Termin ważności

Nastała całkiem niedawno, lecz mocno zakorzeniła się potrzeba stałego korzystania z Internetu. Teraz nikogo już nie dziwi widok matki pchającej jedną ręką wózek z małym dzieckiem i w drugiej trzymającej przed oczami smartfona. Równie częstym obrazkiem jest przechodzień wchodzący na przejście dla pieszych zapatrzony w kolorowy ekranik, zamiast na przejeżdżające samochody.

Jeszcze niedawno, jak wchodziło się do sklepu, w którym nie było klientów, napotykało się wzrok sprzedawczyni gotowej do natychmiastowej obsługi klienta. Podobnie było w restauracjach, gdzie kelner natychmiast dostrzegał konsumenta, wskazywał wolny stolik i podawał menu. Obecnie taki widok należy do rzadkości, znacznie częściej to klienci teraz oczekują, kiedy obsługa zrobi sobie wolne od smartfona i nasz dostrzeże, a później obsłuży.

Niestety nie wszyscy godzą się na zajęcie odległego miejsca w kolejce do zainteresowania swoją osobą personelu, przynajmniej ja do takich osób się zaliczam. Niejednokrotnie wychodziłem z prawie pustej restauracji po kwadransie oczekiwania na podejście do stolika kelnera. Podobnie postępuję w sklepach, tylko tam szybciej to trwa, ponieważ gdy wchodzę i widzę zajętą smartfonem ekspedientkę, to obracam się na pięcie i znikam w tłumie.

Tego dnia miałem mnóstwo wolnego czasu, gdyż żona kupowała, a moim zdaniem przymierzała nowe letnie kreacje będące na wyposażeniu sklepu. Przez kilkadziesiąt minut stałem pod przymierzalnią i przy każdej prezentacji słyszałem.

- Jak wyglądam?

- Bardzo ładnie, mi się podoba.

Natychmiast po moich słowach przeglądała się w dużym lustrze i stwierdzała.

- I to ma być według ciebie ładne? Tu mi odstaje, ramiona są źle skrojone, a rękaw nie układa się tak jak powinien.

Kolejna sukienka, bluzka, spódnica, sweterek, żakiet, a ja za każdym razem słyszę.

- Ty się kompletnie nie znasz na modzie, na tobie w ogóle nie można polegać.

Pełen złości, żeby nic niepotrzebnego nie chlapnąć, odwracam się twarzą do wystawy i dostrzegam po drugiej stronie ulicy sklep monopolowy. Niespodziewanie dla samego siebie pomyślałem, że pójdę tam, kupię małpkę, a jak wrócę do domu to strzelę sobie lufę na poprawę nastroju. Kiedy żona zajęła się kolejną stertą ciuchów dostarczoną przez spoconą od tachania ekspedientkę, bez chwili zwłoki przeszedłem na druga stronę ulicy.

Otwieram drzwi sklepu i dostrzegam młodą dziewczynę zajętą smartfonem. Godna podziwu panienka zapamiętale maże po ekranie paluszkiem i nie dostrzega niczego wokoło. Podchodzę do lady, chwilę czekam na jakąś reakcję z jej strony. Dalej nic nie zauważa, więc bezczelnie nachylam się i gapię na ekran. Moje zachowanie mocno irytuje ekspedientkę, nie dziwię się, przecież ingeruję w jej prywatność.

- Co pan robi?

- To samo, co pani gapię się w ekran smartfona.

Przyjmując profesjonalną pozę, mówi wyuczoną formułkę.

- Czym mogę służyć?

- Poproszę whisky – odpowiadam.

Pyta się, którą i wskazuje ręką półkę zapełnioną różnymi gatunkami. Proszę butelkę w średniej cenie, podaje mi ją, a ja uważnie ją oglądam i oddaję, prosząc o następną. Kiedy ten rodzaj alkoholu się kończy, proszę o koniak i postępuję z nim identycznie. Ekspedientka przełożyła i przewietrzyła, zawartość półki, więc nadeszła pora na wódeczkę. Pierwszą podała luksusową, dokładnie oglądam buteleczkę. Panienka podenerwowana, siląc się na spokój, pyta.

- Czy mogę wiedzieć, czego pan szuka?

- Interesuje mnie data produkcji alkoholu, sposób jego przechowywania, oraz termin przydatności do spożycia, dlatego uważnie czytam informacje umieszczone na opakowaniu.

Pokazuję flaszkę i mówię.

- Widzi pani, na tym opakowaniu umieszczono datę produkcji na nakrętce, dołączono też informację o sposobie przechowywania. „Temperatura przechowywania od minus pięciu stopni do plus dwudziestu pięciu stopni”, a w pani sklepie jest w tej chwili minimum dwadzieścia osiem stopni. Dlatego zgodnie z zaleceniem producenta ten alkohol nie nadaje się do spożycia ze względu na temperaturę oraz brak terminu przydatności do spożycia, whisky i koniaki też należy wyrzucić, ponieważ nie posiadają daty produkcji, sposobu przechowywania i terminu ważności.

- Alkohol nie posiada terminu przydatności – odpowiada.

- A piwo?

- Miałam na myśli mocny alkohol, butelki z piwem posiadają wszystkie poszukiwane przez pana informacje. Dlatego proponuję zakup tego trunku.

Zanim udzieliłem odpowiedzi, do sklepu wszedł stały bywalec. Gość musiał spędzić przynajmniej ostatni rok na pustyni taki był spragniony świadczyła o tym dolna, wisząca warga. Skórę twarzy miał mocno zmarszczoną i niedomytą, czemu się nie dziwiłem, ponieważ wszystkim wiadomo, że na pustyni nie ma wody.

- Proszę obsłużyć pana, a ja się zastanowię.

Nieznajomy bardzo ucieszył się z mojej wypowiedzi, nawet oko do mnie puścił w podzięce. Szybko się zaopatrzył kładąc na ladzie wyliczone pieniądze i jeszcze szybciej wyszedł, tak pragnął konsumpcji.

- Jeżeli pan dokonał wyboru, to słucham?

- Poproszę wino słodkie, lub półsłodkie, ponieważ żona takie lubi.

- Może być mołdawskie?

- Jak dobre to oczywiście.

Sięgnęła ręką do półki z winami i postawiła butelkę czerwonego wina. Wzorem wcześniejszego studiowania etykiet zapoznaję się i z informacjami zawartymi na tej.

- Czy wie pani, że te wino zawiera siarczyny?

Sprawnie, nic nie mówiąc, wyciąga wino z moich rąk, odkłada obok innych i stawia przede mną na ladzie likier kawowy i śmietankowy dwa w jednym. Ponownie zapoznaję się z etykietą, dla odmiany ta zawiera wszystkie szukane wcześniej przeze mnie informacje, czyli datę produkcji, sposób przechowywania. Natomiast zawartość i termin spożycia są dla mnie zagadką, ponieważ w skład wchodzi mleko. Termin spożycia po otwarciu wynosi sześć miesięcy nawet przy dozwolonych plus dwudziestu pięciu stopniach.

Natychmiast oddaję alkohol ekspedientce i wychodzę. Pierwszy raz w sklepie monopolowym niepotrzebnie przeczytałem część etykiet i mnie odrzuciło. Teraz wracam do sklepu odzieżowego i zastanawiam się czy ten dzień okaże się dla mnie całkowicie niepomyślny.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • KarolaKorman 01.07.2017
    Czasem lepiej nie wiedzieć, co znajduje się w środku tego, co zamierzamy zjeść, bo musielibyśmy rozpocząć głodówkę :) Przy okazji niepsującego się mleka w alkoholu. Mleko w kartonie ma sześciomiesięczną gwarancję a do tego jak go jeszcze alkoholem podlali, to czemu się dziwić? Pozdrawiam :)
  • Pasja 01.07.2017
    Siarczyny nie szkodzą, wręcz przeciwnie mają właściwości dobre dla wina, a co za tym idzie i dla smakoszy tego trunku. Tak mówią. Można by zapytać, ile mięsa jest w mięsie, ile sera w serze. Proszę zauważyć też skład zwykłych parówek. Co tam się mieści. Dlatego jak wyżej lepiej nie wiedzieć. A jeśli chodzi o ekspedientki bawiące się smartfonem to jakoś taka sytuacja jest rzadsza w tych dużych sieciach, bo tam jest ruch. Szczerze mówiąc, mnie nieraz bardziej denerwuje nadmierna troska ekspedientki i pytanie czy pomóc pani w czymś. Nieraz mam ochotę krzyknąć...jak będę chciała to zapytam. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania