Terroryzm
Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Tylko, dlaczego mnie, a właściwie nas to dotknęło. Nigdy nikomu nie zrobiliśmy niczego złego, więc czym zasłużyliśmy sobie na taki los, który nas spotkał.
Kiedy minął pierwszy szok wywołany tym, co się stało i opadł częściowo wzniecony kurz, spostrzegłem, że leżę w kałuży, stale powiększającej się, własnej krwi. Jeszcze nie byłem tego w pełni świadomy, widziałem tylko czerwoną ciecz. Powoli z najwyższym trudem uniosłem głowę i zacząłem rozglądać się w około, jednym okiem nawet dobrze widziałem, lecz z drugim miałem spore problemy. Usiłowałem zlokalizować jakąś osobę, którą mógłbym zapytać, co się stało i poprosić o pomoc przy wstaniu. Tam, gdzie tylko byłem wstanie sięgnąć wzrokiem widziałem leżących w tlących ubraniach ludzi, zaledwie nie wielka ich część poruszała się. Wokoło mnie panował prawdopodobnie zgiełk, lecz ja słyszałem tylko dzwonienie w uszach.
Właściwie, co ja tutaj robię i gdzie jestem, przecież nie jest to mój dom. Kiedy nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na własne pytania, zacząłem zastanawiać się, kim jestem. Szkoda, że nie znam odpowiedzi, lecz czy powinienem nimi się interesować.
Musiałem przysnąć, ponieważ teraz zobaczyłem sporo ludzi, patrzących z oddali w moim kierunku. Chciałem zwrócić na siebie ich uwagę i uniosłem bardzo ciężką rękę, nawet dwa razy zamachałem zanim opadła ona obok mnie. Nikt z widzących mój wysiłek nie podbiegł, nie zbliżył się, choć skierowali swoją uwagę na mnie. Robili coś, czymś trzymanym w rękach, lecz ja nie wiedziałem, co.
Gdy ponownie wrócił mi wzrok, było już jaśniej i przejrzyściej, jednak dla mnie liczyła się tylko ta wielka kałuża pode mną. Niestety nie mogłem patrzeć do góry prosto na tą jasność, tak od niej bolały oczy. Przymknąłem powieki i poprzez zmniejszone dzwonienie w uszach słyszałem gwar rozmów wielu osób. Usilnie starałem się usłyszeć, o czym mówią, jednak było tyle głosów nakładających się na siebie, że nie byłem w stanie nic zrozumieć. Wysiłek pozbawił mnie resztek siły, zanim ogarnęła mnie ciemność, doświadczyłem uczucia, czegoś koniecznego do zrobienia.
Tym razem niczego już nie widziałem, tylko doskonale słyszałem. Ktoś narzekał na opieszałość i brak służb ratowniczych. Inna osoba, chyba kobieta głośno rozpaczała. Jeszcze słyszałem histeryczne wołanie o ratunek i prośbę o coś na uśmierzenie bólu. Dziwna ta prośba pomyślałem, mnie nic nie boli. Kiedyś może i bolało, lecz teraz jest tak przyjemnie. Stopniowo ogarniało mnie ciepło i spokój, niczego już nie potrzebowałem, wszystko, co potrzebne już teraz miałem.
W dole pod sobą dostrzegłem, siebie leżącego w kałuży własnej krwi, która wyciekła z miejsca gdzie jeszcze tak nie dawno była noga. Obok mnie dostrzegłem strzępy najbliższej mi osoby i ona podobnie jak ja unosząc się pod sufitem przypatrywała się sobie. Teraz już wiedziałem, co się stało wybuchła bomba pułapka w centrum handlowym. Gdybyśmy nie przyszli tutaj na przedświąteczne zakupy, prawdopodobnie o pierwszym w Polsce zamachu terrorystycznym dowiedzielibyśmy się podczas oglądania wiadomości. Jak zawsze siedzielibyśmy wygodnie na kanapie spoglądając na telewizor, emocjonalnie nie przeżylibyśmy bardziej tej informacji niż wszystkich innych mniej lub bardziej tragicznych. Skoro nas to nie dotknęło, widocznie nie jest jeszcze tak tragicznie. Jak gdyby nigdy nic zmienilibyśmy kanał na inny i oglądalibyśmy sensacyjny film w stylu zabili go, a on uciekł.
Jakoś nie chciałem uwierzyć, że oderwana noga i powierzchowne rany na twarzy mogą człowieka pozbawić życia. Wystarczyłoby tylko odpowiednio wcześniej zatamować krwawienie, ostatecznie można żyć bez jednej nogi, zawsze lepsze jest to niż śmierć. Jednak nie było nikogo gotowego do udzielenia pierwszej pomocy, pomimo tego, że bardzo dużo osób patrzyło na ofiary, robili im zdjęcia, dzwonili po znajomych chwaląc się gdzie są i czego byli świadkami.
Doskonale pamiętam jak wiele razy słyszałem w telewizji o przeprowadzanych szkoleniach zespołów ratunkowych na wypadek ataku terrorystycznego. Kiedy to faktycznie się stało okazało się, że nic ze sobą nie współgra. Dyżurujące dwie karetki tylko z ratownikami medycznymi, bez lekarzy nie były w stanie właściwie niczego zrobić. Nagła panika, jaka powstała po wybuchu bomby pułapki, u wielu mieszkańców miasta spowodowała ataki serca, wylewy, omdlenia, ataki paniki i histerii. Tysiące osób w jednym czasie dzwoniło na numer alarmowy z prośbą o pilną pomoc. Łącza internetowe, telefoniczne zostały zablokowane, jedynie stara i nieużywana łączność radiowa była wolna od przeciążeń, lecz jej nikt nie obsługiwał. Koordynacja służb ratowniczych, jak się szybko okazało istniała tylko na papierze i gdyby nieszczęście dotknęło mieszkańców jakiegoś górnośląskiego miasta, nie byłoby jeszcze tak tragicznie, ponieważ tam przynajmniej istniały kopalniane zespoły ratunkowe. Jednak miasto, w jakim odpalono ładunek w swoich granicach administracyjnych nie posiadało nawet jednego zakładu zatrudniającego ponad sto osób. Kiedyś były na tym terenie trzy przedsiębiorstwa z załogami liczącymi przeszło tysiąc pracowników. Teraz na ich terenach mieszczą się dwie galerie handlowe i kilka różnych małych warsztacików.
Powoli pod sklepieniem centrum handlowego przybywało więcej unoszących się dusz. Tam na dole pod nami przeżyli tylko ci, co mieli więcej szczęścia, ponieważ byli najdalej od centrum wybuchu, lub inni swoimi ciałami ich osłonili. Jeszcze się cieszą, że uszli z życiem, jednak za kilka dni, kiedy emocje opadną zaczną się dręczyć pytaniem.
- Dlaczego właśnie ja przeżyłem, lub jak dalej po tragedii jaka mnie spotkała mam żyć?
Wiele dzisiejszych szczęśliwców zostanie samotnych, swój ból będą łagodzić poprzez palenie z miejscu tragedii zniczy. Duża część z nich zostanie kalekami i gdy nie będą w stanie funkcjonować tak jak wcześniej, wtedy chętnie zamieniliby się z ofiarami na miejsce.
Zniszczone centrum handlowe odwiedzą dostojnicy państwowi i na tle zniszczeń, przed kamerami telewizyjnymi, powiedzą o konieczności zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Zostaną przeznaczone większe fundusze na policję, wojsko i dzięki nim pojawi się w miastach pełno uzbrojonych patroli. Wolność i swobody obywatelskie zostaną ograniczone dla dobra obywateli.
Czy nigdy nikt nie zastanawia się, co skłania ludzi do porzucenia wygodnego życia rodzinnego i czynienie zła? Może z tego powodu, że nie mają, kochającej rodziny, jaką muszą okaleczoną z braku siebie zostawiać. Widocznie tylko kieruje nimi chęć zemsty, albo do takich czynów nakłania ich wiara, jaką wyznają.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania