To może być coś (7)
INCYDENT Z ŻYRANDOLEM NOCNĄ PORĄ
Następne dni przebiegały spokojnie. Gośka wzięła się mocno za naukę, Daniel z Maćkiem dużo pracowali w związku z jakąś ważną sprawą. Piotrek z kolei spędzał czas przeważnie u siebie w pokoju ewentualnie pożyczał samochód któregoś z domowników i gdzieś jeździł nie zdradzając nikomu gdzie.
Na początku roku akademickiego Gośka z Danielem polecieli do Anglii gdzie mieszkał jego straszy brat Grzesiek. Bracia się od dawna nie wiedzieli a ona chciała pochwalić się swojej kuzynce Susan pierścionkiem zaręczynowym. Propozycja wyjazdu padła do wszystkich, ale Maciek nie chciał już wykorzystywać bliskich znajomości z szefem i znowu brać wolne w pracy, przed chwilą nie było go parę tygodni. Piotrek uważał, że nie chce się wpraszać, bo w końcu nie jest żadną rodziną. Karolina lubiła zarówna Grześka jak i Susan, tak jak cała rodzina Daniela przyjęli ją ciepło, ale nie miała nastroju na podróże. Nie mogła sobie znaleźć miejsca. Z początkiem wiosny rzuciła studia, zajęła się planowaniem ślubu, nie myślała o tym co dalej. Teraz nie wiedziała co chce robić. Snuła się po domu robiąc wszystkie obowiązki domowe, odwlekając dzień kiedy będzie musiała podjąć jakąś decyzje, jak bohaterka ze znanej powieści - „pomyślę o tym jutro”. Tylko jutro nie nadchodziło.
Jej spokój postanowiła zaburzyć Kamila. Karolina nie traktowała jej jak ciotki, bardziej jak dobrą znajomą.
Daniela nie ma – odparła jak zobaczyła ją w drzwiach
Ja nie do niego. Cześć – przekroczyła próg i przywitała się W buziakiem z policzek.
Cześć.
Rozmawiałam z nim. Martwi się o Ciebie, podobno snujesz się bez celu. Martwi się, że przeżywasz cały czas rozstanie.
Karolina wywróciła oczami i poszła do salonu.
To jak się trzymasz?
Rewelacyjnie – skłamała.
Idź po jakieś ciuchy do przebrania.
Po co? - spytała zaskoczona.
Idziemy się poruszać, przyda Ci się.
Kamila sięgnęła ręka do brzucha Karoliny. Nie była najszczuplejsza, nie miała fit figury, ale nie przeszkadzało jej to. Daleko jej było do określenia jako osoby otyłej, spokojnie kupowała ubrania rozmiar M, nie miała ambicji na XS. Choć oznaczało to, że Gośka z rozmiarem S co chwila podbierała jej ubrania, ale w drugą stronę już to nie działało. Trudno, miała swoje kompleksy, ale nie był nim jej rozmiar. Nie miała za złe Kamili, była sportowym freakiem, po czterdziestce miała więcej mięśni i lepiej wyrzeźbione ciało niż nie jedna dwudziestka, czego przykładem była Karolina. Ważne by każdy czuł się dobrze w swojej skórze, czy to XS czy to XL i był zdrowy.
- Rusz się. Spalisz trochę kalorii, poprawi Ci się humor, może nawet to polubisz.
- Nie polubię – nie lubiła się pocić a już na pewno nie kiedy robiła rzeczy pozbawione przyjemności.
- Daniel dał mi zielone światło byle bym Cię wyrwała z domu.
- Aaa… to jak Daniel kazał to już lecę – Karolina nie drgnęła z kanapy.
- Nie ruszasz się.
- Bo nie jestem niewolnikiem Daniela, przynajmniej sobie nic takiego nie przypominam.
- Utrudniasz to – stwierdziła po czym wyszła z salonu.
Po kilku minutach wróciła z dresami i koszulką Karoliny.
- Gdzie masz jakieś sportowe buty?
- Nie mam.
- Masz, masz, zaraz i to znajdę.
- Daj mi święty spokój, zadzwonię do niego i powiem, że spędziłam wspaniały i aktywny dzień z Tobą.
- Nie, to ja zadzwonię i powiem, że całymi dniami leżysz i płaczesz na kanapie.
- A dzwoń – stwierdziła nie sądząc, że Kamila to zrobi.
Jednak jej rozmówczyni wyjęła telefon i na jej oczach wybrała numer swojego brata.
- Nie zrobisz tego – Karolina się poderwała.
- Z troski o Ciebie zrobię.
Kamila włączyła głośnik w telefonie, każdy sygnał zbliżał nieubłaganie moment kiedy Daniel odbierze.
- Dobra, pojadę – prawie krzyknęła.
W tym samym momencie usłyszała głos w telefonie.
- Słucham.
- Część braciszku – Kamila odebrała jednocześnie wskazując w kierunku drzwi. – Karolinie bardzo się spodobał mój pomysł, że aż chce karnet na siłownie na rok.
- Tak? – odezwał się z niedowierzaniem.
- Tak, przelej kasę a my idziemy się ruszać.
Po czym się rozłączyła, żeby się nie domyślił, że ściemnia.
- Zapraszam – zwróciła się do Karoliny, bo ta się dalej nie ruszyła. Pół godziny później znalazły się na siłowni na którą zawsze chodzi Kamila. Zaprowadziła Karolinę na rowerek, żeby się rozgrzała. Później przeciągnęła ją tak, że na koniec nie miała siły ruszyć nawet palcem a nawet mruganie czy oddychanie było bolesne.
- Na dziś możemy skończyć, można iść pod prysznic.
Karolina leżała na macie na ziemi.
- Nie mam na to siły.
Zaciągnęła ją do szatni ta jednak położyła się na ławeczce i nawet nie zmierzała iść pod prysznic choć była spocona. To był za duży wysiłek a wszystko ją bolało.
- Jak kiedyś dojdę do siebie to może się umyje, a może mnie wcześniej pożrą muchy.
- Jak chcesz, ja idę pod prysznic. Poczekaj na mnie.
- Nigdzie się nie ruszam, chyba, że mnie ktoś z tą sturla.
Kiedy Kamila wróciła dalej pozbawiona sił leżała na ławce. Jej oprawczyni się zebrała i zaciągnęła ją do samochodu, po drodze minęły basen.
- Mogłabym chodzić pływać – Karolina spojrzała z utęsknieniem na wodę.
- Może być basen, byle byś się ruszała – stwierdziła Kamila – trzeba poprosić Daniela o kasę na karnet.
- Już prosiłaś, nie będę chodzić na siłownie.
- Ale mi się przyda.
W drodze do domu Karolina powoli doszła do siebie, odzyskała trochę sił. Postanowiła, że idzie prosto pod prysznic i spać mimo wczesnej pory. W holu domu spotkała Maćka i Piotrka
- Cześć.
- Hej.
- Wybieramy się na piwo. Idziesz z nami? – spytał Piotrek.
Karolina szybko pożałowała, że nie wzięła prysznica i się nie przebrała. Stała przed nim w przepoconych dresach, wymięta i rozczochrana. A on jak zwykle perfekcyjny. Poprawiła ręką włosy jakby miało to coś zmienić.
- Kamila mnie przeciągnęła tak, że ledwo stoję. Marzy mi się kąpiel i łóżko.
- Mogę Ci pomóc, w jednym i drugim.
Ze zmęczenia nie zareagowała za szybko i Piotrek podszedł i objął ją w pasie.
- Śmierdzę – prawię, że krzyknęła w nadziei, że go to odstraszy. – Nie umyłam się po treningu – dodała już spokojnie.
- Nie przeszkadza mi to. Z chęcią pomogę.
- Mi też nie przeszkadza i chętnie bym przyjęła pomoc – pomyślała, ale na głos dodała – poradzę sobie sama.
Dobrze się czuła w jego objęciach, za dobrze. Przez chwilę stała jakby sparaliżowana, spojrzała mu w oczy i tylko na jedno miała ochotę. Pomyślała o tym co by mogło być pod tym prysznicem i w łóżku. Jednak szybko wrócił zdrowy rozsądek, zaczęła się delikatnie wyswobadzać z jego ramion. Maciek również postanowił to przerwać.
- Myślę, że nici ze wspólnej kąpieli, więc chodźmy już – położył rękę na ramieniu przyjaciela.
- Na pewno? Nikt tak nie myje pleców.
- Nie wątpię, ale poradzę sobie – Karolina była już na schodach.
Kiedy znalazła się w pokoju rzuciła rzeczy na podłogę i weszła do łazienki. Odkręciła wodę pod prysznicem i odwróciła się do lustra nad umywalką.
- Ogarnij się kobieto, zrób coś z tym – odparła do swojego odbicia.
Karolina została sama w domu, po kąpieli położyła się do łóżka co prawda prysznic i Piotrek, a może tylko Piotrek pobudziły ją tak, że nie miała ochoty spać. Wzięła do ręki książkę i zaczęła czytać. W między czasie za oknem zebrały się chmury i zerwał wiatr. Pierwszy grzmot pojawił się po jakimś dłuższym czasie, Karolina z książką w ręku jednak usnęła a teraz przez hałas burzy została obudzona. Miała akurat piękny sen w którym pozwoliła mu na pomoc. Nawet w snach ją nawiedzał, nawet w snach ją namawiał do grzechu.
Wstała z łóżka, odłożyła książkę i zeszła na dół. Mieli dwa psy, czekoladowego dobermana – Dyzia, czarną rottweilerkę – Florentynę. Przeważnie spędzały czas na dworze mimo, że do domu mogły wejść kiedy chciały. Teraz się za nimi obejrzała, ale nigdzie nie było ich widać. Pewnie spały w budzie, pogoda nie była dla nich żadną przeszkodą, deszcz, śnieg, mróz nie robiły na nich wrażenia. Karolinie nie zostało nic innego jak iść spać.
Uzbroiła alarm, pogasił wszystkie światła i wróciła do swojego pokoju. Jednak wybudzona ze snu nie mogła usnąć a burza i hałas który jej towarzyszył nie pomagały. Postanowiła , że wróci do czytania książki, ale jak tylko zapaliła lampkę nocną to ta zgasła. Próbowała kilka razu jakby klikanie włącznikiem miało coś pomóc. Wstała więc z łóżka i po omacku, potykając się o rzucone wcześniej na podłogę rzeczy doszła do ściany z kontaktem, jednak i to nic nie dało, w pokoju dalej panowała ciemność. Podeszła do okna i wyjrzała, na dworze wszędzie gdzie wzrokiem była wstanie sięgnąć było ciemno, żadnej poświaty z okolicznych domów czy latarni. Zrozumiała, że to jakaś większa awaria prądu. Była sama w domu pogrążonym w ciemności, pierwsze o czym pomyślała to alarm. Nigdy się tym nie interesowała, ale coś się jej kojarzyło, że ma zapasowe zasilanie. Jak się kładła była jeszcze wczesna godzina, nie miała pojęcia ile spała ale postanowiła, że i tak zadzwoni do Daniela żeby się upewnić. Podeszła do łóżka i sięgnęła do szafki nocnej gdzie powinien leżeć jej telefon, ale nie było go tam. Jak na znak zagrzmiało i zabłysło na zewnątrz, w pokoju zrobiło się na chwilę jasno na tyle by zobaczyła swoją torebkę wraz z rzeczami z siłowni na podłodze. Kolejna błyskawica nie nadchodziła, więc powoli sunąć stopami trafiła w ciemności na buta, w tym momencie kucnęła i po omacku ją znalazła. Szybko wyciągnęła telefon i ze zgrozą zobaczyła migoczącą diodę – słaba bateria. Włączyła wyświetlacz – trzy procent. Wykręciła numer do Daniela nie patrząc nawet która godzina, liczyła tylko, że zdąży się dodzwonić. Po trzech sygnałach odebrał.
- A ty czemu nie śpisz?
- Nie mam czasu, zaraz mi telefon padnie. Nie ma prądu, co z alarmem?
- Ma swoje zasilanie, starczy na parę godzin.
- To dobrze.
- A co się dzieje?
- Jest burza, wysiadł prąd w całej okolicy.
- Jasne. W piwnicy…
I urwało, ekran zrobił się czarny, bateria padła. Fakt, że alarm działa ją uspokoił, ale wolała by mieć kontakt ze światem. Wpadła na pomysł naładowania telefonu w samochodzie. Wstała z łóżka i zrobiła dwa kroki w kierunku drzwi kiedy to usłyszała. Coś walnęła, coś szklanego, wielki huk i brzęk tłuczonego szkła a zaraz za nim wielki grzmot. Potem słyszała tylko wiatr i uderzenia kropli deszczu. Przeraziła się, coś zostało stłuczone na dole, alarm nie zadziałał, może nie włączyło się zasilanie. Potrzebuje telefonu. Założyła na bose stopy buty porzucone po siłowni. Kiedy już trzymała rękę na klamce pomyślała sobie, że może lepiej mieć się czym bronić. Szybko uznała, że najlepszy będzie kij do baseballu Piotrka. Przez krótki czas będąc w USA grał i przywiózł go ze sobą jak pamiątkę.
Zachowując się jak najciszej przeszła ze swojego pokoju na drugą stronę korytarza do sypialni Piotrka. Jak ostatnio tu była stał oparty o szafę po drugiej stronie od drzwi. Powoli po omacku, starając się być cicho, potykając się kilka razy i klnąc po nosem doszła do szafy. Wymacała, wzięła do ręki i powoli dotarła przez tor przeszkód panujący w tym pokoju do drzwi. Wyszła na korytarz i nasłuchiwała, poza odgłosami burzy nic nie było słychać. Z duszą na ramieniu ruszyła w kierunku schodów ściskając mocno kij w obu rękach. Zeszła na dół, sięgnęła w holu do szuflady szafki i wyjęła latarkę co prawda nie wiedziała czy dobrym pomysłem jest ją teraz włączyć. Rozejrzała się po holu i rzuciło się jej w oczy, że przy alarmie świeci się czerwona lampka – alarm działa. Później stwierdziła, że nie jest tu też wcale głośniej niż na górze i nie czuć też szalejącego na zewnątrz wiatru. W jednej chwili wiedziała co się stało. Zapaliła latarkę i weszła do salonu, poświeciła na sufit na którym zdecydowanie nie było żyrandola. Skierowała światło na podłogę i zobaczyła całe mnóstwo rozbitych odłamków kryształu. Daniel i w tym miał rację, mocowanie żyrandolu było za słabe.
- Czy on musi mieć zawsze racje?
Poczuła jak jest napięta, jak palce są zaciśnięte na kiju. Wzięła głęboki oddech i próbowała się rozluźnić. Zrzuciła okruchy z kanapy i usiadła, odłożyła kij obok, głowę oparła do tyłu na poduszkach, zamknęła oczy i starała się uspokoić. Chwilę posiedziała po czym postanowiła zrealizować swój plan naładowania telefonu, zostawiła go w holu, kiedy sięgała po latarkę. Ze źródłem światła chodziło się dużo wygodniej, złapała komórkę i kluczyki do auta kiedy mignęły jej światła samochodu podjeżdżającego pod dom. Z jakiegoś powodu wcale nie pomyślała racjonalnie, tylko od razu przeszedł ją strach, przecież to mogą być Maciek z Piotrkiem wracający taksówką. Samochód zaparkował i po chwili zgasły światła. Karolina nie wiedziała co miałaby z nim zrobić, ale postanowiła wrócić po kij do salonu. Zgasiła latarkę i przysiadła na kanapie. Po chwili usłyszała dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach, ktoś wszedł i dźwięk rozbrojonego alarmu.
- Karolina? – usłyszała znajomy głos.
- W salonie jestem – odkrzyknęła, po raz drugi czuła tego wieczoru wielkie napięcie.
Dawid, najlepszy przyjaciel Daniela, jego wspólnik. Karolina zapaliła latarkę i poświeciła w kierunku holu, prosto w twarz przybysza.
- Nie po oczach – zasłonił się ręką.
- Przepraszam. Co tu robisz? – spytała szybko zmieniając kierunek promieni latarki.
- Daniel dzwonił, że wysiadł prąd i się niepokoisz, nie mógł się do Ciebie dodzwonić.
- Bateria mi się rozładowała, chciałam właśnie pójść do samochodu ją naładować, ale zdarzyło się coś niespodziewanego. Zaraz naładuje i do niego zadzwonię.
- Zaczekaj – zatrzymał ją kiedy już wstała – zadzwoń z mojego – zrobił kilka kroków do przodu wyciągając ku niej komórkę kiedy pod nogami mu coś zatrzeszczało. – Co to? – spytał zatrzymując się.
- To właśnie to coś niespodziewanego – odparła, wzięła jego telefon, który odblokował podając jej.
- Zadzwoń do Daniela a ja zaraz wrócę.
Wziął od niej latarkę i wrócił do holu. Karolina wykręciła numer do Daniela ten jednak nie odebrał, czekała tak długo aż samo się rozłączyło, spróbowała ponownie.
- Faktycznie się martwi – stwierdziła do siebie.
- Nie bez powodu wyciągnął mnie w nocy z łóżka – odezwał się Dawid który właśnie wrócił do salonu.
- Nie odebrał, ironizowałam – oddała mu telefon.
- Zaraz pewnie oddzwoni.
Dawid podszedł do kontaktu i nacisnął.
- Nie ma prądu.
- Macie generator prądotwórczy, właśnie go uruchomiłem – kliknął kilka razy.
- Dobrze wiedzieć – stwierdziła Karolina – ale to i tak ci nic nie da, bo nie ma żyrandola.
Wzięła z jego rąk latarkę i na potwierdzenie swoich słów poświeciła na sufit gdzie jeszcze parę godzin temu wisiał kryształowy okaz. Teraz była tam dziura po tym jak kołki wypadły w raz z tynkiem a pociągnięte przewody za nim się urwały zrobiły dalsze szkody, teraz wisiały smętnie.
- Co się stało?
- Urwał się – odparła włączając lampkę podłogową.
Było to wspaniałe uczucie kiedy ten mrok rozświetliła czterdziestowatowa żarówka. Teraz dopiero w całej okazałości dało się zauważyć w jak drobny mak rozpadł się żyrandol, w całym praktycznie salonie były jego kawałki. Koło lampki w kontakcie była pozostawiona przez któregoś z domowników ładowarka więc Karolina skorzystała i podłączyła komórkę. Jak tylko mogła włączyć telefon napisała do Daniela, że jest wszystko ok, bo wbrew zapewnieniom Dawida, nie oddzwonił. Wyłączyli bezpiecznik, który odpowiadał za prąd w żyrandolu, uznali, że lepiej dla wszystkich aby w urwanych przewodach nie było napięcia.
Karolina poszła po miotłę i zaczęła zagarniać resztki szkła tak żeby nikt się nie pokaleczył, w świetle dziennym pewnie i tak będzie trzeba porządnie odkurzyć, ale z grubsza ogarnie. Dawid poszedł w jej ślady, przyniósł szczotkę, zmiotkę i śmietnik, gdzieś trzeba było wyrzucić ten piękny żyrandol. Razem ogarnęli salon w miarę szybko.
Jak większość była sprzątnięta a na dworze ustała burza Karolina zaparzyła sobie herbaty, Dawidowi zrobiła kawę. Zaniosła oba parujące kubki do salonu.
- Dzięki – wziął od niej ciepły napój. – Idź się położyć, ja tu posiedzę do rana.
- Raczej po tylu emocjach nie usnę.
Postawiła swój kubek na stoliku i usiadła na kanapie, podwinęła pod siebie nogi. Poczuła jak stres odchodzi, wzięła łyk herbaty po czym stłumiła ziewnięcie. Nawet nie widziała kiedy usnęła. Rano obudziło ją coś ciepłego na policzku, zaraz potem poczuła zapach typowy dla psiego pyska. Otworzyła oczy, leżała na kanapie, Dawid siedział w fotelu i drzemał a język, który ją lizał należał do Dyzia. Karolina usiadła rozglądając się po salonie. Słońce już wstało, było całkiem jasno. W całym pokoju było widać mnóstwo kawałków szkła, przy świetle lampki nie dali rady lepiej sprzątnąć. Zauważyła, że jest przykryta kocem, Dawid musiał to zrobić jak usnęła. Wstała, narzuciła koc na niego, poszła do kuchni, Dyzio za nią a po chwili pojawiła się Florentyna, więc zaczęła od nakarmienia psów. Wstawiła wodę na kawę dla Dawida i spojrzała co może dać na śniadanie. Było wszystko, poza świeżym pieczywem, szybko się więc przebrała, narzuciła kurtkę i poszła do sklepu po bułki. Minęło już parę godzin od wydarzeń z nocy, ale ślady po nich było widać wszędzie, wielkie kałuże, połamane gałęzie, jak doszła do sklepu to po drugiej stronie ulicy stało pogotowie energetyczne, naprawiające linie wysokiego napięcia. Osiedlowy sklep na szczęście miał prąd i normalnie działał. Kupiła świeże kajzerki i wróciła do domu zrobić śniadanie. Dawid dalej drzemał, psy zjadły, wstawiła ponownie wodę na kawę i zabrała się za jedzenie.
Kilka minut później postawił przed nim kawę, aromat go obudził. Następnie przyniosła talerz z kanapkami.
- Dzień dobry – przywitała się.
- Dzień dobry – powiedział po czym ziewnął. – Dziękuję.
Wziął duży łyk kawy. - To dla mnie?
- Tak, ja już zjadłam. Smacznego.
- Dzięki – sięgnął po pierwszą kanapkę.
Dawid zjadł do końca, wypił kawę do dna, sprawdził czy jest prąd – był, więc wyłączył agregat, pożegnał się i pojechał do domu. Karolina sprzątnęła po śniadaniu po czym zabrała się za odkurzanie resztek szkła.
Nie było jeszcze południa kiedy padła na kanapę z myślą o drzemce. Patrzyła na sufit, na ślad po żyrandolu, myślała o tym jak dobrze, że nie spadł komuś na głowę kiedy zadzwonił jej telefon. Cały czas był podpięty pod ładowarkę, wstała do niego przekonana, że to w końcu oddzwania martwiący się Daniel, jednak dzwonił Maciek. Chciał żeby po nich przyjechała, trochę za bardzo zabalowali, są u kumpla, całą kasę, którą ze sobą wzięli przepili i nie mają jak wrócić. Karolina uśmiechnęła się pod nosem, poprosiła o adres SMS-em i się zebrała.
Obaj ledwo stali na nogach, Maciek był w trochę lepszym stanie a Piotrek był jeszcze cały czas pijany. Wrzuciła ich do samochodu z tyłu i ruszyła w drogę do domu. Ten pierwszy natychmiast usnął a drugiemu się buzia nie zamykała, mimo, że miał momentami problemy z wysławianiem się.
- Fajny masz ten s… s… no.. wiesz..
- Nie wiem.
Karolina spojrzała na jego odbicie w lusterku wstecznym i się uśmiechnęła.
- Auto masz fajne – wydukał w końcu.
- Wiem.
- Miałem ci to… Co ja ci miałem?
- Nie wiem.
- Ech, pijany jestem.
- Nie da się ukryć.
Siedział chwilę i się głowił, co on jej miał aż w końcu sobie przypomniał.
- Już wiem! – krzyknął – Miałem ci powiedzieć.
- Co miałeś mi powiedzieć?
- Że masz fajne auto.
- No to już mówiłeś.
- Tak? – spytał zaskoczony – A to, że jesteś… - i tu urwał.
- Co jestem? – spytała znów zerkając na niego we wstecznym lusterku.
- Jesteś piękna.
- Tego jeszcze nie mówiłeś.
- Jesteś.
- Co jestem? – ciągnęła go za język uśmiechając się pod nosem.
- Jesteś… piękna.
Karolina roześmiała się serdecznie.
- Nie śmiej się ze mnie – wybełkotał.
Po powrocie do domu obaj położyli się do łóżka i poza jakimiś sporadycznymi wyjściami do kuchni po wodę nie pokazywali się i odsypiali noc. Karolina też się wcześniej położyła i dopiero następnego dnia rano zobaczyła się z chłopakami. Maciek już się dobrze trzymał, Piotrka strasznie bolała głowa.
- Gdzie się w ogóle podział żyrandol? – spytał Maciek.
- Spadł wczoraj w nocy.
- To miałaś przygody. Mam nadzieję, że my nie narobiliśmy żadnych problemów? Nic nie pamiętam.
- Spoko, ty zasnąłeś od razu w samochodzie, jak dojechaliśmy co prawda miałam problem żeby Cię dobudzić, ale jakoś się udało. Poszedłeś prosto do łóżka. Gorzej z nim – wskazała brodą na Piotrka. – Ulało mu się, na szczęście zdążył wysiąść z samochodu. A w drodze buzia mu się nie zamykała. Jakby co to już mi mówiłeś, że mam fajny samochód – ostatnie słowa skierowała do Piotrka.
Śmiejąc się poszła do kuchni zrobić jakieś śniadanie.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale pewnie gadałem jakieś głupoty – powiedział jak wróciła do salonu.
- Gadałeś mnóstwo głupot – odezwała się będąc tuż obok niego.
- Ciszej, głowa mnie boli.
- Proszę – podała mu po chwili szklankę wody i pigułkę przeciwbólową.
- Dzięki. To co takiego głupiego mówiłem?
- Powtarzałeś jaka to jestem piękna – powiedziała na tyle cicho, żeby tylko ona to usłyszał.
- Bo jesteś – uśmiechnął się do niej – to nie była żadna głupota.
Tego samego dnia wieczorem Karolina robiła porządki w kuchni, szukała sobie zajęcia by nie myśleć, nie rozpamiętywać, nie fantazjować, nie musieć podejmować żadnych życiowych decyzji. Maciek wyjechał na lotnisko po narzeczoną i przyszłego teścia. Karolina dostała informacje od Daniela, że samolot ma opóźnienie, ale nie zdążyła tego mu przekazać za nim wyjechał. Będzie musiał poczekać na lotnisku. Piotrek w tym czasie siedział u siebie w pokoju, miał w planach się rozpakować do końca, ale zamiast tego położył się do łóżka i większość dnia przespał.
Ogarnęła kuchnię, nakryła do stołu, ale jeszcze nie szykowała kolacji, nie wiadomo było o której dolecą, umówiła się, że dadzą znać jak już wylądują. Na dworze był już zmrok, więc zapaliła lampkę podłogową która aktualnie była jedynym głównym źródłem światła w salonie. W jej świetle zobaczyła kij baseballowy Piotrka, postanowiła mu oddać, więc go wzięła i poszła na górę.
Piotrek poszedł do siebie z myślą, że w końcu rozpakuje się do reszty. Tabletka od Karoliny początkowo pomogła, ale znowu go zaczęła głowa boleć. Dostał też od niej butelkę półtoralitrową wody i przykaz jej wypicia. Teraz wziął kilka głębszych łyków i położył się do łóżka, krótka drzemka i poczuje się lepiej. Kiedy Karolina zapukała do jego drzwi było znacznie później niż krótka drzemka. Nie usłyszała hasła „proszę”, więc miała już odejść, odstawić kij koło drzwi, ale szybko się jej przypomniało jak bezceremonialnie wszedł dopiero co do niej i to do łazienki. Uchyliła lekko drzwi, leżał na łóżku, w ubraniu, w pokoju panował bałagan o który się w nocy potykała, było też duszno. Kij odstawiła na miejsce, zarzuciła na niego koc, który wygrzebała wcześniej z pod sterty ubrań i uchyliła okno. Po cichu chciała już wyjść kiedy się przekręcił, spojrzała czy się nie obudził, spał dalej, ale zrzucił z siebie koc, nie chciała mieć go na sumieniu, w końcu to ona otworzyła mu okno a na dworze jest chłodno. Jej instynkt opiekuńczy zadziała, podeszła do łóżka, żeby poprawić nakrycie i w tym momencie uderzyła małym palcem w kant mebla. Nie dała rady w pierwszej chwili nie krzyknąć, więc poleciało krótkie, ale głośne „Ała!”. Wystarczyło by się obudził.
- Co się dzieje? – zerwał się na łóżku.
- Nic, walnęłam się w paluszek – Karolina kucała w nogach łóżka trzymając się za stopę.
- Po co?
- Serio? – spojrzała na niego z wyrzutem.
Piotrek opadł z powrotem na łóżko, zasłonił dłonią oczy.
- Głowa mnie znowu boli. To nigdy nie przejdzie.
- Walnij się w mały palec to Ci przejdzie – zapewniła.
Powoli wstała ponieważ ból zaczął się już rozchodzić, małymi kroczkami opuściła jego pokój i poszła do siebie. Miała tabletki przeciwbólowe, więc zaniosła mu jedną, przygasiła też światło, zamieniając żyrandol na lampkę nocną.
- Dzięki – odparł, odsłaniając oczy – Od razu lepiej.
- Łyknij to i nie żartowałam każąc Ci wypić wodę.
- Usnąłem, już będę grzeczny i wypije – zapewnił ją uśmiechając się, wziął tabletkę i połknął popijając kilkoma łykami wody. – Co ty w ogóle tu robisz? Poza obijaniem mi mebli.
- Odnosiłam twój kij – wskazała na wspomniany przedmiot.
- Nawet nie zauważyłem, że go nie było. Po co ci był?
- Nie wiem, do samoobrony? – bardziej się spytała niż stwierdziła, bo w sumie jak teraz o tym pomyślała, to przecież i tak nie zrobiłaby z niego użytku gdyby w domu faktycznie był włamywacz. Musiała by coś widzieć, przygotować się i mieć czas zamachnąć a kij był ciężki. Prędzej by go upuściła i uciekła.
- Przed kim chciałaś się bronić?
- Jak się okazało przed żyrandolem.
- To twoja sprawka?
- Nie no, sam spadł, nie odwaliło mi jeszcze. Siedziałam pogrążona w ciemności kiedy usłyszałam huk i szkło. Nie wiedziałam co to, bałam się a miałam rozładowany telefon, więc chciałam dostać się do garażu.
- Nie powinniśmy wychodzić.
- Przestań. Nie mogłeś wiedzieć, że wyjdziecie i się świat zacznie walić.
- Dobrze, że się Tobie nic nie stało.
- Pij wodę – Karolina zwróciła uwagę na trzymaną przez niego butelkę po czym odwróciła się w kierunku drzwi.
- Posiedź ze mną – zawołał widząc, że chce wyjść – będę pił, obiecuje – położył dłoń na sercu podkreślając ostatnie słowo.
Karolina się do niego odwróciła i przysiadła na skraju łóżka.
- Co tak świętowaliście? – spytała z ciekawości.
- Mój zdany egzamin.
- Jaki egzamin? – spytała, ale szybko sobie sama odpowiedziała – na aplikację?
- Tak.
- To gratuluje! Nic się nie odzywałeś, że zdałeś.
- Dziękuję.
W tym momencie przez okno wdarł się powiew wiatru. Październikowe wieczory nie były już takie miłe, więc Karolinie zrobiło się zimno.
- Chodź pod koc – Piotrek zobaczył jej gęsią skórkę na rękach.
Położyła się obok niego.
- Nie chciałeś iść tą drogą a jednak przystąpiłeś od egzaminu.
- Dalej nie chce.
- To czemu marnujesz sobie życie?
- Bez przesady, prawnicy dobrze zarabiają, mają powodzenie u kobiet, która by nie chciała majętnego adwokata? – Uśmiechnął się.
- Ja, jeśli to by była jego pasja to spoko, jak miały by być sfrustrowany i nieszczęśliwy robiąc coś czego nie lubi to wolałabym, żeby był operatorem koparki, kopał rowy albo zbierał śmieci, byle był szczęśliwy.
- To jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Karolina nie skomentowała tego, jedynie głośno westchnęła.
- Nie będzie tak źle – stwierdził.
Przysunął dłoń pod kocem i poczuł jej rękę, delikatnie pogłaskał ją palcem. Nie zabrała ręki, pozwoliła na tą pieszczotę.
- Dlaczego po prostu nie wybierzesz czegoś co ci sprawi przyjemność?
- Bo tak jest łatwiej.
- Nie prawda, teraz ci się tak wydaje, bo nie kłócisz się z ojcem. Przecież nawet jak uzna to za afront w jego stronę i się obrazie to kiedyś mu przejdzie, to twój tata. Prędzej czy później się dogadacie.
- A przez ten czas?
- Będziesz szczęśliwy, robiąc to co kochasz.
- Nie chce go zawieźć, nie chce się z nim kłócić. Tak jak powiedziałaś, to mój tata.
- Powiedziałeś mu kiedykolwiek, że nie podoba ci się to?
- Tak – odparł - to był warunek dla którego wyjechałem do stanów.
- To znaczy? – spytała zaciekawiona.
Obróciła się na bok żeby na niego spojrzeć jednocześnie zabrała swoją rękę na tyle daleko, że nie mógł jej głaskać swoim palcem. Podobał mu się ten kontakt fizyczny, choć błahy, to sprawiał przyjemność.
- Po maturze ojciec chciał żebym szedł na studia, ja nie chciałem, więc dostałem ultimatum – albo studia, albo wyjeżdżam z nimi.
- Byłeś dorosły. Mogłeś zostać, iść na jaki chciałeś kierunek. Byłeś dorosły – powtórzyła.
- No i co z tego, za coś trzeba było żyć, poza tym wydarzyły się też inne rzeczy i wcale nie chciałem zostać sam w Polsce. Wolałem pojechać z nimi i niczym się nie przejmować.
- I co tam robiłeś?
- Bawiłem się, trochę pracowałem, ale głównie bawiłem się. Byłem szczęśliwy tak jak to teraz cały czas podkreślasz. Z każdym dniem, z każdym tygodniem, miesiącem patrzyłem jak jest mną co raz bardziej rozczarowany.
- Dlatego wróciłeś do Polski?
- Tak, oznajmiłem, że chce wrócić, że pójdę na studia. Na prawo. Po trzech latach zabawy w stanach wróciłem.
- Ucieszył się?
- Chyba pierwszy raz w życiu był z mojego powodu tak zadowolony.
- To jest przykre – Karolina chciała mu okazać wsparcie, więc położyła rękę na ramieniu.
- Każdy rodzic ma jakieś oczekiwania.
- Każdy rodzic powinien być dumny kiedy jego dziecko jest dobrym człowiekiem i jest szczęśliwe. Powinien wspierać je w tym co ono chce robić w życiu.
- W idealnym świecie – Piotrek złapał ją z rękę którą cały czas miała na jego ramieniu – w idealnym świecie miałbym u swojego boku piękną, mądrą i wierną, uczciwą kobietę – przyciągnął ją do siebie. W myślach dodał „ Jak ty, gdybyś tylko umiała pokochać kogoś takiego jak ja”.
Przytulił ją jednocześnie mówiąc o pięknych kobietach u jego boku, których nie ma. Jego wypowiedź jednak odebrała bardziej osobiście niż by chciał. Po pijaku mówił, ż jest piękna… Teraz już tak nie uważał.
- Co zamierzasz teraz po egzaminie? – spytała zmieniając temat.
- Daniel zaproponował mi pracę w kancelarii, deklarował też że jak zdam egzamin to mogę od stycznia zacząć u niego aplikację. Jeśli chce.
- To miło z jego strony.
- Twierdzi, że mój ojciec z nim nie rozmawiał, że to nie po prośbie, że sprawdził mnie na mojej uczelni.
- Uważasz, że jest inaczej?
- Nie wiem, nie mam podstaw żeby tak uważać. Daniel to spoko facet. Na Uniwersytecie Gdańskim cały czas gościnnie wykłada stary Maćka, więc mógł zaciągnąć języka.
- Skorzystasz z tej propozycji?
- Nie dałem mu jeszcze odpowiedzi, ale to naprawdę dobra szansa. Nie każdy po studiach dostaje takie oferty, aplikacja i praca. Często aplikanci muszą gdzieś chodzić do pracy, totalnie nie związanej z zawodem, żeby mieć za co żyć.
- Może Ci się spodoba – odezwała się po chwili z nadzieją w głosie. – Jak się zagłębisz w jakieś prawdziwe sprawy, prawdziwych ludzi, staniesz przed sędzią w sądzie.
- Awantury o spadki, podział majątku, opiekę nad dziećmi… Już czuję tą ekscytację – odpowiedział sarkastycznie.
- To dla tych ludzi prawdziwe dramaty.
- Nie wątpię i na pewno znajdzie się masa chętnych adwokatów, którzy będą się tym z pasją zajmować.
Przez chwilę zapadła cisza, leżała przytulona przez niego z głową na jego klatce piersiowej, słyszała jak jego serce rytmicznie bije. Zwątpiła, przynajmniej chwilowo, że przekona go do rozmowy z ojcem i podejmie inną decyzję życiową. Wątpiła, żeby był szczęśliwy robiąc coś co mu się nie podoba, ale może znajdzie jakąś dziedzinę prawa, która go w jakimś stopniu będzie pociągać. Daniel zajmował się wszystkim, ale specjalizował w jednej. Czasem z grubsza opowiadał nad czym pracuje.
- A prawo karne?
- Mój ojciec wykładał prawo karne.
- To pewnie masz je w małym placu.
W tym momencie usłyszeli przez otwarte okno podjeżdżający pod dom samochód. Karolina wstała i podeszła wyjrzeć na podjazd kto i tak jak się spodziewała wrócił Maciek z Gosią i Danielem. Zaparkował przed domem i zaczęli wysiadać, o czymś rozmawiali, ona się śmiała. Piotrek stanął obok przy oknie.
- Maciek zasługuje to ma swoją piękną, mądrą, wierną i uczciwą kobietę.
- A ty nie zasługujesz? – spytała zaskoczona.
- Idę im pomóc.
Nie odpowiedział tylko wyszedł pod pretekstem pomocy, choć wcale nie była potrzebna. Ona stała przez chwilę zamyślona, aż się jej przypomniało, że miała kolację wstawić. Przyszła tu na chwilę, została na dłużej a nie wzięła telefonu, więc nie odebrała informacji że już wylądowali.
Kiedy tylko zrobiła kolację, usiedli wszyscy w jadalni. Daniel nie przejął się ani trochę żyrandolem, ale stwierdził, że z powiadomieniem siostry wstrzyma się jakiś czas, nie śpieszyło mu się żeby jej o tym mówić.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania