Też " ds fasd " ale z czat gpt.
> W Ds Fasd codzienność była torturą powtarzalności.
Każdy dzień zaczynał się od obowiązkowego spożycia magicznej rudy – suchej, bez smaku, szeleszczącej w zębach jak piach.
Tylko nieliczni modlili się jeszcze do Pulpy – wielkiej, cuchnącej istoty o mięsistych palcach – błagając ją o kroplę sosu ze zmielonych szafek kuchennych.
Ale Pulpa milczała. Sos należał wyłącznie do króla.
Ork – jedyny na świecie, monarszy psychopata – karmił się rudą utopioną w tłuszczu, a jego broda błyszczała resztkami potęgi.
Miał władzę absolutną i okrutną wyobraźnię.
Projektował choroby psychiczne jak architekt cierpienia:
jednemu wmawiał, że jest szafą, drugiemu – że jego serce bije odwrotnie.
Cierpienie nie było liniowe – ono się mnożyło.
Z każdą sekundą podwajało swoją intensywność.
Aż w końcu – szyby, zmęczone widokiem świata, zaczęły płakać.
Z ich szklistych oczu spływały łzy w kolorze smoły.
Ciężkie, czarne krople uderzały o podłogi z dźwiękiem jakby ktoś tłukł mrok o marmur.
Potem zgasło światło.
Nie dlatego, że ktoś je wyłączył.
Po prostu – światło się poddało.
Komentarze (8)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania