Ten dzień
Październik 2026
– Wsadź mi do wózka tę zgrzewkę, zapłacę sobie.
– Zapłacisz sobie za wszystko – odpowiedział mężczyzna przemierzający lidlowski sklep.
– No i zapłacę sobie – odpowiedziała kobieta owego chłopa.
Uwielbiałam te rozmowy zakupowe. Gdy przychodzi do płacenia, zawsze ktoś portfel zapominał. Jakby w domu nie można było ustalić finansów. Śmiesznie to brzmi, gdy dorosła kobieta kupuje,,z czapką,,dla siebie, po czym pyta tego swojego męża:
– A ty coś potrzebujesz?
– Nie?
– To dobrze, przyjdziemy za tydzień.
Kupa śmiechu i tyle… Najlepsze są teksty, że ta kobieta musi zadzwonić do męża i prosić o Blika. Musiałam mocno uderzyć się w głowę, bo mnie to nie przyszło do głowy, żeby tak praktykować. Liczę na siebie i milcząco przykładam kartę do czytnika za kwiaty, twarożek, szczypiorek, rzodkiewkę i parę skarpetek.
***
Pomarańczowe niebo świeciło mocno w oczy, wywołując dziecięcy zachwyt. Betowen jak zwykle prowadził w te chaszcze i na łąki, stąpając tak, jakby pampers opadł mu po kolana. To taki moment, gdy śmiech sam łaskocze w usta. Zaczął niuchać jak wielki tropiciel, a boi się własnego oddechu.
Dziś aż cztery sarenki wybiegły z kukurydzy. Struchlałam, bo już raz w powietrzu leciałam, gdy jedna maleńka śmignęła mu przed nosem.
To był moment, gdy wdzięcznie zatoczyłam spojrzeniem koło.
Dzieci w wielkim świecie siano zbierają. Betowen uszedł z życiem. Bossa kocham nad życie. Rita oczekuje drugiego dziecka. Kierownik zajadał się moim kolaczykiem serowym.Jaga pozuje w aktach na plaży. Star znowu jest w moich łaskach. Nadal omijam konfesjonały. A mnie to obecnie wieloryb.
Betowen właśnie chrapie jak smok.
I tak kończy się kolejny dzień życia. Bez wielkich filozofii, bez zbawiania świata, za to z pomarańczowym niebem, kilkoma sarenkami i psem, który po swoich wielkich przygodach zasłużył na porządny sen. Jutro też jest dzień. Może nawet z nową historią.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania