Poprzednie częściTeatr Cieni. Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

"Teatr cieni" Rozdział 8

Maszerowała. Ciągnęła nogę za nogą ignorując głód i pragnienie. Jedną ręką ściskała nieprzytomnego węża, a drugą dotykała ściany. Prawdopodobnie robiła przestoje, być może zasypiała wymęczona, ale skąd mogła mieć pewność skoro nawet śniła o uciekaniu. Dawno się tak nie bała.

 

W końcu odważyła się robić postoje, nasłuchiwała szemrania wody, szurania szczurów, ale jedyne dźwięki pochodziły z warczącego żołądka i świszczącego oddechu. Miała jedynie bezużyteczne sześciany.

 

-Gor..- Próbowała mówić, ale powstrzymał ją kaszel. Z bólu zaszkliły się oczu, aż w końcu pozwoliła sobie na odrobinę płaczu. Bezużyteczny wąż i tak jej nie widzi.

 

-Moja...Pani?- Odezwał się niemrawo wasal.

 

Stanęła. Złapała tułów koszmaru oburącz podnosząc go przed sobą. Wzdrygnęła się na widok lśniącego oka.

 

-Pani?- Pytał zdezorientowany Gorycz.- Co się dzieje? Uciekliśmy?

 

Wnerwiła się. Uciekliśmy? Ucieczka? Ja?! Największy łowca tego przeklętego ŚWIATA?

 

Prawie rzuciła straszydłem o ziemie. Zadowoliła się jedynie upuszczeniem gamonia, a dźwięk satysfakcjonującego plaśnięcia poprawił humor. Wąż zaszemrał. Odpełznął kawałek, zawrócił, wspiął się po ścianie, suficie robiąc koło po czym zatrzymał się u stóp władczyni.

 

Przełknęła gromadzoną przez cały czas ślinę. Palące gardło tylko rozjuszyło się jeszcze bardziej. Kucnęła by spojrzeć Goryczy prosto w oko.

 

-Poluj.- Zaszemrała.

 

Wąż zamrugał.

 

-Moja pani, bądź wola twoja- Powiedział i zniknął. Tylko szuranie dziwacznego cielska w całkowitej ciemności świadczyło, że nie był jedynie wyobrażeniem. Oparła się o lodowatą ścianę, syknęła, opadła powoli starając się wygodnie rozsiąść.

 

Miała już dość walki z głodem i pragnieniem. Miała już dość dręczącego mroku. Nie mogła czekać na Gorycz w nieskończoność.

 

Pokonana wyjęła z plecaka kostkę.

 

Woda, wrzasnęła w myślach przywołując w myślach najostrzejszy w życiu obraz życiodajnej cieczy.

 

Myśl stała się cieczą. Sześcian rozbłysnął i bryznął płynem. Przy całym ogromie wyczarowanej wody Miałgorzata zdobyła jej jedynie tyle ile zmieściło się w jej drobnych dłoniach. Nie marnowała energii na zdziwienie tylko łapczywie wysiorbała płyn.

 

Przeklęta idiotka, grzmiała na samą siebie. Siląc się na wyżyny samokontroli powoli przybliżyła spierzchnięte wargi do wody.

 

Mało, o wiele za mało.

 

Siedziała w bezruchu. Rozjuszony przełyk dręczył bezlitośnie.

 

Utrapienie, zemści się na tym przeklętym mężczyźnie...

 

Mężczyzna. Zatrzymała się nad tym słowem. Pomimo istot jakie widziała do tej pory ta jako pierwsza wywołała z mroków pamięci to konkretne słowo.

 

Warknęła i rozejrzała się za rozświetlonym ślepiem dwulicowego koszmaru. Wsłuchała się w ciszę, ale jedynymi dźwiękami były rozjuszone serce, oraz szum w skroniach.

 

Znienawidzi siebie, ale chociaż będzie mieć wystarczająco sił, aby to zrobić. W dodatku za bardzo ryzykuje tak długo pozostając w jednym miejscu. Podniosła się. Przeniosła ciężar ciała na kolana i nachyliła nad ziemią szukając najgłębszej kałuży. Jakimś cudem udało się jej nabrać odrobinę mulistej cieczy. Nawet jako czworonóg nie upodliła się tak bardzo. Zatęskniła za polowaniem na szczury, których zaczarowane ciałka zaspakajały zarówno głód i pragnienie. Siorbnęła odrobinę z całych sił walcząc o powściągliwość. Powtarzała ten proces, aż nie pozostał sam muł.

 

Ociężale podniosła się z posadzki, przywarła prawą dłoń do ściany i poszła w ślad za Goryczą.

 

***

 

Wariowała. Bojąc się zdradzić swoje położenie przyciskała dłoń do usta, bo nie mogła rozróżnić mowy od myśli. Zaciskała powieki z całych sił dla pewności, że są zamknięte, ale wtedy spływała na nią przytłaczająca potrzeba snu.

 

-Ilu jeszcze musi zginąć?- Zamarła na brzmienie nienawistnego głosu- Ilu musisz pożreć, aby nasycić się zemstą obłąkana suko?!

 

Zatoczyła się szukając źródła dźwięku. Drżała.

 

-Błagam. Wasza Wysokość...to wszystko co mamy. Błagam oszczędź chociaż moje dzieci...- Żałosne słowa z ust żałosnego człowieka. Smak jej krwi był gorzki.

 

-Najwyższa. Chwalimy Cię. Błogosławimy Cię. Wielbimy Cię. Wielbimy. Wielbimy... - Chór pochlebnych głosów przeżartych strachem. Żałosne. Smak ich mięsa był gorzki.

 

-Możesz wracać w nieskończoność potworze, to bez znaczenia, dopadnę cię gdziekolwiek się pojawisz i wypatroszę ci gnijące trzewia zostawiając czarne serce na sam koniec.

 

Miałgorzata złapała się za głowę. Przerosła ją cisza, przerosła ją ciemność. Nieproszone wizje zalewały umysł ukazując krainy wiecznej zmarzliny przeplatane zlodowaciałymi lasami. Podróżowała przez dzicz, polując, zabijając, pożerając. Nie miała godnych przeciwników przez tysiące świtów, aż którego dnia spotkała ich. Ludzi.

 

Znienawidziła ich od pierwszego wejrzenia, ale dlaczego?

 

Ciemność rozstąpiła się wraz z nową wizją.

 

Dawno, dawno temu wędrowała przez bezkresność. Przemierzała nieskończoność przeplataną jaśniejącymi klejnotami. Nie potrzebowała polować, nie wiedziała czym jest śmierć. Kosmos karmił ją sam z siebie. Po prostu, nie chciał niczego poza tym, aby istniała. A ona cieszyła się tym darem chłonąc radość niekończącej się wędrówki.

 

Wtedy, któregoś razu, pochwyciło ją światło. Złowieszczy blask po raz pierwszy w życiu uwięził ją w bezruchu. Panikowała. Niepojęta siła ściągała ją do niechcianego miejsca. Miłosna pieszczota kosmosu ustąpiła niszczycielskim objęciom, każda chwila potęgowała cierpienie.

 

Ludzie. Mężczyźni i kobiety batożyli ją trującym światłem. Słyszała poprzez wibracje natarczywą, narzucaną wole. Chcieli ją stłamsić, zamknąć w klatce. Wykorzystać.

 

Nie. Nie zgadzam się, ryczała podejmując wyzwanie. Pamiętała ciągnącą się bez końca walkę. Nie, nie bez końca. Nagle się skończyła, a ona pozostała sama w ciemnościach.

 

***

 

-Moja pani?

 

Miałgorzata otworzyła powieki śledząc kołyszące się jaśniejące oko.

 

-Z...- Kaszlnęła- Znalazłeś coś?

 

-Nie- Odparł.

 

-Jesteś głodny?

 

-Nie. Moja pani.

 

Miałczyńska wstała, przeciągając odrętwiałe ciało sycząc w rytm drżących mięśni.

 

-Znalazłeś cokolwiek?

 

-Tak. Tunele. Wszędzie tunele.

 

-Nie popisałeś się, Gorycz.

 

Koszmar nie odpowiedział. Popatrzyła na stwora starając się pochwycić jakąś ulotną myśl.

 

-Tak, czy inaczej nie możemy zostać w miejscu. Idziemy.

 

Pochwyciła ścianę. Zaczęła powolne przebieranie nogami.

 

Wiele zakrętów później Kotarzyna usłyszała głos Goryczy:

 

-Zaczekaj. Pani.

 

Nie zdążyła zareagować, mimowolnie pisnęła gdy wąż owinął się dookoła kostki, wspiął po nodze i zatrzymał dopiero na głowie.

 

-Co ty WYRABIASZ?

 

-Ciii...Patrz zamkniętymi oczami.

 

Zapowietrzyła się z gniewu. Obmyślała sposoby na jak najboleśniejsze oskórowanie, ale musiała przyznać, że poczuła się zaintrygowana. Zamknęła oczy skupiając się na Goryczy i jego świecącym oku. Zastanawiała się, czy więź dzięki której jest wstanie wyczuć jego obecność można przekuć w coś więcej. Miała przebłysk wizji, światło jej istoty splotło się z koszmarem odbierając echo myśli. Nie, to za duże słowo. Na Gorycz składały się jedynie proste żądze. poczuła przejmujący głód. Ciekawe. Cierpiał z tego powodu, ale nie wydawał się tym w ogóle przejmować. Jakby to dręczące zjawisko dotyczyło kogoś innego.

 

Westchnęła, zakryła usta powstrzymując pisk. Widziała. WIDZIAŁA. Ciemność rozpraszała się dzięki blaskowi rzucanemu przez złowieszcze oko. Dziwne, że wszystko nabrało odcieni zieleni, potrzebowała chwilę, aby się przyzwyczaić.

 

Postąpiła krok, potem następny. Dopiero teraz dotarło do niej jak powoli przesuwała się do przodu starając się uniknąć tych wszystkich śmieci.

 

Wędrowali w milczeniu. Miałgorzata szybko przywykła do świata w niecodziennym kolorze. Czuła się odrętwiała, głód przestał ją dręczyć, woda bulgotała w żołądku. Udawała, że nic nie słyszy, ale i tak czuła zażenowanie. Odrętwiała z monotonii, czasami odbijała się od ścian. Podskakiwała dotykając opuszkami palców sufitu, ciężar węża nie robił żadnej różnicy. Odcięta od światła, by określić mijający czas, odliczała kroki. Raz naliczyła sto, rekord wynosił powyżej tysiąca.

 

Rozwidlenie.

 

Zatrzymała się oszołomiona. Musiała dokonać wyboru pomiędzy odnogami. Lewa, czy prawa?

 

Wszystko wyglądało zupełnie tak samo, nie licząc różnicy w ułożeniu śmieci. Uklęknęła zgarniając garść pyłu, obserwowała jak przesypuje się przez palce. Znowu odezwało się dręczące pragnienie.

 

-Utrapienie- Westchnęła.

 

-Hm?- Mruknął rozleniwiony Gorycz.

 

Fuknęła. Wpadła na pewien pomysł. Zbierała cegły, odłamki i inne rzeczy chociażby w najmniejszym stopniu nie przypominające zeschnięte kawałki brudu. Zmęczyła się bardziej, niż po walce z dwunogami, ale widok zbudowanego zbiornika wykrzesał odrobinę entuzjazmu. Wzmocniła strukturę zasypując piachem i już nie mogła się doczekać smaku brudnej wody.

 

-Zdechnę tutaj- Marudziła wyciągając kostkę. Zamilkła gdy rozbłysła niebezpiecznie po kolejnej klątwie.

 

-Woda- Jęczała do sześcianu- Niekończący się strumień czystej, pełnej życia i szczęścia wody.

 

Wszystko wydarzyło się zgodnie z wyobrażeniem. Kostka wypuściła zielony strumień. Oczko wypełniło się płynem. Wystąpił z brzegów i zaczął rozlewać się po korytarzu. Miałgorzata zauważyła, że woda płynie w dół lewej odnogi.

 

-Hm. No to na zdrowie.

 

Cierpliwie nabierała wody w dłonie. Zatrzymała naparstek przed twarzą.

 

-Gorycz, potrzebujesz wody?

 

-Nie.

 

-Nie czujesz pragnienia?

 

-Czuje.

 

-Ale nie na wodę. Oczywiście.

 

Piła rozkoszując się smakiem i brakiem chrzęszczących drobin między zębami. Gdy zaspokoiła pragnienie zanurzyła głowę, błogie uczucie kontaktu chłodnej cieszy ze skórą spowodował zastrzyk niespodziewanej radości. Gorycz zaczął rzucać się i drżeć wczepił się w głowę Miałgorzaty, ale nie zrobił żadnej krzywdy. Miała wrażenie, że odczuwa nie mniej radości od niej. Rozłożyła się w baseniku. Gdy stopy oderwały się od podłoża poczuła nieprzyjemne skurcze w podeszwach.

 

-Gorycz.

 

-Tak?

 

-Czy ty mnie okłamujesz?

 

-Ja...nie rozumiem. Pani.

 

-Na temat swoich wspomnień. Skąd jesteś, jak się tutaj dostałeś i tak dalej.

 

-Ja...Nie. Nie okłamuje. Pani.

 

-Jesteś zbyt niezwykły, aby być kolejnym rodzajem szczura. Jesteś wyjątkowy jak ja. Pomyślałam, że skoro ja mam przebłyski przeszłości po takim czasie, to może ty też. Śnisz, Gorycz? Masz sny?

 

-Co to "sny"?

 

-Wiesz, gdy zamykasz oczy i odpływasz, by odpocząć.

 

-A. Nie wiem. Jestem zawsze czujny. Nigdy nie zasypiam.

 

-Szczęściarz.

 

-Pani? Masz sny?

 

-Tak. Coraz więcej i więcej.

 

-O czym są?

 

-Nie wiem. Nie rozumiem ich. Jest w nich o wiele za dużo ludzi. I zabijania. Strachu. Uciekania.

 

-Ludzie- Zamruczał jakby smakował to słowo.

 

-Spotkałeś kiedyś ludzi?

 

-Tamten potwór z mieczem był człowiekiem?

 

-Tak.

 

-Tak, tak. Kiedyś pożerałem ludzi. Wielu, wielu ludzi.

 

-Czyli jednak pamiętasz.

 

-Nie. Kojarzę smak.

 

-Jak smakuje człowiek?

 

-Zależy.

 

-Utrapienie, będziesz mi tak każdorazowo odpowiadał po jednym słowie?

 

-Nie, przepraszam. Człowiek smakuje zależnie od tego jak mocno krzyczał przed śmiercią.

 

-Och, nieoczekiwana odpowiedź.

 

Nie pytała o nic więcej, a Gorycz zamilknął.

 

-Dobra. Starczy wylegiwania. Wynośmy się stąd. Potrzebuje światła i świeżego powietrza. Tutaj wszystko cuchnie tak samo.

 

Koszmar zamruczał. Miałgorzata ostrożnie stanęła na obolała stopy, pozwoliła się im ponieść prawą odnogą skrzyżowania.

 

***

 

Mijała coraz więcej odnóg, ale były o wiele mniejsze od głównego tunelu. Postanowiła trzymać się najszerszej drogi, poczuła jak podłoże zaczyna się podnosić. Delikatne drżenie powietrza było obiecujące, zaciągnęła się nim starając się wyciągnąć z niego drobinę smaku. Nie rozpoznawała niczego, ale przynajmniej nie była to stęchlizna. Oglądane wszystko w zielonkawym świetle było drażniące. Gdy miała przed sobą dłuższy odcinek bez żadnej przeszkody wolała patrzyć w ciemność własnymi oczami. Odkryła, że poleganie na zmysłach Goryczy wywołuje nieprzyjemne ćmienie w głowie.

 

Pobiła swój rekord doliczając do dziesięciu tysięcy kroków, odrętwiałe stopy przestały już boleć. Po takim czasie łowca musiał się już poddać. Ośmielała się robić dłuższe przestoje. Odwagi wystarczyło na sen podczas czujnego stróżowania węża. Coraz trudniej ignorowała głód. Zawarczała myśląc o kolejnym, zmarnowanym sześcianie.

 

Miałgorzata zatrzymała się przed ślepym zaułkiem. Dotknęła płaskiej ściany gładząc porcelanową powierzchnie. Pacnęła parę razy, ale ból powstrzymał ją przed rozwinięciem kiełkującego planu.

 

-Niebezpieczeństwo- Szepnął koszmar.

 

Też to poczuła, zupełnie jakby stała na drodze rozchodzących się kręgów na wodzie.

 

Ukryła się za stertą gruzu. Przypomniała sobie blask otwartego oka Goryczy, szepnęła, aby je zamknął.

 

Dźwięk kroków był na granicy słyszalności.

 

Dosłyszała świst oddechów. Podejrzewają, że tutaj jest. Po drodze zostawiła nie jeden ślad. Ciekawe od jak dawna ją tropią? Czy jej zapach wyróżni się na tle zatęchłego odoru wypełniającego podziemia?

 

Ostrożne kroki wydały niechciane odgłosy, tropiciel zbliżył się. Poczuła łaskotanie pośrodku czoła, uchyliła trzecie oko wypełniając podziemie blaskiem własnej duszy odczuwając każdą drobinę zawieszoną w przestrzeni.

 

Pisk przywrócił ją do rzeczywistości. Obraz tropiciela utkanego ze światła wyróżniającego się na tle brudnej żółci zbliżał się. Reszta stada kręciła łbami zdezorientowana.

 

-Szlag- Zaklęła.- Gorycz ten jest mój, zajmij się resztą.

 

Wąż zeskoczył z jej głowy zanurzając się w mroku.

 

Ostrym skrętem tułowia uniknęła ciosu włóczni. Drugi cios był szybszy, napastnik po prostu zamachnął się drzewcem boleśnie tłukąc żebra. Nie spodziewała się tego, kolejne dźgnięcie przedziurawiło ramię, a siła powaliła na podłogę. Stwór był nieustępliwy i bezlitosny. Nie zdążyła wylądować gdy włócznia mknęła w ślad za nią. Obróciła się na brzuch czując jak grot przedziurawia materiał plecaka. Szarpnęła się w bok wyrywając broń, Kotarzyna zaskoczyła przeciwnika. Wyślizgnęła się z ramionek, wysunęła pazury rzucając się na zdezorientowanego wroga. Widziała coraz wyraźniej, uderzyła w gardziel stwora. Widok tryskającej krwi wywołał westchnienie radości. Nie spodziewała się, że tak bardzo stęskniła się za zabijaniem.

 

Napastnik złapał się za rozszarpaną szyję i zatoczył się upadając na plecy. Wykrwawił się z zadowalającą żwawością. Reszta wrogów radziła sobie lepiej. Gorycz był wyjątkowo bez wigoru, krążył wokoło zbitych w krąg myśliwych utrzymując ich w stanie zagrożenia.

 

-Na mój znak, sługo- Szepnęła- TERAZ.

 

Gorycz wyminął nadstawioną włócznie zamykając czerep w roju żarłocznych macek. Zjadany potwór wrzeszczał, Kotarzyna zwiesiła głowę i uderzyła od dołu rzucając się do kolejnego gardła. Ostatni wyjąc ze strachu rzucił się do ucieczki. Skoczyła mu na plecy powalając na ziemie wgryzając się w kark rozszarpując tkankę.

 

Czuła się cudownie, obite żebra i krwawiące ramię były niczym wobec dzikiej satysfakcji. Po skończonym przez Gorycz posiłku ponownie nastała cisza, a stęchlizna ustąpiła aromatowi posoki.

 

Po ostudzeniu entuzjazmu zamieszała w ustach językiem wydobywając znajome smaki. Uklęknęła przed truchłem dotykając go, czuła dziwny, podobny do włosia ubiór. Trzecie oko zaczęło boleśnie łzawić, więc ostatnie promienie wykorzystała, aby spojrzeć na głowę zwierzyny.

 

Gdy światło zgasło ostatnie co zobaczyła przed zapadnięciem czarnej kurtyny to wykrzywiona morda zdechłego szczura.

 

Szczury. W tych przeklętych podziemiach polują człekokształtne szczury. Z zadumy wyrwał ją hałas dobiegający z głębi korytarza.

 

-Gorycz. Potrzebuje widzieć, przed nami więcej zabijania.

 

Wąż zatrzepotał radośnie rozlewając ulotną krew i bez słowa zajął miejsce na głowie królowej użyczając wizji.

 

***

 

Szczuroludzie łazili w grupach po cztery osobniki. Nie wszyscy byli uzbrojeni, ale każdy z nich miał plecak. Zastanawiała się: co jeśli to nie są łowcy, ale uciekinierzy? Czyżby Mężczyzna w trakcie pogoni odkrył i rozbił gniazdo człekokształtnych szczurów? Zwróciła uwagę, że szczuroludzie byli sfatygowani, zmęczeni, czasami poraniona skóra gubiła wielobarwny obłok jak ona traciła krew. Byli osłabieni, wystraszeni, głodni. Byli doskonałym pokarmem, ale zabijanie tak słabej zwierzyny nie przynosiło żadnej satysfakcji.

 

Po rozerwaniu ostatniego gardła Miałgorzata westchnęła rozdrażniona. Zadrapania sprawiały irytujący ból, nie wyleczyła ich zostawiając zasoby uzdrawiającej mocy na poważniejsze urazy. Spojrzała na wężowatego gamonia posilającego się własną zdobyczą.

 

Podzielili się na mniejsze grupy, aby zmylić pościg? Co ich ścigało? Co jeśli tajemniczy kataklizm właśnie zmierza w tą stronę? Siła, która zmusiła całą społeczność do ucieczki będzie zbyt przytłaczająca nawet dla Królowej Łowów.

 

-Gorycz- Przeciągnęła się, podeszła do stwora gładząc go po grzbiecie gdy ten wysysał resztki żywotności z ofiary- Kończ już. Musimy iść.

 

Zignorował ją. Wąż drgnął jakby próbował ugryźć więcej, niż był wstanie przełknąć. Intuicja odpaliła lampy ostrzegawcze, oddaliła się kilka kroków wysuwając pazury. Podtrzymywała widoczność blaskiem trzeciego oka.

 

-Wydałam rozkaz- Zasyczała.

 

Koszmar oderwał się od ofiary z obrzydliwym mlaśnięciem. Popatrzył na nią tym swoim przeklętym okiem. Wzdrygnęła się. Było one pełne niewidzianego wcześniej obcego, złowrogiego ognia. Usłyszała obrzydliwy szelest tańczących w powietrzu macek. Skóra szurająca po chodniku wywoływała uwłaczające ciarki.

 

Gorycz zaświergotał. Skonfundowała się na ten nieoczekiwany dźwięk.

 

-Iść...muszę...iść. Wzywam siebie. Wołam siebie. Oczekuje siebie.

 

Nagle zatańczyły na nim łuki błyskawic. Koszmarek rozświetlił się jak gwiazda i promieniał tak przez kilka chwil, aż światło zniknęło. Razem z Goryczą.

 

Miałgorzata uparcie wpatrywała się trzecim okiem w pustkę wypierając to co się wydarzyło. W końcu ból zmusił ją do zamknięcia powiek. Padła na kolana zakrywając twarz dłońmi, ale skupiła się na ustach powstrzymując rodzące się w nich żenujące dźwięki.

 

***

 

-Po co w ogóle się przejmuje?- Szepnęła.

 

Przepływ gniewu postawił ją na nogi. Poderwała plecak, pacnęła o ścianę i kontynuowała polowanie.

 

Co jakiś czas otwierała Oko. Jako jedyna w tym labiryncie posiadała nadzwyczajne zdolności skradania się. Czuła się bezpieczna i pewna siebie. Prześwietlała ściany dostrzegając zarysy innych szczuroludzi. Byli inni od poprzednich ofiar. Promieniowali zarozumialstwem. Nie polowali, panoszyli się.

 

Musiała się im lepiej przyjrzeć. Zboczyła trochę z trasy, zwalniała kroku, trzymała się nisko ziemi. Podeszła do załomu korytarza i z trudem powstrzymała syknięcie.

 

ŚWIATŁO.

 

Na płaszczyznach rozlał się tłusty, żółtawy blask. Zapatrzyła się w niego. Czuła zażenowanie własną słabostką, ale piękno tego zjawiska podbiło jej duszę. Odzyskała czujność po usłyszeniu obcej mowy.

 

Na końcu tunelu rozstawiono obozowisko. Zwróciła uwagę na szerokość korytarza, oceniła, że musiała być to główna arteria tej części labiryntu. Wróciła do oględzin hałasujących postaci. Oczywiście byli to szczuroludzie. Wyglądały na większe, masywniejsze, niż te, które dotychczas spotkała. Zamiast odzienia imitującego futra mieli na sobie szare skorupy. W łapskach trzymali groźnie wyglądające włócznie o długich, szczerbatych grotach z mnóstwem zadziorów wzdłuż trzonków. Naliczyła ich więcej, niż palców u obu rąk. Na ścianach wisiała tkanina z bazgrołami. Szczuroludzie stawiali zapory.

 

Co tutaj się wyrabia? Miałgorzata patrzyła zdumiona.

 

Potrząsnęła głową. Wycofała się ostrożnie nie chcąc przykuć uwagi pancernych szkodników najmniejszym dźwiękiem. Idąc swoją odnogą korytarza mimowolnie zastanawiała się jak mogliby smakować i jak szybko się o tym przekona.

 

***

 

Dziwaczna armia była wszędzie. Raz przekradła się przez mniejszy oddział szykujący się do zablokowania węższego tunelu. Na jej szczęście byli tak roztargnieni i hałaśliwi, że nie dostrzegali drobnego cienia przeskakującego między osłonami. W jednym momencie zatrzymała się tuż za placami piszczącego wielkoluda, zdusiła poczucie trwogi gdy zdała sobie sprawę jak bardzo stwory nad nią górują. Dobrze, że przećwiczyła odwagę podczas ucieczki przed Łowcą. Bez wątpienia bez tego doświadczenia uległaby presji i pobiegła przed siebie ginąc od ciosu w plecy.

 

Poklepała się po policzkach odganiając ponure myśli. Szła coraz pewniej, podziemia były coraz jaśniejsze. Na ścianach wisiały latarnie rozświetlające skrzyżowania. Blask padał również na skomplikowane malunki z kresek. Same lampiony były za wysoko, aby mogła je ściągnąć. Pomyślała, że i tak nie byłaby wstanie oderwać ich od ściany.

 

Miałczyńska miała wrażenie, że omijają ją bardzo ważne wydarzenia. Spędziła w tych przeklętych podziemiach tysiąclecia podczas których grupka dzikusów postanowiła stworzyć cywilizację w zapomnianych trzewiach świata? A może spędziła miliony lat po których prostackie szczury rozwinęły się w rasę dominujących zdobywców?

 

***

 

Miałgorzata nabrała biegłości w posługiwaniu się artefaktami. Podnosiła sześcian nad głowę, otwierała szeroko usta wyobrażając sobie strumień życiodajnego płynu. Nadmiar wody używała do obmycia.

 

Rozbijała obozowisko jeszcze kilka razy, zanim trafiła na zamieszkaną część podziemi.

 

Pierwszy raz odkąd trafiła do labiryntu tunel skończył się olbrzymią pieczarą. Wpatrywała się w wylot przez dłuższy czas zanim odważyła się przekroczyć próg do nowego świata. Widziała w oddali migające sylwetki szczuroludzi, wszystko było doskonale widoczne za sprawą magicznych latarni, których żółty blask zabił wszelką ciemność. Nie widziała żadnych strażników.

 

Zbliżyła się powoli, zajrzała do środka i z oszołomienia przysiadła. Sklepienie nie tylko wyglądało jak firmament jaśniejący setkami jaśniejących punkcików, ale otulało wzniesione z cegieł szeregowe kamienice. Hałas setek różnych dźwięków potęgowało dezorientację, gdy przewijające się ulicą szczuroludzie nie przypominali obszarpanych śmieciarzy.

 

Nadal wyglądali jak człekokształtne flaki pełne lśniącej, wielobarwnej mgły.

 

Nagły dźwięk zza pleców spłoszył ją i zmusił do wejścia. Od razu wbiegła do zaułka między kamienicami.

 

Do osady wtoczył się kryty wóz. Pachniało od niego cudownie, przed oczami wyrósł jej obraz jadalnej bryłki. Przełknęła ślinę, straciła nad sobą panowanie.

 

Wehikuł ciągnęły olbrzymie szczury, woźnica zasiadał na koźle uważnie patrząc na ulicę. Miałgorzata uchyliła powiekę Oka badając wnętrze pojazdu. Upewniając się, że nikogo tam nie ma podbiegła do tyłu wozu i przecięła blokujące wejście sznury. Wskoczyła do środka. Porwała kilka bochenków, wyskoczyła z wozu prosto w objęcia szczuroczłeka.

 

Wrzasnęła, on pisnął. Oboje nie spodziewali się swojego widoku, ale Kotarzyna zareagowała szybciej. Upuściła zdobycz zostawiając jedną sztukę i machnęła pazurami w wycelowane w nią łapska. Wykrzesała iskry po powierzchni dziwacznych kończyn. Stwór wzdrygnął się i zaskowyczał. Wyminęła go rzucając się do zaułka licząc, że zniknie pośród uliczek.

 

Osiedle było o wiele bardziej zaludnione, niż się spodziewała. Gdziekolwiek biegła grupki mieszkańców podnosiły na nią zdumione spojrzenia. Nikt nie zrywał się do pogoni, byli bardziej zdziwieni, niż ona wystraszona. Biegła licząc, że znajdzie w końcu jakiś bezpieczny kąt, ale tam gdzie podwórza świeciły pustkami okna okalających kamienic pełne były zaintrygowanych ślepi. Wreszcie gdy zaczynała tracić siły zauważyła otwarte drzwi do podziemi jednego z domów. Wskoczyła tam, szarpnęła skrzydłem wbijając ją we framugę i oparła o nią z całej mocy szykując się na odparcie oblężenia.

 

Trwała tak dopóki nie uspokoiła oddechu. Zauważyła utratę zdobyczy. Oparła czoło o płytę drzwi nie szczędząc sobie inwektyw.

 

Gdy poczuła się wystarczająco spokojna postanowiła zbadać swoje nowe schronienie. Przeszła długim korytarzem mijając co kilkanaście kroków drzwi. Wszystkie miały uchwyty owinięte łańcuchami spiętymi dziwacznymi zatrzaskami. Próbowała sforsować losowo wybrane przejście, ale bezskutecznie. Równie dobrze mogłaby spróbować przegryźć kamień.

 

W końcu udało jej się znaleźć wnękę. Wiedziała, że liczenie na coś lepszego byłoby megalomanią, dlatego uwinęła barłóg w miarę możliwości i postanowiła odespać zmęczenie po brawurowej ucieczce.

 

Została pozbawiona takiej możliwości. Dźwięk otwieranych drzwi popędził ją jak trzask bicza. Złapała za plecak i pobiegła w przeciwnym kierunku. Wyskoczyła z piwnicy prosto w pułapkę. Prześladowcy cisnęli w nią niewidzialnymi oszczepami, wbiły się w ciało gwałtownie pozbawiając ciepła. Poczuła przygniatające zmęczenie, zataczała się starając trafić pazurami nadchodzących wrogów, ale wszystko zaczęło tonąć, aż cały świat zastygnął zatopiony żywicą.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania