To moje Katharsis.
Słyszysz coś i tego nie rozumiesz.
No bo jak masz zrozumieć?
Na języku tylko pretensje o sam fakt twojego oddychania i istnienia na tej planecie.
Wylewasz frustrację przyniesioną... Właśnie, nikt nie wie skąd. A my nie możemy nic z tym zrobić.
A ból faktu, który mówi, że robisz to całkiem świadomie, jest jeszcze większy.
Za chwilę wyjazd, impreza, spotkanie.
Ja naprawdę nie chcę cię do nich zmuszać. Nie wymyślaj problemów, przez które mózg nie jest w stanie za tobą nadążyć, a zbyt wysoki kortyzol próbuje wysadzić mi każdą komórkę ciała ze strachu.
Chyba nigdy nie przekonam cię do dojrzałości.
Ty nie chcesz. Tak samo, jak nie chcesz rozmawiać.
Kiedyś było milczenie, teraz zaś plucie na wszystkich wokół.
W książkach mówili, że pomagają malinki. Nazbierałam trochę. Nie chcesz... Okej.
Próbuję być miła, załagodzić twoją złość, żartować.
A ty świadomie mnie odpychasz. Nie ma w tym krzty poczucia winy.
Brak komunikacji to twój kolejny problem.
Zrzucanie winy na wszystkich wokół.
Bo to inna osoba ma wpływ na pogodę.
Bo to inna osoba ma wpływ na istnienie grawitacji.
Bo to inna osoba jest winna temu, że się nie domyśliła, że potrzebujesz pomocy, nie mówiąc o tym, że wychodzisz i gdzie.
Wszyscy winni, ale kto zawsze bez winy?
To nie żadna książka czy film, w którym jeden bohater zna myśli drugiego tylko dlatego, że zostali napisani przez tego samego autora. W realu to wygląda nieco inaczej. Ale ty chyba nie chcesz przyjąć tego do wiadomości.
Męczą mnie te zgadywanki, podchody i wstrzymywanie łez.
Bo chłopcy nie płaczą, tylko jak ty to mówisz... Szkoda, że nie jestem chłopcem. Że to nim powinnam się urodzić. Czemu? Bo się tak zachowuję, a nie inaczej? A nie przyszło ci do głowy, że zachowując się w ten sposób, chronię się przed twoimi stare typowymi uwagami i przytykami w moją stronę.
Chcę być dziewczyną, tylko ty mi na to nie pozwalasz.
Wspominałam o tym, że to moja wina, że nie mam wpływu na swoją płeć?
Problem zaś do chłopaka, bo nie potrafi pewnych rzeczy. A został nauczony? Nauczony, a nie poniżony?
Potem przychodzisz. Jak gdyby nigdy nic. Z uśmiechem na twarzy. Już nie pamiętasz tych słów.
Do niczego się nie nadajesz, tylko do gnoju.
I co teraz? Siedzieć i płakać.
Artyści to kłamcy. Bezużyteczni, nic nie wnoszą do społeczeństwa. I właśnie dlatego siedzę w kącie z zeszytem w dłoni i bazgram jakieś wycinki z mojej głowy. Tworzą one jakieś historie i tylko w nich mogę doświadczyć namiastkę tego, czego nie chcesz nam dać.
Gdzieś kiedyś padło zdanie, że artysta wcale nie musi być popularny i zarabiać krocie, by być godnym tego tytułu oraz by był cokolwiek wart.
On musi tylko to CZUĆ.
A ja staram się na nowo to wszystko poczuć.
Te wylane żale to moje Katharsis.
Jestem z tego dumna, to znaczy... będę.
Dopóki ktoś znowu celowo mi tej dumy nie odbierze.
Komentarze (2)
Hej, fajny tyłek 😏 Odczuwam coś w rodzaju katharsis na jego widok.
A ten koleś z tekstu to na Ciebie nie zasługuje...
Niepokojący zapis z wnętrza głowy, podoba mi się to, jak precyzyjnie przelewasz myśli i emocje na papier.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania