to lato było inne
deszczem zaskakiwały poranki. i dreszczem.
zakochana szeptałam jeszcze i jeszcze,
zapatrzeń w oczy, wariacji serca,
bo biło, bo przecież
to była miłość.
w za krótkiej spódnicy, z wiatrem we włosach.
bogata w piegi, przy tym całkiem bosa.
pięknie naiwna, nie zroszona bólem
wcale. prawdziwa,
z jutrem do dalej.
na spacery do świtu, przy księżycu mowa,
gdy uszy zatykał i często się chował,
bo pocałunki letnie rozpalały ciszę.
a on gość spokojny, widział,
nie chciał słyszeć.
nie skończę tej historii, nie rozerwę dłoni
dotąd splecionych, więc muszę obronić.
i lata, i dreszczy, i tego księżyca.
co był świadkiem miłości
i nią się zachwycał.
Komentarze (2)
Ładne
Zamieniłbym miejscami, "co miłości był świadkiem" dla rytmu i wrzucił "wciąż" przed pierwsze "jeszcze"
5
Mnie tam nic nie przeszkadza, ale dzięki za przeczytanie...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania