Co dzisiaj pożremy?

Wstaje rano, w ryj zerka i zupełnie od niechcenia pustym spojrzeniem taflę przenika.

Wdziewa kapotę bez uśmiechu, klucz przekręca i noga za nogą powleka te kostki, co biegną tym zatęchłym krokiem ku bożemu pochwaleniu nowej, obudzonej do życia formie pośpiechu.

Otwiera drzwi i od progu martwe oczy w ciepłym ciele oblepiają śluzem zastygłym na tęczówce oka bez polotu.

Czasami leci myśl:

po co to wypełza, by ukąsić, by dopaść i paszczą brudnej zgnilizny uchapać ku własnej szczęśliwości — nie ogólnej, tylko własnej zachłanności?

Jedno słowo o drugie się potyka, by zajeśnieć tą wartką rzeką istnienia, bo Tobie się zachciało zrozumienia.

To kontra, że brzask uśmiechem się rozlało, bo Tobie było mało — by tym poczuciem wdzięczności jeszcze móc błyszczeć w swej nieświadomości.

Zamykasz oczy i liczysz do dziesięciu.iiiii te ślepia wgapiajace gorące łoczy.

Stoickim uśmiechem serce rośnie w siłę, że możesz rzutem na sztalugę, bez pędzla ryżowego, uszczknąć sobie kawałek tęczowego nieba.

-To co dzisiaj jemy?

-A co byś chciała Lumi? -To może schabowy ?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania