Toksyczny banał część druga

Lustrzane odbicie

 

Wychodzenie z tej relacji zajęło jej dużo czasu. Godziny bólu i hektolitry wylanych łez. Droga ku wolności była cholernie żmudna. Ale nawet teraz kiedy jest już w pełni sobą, zdarzają jej się momenty załamania. Wtedy mimo wszystko zaciska zęby, wraca myślami do najtrudniejszych chwil, które jej zafundował i oddycha z ulgą, że już go nie ma. Nie ma go obok – jak to cudownie brzmi, nie ma go kiedy wraca do domu. Może położyć się do łóżka w środku dnia. Nie musi codziennie jeść obiadu. Nie musi dotykać ciała, które budzi jej obrzydzenie bo wyczuwa na nim zapach innej kobiety. Może chodzić po domu w szpilkach albo na bosaka, nikt już nie skomentuje, że zachowuje się jak idiotka. Nikt, absolutnie nikt się nie obraża ani nie wrzeszczy. Nie trzeba się bać, że kogoś się obrazi za to tylko, że miało się czelność po prostu być. Absolutna wolność. Ulga. Cisza.

Po tym co przeszła toksyka wyczuwa na kilometr. Jadąc autobusem w pasażerach odnajduje cechy narcystyczne. Koleś w sklepie ściskający swoją dziewczynę to ukryty narcyz na bank. A tamta dziunia ma toksyczne zapędy, biedne dziecko jak dorośnie terapia murowana.

Znajomych też zaczęła uważniej dobierać. Dziwne spojrzenie koleżanki z pracy zaowocowało brakiem totalnego kontaktu, nic nie szkodzi, że może dziwnie patrzyła bo właśnie zakropiła sobie oczy. Lepiej unikać takich ludzi. Z przyjaciółmi na ten moment spotyka się tylko przelotnie, jeszcze nie wie czy nie ściągną jej w dół swoją niby troską. Tak może i jest przewrażliwiona ale oni właśnie powinni to zrozumieć.

W końcu pojawia się ktoś do kochania. Ona jest gotowa, pewna siebie. Cały ból wyleczyła, żyje w tu i w teraz. Kocha siebie. Jest gotowa na związek. Trzeba na początku ustalić reguły – jakie to proste, kiedy uczucie dopiero kiełkuje. Więc żadnego przywiązania na siłę, jak coś będzie nie tak to koniec, bo w poprzednim związku zbyt długo zwlekałam z odejściem. Każdy ma swoją przestrzeń, nawet nie ma mowy by razem zamieszkać – już nigdy w życiu nie zrobię tego co wtedy. Oczywiście przyjaciele też osobni -potem trzeba się zastanawiać który wolał mnie a który jego no i w ogóle zamieszanie.

Żadnego wyznawania uczuć dopóki nie będzie się absolutnie pewnym. Żadnych rozmów podniesionym głosem. Nic z tych rzeczy. Tak możemy się zacząć spotykać, ale oczywiście to otwarty związek. Totalna niezależność, tylko bez spotykania się z innymi bo to nie odpowiedzialne.

No i się zaczyna. Bo w zasadzie to ja bym chciała, żebyś jednak był bardziej czuły, bo mój były nie był. I to twoje spojrzenie, czuję, że zaraz mi powiesz coś przykrego, popatrz jak moje ciało się spina. Nie mów tak do mnie, bo to mi przypomina moment, kiedy mój były też użył takich słów. Nie, nie chodzi o to jaki ty jesteś ale o to co ja czuję.

Dłużej już tego nie wytrzymam, wiem dobrze do czego to zmierza. Wychodzę. Wróciłam zapytać co czułeś kiedy wyszłam? Tak właśnie myślałam, nie zrobiło to na tobie wrażenia, na nim też nie robiło. Jestem przezroczysta, nie widzisz mnie. Kochaj mnie, akceptuję cię ale czy to tak ciężko powiedzieć że mnie kochasz, czemu mnie nie przytulasz? Czemu kochamy się tak rzadko? Nie podobam ci się, chcę tylko miłości co trudnego w tym żeby ją okazać. Ja wolę jak mówisz częściej, jak w ogóle mówisz. Komunikacja to podstawa udanego związku. Tak mam wątpliwości, jutro może być gorzej- wychodzę.

Dobrze więc chcę spróbować jeszcze raz. Od początku. Teraz chcę budować. Tak zdaję sobie sprawę, że to nienormalne, ale odebrałam lekcje. Czekam. Podobno jak ktoś każe czekać to nie jest wart miłości. A ja nie wiem i zostaje w tym nie wiem. Kto teraz rzuci kostką?

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Alex_Ander 2 miesiące temu
    Relacje te nigdy nie należały do łatwych i nie będą należeć. Nie ma cudownego środka na szczęśliwy związek. Brak lekarstwa na to.
    Jeśli jednak już komuś się uda, to jest szczęściarzem i tyle.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania