To Apokalipsa

Świat pogrążył się w kryzysie, z którego nie dało się wyjść w całości. Największe mocarstwa jednogłośnie postanowiły, aby ręka, która powędrowała do gniazda szerszeni, została jak najszybciej odcięta i pozostawiona na strawienie, przez łakome istoty o nieznanym pochodzeniu. Tą ręką była flota pół miliona żołnierzy wysłana na same krańce galaktyki za sygnałem odebranym jakieś dwie dekady temu. Ostatnią zarejestrowaną wiadomością był paniczny krzyk rozpaczy na tle jakby dziecięcej melodii. No, a dalej to wiecie, poszło gładko.

****

Uwaga! Reklamowy Komunikat Specjalny!

Lenistwo to choroba trawiąca dzisiejszą młodzież. Coraz większy odsetek młodych ludzi ginie w szarej masie bezczynności, spychany na samo dno marginesu społeczeństwa, które pracuje najciężej jak tylko może, aby ten świat stał się jeszcze lepszy. Jeśli twoje dziecko przejawia objawy lenistwa, bądź znajduje się w jego wybranym stadium, nie czekaj. Zapisz je na roczne szkolenie w najbliższej jednostce ŚFK. Przyjmujemy młodych, niezadeklarowanych w żadnej materii życia społecznego już od piętnastego roku życia. Nasze jednostki to bezpieczna przyszłość dla świata i twojego dziecka. Po odbyciu rocznego szkolenia wszystkich rekrutów kierujemy od razu poza granice naszej planety. Ludzkość stoi w obliczu zagrożenia płynącego z kosmosu. Twoje dziecko uzbrojone w najnowocześniejsze bronie stanie oko w oko ze śmiercią, prawdopodobnie zginie i zostanie strawione miliony lal świetlnych od domu. Ale to wszystko w imię bezpieczeństwa miliardów istnień ludzkich. Gwarantujemy odznaczenia wojskowe dla twojej pociechy w pakiecie za jedynie dziewięćdziesiąt dziewięć dolarów. Standardowo wyświetlimy imię i nazwisko twojego dziecka w wieczornym wydaniu dziennika. Rodzicu, pamiętaj, od lenistwa nie ma ucieczki. To choroba zaraźliwa, globalna i śmiertelna. Tylko bohaterska śmierć na froncie, tylko w naszych oddziałach ŚFK.

Chcesz wiedzieć więcej? TAK/NIE

TAK

Lubimy słuchać o historii!!

Nieustanna eksploatacja złóż naszej planety zmusiła ludzkość do opuszczenia Matki Ziemi w poszukiwaniu surowców na kolejne tysiąclecia. Pierwsza ekspedycja poza Układ Słoneczny odbyła się dwunastego lipca dwa tysiące pięćset dwunastego roku. Załoga zaopatrzona w najnowocześniejszy na tamte lata sprzęt stawiła czoła przeciwnością i przegrała z kretesem, rozbijając się w pasie asteroid około szesnastego września tego samego roku. W paśmie dla dzieci co poniedziałek przytaczana jest historia rozrywania ciał tychże członków załogi na drobne fragmenciki przez istoty, które już podążały w kierunku Ziemi. Wszystko ku przestrodze!

Następne wyprawy nie przyniosły wymaganych sukcesów, w między czasie pogłębiając jedynie narastający kryzys. W roku dwa tysiące pięćset dziewięćdziesiątym ósmym nasza planeta została zaatakowana przez kosmitów z dalekich krańców galaktyki. To z nimi walczymy. Te śmiercionośne stworzenia nie mają w swojej naturze litości ani współczucia. Spłodzane w obleśnych grupowych orgiach żyją z dnia na dzień, myśląc tylko o podbijaniu innych planet i żywieniu się ich mieszkańcami. Dwieście lat temu pożarły połowę populacji ludzkiej. Skutkiem ubocznym tej apokalipsy było odnawianie się stopniowe surowców, ale chodź jeden kryzys został przygaszony, rozgorzał kolejny. Oni wracają, są głodni.

Chcesz wiedzieć więcej? TAK/NIE

NIE

*****

Kiedy na Wedlu wstało ostatnie z trzech jarzących się słońc, prezydent Tauto Wassadi wyszedł na balkon otoczony drobną eskortą pięciu strażników. Trzy żółte kręgi na czerwonozłotym niebie ułożone w poziomej linii ogrzewały południową ścianę rezydencji sprawiając, że pachniała musem jabłkowym i cynamonem. Wassadi wessał przez nozdrza paletę zapachów i odpłynął na kilka sekund, mając to w zwyczaju celebrować codziennie, o tej samej porze.

— Przygotowania idą doskonale, jak nigdy. Chyba ruszymy przed czasem.

Jeden ze strażników na te słowa tylko uśmiechnął się niezgrabnie, kiedy jego wzrok spotkał się z orzechowymi oczami prezydenta. Stojący obok niego, znacznie wyższy, wyprężył się i salutując, przytaknął. Z czoła posypały mu się okruszki.

Rozstąpili się, ustępując miejsca czekoladowo-orzechowej rurce z nadzieniem mlecznym w prezydenckim kapeluszu. Jego prezydenckość weszła do pałacu, wodząc wzrokiem za swoim sennikiem. Leżał tuż obok zestawu sztyletów egzekucyjnych. Ostatnio nie były używane często. Wassadi ubolewał nad tym w swoim równie jadalnym jak on sam duchu. Odegnał bezczelnie eskortę, po czym upewniając się, że jest sam, otworzył sennik.

Dzień czwarty do Wielkiej Inwazji.

Pojawił się ponownie, odrażający jak oni wszyscy – człowiek. Odziany w jakiś rodzaj polewy, bądź gęstej marmolady koloru granatowego. Pośrodku z białym nadzieniem, najprawdopodobniej mlecznym. Spoglądał na mnie tak samo zaciekle, jak głodna bestia. Nie wypowiedział ani słowa, możliwe, że jego aparat mowy był tylko dekoracyjnym elementem. Wokoło panował chłód nieporównywalny z niczym innym. Wszystko zasłane białym puchem, jak zawsze. Nie odważyłem się do niego podejść, strach sparaliżował mnie doszczętnie. Nawet po poćwiartowaniu pięciu strażników nie czułem ulgi, to uczucie nadal we mnie tkwiło.

***

Statek był duży, miał dużo silników i automatyczną klimatyzację na mostku kapitana. Ponadto dwa uchwyty na kubki i popielniczkę z możliwością podpięcia USB. Tauto Wassadi powitał uroczyście pierwszą flotę bojową, wszystkich żołnierzy i specjalną grupę uderzeniową czyt. mięso armatnie na oczyszczenie terenu. Nie mówił dużo, nie przedłużał monologu, po prostu odbębnił słowny koktajl motywujący i wsiadł do jednego ze statków z dodatkowymi osłonami. Zasiadł tuż obok kapitana, który z tego powodu cały się w środku gotował. Te emocje, te premie jak przeżyje. Coś wspaniałego i przerażającego jednocześnie. Prezydent zdążył przed startem skorzystać z toalety. To bardzo ważne.

Flota ruszyła. Marcepanowy Piernik, w którym siedział prezydent, utrzymywał położenie w trzeciej części szyku, gdzie chroniony był ze wszystkich stron przez mniejsze krążowniki: Okruchy. Do Ziemi było jeszcze trochę trylionów kilometrów, a zaktualizowana mapa ze trzy razy zmieniała trasę, przez co, co jakiś czas podróż z dynamicznego lotu przechodziła w fazę leniwego lewitowania w próżni.

— Bez obaw panie prezydencie, jesteśmy przygotowani na każde ewentualności. — zapewnił kapitan, widząc, że ich przywódca nie najlepiej znosi podróż.

— Wierzę na słowo, kapitanie.

Wymienili spojrzenia i na mostku ponownie nastała cisza. W międzyczasie jeden z krążowników na przodzie rozbił się w pasie asteroid, co dodało nieco rozrywkowego charakteru leniwej podróży. Wszystko zmieniło się, kiedy w końcu, cały szyk zgodnie zadecydował o wejściu w tunel szybkiego ruchu, bezpłatny.

*****

To się dzieje!!

#zagłada #częśćdruga #bezradność #KCplanetaZiemia #kurczakzmarcepanem

****

 

Teraz albo nigdy!

Nadajemy komunikat specjalny. Ziemia najechana! Bezpardonowy i niezapowiedziany atak kosmitów pogrążył świat ludzi w chaosie i ponownej walce o przetrwanie. ŚFK zmobilizowało w szybkim tempie ponad dziesięć milionów żołnierzy. Dzięki temu straty ludziach w ostatnich czterech godzinach nie są duże. To zaledwie siedem milionów ofiar. Dane te są jednak bardzo ogólne, a dokładną ilość zabitych poznamy wkrótce. Siły specjalne odpierają atak kosmicznych istot, które aktualnie niszczą wschodnią Azję i Afrykę. Organizowane są zrzuty żywności. Do poszkodowanych i na tereny potencjalnie zagrożone w najbliższych godzinach zrzucany jest prowiant: kurczak z marcepanem i coca cola. Najedzmy się, zanim spłoniemy. Zasada pięciu sekund obowiązuje wszystkich. Zbierajmy prowiant jak najszybciej! Stańmy do walki, brońmy naszej planety przed zarazą, która niszczy ją doszczętnie. Nikt nie wyjdzie z tej walki cały, trupy będą ścielić ulice i trawniki, ale nie możemy się poddać.

 

Chcesz wiedzieć więcej? TAK/NIE

NIE

 

****

Oferta specjalna, dla wszystkich klientów. Darmowe rozmowy SMS-y i MMS-y do wszystkich sieci, a także nielimitowany internet do końca świata. Śpieszcie się, zegar tyka.

(płatna promocja, dzięki niej wiesz więcej, za darmo)

****

Widząc pogorzelisko, zostawione za sobą lekko się uśmiechnął i poklepał kapitana. Ten czując dłoń prezydenta, drgnął.

— To jest najlepsza karmelizacja, jaką widziałem — pochwalił.

— Nasze zespoły wiedzą, co robią, panie prezydencie. Nikt nie zrobi tego lepiej.

— Nie wątpię. To jak z tym białym zimnym czymś?

— Już niedaleko, w ich kulturze mówią na to śnieg albo antarktyka. Czasami też antarktyda, dziwne, prawdą?

Wassadi nie odpowiedział, możliwe, że mruknął coś po kilku minutach, albo po prostu beknął z przejęcia. W bocznym oknie widać było bowiem wielkie połacie białego lądu, wypisz wymaluj wyrwanego z jego snu. Brakowało tylko tego człowieka. Nakazał lądować. Kiedy właz opuścił się delikatnie, do środka statku wdarło się lodowate powietrze, a przejmujący chłód zmroził większość załogi aż do nadzienia. Prezydent odziany w uniwersalny kombinezon produkcji człowieka, tak zwany „ciepły płaszcz”, rozejrzał się nie mogąc wypowiedzieć ani słowa. Połykał wzrokiem każdy centymetr lodowego pustkowia pełen zachwytu i czającego się pod nim strachu.

— Co dalej? — usłyszał zza pleców.

— Pełna karmelizacja, całej planety. Nie oszczędzać nikogo.

Odszedł na kilka kroków od statku i niepewnie nagarnął na dłoń nieco białego puchu. Zimny i sypki.

— Z tego nie da się lepić — zadrwił ktoś.

— Czyżby? Przedstaw się!

— Szeregowy Uuuh Huuuh. Brałem udział w ostatnim zwiadzie. Nie da rady z tego ulepić bałwana.

Prezydent popatrzył na szeregowca czujnym okiem.

— Co to bałwan?

— Taka zabawa tutejszych młodych osobników. To ich zimny bożek dobrej zabawy, ważna część kultury masowej.

— Lepi się go z tego puchu?

— Nie, znaczy tak, ale musi to być inny puch, w innej temperaturze, kiedy jest bardzo zwięzły i tworzy zwartą masę czy jakoś tak. — Spuścił wzrok widząc, że prezydent zaciska dłonie jakby zaraz miał wybuchnąć lawiną gniewu wprost na niego.

— Żałosne. Są jeszcze bardziej prymitywni niż zakładałem. Gdzie można ulepić teraz bałwana?

— To się nazywa Ameryka i tam teraz też mają taki puch, tylko że idealny do tworzenia tych bożków.

— Niech i tak będzie. Spisałeś się szeregowy. Odmaszerować i cieszyć się z pochwały!

Na mostku kapitan objaśnił szczegóły Inwazji, która na bieżąco była aktualizowana za pomocą nadajników w poszczególnych krążownikach. Wassadi wyjął niechętnie swój sennik i nabazgrał coś w nim, po czym schował z powrotem do torby.

— Gdzie teraz, panie prezydencie?

— Ameryka, tam mają dobrą antarktykę.

*****

Ostatnie tchnienie.

Jeśli jeszcze ktokolwiek jeszcze nas słyszy, przegraliśmy. Dostaliśmy lanie, o jakim nikomu się nie śniło. Nikt nie ma pojęcia, ile jest ofiar. Może pięć, a może siedem miliardów. To nieważne. Ostatnie zapasy kurczaka z marcepanem dotarły do Europy. Jeśli ktokolwiek jeszcze żyje, wyjdźcie na ulicę, nie czekajcie na śmierć, ona was już szuka, musicie tylko wyjść z ukrycia. Walczmy do końca, za naszą planetę i nasz wspaniały socjal.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • marok 5 miesięcy temu
    nie bać się, pokazać się :)
  • JamCi 5 miesięcy temu
    Już tu byłem tylko nie tu tylko tam ;-)
  • Piotrek P. 1988 5 miesięcy temu
    Fantastycznie zabawne! 5, pozdrawiam :-)
  • Dzisiaj i jutro zgadujemy. Kto to napisał?
    Zachęcamy do odwiedzenia NSzO i zabawienie się w rosyjską ruletkę

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania