Ten którego znam

Rozproszony, rozerwany, pośród ulew, pośród burz, dzisiaj znowu świt mnie zastał na rozstajach trudnych dróg.

 

Powiew zwątpień rozchełstanych wpadł wprost w myśli pełne plew, moim gniewem obłąkany, jak nóż w serce prosto wszedł.

 

Gdym się miotał w beznadziei, pustkę przeciął promień światła, jakby ktoś gdzieś drzwi uchylił, tak że ciemność cała zbladła.

 

Wtedy się pojawił człowiek, tej poświaty dziwnej pan. Gdy się zbliżył, pomyślałem: przecież ja go chyba znam.

 

Patrzył na mnie wręcz z miłością, w gniew, co we mnie jest od lat. Nagle ciepło się uśmiechnął i powiedział do mnie tak:

 

„Wybacz wszystko, ukój duszę, ciemne myśli wyrzuć z głowy. Nie zobaczysz nigdy nieba w rozmąconej tafli wody.

Gdy tę wodę uspokoisz, gdy jak lustro zacznie być, w niej zobaczysz prostą drogę i drogowskaz, dokąd iść.

Miłość pójdzie tuż za tobą, choć to trudna będzie droga, i przypomni ci, byś kochał, tak jak ciebie ktoś już kocha”.

 

Gdy, odchodząc, się odwrócił, zobaczyłem ślad po biczu. Wolno padłem na kolana. Łza spłynęła po mym licu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania