Teściowa kolegi
Niestety nie wiem jak inni podchodzą do wyjaśnienia krzywdy, jaka ich dotknęła. Jedynie wiem jak ja postępuję w takim przypadku, zawsze w pierwszej kolejności szukam przyczyny u siebie. Przeważnie zastanawiam się czy to ja w pierwszej kolejności nie wyrządziłem tej osobie przykrości, przecież nawet niechcąco można kogoś skrzywdzić czynem, lub słowem, co innego jak to jest zamierzone. Wiadomo wtedy nie trzeba się zastanawiać nad własnym postępowaniem skoro wszystko wcześniej zostało zaplanowane i z premedytacją wykonane.
Najlepiej, najłatwiej już nie wspominając najszybciej rozwiązanie własnych problemów poszukać na przykładzie osób niespokrewnionych i tych nienależących do grona naszych przyjaciół. Wtedy jest się w stanie prawidłowo ocenić czyjś charakter, sposób postępowania w stosunku do innych ludzi, przy tym zachowując spory dystans. Należałoby uwzględnić jeszcze powiązania biznesowe, uzależnienia finansowe oraz własne uprzedzenia, lub zafascynowanie opiniowanej osoby.
Panią Idę miałem okazję poznać na pierwszym stażu, jako moją opiekunkę, była zaledwie kilka lat starsza ode mnie. Córka jej uczyła się w pierwszej klasie gimnazjum, a sześcioletni syn chodził do zerówki. Wtedy wydawała mi się taka przedwcześnie postarzała i wszystko traktowała bardzo poważnie. Poczucia humoru chyba nie miała, ponieważ nigdy nie widziałem jej roześmianej, lub przynajmniej uśmiechniętej. Winę za brak w niej luzu w ocenie koleżanek z pracy, ponosiło jej nieudane życie.
Pewnego dnia widząc jej skwaszoną minę, głośno skomentowałem wyraz jej twarzy przy najstarszej w biurze pani, której w tym dniu pomagałem przy rozpakowywaniu i układaniu na regale formularzy.
- Jak ją widzę taką stale rozradowaną to herbatę muszę przynajmniej dwa razy słodzić, żeby dało się wypić. Nawet cytryny nie wciskam, taka jest po jej przejściu kwaśna.
- Marek nie uwierzysz jak ci powiem, że jak przyszła pierwszy raz do pracy, była najbardziej roześmianą dziewczyną, jaką widziałam w życiu. Stale się uśmiechała, żartowała, nawet po napadzie, kiedy wszyscy szczali ze strachu w gacie.
- Może była głupia i nie poznała wcześniej strachu – dodałem.
- To nie to, uśmiech i radość była jej tarczą przy wejściu w dorosłe życie.
- I co się stało, że taka transformacja w niej nastąpiła? – zapytałem.
- Podobnie jak u wielu kobiet, to nieszczęśliwa miłość ją zmieniła – odpowiedziała i już nic nie chciała więcej dodać, pomimo moich pytań.
Przez kilka miesięcy miałem okazję obserwować opiekunkę stażu i przez ten czas nie zauważyłem nawet jednej rysy na jej pancerzu chroniącym ją od świata. Nikt i nic nie mogło przez niego przeniknąć. Dla mnie jedno było pewne, jakiś ukochany dał jej tak popalić, że zmienił wszystko w niej na gorsze. Jednak nie mogło służyć to za usprawiedliwienie, odgrodzenia się murem od wszystkich, chcących zbliżyć się do niej.
Część jej nieprzyjemnych doświadczeń życiowych przenikła po latach i do mnie, choć ich nie chciałem. Pomimo złych doznań, jakie były jej udziałem, zawsze była sprawiedliwa, uczynna i życzliwa. Właśnie tak ją zapamiętałem.
Nawet nie minęło dziesięć lat jak postać pani Idy ponownie pojawiła się w moim życiu za sprawą jej zięcia. Początkowo podczas narzekania na teściową podczas jedzenia drugiego śniadania w pracy, nawet nie wiedziałem, o jaką kobietę chodzi. Kiedy przypadkiem spotkałem jego w towarzystwie całej rodziny na przedświątecznych zakupach, mało nie padłem wrażenia, tak byłem zaskoczony. Jednak grzecznie się wszystkim ukłoniłem i powiedziałem do pani Idy.
- Dzień dobry, miło mi spotkać panią po latach, ponownie.
Następnego dnia w pracy, jak można się było spodziewać, współpracownik wypytywał mnie skąd znam jego teściową. Delikatnie tylko wspomniałem, że była opiekunką pierwszego mojego stażu i nic nie mówiłem o mojej wiedzy odnoszącej się do jej traumatycznej przeszłości. Temat uważałem za zamknięty, ponieważ nigdy nie lubiłem jak ktoś właził buciorami w moje życie, a doświadczyłem tego wiele razy. Dlatego sam unikałem nawet najmniejszej mojej ingerencji w czyjś prywatny świat. Jednak dalej byłem uważany za naturalnego sojusznika i powiernika śniadaniowych utyskiwań na wredną teściową. Powoli miałem tego dość i narastał mój sprzeciw przeciwko stałemu wysłuchiwaniu o czyichś problemach.
Zanim nastąpiło to, co uważam za najgorsze i nie stworzyłem sobie wroga, spotkałem w cukierni stojąc za ciasteczkiem w kolejce panią Idę. Zwyczajowe wzajemne pozdrowienie przerodziło się w moje zaproszenie na wspólną kawę, tym bardziej, że obydwoje weszliśmy w takim celu do lokalu. Zamówienie złożyłem, nie zapominając o zapasie, „co nieco” do domu i zajęliśmy wolny stolik. Podczas oczekiwania na podanie kawusi, zaczęliśmy wspominać wspólnie spędzony czas w pracy, racząc się pysznym ciasteczkiem. Wcześniej czy później temat rozmowy musiał zejść na jej zięcia i było to znacznie szybciej niż się spodziewałem. Jak tylko zapytałem.
- Niedługo pani syn będzie pełnoletni wobec tego, jakie on ma plany na przyszłość?
Problemu z wychowywaniem syna nie miała i teraz to córki małżeństwo było tym, co spędzało jej sen z powiek. Dlatego szczegółowo zaczęła omawiać ich problemy, a było w jej ocenie całe ich mnóstwo i żaliła mi się przeszło godzinę. Przez ten czas wypiłem dwie kawy i pochłonąłem kilka różnych ciastek. W ten sposób swój przydział słodkości wyczerpałem przynajmniej na miesiąc. Dopiero jak poczułem nadmiar jedzenia odważyłem się zapytać.
- Czy przypadkiem nie za bardzo żyje pani ich życiem i czy zbyt mocno nie chce pani ustrzec córki od swoich błędów?
Argumenty i słowa, jakimi mnie zapewniała o dobrych jej intencjach w stosunku do małżeństwa córki, jakoś mnie nie przekonały. Kobieta tak bardzo chciała dla nich dobrze, że swoim zachowaniem znacznie więcej szkodziła niż pomagała. Nawet nie dawała im szansy na popełnianie własnych błędów, rozczarowań i najgorsze ona wiedziała najlepiej.
Najciekawsze w naszym spotkaniu było to, że kiedy ja odpowiedziałem na jej pytanie i opowiedziałem własną historię. Doskonale potrafiła dostrzec wszystkie błędy moje i byłej żony. Nasze nieumiejętne i niewłaściwe podejście do wychowywania dzieci. Tylko jej rady w moim przypadku były mocno spóźnione. Życzyłem jej na pożegnanie, żeby powoli uczyła się żyć jak najwięcej dla siebie i ponownie usamodzielniła przed małżeństwem syna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania