To było niesamowite

Ostatnie promienie wakacyjnego Słońca na dziś zniknęły za horyzontem. Szczęśliwa młodzież zaczęła ucztować z Pepsi oraz chipsami obok pozornie pustej szkoły.

Za ok. jedną godzinę smakołyki skończyły się, lecz młodzi buntownicy nie zamierzali kończyć zabawy. Była ciepła i bezchmurna noc, więc szkołę oświetlały jedynie srebrne gwiazdy i księżyc. Wreszcie wzrok któregoś z szesnastolatków, Eustachego, skierował się właśnie na nią, a dokładnie na jedno z okien pokazujących korytarz na parterze.

- Ej, ziomy, tam się coś ruszyło - powiedział zdziwiony wskazując głową miejsce, o którym mówił.

- Stachy, przecież my nie piliśmy alkoholu - odrzekł wyraźnie rozbawiony Szczepan, który wybuchł głośnym rechotem. Kilka dziewczyn i reszta chłopaków zawtórowali mu. Jednakże nie Eustachy, którego niepokój rósł w siłę.

- To wcale nie jest śmieszne! Tam się coś rusza! Spójrz! - wykrzyknął.

Wszystkie wątpliwości co do tego rozwiał straszliwy łomot dobiegający z wnętrza budynku. Brzmiało to jakby ktoś, rozbijał coś szklanego. Zdumione i przestraszone dzieci podeszły bliżej rozganiając mrok latarkami z komórek.

- Ga... gablota z portretem naszego p... patrona - Szczepan zdołał wydusić z siebie tylko tyle, albowiem strach ściskał mu gardło. Nie jemu jednemu.

- Włamywacze? - wydukała jedna z towarzyszących im dziewczyn.

Chciałabyś... - odpysknął się Eustachy, lecz w odpowiedzi doszły go tylko piski kolegów i koleżanek. Nagle, nie wiadomo dlaczego, wszystkie telefony się rozładowały.

Grupa przyjaciół wlepiała spojrzenia tylko i wyłącznie w ,,nawiedzony korytarz". Był ciemny, lecz światła lamp, od drugiej, frontowej strony budynku odbijały się w rozbitym szkle. To i tak dawało niewiele, ponieważ resztę zasłaniała mgła, wysoka co najmniej na metr.

- Wy też czujecie ten chłód? - odezwał się Eustachy ponownie, głosem drżącym ze strachu.

- Stachy miałeś racje mówiąc w przedszkolu, że duchy istnieją - powiedział Szczepan nieświadomie zniżając głos do szeptu.

- Skąd to podejrzenie?

- Bo stoi, a raczej lata przede mną duch naszego patrona - Jana Kochanowskiego - to Szczepan powiedział prawie płacząc ze strachu. W głębi serca pragnął, aby był to sen, a ona zaraz się obudzi.

- Więc zrób zdjęcia i wrzuć fotki na fejsa - Eustachy pragnął tego samego co jego kolega. Próbował przywołać na twarz uśmiech, lecz kąciki jego ust nawet nie drgnęły (nie drgnęły nikomu). Żart się nie udał. Brązowe ślepia ducha spiorunowały teraz jego.

- A... albo nie. Przyjacielski sekrecik? - usłyszał zgodne pomrukiwania towarzyszy, sam wstrzymując oddech. Gdy Powstały z Martwych spuścił z niego ślepia w poszukiwaniu nowej ofiary, powoli wypuścił powietrze.

Zapanowała cisza. Duch podniósł ręce we władczym geście i z mgły która go otaczała utworzył napis: ,,Nie powie nikt, albo zginą wszyscy", po czym zniknął z powrotem w portrecie, by obudzić się znów za rok. Naprawił za sobą szkody, szkło wróciło na swoje miejsce, mgła rozeszła się, a latarki zaczęły świecić. Nawet nastolatkowie wrócili do domu.

Jednakże jedna rzecz się zmieniła - szkoła - już nigdy nie była bardziej groźna i wyjątkowa. (Lecz to zdarzenie, pozostało tajemnicą na wieki).

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania