Ten którego znam
Rozproszony, rozerwany, pośród ulew, pośród burz, dzisiaj znowu świt mnie zastał na rozstajach trudnych dróg.
Powiew zwątpień rozchełstanych wpadł wprost w myśli pełne plew, moim gniewem obłąkany, jak nóż w serce prosto wszedł.
Gdym się miotał w beznadziei, pustkę przeciął promień światła, jakby ktoś gdzieś drzwi uchylił, tak że ciemność cała zbladła.
Wtedy się pojawił człowiek, tej poświaty dziwnej pan. Gdy się zbliżył, pomyślałem: przecież ja go chyba znam.
Patrzył na mnie wręcz z miłością, w gniew, co we mnie jest od lat. Nagle ciepło się uśmiechnął i powiedział do mnie tak:
„Wybacz wszystko, ukój duszę, ciemne myśli wyrzuć z głowy. Nie zobaczysz nigdy nieba w rozmąconej tafli wody.
Gdy tę wodę uspokoisz, gdy jak lustro zacznie być, w niej zobaczysz prostą drogę i drogowskaz, dokąd iść.
Miłość pójdzie tuż za tobą, choć to trudna będzie droga, i przypomni ci, byś kochał, tak jak ciebie ktoś już kocha”.
Gdy, odchodząc, się odwrócił, zobaczyłem ślad po biczu. Wolno padłem na kolana. Łza spłynęła po mym licu.
Komentarze (1)
Jakie to prawdziwe .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania