
Kasandra zeszła z dachu do wnętrza budowli. Omiotła spojrzeniem dziesiątki stołów ustawionych pod ścianami w podkowę. Zauważyła kilka bocznych drzwi, ale węzeł znikał w podłodze. Spojrzała na główne, dwuskrzydłowe drzwi.
Zatrzymała się przed nimi oceniając rzeźbione zdobienia. Przypominały one jakąś opowieść, jakby legendę, której sensu nie miała ochoty poznawać. Prześledziła ryty wzrokiem już podnosząc dłonie, aby popchnąć wrota gdy przeszedł ją dreszcz.
Na końcu opowieści był panel przedstawiający sześcioramienną, sześciooką postać. U jej stóp, niczym dzieci, tłoczyli się ludzie. Na drugim planie rozciągała się kraina pełna pól, łąk i lasów rozciągające się pod gwiazdami.
-Sekciarze- Syknęła.
Wrota zaskrzypiały.
Kasandra wzdrygnęła się, poderwała i poślizgnęła lądując na podłodze. Zanim odgłos kroków i słów przemogły hałas zawiasów ukryła się zaklęciem.
-Zjemy coś?-Zapytał jeden z kultystów. Para zamaskowanych sekciarzy weszła do środka mijając leżącą Kasandrę.
-Po co?- Odpowiedział drugi opierający włócznie o ramię.
-Bo astralne żarcie jest zajebiste?
-Proszę cię. Zostaw ten syf dla niewolników.
-Daj spokój. To jest...
Kasandra przeczołgała się przez wrota znikając w kolejnym korytarzu, a słowa rozmowy zniknęły w zgrzycie zamykanych skrzydeł. Gdy utonęła w całkowitej ciszy przetarła twarz dłońmi wzdychając przeciągle.
Wyłuskała spod płaszcza wekierę, przyjrzała się karmazynowemu węzłowi i pobiegła jego śladem.
***
Poganiały ją złe przeczucia. Wyobraźnia podsuwała obrazy towarzyszek tonących w powodzi koszmarnych myślokształtów. Przestała się przejmować patrolami, mijała ich na pełnej prędkości.
Biegła korytarzami, unikała stopni w klatkach schodowych pokonując ściany i sufity. Unikała ścigających ją zaklęć i pocisków. Wartownicy zaczynali zbierać się tunelach, przed i za drzwiami. Zamaskowani szlachcice mimo wszystko byli żołnierzami Republiki, walka z nimi byłaby trudna, albo śmiercionośna.
Kasandra zaczerpnęła Moc z ukrytych pod pancerzem klejnotów. Tkała iluzje najróżniejszych majaków skutecznie dezorientując przeciwników.
Pokonała kolejne piętra, aż zmęczenie wreszcie ją dopadło. Schowała się w ciemnościach wnęki uspokajając oddech i skupiając się na nadciągającej pogoni.
Cisza. Czarodziejka wyjrzała z kryjówki na korytarz. Było to skrzyżowanie rozświetlane girlandami mieniących się pnączy. Cała ta dziwaczna roślinność wychodziła z jednego kierunku, tym samym wskazywanym przez Więź.
Poczuła chłód. Emocje wyparowały, świadomość bliskości celu wypełniło umysł osobliwym spokojem. Spojrzała na dłonie. Obie były zaciśnięcie, jedna na rękojeści, a druga w pięść. Zaczerpnęła fałszywego powietrza, było stęchłe i ciężkie, jakby na prawdę przebywała w lochu, a nie w wyobrażeniu sekty szaleńców.
Postąpiła krok, po nim kolejny. Weszła w rozświetlony tunel zostawiając po sobie aktywny nadajnik.
***
-Pamiętam cię.
Usłyszała chłodny, rozdrażniony głos. Przystanęła. Zasłona ze światła i korzeni zwisająca z sufitu wypełniła portal. Nie widziała co jest po drugiej stronie. Pnącza pokrywające sufit drżały, trzeszczały, aż otworzyły się niezliczone ślepia.
-Tuszyczka. Niemal o tobie zapomniałam.
Kasandra wyciągnęła przed siebie wekierę i nasyciła ją mocą zmieniając pokrytą piórami głowicę w pochodnię elektrycznego ognia.
-Rzucasz mi wyzwanie? Jestem zajęta. Umrzyj gdzieś indziej.
Nie odpowiedziała. Dotknęła bronią bariery patrząc przez soczewki maski jak energia przepala przeszkodę.
Uchyliła się i odskoczyła. Strzały dotykające zasłony zmieniły się w proch. Odwróciła się twarzą do napastników zbierając w palcach niszczycielską esencje.
Cisnęła piorunami w kultystów. Mężczyźni i kobiety ryknęli z szoku i bólu gdy elektryczne łuki zatańczyły po ich szatach. Oszołomieni niezgrabnie podnosili łuki nie mogąc trafić strzałami na cięciwy. Kasandra dobiegła do nich i krótkimi ciosami w witalne organy niszczyła ciała astralne wymuszając powrót do rzeczywistości.
Napastnicy zniknęli, ale echo niosło kroki kolejnych.
Wróciła do blokady łapiąc trzon roziskrzonej wekiery i zapierając się całym ciężarem naparła na barierę.
Przedarła się przez światło, dosięgnęła pnącza wycinając sobie przejście. Przeskoczyła przez wyłom przetaczając się po podłodze. Czuła jak klejnoty wszyte w kombinezon pod pancerzem gasną. Skrzywiła się od narastającego chłodu i odrazy.
-Irytujesz mnie, mała tuszyczko.
Czarodziejka podniosła wzrok. Zachłysnęła się powietrzem.
Przed nią widniał na piedestale olbrzymi kwiat z szklanych płatków. Wewnątrz kielicha, zanurzony w cieczy, unosił się potwór. Od słoja rozchodziła się pajęczyna pnączy okrywające osnową całe pomieszczenie. Najbardziej rozświetlone zwoje łączyły kapsułę ze swoimi mniejszymi odpowiednikami wiszącymi pod sufitem, gdzie wewnątrz pulsowały od magii osobliwe glify.
-Zdradziłaś mnie- Szepnęła powoli zbliżając się do kwiatu.
-Dopełniłam Paktu.
-Zostawiłaś mnie na pastwę losu.
-Wywalczyłam dla ciebie, twoimi rękami, wolność. Po dopełnieniu Paktu odeszłam. Nie widzę tutaj mojej zdrady.
-Tak to widzisz?
-Tak było.
-Na tym polega zawieranie umów z takimi potworami jak ty? Padają słowa, które interpretujesz jak chcesz?
-Zgodziłaś się wziąć udział w grze nie znając zasad. Nie mój problem.
-Nie, ale sprawię, że zacznie.
Zaszarżowała. Pnącza oderwały się od ścian strzelając jak bicze, końcówki doścignęły ją żłobiąc głębokie bruzdy. Zamiast krzyczeć roześmiała się histerycznie i rozwiała się jak dym.
-Nie igraj ze mną.
Pnącza zaczęły drżeć. Setki oczu otworzyły się w epidermach płonąc jak rozwścieczone znicze. Rozległ się odgłos tłuczonego szkła. Źrenica zwróciły się w kierunku jednego ze słojów z glifem.
-NIE WAŻ SIĘ.
Wekiera zapłonęła i nakreśliła iskrzący łuk. Bicze były szybsze. Skierowała dłoń w kierunku ataku tkając magiczną tarcze. Nawałnica ciosów błyskawicznie wyczerpała klejnoty. Elektryczny płomień zgasł, Kasandra zeskoczyła.
Zasyczała. Zaczerpnęła Mocy z przestrzeni ignorując obłędny, potępieńczy wrzask i powidoki. Miazga smolistej energii zatańczyła po ciele, gdy magicznie zwiększyła swoją zwinność. Skakała pośród trzasków biczów, parowała i zbijała druzgocące ciosy. Była kłosem zboża dręczonym przez huragan.
Plugawe nici sięgały coraz głębiej, obślizgłe, gnijące kanaliki surowej mocy Morza Dusz zanieczyszczały ciało astralne i biegły wzdłuż ezoterycznej pępowiny do materialnej powłoki. Przebijały się odczucia z jawy. Musieli naszprycować ją nie małą apteką skoro nadal potrafiła zachować jasność umysłu.
-No dobra- Wysapała.- Jak szaleć, to szaleć.
Odrzuciła wekierę i klasnęła wyczarowując hebanowe nici. Rozrzuciła ją tworząc własną osnowę. Pnącza uderzały jak rozwścieczone roje szerszeni. Parowała pchnięcia zastępu włóczników. Była pająkiem tańczącym ze skorpionem o setkach ogonów.
-DOSYĆ.
Kasandra zacisnęła zęby czując pękające szkliwo. Sfera utkana z pajęczyny obracała się z szybkością niedoścignionej na jawie. Potwór nasilił ataki ponad możliwości poznawcze człowieka. Pnącza weszły w osnowę jak w szprychy blokując eteryczny mechanizm.
Wrzasnęła z bólu jakby doznała skurczu każdego mięśnia. Nie zdążyła zareagować gdy kolejne włócznie przeszyły ciało. Żądła przebiły każdy organ. Powinna umrzeć. Powinna wyć w nieopisanej agonii, ale jedyne co czuła to paraliżujący chłód.
-Myślisz, że po prostu pozwolę ci zdechnąć, tuszyczko? Nie. Zanim pożrę twoją dusze dopilnuję zdeptanie najdrobniejszej iskierki nadziei. A gdy w końcu dojrzejesz będę cię zjadać kawałek, po kawałku, aż jedyne...
Kasandra nie słuchała. Pnącza podniosły ją jak kukiełkę i przybliżyły do kwiatu. Ślepia potwora płonęły, kończyny drżały. Nadal był okaleczony jak przy pierwszym spotkaniu, ale nic więcej nie potrafiła stwierdzić.
Tąpnięcie.
Upiór zamilkł, a setki par oczu pokrywające ściany i podłogę skupiło się na zdezorientowanych ślepiach na suficie.
-No tak. Przecież nie przybyłaś tutaj sama.
Wszystko zaczęło drżeć, Kasandrze łatwo przyszło sobie wyobrazić olbrzymi kafar i faktycznie po chwili olbrzymi brzeszczot przebił się przez sufit lądując pośrodku pomieszczenia.
-UTRAPIENIE.
Najpierw z wyłomu wyskoczyła Jagoda. Otoczona pasmami krwistoczerwonej mocy zamachnęła się włócznią odpędzając pnącza. Ciężko wylądowała szybko oceniając otoczenie i gdy zauważyła Kasandrę jej hełm zmiękł jak wosk przyjmując wygląd smoczego łba. Uwolniła wartki strumień błękitnego ognia odcinając Kasandrę idealnym okręgiem.
Zanim upadła dopadła ją smuga światła. Została złapana pomiędzy dłonie trzymające bliźniacze miecze, ale razem runęły na glebę.
-Nie. Jednak przytyłaś- Sapnęła Rika.- Żyjesz... NA RANY WYBAWICIELI... ŻYJESZ?!
Popatrzyła w przesłonięte opaską oczy. Z pomiędzy otworów zionęły płonące turkusowe oczy.
-Zabiorę cię...oh...
Rika wymieniła z czymś kilka szybkim ciosów. Nie była wstanie obrócił głowy, ale na pewno nie były to pnącza.
Znowu błysnął błękit. Niematerialny żar stawał się nazbyt prawdziwy. Wszystko dookoła zaczęło płonąć.
-NIE...nie ruszaj...się stąd.
Paraliż ustępował, ale żałowała tego. Docierał do niej ból, przytłaczająco realistyczny. Nagle poczuła znajomy, elektryzujący chłód.
-Miałaś czekać.- Usłyszała unosząc się. Pojawiła się Róża, która przesłoniła pojedynek pomiędzy wściekłą Jagodą i runiczną tarczą N.I.A. Zdołała jeszcze zerknąć kątem oka na batalie pomiędzy Riką, a kultystami wlewającymi się głównym wejściem.
-Posłuchaj. Morfeusz musiał się wycofać, nie mamy wsparcia z powietrza, a zaraz za nami nadciągają koszmary. Zostaniemy awaryjnie przebudzone. Dla ciebie może to oznaczać śmierć. Nic już nie rób, rozumiesz? Najdrobniejszy wysiłek może teraz cię zabić.
-Ja...-Kasandra szepnęła.- Chciałam... działać... Przestać. Być. Bierna.
Twarz Róży była niewidoczna przez woal, ale i tak czuła przeszywające spojrzenie.
-Przepraszam- Usłyszała i zaklęcie przegnało ją na koniec pomieszczenia.
Patrzyła na wojnę rozgrywającą się w dioramie. Jakby konflikt rozwleczony na wieki miał dopełnić się zaledwie w jedną chwilę.
Pnącza zostały spalone. Jagoda została odcięta od upiora przez spadające z rozbitego sufitu straszydła. Rika co chwila wychodziła z okrążenia starając się zagonić szlachciury z powrotem do portalu. Róża tkała światło w niszczycielskie konstrukcje starając się pomagać towarzyszkom i przebić runiczną tarcze N.I.A.
-Mniejsze słoje- Szepnęła Kasandra.- Glify...zniszczcie glify...
Kobieta podniosła się na czworaka i pełzła w stronę bitwy. Gubiła kawałki ciała jakby była zwietrzałą gliną, z pomiędzy pęknięć wypływała smoła.
Nie słyszały. Nie zauważyły znaków pochłonięte desperacką walką o życie. Pojemniki z symbolami zaczęły świecić, tylko nieosłonięty glif rozbryzgiwał wielobarwne błyskawice. Kakofonie walki zagłuszył histeryczny śmiech Upiora i trzask nieskrępowanych żywiołów.
Nie rozumiała tych zaklęć dopóki nie było za późno. Otworzyły się niewielkie szczeliny i potoki międzywymiarowej energii wdarły się do noosfery. Dziwaczne światło wypełniło szklany kwiat, a wraz z nim drobne czarne odłamki stapiające się z potworem i uzupełniające jego postać.
Przegrały.
Pierwsza zniknęła Jagoda rozerwana na strzępy dymu przez koszmary. Kolejna była Rika, mogła być wybitnym szermierzem, ale kultyści zwyczajnie ją przytłoczyli. Róża w ostatnim akcie desperacji splotła promień światła próbując odciąć zbiorniki od upiora. Może gdyby użyła prostszego zaklęcia zdążyłaby przed strzałami.
Została sama. Dlaczego jej nie budzą? Patrzyła na odradzającego się potwora. Koszmary zbliżały się do niej niespiesznie, a szlachciury w religijnej ekstazie bili pokłony przed bożkiem.
+Zdziwiona?+ Ugięła się pod naporem telepatycznego wtargnięcia.
+Przepowiedziałam ci twój los. Nigdzie nie odejdziesz.+
Przerażona Kasandra złapała się za głowę. W przestrzeni ponownie zarysował się karmazynowy zwój dziwacznej więzi łączącej ją z upiorem.
Sięgnęła po tłumioną w głębi duszy nienawiść i przemieliła ją na surową magię.
Szarżowała na nogach z płomieni. Wzbiła się w powietrze sięgając pajęczyną po wekierę i resztkę mocy włożyła w oręż zamieniając obuch w rozpaloną czerwoną gwiazdę.
Kasandra patrzyła na szyderczą mordę stwora, śledziła znaki składające się na budowaną przed nim osłoną, ale za późną zdał sobie sprawę z jej prawdziwych zamiarów.
Widok tej zdziwionej mordy wystarczy za nagrodę po śmierci. Zanim uderzyła w tarcze rzuciła wekierę zmieniając kierunek lotu. Czerwony karzeł poleciał w stronę rozbitego słoja, ale nie uderzył w migoczący portal, ale zasilany przez niego przewód.
Nadnaturalna energia pozbawiona przewodnika wypełniła pomieszczenie wymazując śmiech i wszystko inne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania